piątek, 19 października 2012

Bądźmy bardziej pozytywni!



HOW KAMA SEES THE WORLD?

Ok. Co was wkurza, co frustruje, irytuje, doprowadza do szału, frustruje? Często coś krytykujecie, przewracacie oczami?…

No właśnie.

Wśród innych narodów istnieje wiele opinii dotyczących Polaków. Zarówno pozytywnych jak i negatywnych. Jednak jedna z tych negatywnych dała mi sporo do myślenia. Podobno jesteśmy marudami, wiecznie narzekającymi smutasami, którzy nie potrafią się z niczego cieszyć. 




Jako studentka dużo czasu spędzam w pociągach czy tramwajach. Są to idealne miejsca do obserwacji innych. Ludzie siadają na pierwszym wolnym miejscu, odwracają się w stronę okna i tylko czekają na swój przystanek. Jeżeli uda im się nawiązać rozmowę z innym pasażerem to zazwyczaj zaczyna się od narzekania: że jest za gorąco, albo, że deszcz znów pada, że młodzież jest nie wychowana i nie ustępuje miejsca. Płynnie przechodzą od pogody do polityki. Krytykują rząd, krytykują posłów, krytykują sytuację w państwie. Narzekają wzrost cen i na niskie zarobki. Nie podoba im się, że tramwaj jedzie za wolno, że są roboty drogowe. Najgorsze w tym wszystkim jest to, że często ci ludzie widzą się po raz pierwszy. Być może już więcej się nie spotkają. Dlaczego wiec narzekają? Czy nie lepiej zrobić dobre wrażenie na obcej osobie?

Wtorkowa historia. Jechałam tramwajem linii 20 w stronę Uniwersytetu Pedagogicznego. Na przystanku stała spora grupka ludzi, ponieważ wcześniejsza 4 uległa awarii. Do dosyć krótkiej 20 musiało zmieścić się znacznie więcej osób. Jeżeli wiecie i o jakim tramwaju mówię to wiecie też, że jest on zbudowany tak, że środkowa część jest niżej, nie ma schodków i łatwiej do niej wsiąść. Wszystkie wagony były wypełnione po brzegi. Na jednym z przystanków wsiadała pani z balkonikiem i dziewczyna z  dzieckiem w wózku. Dziewczyna spokojna i grzeczna, a starsza pani? Na dzień dobry zrobiła awanturę, ze ludzie mają czelność stać na miejscu dla niepełnosprawnych, że powinni przenieść się na wyższe poziomy, że się przesuwają za wolno i że jest taka schorowana. Gdy ktoś próbował jej tłumaczyć, że nie ma miejsca, to go nie słuchała. Grzecznie wszyscy się ścisnęli i zrobili jej miejsce na balkonik, ale ta nie przestawała narzekać, chociaż wszyscy unikali z nią kontaktu i odwracali wzrok. W ciągu pięciominutowej podróży (2 przystanki) śmiało odkryła, że taki tłok w tramwaju to wina Tuska, że rząd to katastrofa, że ludzie są niewychowani itd.. Jak wyszła (ciągle narzekając i rozstawiając ludzi po kątach) w tramwaju nastała miła atmosfera rozluźniania, wszyscy wymienili się uśmiechami i chyba byli zadowoleni, że starsza pani zniknęła.

Nie tylko ludzie w tramwajach są uciążliwi.

Kiedy ostatnio słyszeliście w wiadomościach lub przeczytaliście w gazecie jakąś w pełni pozytywną wiadomość? Tak- ciężko sobie przypomnieć. 

Telewizja wpisuje się w bardzo prosty schemat. Najlepiej sprzedają się newsy szokujące, wywołujące silne emocje, takie które nas poruszą. Żyjemy w świecie w którym przemoc jest na porządku dziennym. Dlatego też nie możemy się odciąć od katastrof, tragedii, zamachów, absurdalnych pomysłów naszych polityków, kłótni, sporów, konfliktów.

Jeżeli dostarczane są nam takie wiadomości to nie dziwnego, że pogłębia się nasza frustracja i złość. Swoje nastroje przekazujemy innym i tak wszyscy wokół chodzą naburmuszeni i mają wszystkiego dosyć.

Co tak bardzo wkurza Polaków?

Polityka? Kryzys? Bezrobocie? Ceny paliw? Tak, bez wątpienia są to rzeczy, które mają na nas największy wpływ i chyba bez względu na narodowość stanowią problem.

Problem tkwi w tym, że są to sprawy na które właściwie nie mamy wpływu. Bez względu na nasze poczynania politycy będą robić swoje. Już dawno przestaliśmy wierzyć, że słuchają oni opinii społecznych. Ich praca polega na służbie państwu ale niestety, chyba wszyscy się zgodzimy, że budowanie silnego państwa to nie najważniejszy punkt programu partyjnego. Na sejmowych korytarzach codziennie wybuchają kłótnie. Większość partii skupia się na krytyce poczynań rządu bez względu na to jak wyglądają, a rząd odbija piłeczkę. Nikt nie zastanawia się jak to odbiorą wyborcy. Nie liczą się z tym, że ich niesnaski wpływają na nas, że ich konflikty przenoszą się do naszych domów i niebawem dojdzie do tego, że osoby o różnych poglądach nie będą mogły wytrzymać w jednym pomieszczeniu.

Na kryzys i deficyt budżetowy też nie mamy wpływu. Bezrobocie nie zależy od nas ponieważ nie tworzymy miejsc pracy. Wzrost cen to tak drażliwy temat, że potrafi wywołać przypływ niepohamowanej złości. Bez względu na to jak będziemy się starać nie dokonamy cudu. 

Co jeszcze psuje nam humor?

Istnieje jednak wiele innych spraw, które denerwują Polaków. Wygląda na to, że niemal każdy aspekt życia ma wpływ na nasz zły nastrój. Może być to dosłownie wszystko. Kilometrowe korki, ludzie rozmawiający głośno przez telefon, chuda koleżanka, zawieszający się komputer i „oczko” w rajstopach. Nie jesteśmy obojętni na źle zaparkowane samochody, ludzi wyjmujących pieniądze do zapłaty zbyt wolno, spóźniający się autobusy, ilość reklam. Niemal na każdym kroku spotykamy kogoś kto wywraca oczami lub marszczy czoło ze złości. Potrafimy reagować impulsywnie. Jeżeli kogoś nie lubimy to denerwuje nas jego sposób mówienie, siedzenia a nawet sposób trzymania widelca.

Jest wiele rzeczy, które personalnie nas nie dotyczą, a mimo wszystko mają na nas duży wpływ. Wiemy wszyscy, że z naturą się nie wygra. Osobiście odnoszę wrażenie, że ostatnio na świecie nie dzieje się nic dobrego. Powodzie, susze, wybuchy wulkanów, srogie zimy, topnienie lodowców, wymierające gatunki zwierząt. Kogo się o to wszystko oskarża? Ekolodzy nie mają wątpliwości, że to nasza wina ponieważ wyrzucamy śmieci do lasu, albo palimy nie tym co trzeba w piecach. Widmo kataklizmu ciąży nad nami jak gradowa chmura i ani się nie obejrzymy, a wszyscy doświadczymy jego skutków. Jak w takiej sytuacji się uśmiechać?

Jest z nami aż tak źle?

Co się stanie jeśli uśmiechniesz się do kogoś obcego? Najprawdopodobniej zostaniesz odebrany jako dziwak. Nie przywykliśmy do okazywania sobie bezinteresownej życzliwości. 
Swego czasu w jednej ze stacji telewizyjnych przeprowadzono eksperyment. Kobieta podchodziła do ludzi na ulicy i z uśmiechem na twarzy składała życzenia świąteczne. Gest wydaje się bardzo miły i pewnie oczekiwano wzajemności. Jednak większość ludzi albo ignorowała kobietę szybko oddalając się w przeciwnym kierunku, albo była w głębokim szoku. 

Czy to oznacza, że nie mamy powodów do uśmiechu, nawet w święta? Nie chcę by to co tu piszę wyłącznie potwierdzało ten przykry stereotyp. Wierzę, że jesteśmy w stanie okazywać również pozytywne emocje.

Czy to podczas rozgrywek sportowych, czy przy okazji celebracji jakiś osiągnięć naszych rodaków. Polscy kibice są podziwiani za swoją postawę, doping i oddanie. Lubimy się bawić, szukamy powodów do szczęścia. Polska gościnność to jedna z naszych wizytówek.

Tak. Mam zamiar przytoczyć motyw Basenu Narodowego. Kolejny powód do narzekań i frustracji. Moglibyśmy tylko o tym mówić i zrzucać winę na wszystkich dokoła. To co się jednak stało było niesamowite. Cała ta farsa obrócona w żart spowodowała rozluźnienie atmosfery. Ludzie zjednoczyli się nie w narzekaniu, a śmianiu się. Udowodniliśmy, że potrafimy, a atmosfera w kraju tak jakby na chwile się poprawiła

Problem tkwi jednak w tym, że na dłuższą metę nie cieszymy się z drobnych rzeczy. Jesteśmy krajem malkontentów - mało kto ma co do tego wątpliwości. Nawet jeżeli jest nam dobrze, to i tak jest nam źle, bo sąsiad ma lepiej. 



Powinniśmy być bardziej pozytywni. Zacznijmy być optymistami. Pisałam TU o tym wczoraj.
Dostrzegajmy nawet te małe, a drobne rzeczy. Cieszmy się chociażby z promieni słońca, czy orzeźwiającego deszczu. Cieszmy się każdym ociągnięciem, nawet małym sukcesem. Nawet jeżeli coś nie wychodzi traktujmy to jako nowe doświadczenia na drodze do sukcesu. Dopatrujmy się tej lepszej strony. Jeżeli mamy zacząć być lepiej postrzegani, zacznijmy od drobnych gestów, od zwykłego codziennego uśmiechu. Może ten bardzo miły gest spowoduje, że komuś poprawi się humor. Może ten ktoś przekaże uśmiech kolejnej osobie. Może dzięki nam ktoś będzie mógł powiedzieć "Miałem na prawdę dobry dzień". I na koniec przytoczę słowa Wiktora Hugo, które podsumowują moją wypowiedź: "Uśmiech jest jak słońce, które spędza chłód z ludzkiej twarzy." Dlatego przyjaciele- bądźmy bardziej pozytywni!



czwartek, 18 października 2012

Zaczerpnąć powietrza




Widok żółtych liści i promieni słońca przedzierających się przez konary drzew.
Zapach książek, lasu i świeżo skoszonej trawy.
Dźwięk szumiących drzew i powiew wiatru na twarzy.
Chwila relaksu, spokoju, wyciszenia.
Uśmiech, dobre słowo, miły gest.



Zamknąć oczy. 
Założyć słuchawki. 
Włączyć ulubioną muzykę i przenieść się w świat marzeń.
Żyć tą jedną chwilą.
Nie rozglądać się na boki.
Nie dopuszczać do siebie złych myśli.
Nie zważać na nieprzychylne, krytykanckie spojrzenia.


Wziąć wdech... odpuścić... uśmiechać się do wszystkich.
Wziąć głęboki wdech i być sobą.



Tak niewiele do szczęścia potrzeba.



"Po każdym dniu należy postawić kropkę, przekręcić stronę i zacząć wszystko od nowa"




To tylko swego rodzaju prolog, nie martwcie się nie stałam się sentymentalna... No może odrobinkę.


sobota, 13 października 2012

O wszystkim i o niczym...

Zakładając tego bloga miałam silne postanowienie pisać raz na tydzień. Jak na razie nawet mi się to udaje, ale teraz widzę, że dochowanie postanowienia będzie niezwykle trudne. Ana mówiła mi, że dobrze będzie jak zamieszczę coś raz na miesiąc. Dobrze będzie, ale to nie byłoby w porządku. Miałabym poczucie, że kolejna rzecz jakiej się podejmuje wypala się zaraz po rozpoczęciu. To chyba przez te studia, a raczej przez sam fakt spędzania całego dnia poza domem. Siedzę ja sobie na tej uczelni i w zasadzie nie mam czasu. Tzn. mam czas, ale wykorzystywanie go na pisanie to poświęcenie nieraz kilkudziesięciu minut, które powinnam zagospodarować inaczej.

Chciałabym widzieć, że coś co robię ma sens. Jestem na trzecim roku studiów i zastanawiam się czy dobrze robię. Studiuję na kierunku, z którego większość z was się śmieje. Ile to ja się już nasłuchałam, że nie znajdę pracy, że to bez sensu, a humaniści co najwyżej mogą po studiach pracować w McDonaldzie. Nie ma chyba bardziej humanistycznego kierunku niż filologia. O ile studiowanie filologi obcej w naszym kraju ma jakiś sens i jest traktowane jako coś pożytecznego, to studiowanie polonistyki spotyka się z reakcją zgoła odmienną. Moi znajomi nigdy oczywiście nie dali tego po sobie poznać, ale wiem, że wielu z nich patrzy na mnie z politowaniem. Kto z was lubił język polski w szkole? No właśnie...
Ja w zasadzie też nie przepadałam, a jeszcze na początku klasy maturalnej nawet do głowy by mi nie przyszło, że mogę spędzić 5 lat na nauce gramatyki, właściwości języka i studiowaniu literatury, polskiej literatury. Los chciał jak chciał, a ja się mu podporządkowałam. Na moim roku jest nas około 200 osób. Każdy z nas będzie szukać pracy, każdy miał inny motyw wybierając te studia. Jest wśród nas wielu, którzy nie wiedzą właściwie co robią i studiują dla samego studiowania. To dobijające. Wiemy, że już startujemy w swego rodzaju wyścigu i że tylko kilkoro z nas będzie robiło to co chce. Wiemy o tym my, wiedzą o tym wykładowcy, którzy wprost mówią, że siedzą przed nimi przyszli bezrobotni.
W chwili obecnej jestem na takim etapie, że nie myślę o tym co będzie jak dostanę dyplom, ale ta myśl kiełkuje z tył mojej głowy i zaczyna się przepychać do przodu, by za kilak miesięcy całkowicie zawładnąć moim umysłem. 

Wracając do rzeczy. Mieliście takie myśli, że to co robicie kompletnie nie ma sensu? Że jesteście w złym miejscu i najlepiej byłoby to rzucić w cholerę i zajęć się czymś innym? Ja tak. Przez kilka miesięcy miałam dość. Zastanawiałam się co ja właściwie robię. Teraz jest inaczej. Powoli (może zbyt wolno) zaczynam widzieć swoja przyszłość. Zaczynam mieć jakieś plany i dochodzę do wniosku, że wybory jakich dokonałam były właściwe. Każda moja decyzja jest przemyślana i może dziwią one ludzi wokół. Może dlatego to teraz tu piszę, bym została zrozumiana? Bym sama siebie zrozumiała. 

Częścią moich planów był ten blog. Postanowiłam, że co mi tam. Warto zrobić coś, na co wcześniej nie miałabym odwagi i pisać nie zważając na nic. 
Nie wiem ile osób to czyta. Jakoś statystyka bloogera nie wydaje mi się wiarygodną odkąd odkryłam, że liczone są też moje odwiedziny... 

Hmmm, brzmi to jakbym się żegnała i rzucała pisanie? Raczej oficjalnie postanawiam, publicznie obiecuję, że będę pisać. Może tak deklaracja (nawet w internecie) da mi kopniaka, bo ostatnio maiłam wątpliwości. Kochani, jeśli ktoś to czyta, a wiem, ze jest kilka takich osób, to bardzo wam dziękuję. Nie mówię, że oczekuję od was komentarzy. Wiem, że nie mogę też liczyć na to, że ktoś w prost mi napisze, że to bez sensu. 
W zasadzie nie wiem na co ja sama liczę. 
Właściwie nie wiem jaki jest cel tego posta. 
Właściwie nie wiem co ja teraz robię.

To chyba taki przerywnik postowy by nie każdy był pseudo- nieudaną recenzją. Moje krótkie wypociny, które nie są spowiedzią. Moje przemyślenia, które niekoniecznie muszę zachować dla siebie. Takie małe coś o czymś i o niczym.

wtorek, 9 października 2012

"Jesteś Bogiem"


Recenzja wielkiej ignorantki nie wtajemniczonej w temat:)

Dostałam zadanie domowe i jako przykładna studentka postanowiłam je odrobić, a przy okazji nakreślić tu parę słów, bo obiecywałam być sumienną blogerką.
Zadanie było z założenia banalnie proste i przyjemne. Mieliśmy iść do kina. Tak, wiem: “zadanie- marzenie“. Szkoda tylko, że tytuł jaki wybrała dla nas pani profesor, był jednym z nielicznych, które w założeniu nie były na mojej liście “must see” i nawet jakoś mnie konkretnie nie ciekawił.



Jesteś Bogiem”, bo o nim mowa, to film który poruszał tematykę tak mi obcą jak fizyka kwantowa. Nie interesuję się ani tym gatunkiem muzyki, kulturą a tym bardziej zespołem Paktofonika. Na film poszłam totalnie nieprzygotowana, bo oprócz nazwy zespołu znałam tylko miejsce i godzinę seansu. Nie słyszałam nigdy żadnej piosenki, nie znałam członków zespołu, a o historii Magika (a raczej tym co go spotkało) dowiedziałam się mimochodem z telewizji, przy okazji relacji z premiery. Tak, jeśli chodzi o hip-hop jestem totalnym ignorantem.
Do kina poszłam tylko dla tego, że tego wymagało moje zadanie, bałam się, że będę tu musiała napisać coś co może się komuś nie spodobać. Teraz gdy jestem świeżo po seansie, powiem wam, że cieszę się, że byłam w kinie.

Lubię filmy oparte na faktach, filmy biograficzne. Z filmami o idolach jest tak, że czeka się na nie latami, ekipa dobierana jest niezwykle starannie, scenariusz musi być stworzony tak by nie urazić żadnego fana, by każdy był zadowolony. Nic więc dziwnego, że filmy tego typu powstają bardzo powoli i bardzo rzadko. W Polsce bez wątpienia mamy artystów, których historie to gotowy  scenariusz. Kilka lat temu swoją premierę miał “Skazany na blusa”. Film, który nie ukrywam bardzo mi się spodobał, ale była to też zasługa tego iż zespół Dżem jest mi znacznie bliższy gatunkowo niż Paktofonika. Po seansie byłam wzruszona, przejęta, a obrazy z filmu na stałe wryły się w moją pamięć. Jak było teraz, po “Jesteś Bogiem”? 

Myślałam, że napiszę tu niepochlebną recenzję, że będę ubolewać nad tym jakie to było nudne i jak nie cierpię hip-hopu. Nie ukrywam, że moje odczucia po pojawieniu się  napisów końcowych był trochę skrajne. Zacznę od tego co mi się nie podobało. Po raz dziesiąty tutaj, napiszę, że to nie mój klimat. Film miejscami był nudny, nie łapałam fabuły. Nie wiedziałam kto jest kim i  co się w ogóle dzieje. Wiele wątków było z pewnością ważnych, ale ogólnie fabuła mało mnie interesowała więc się nie zagłębiałam. Najgorsze jest to, że zamiast wczuć się w klimat, analizowałam treści utworów i ich sens, co było totalnie bez sensu…
Miejscami fabuła traciła swój polot, robiła się chaotyczna, a do tego wszystkiego ta muzyka...

Dobrze, to tyle złego:) Zdziwiłam się bardzo gdy po seansie stwierdziłam jednak, ze film mi się nie nie podobał. Pod względem technicznym stał na wysokim poziomie. Po pierwsze zdjęcia. Rewelacja. Począwszy od gry światłem, po ustawienie kamery. Dawało to bardzo ciekawy efekt i sprawiło, że film wydał prawdziwszy. Miał w sobie coś z reportażu, bez ubarwień, pokazano świat takim jakim jest.
Po drugie gra aktorów. Nie wiem jakimi w rzeczywistości byli członkowie zespołu, ale trójka głównych aktorów starała się bardzo by dobrze przekazać nam tę historię. Nie wiem też jakim raperem był Magik, ale Marcin Kowalczyk pokazał nam człowieka o trochę złożonej osobowości. Człowieka, który chciał coś osiągnąć, jednak życie trochę zaczęło mu się sypać. Zastanawiałam się, wiedząc jak Magik skończył, co go tak naprawdę skłoniło do tak drastycznego kroku. Wydawało mi się, że jego życie wcale nie było tak straszne. Miał problemy, ale kto ich nie ma? Jednak w filmie padają bardzo chyba ważne słowa: “Przez całe życie robię rzeczy których nienawidzę, a jak wreszcie chcę zrobić coś co chcę, to mi k***a nie wolno?!… Jestem artystą…”. Właśnie to idealnie oddał Kowalczyk. Pokazał człowieka, który nie może poradzić sobie z światem dookoła, który chce tworzyć, ale rynek mu na to nie pozwala, który tak naprawdę dusi się w tym do czego dążył. Poza tym jestem pod wrażeniem tych młodych aktorów, mają spory potencjał i powinien być on należycie wykorzystany, szczególnie w przypadku wcielającego się w rolę Fokusa Tomasza Schuchardta, który tak naprawdę od pierwszej chwili przykuł moją uwagę.  
Po trzecie widać, że twórcy bardzo chcieli zrobić ten film jak najlepiej. Nie wiem na ile historia została poprawnie odzwierciedlona, ile tu prawdy, a ile fikcji. Uważam jednak, że wysiłek jaki włożono w tę produkcję jest godny uwagi i chyba powinien być doceniony, bo sam fakt, że ktoś podejmuje taki temat i wie, że zobaczą go tysiące fanów (którzy zawsze mają sporo wymagań) powinien być doceniony.

Cóż właściwie mogę jeszcze napisać? Często po wyjściu z kina mam tak, że nie mogę przestać długo myśleć o danym obrazie. Tutaj… śpieszyłam się na autobus, włączyłam odtwarzacz i zagłębiłam się w “mój świat”. Film nie wywarł na mnie żadnego zaskakującego wrażenia. Żadnych emocji. Nie wzruszył mnie, ani jakoś głębiej mnie nie poruszył. Nie zakorzenił we mnie żadnej ciekawości odnośnie muzyki i twórczości Paktofoniki. Nie jest według mnie dziełem wybitnym. Postanowiłam jednak, że spróbuję sobie wyobrazić, że jestem fanem, że czuje ten rytm. Czy może wtedy czułabym coś innego? Może miałabym łzy w oczach, albo przynajmniej byłabym zła bo coś przekręcili lub pominęli? Bardzo możliwe. 
Teraz jednak po prostu mogę odhaczyć ten film jako już obejrzany i spokojnie czekać kolejne miesiące (lata... stulecia), aż do kin wejdzie film obrazującym życie zespołu Queen. Wtedy będą mną szargały takie emocje jakie odczuwa teraz pewnie rzesza fanów Paktofoniki, która szturmem ruszyła do kin. Wtedy sobie pogadamy:)