czwartek, 15 listopada 2012

Ponglish


Jak dużo języków znacie? Polski, angielski, niemiecki, francuski, włoski, hiszpański, rosyjski? A może coś bardziej oryginalnego? Chiński, węgierski, szwedzki? Moi znajomi z filologii polskiej dodadzą jeszcze łacinę i scs. 
Uczymy się języków obcych od małego, nieraz równolegle z tym ojczystym. Im więcej tym lepiej.

Ilu więc z was zna ponglish? Myślę, że wszyscy nieźle sonie z nim radzą, ale nie do końca zdają sobie z tego sprawę. Ba, ja nawet myślę w ponglishu.

O czym ja mówię? Już tłumaczę.

Każdego roku tysiące Polaków wyjeżdża abroad by szukać jobu lub nowego hausa. Najchętniej wybierają jako  destinejszyn swojej podróży Ukej lub USEj. W krajach tych Polacy tworzą swoje małe community, w których można zauważyć very interesting thing a mianowicie ponglish. Now, do you know what I mean?




Kilka lat temu moja grandma wyjechała na kilka tygodni do Czikago. Gdy wróciła szybko zauważyłam, że pongish opanowała very well. Opowiadała jak to do ogrodu botanicznego jedzie się takim olbrzymim highwayem, że u cioci w gardenie jest basen, a w bejsmencie ma taki ładny pokoik. It was sweet.

Nie tylko w USA Polacy mówią w ponglish. Gdy bierzesz autobus często słyszysz jak teenagers przeplatają Polish z English. Rozmawiają o tym jak było w school, że wybierają się na szoping bo wczoraj widzieli taki fajny jamper na sejlu. Gdy ktoś ma doła mówimy 'don’t worry', a jak idzie na egzamin 'good luck'. To normalne? 
Młodych ludzi to nie obchodzi. Oni lubią brejkać wszystkie rules. Ja też je brejkam. Who cares? Jeśli chce mogę przechodzić przez strita, jeść czikeny na diner i popijać je ajs tee. 

Prawda jest jednak taka, że w naszych ustach brzmi to trochę śmiesznie.

Czy ponglish to kaleczenie ojczystego języka? Takie pytanie zadano nam na jednych z zajęć. 
Powiem: nie, pod warunkiem, że wszystko będzie w granicach rozsądku. Jak już wcześniej wspomniałam sama używam ponglisha. Myślę w ponglishu, a i nabrałam takich nawyków, że bardzo często inaczej nie potrafię się wysłowić. Klasyczne “hello” słyszę na każdym kroku, a “ok.” Polacy używają częściej niż Amerykanie. Takie kalki, przeinaczenia czy zapożyczenia są nieuniknione. Żyjemy w świecie gdzie zacierają się granice. Językoznawcy napominają, że w kontaktach oficjalnych, takich w których coś sobą reprezentujemy warto zachować ten jeden czynnik, który decyduje o tym kim jesteśmy. Że ponglish to nie język. Może mają racje... (polonistka się odezwała)
Żeby było jasna, nie chcę nikogo pouczać, prawić kazań. Ponglisha  traktuję jako taką ciekawostkę i cały ten post proszę tak odebrać. Nie mam żadnych kwalifikacji by czegokolwiek uczyć, ani zakazywać, nawet nie chcę tego robić. Nie słuchajcie językoznawców. 

Zresztą ponglish to dowód na niezwykłą kreatywność poloni, sami popatrzcie:

  • Daj mi fona, jak już będziesz free, to wezmę dzień offa i wydamy trochę keszu.
  • Rano lepiej jechać sabłejem niż brać autobus, bo w dałtałn jest okropny trafik.
  • Drajwnij mojego kara na kornerze naszej strity.
  • Kolnij po plambersa, bo nam się tapsik brejknął (albo: pajpa brejknęła).
  • Rano lepiej jechać sabłejem, niż brać basa, bo w city jest okropny trafik.
  • Odbierz kola od frenda. Pewnie ma brejka i zamiast iść na lunch postanowił się z tobą spiknąć.
  • Chyba zostanę dziś na owertajma.
  • Miałem natopować ojsterkę na tubę, ale byłem tu bizi i teraz na interwiu lecę karą, a tu trafik że nie wiem co… Szit! Łotewa… Zrobię fona że będę lejt - luknij jaki mamy tajm.
  • Brejkam wszystkie rule.
  • Luknij fader przez łindoł, jak te bojsy się fajtują na tej stricie.
  • Ma ważny lajznes z njudżerzy. Lajznes ważny, ale sekura i permit były nieważne, nie mówiąc już o grinkard.
  • Jestem partaczem w banku w city.
  • Aplikowałem na dżoba i czekam na kol, żeby zaprosili mnie na interwju.
  • Z kim mieszkasz na flacie?
  • Idę na shopping po czikena na dinera, a ty zostań na flacie i łejtuj na mnie.


Na koniec powiem tyko: thanks for the mountain za zajrzenie tutaj. tower, że może wywoałałam smila na waszych fejsach.

Do you divide my sentence? 

I tak wyszło na to, że coś zapamiętałam na tych studiach, pani doktor może być ze mnie dumna:)

3 komentarze:

  1. ejże, ejże, *from the mountain, hun! :D
    i tak, hjudż smajla wywołałaś.
    ach ten ponglish!

    OdpowiedzUsuń
  2. Hahahahahaaha :D
    Lubię Ponglish i chyba właśnie mi uświadomiłaś, że używam go 24 na dobę - co w gruncie rzeczy jest raczej sprawą oczywistą (mój Dziadek właśnie mi ostatnio uwagę zwrócił, że to denerwujące, że uzupełniam zdania słowami po angielsku) :D
    I niestety, używam go nawet w oficjalnych sytuacjach :D Np. pamiętam, że na praktykach raz dyrektor mi się zapytał, czy nie mogłabym przyjść w piątek, a wziąć sobie inny dzień wolny. Odpowiedziałam, że "niestety nie mogę, bo już sobie zrobiłam plany". Dopiero po DŁUGIEJ chwili dotarło do mnie, że to chyba nie bardzo po polsku było :D Kilka razy zdażyło mi się też napomknąć, że to nie robi sensu. Na szczęście, nasi wykładowcy też takich sformułowań używają, więc nie mam wyrzutów sumienia :D

    I obwjusli udało Ci się wywołać smajla na mojej fejs :D

    OdpowiedzUsuń
  3. Autentyczne z Chicago: Pani, a ile dolców za tego paundowego boxa?

    Kiedyś były rusycyzmy teraz są anglicyzmy. Normalna kolej rzeczy.

    OdpowiedzUsuń