poniedziałek, 18 marca 2013

Filmowe podsumowanie tygodnia II


Ten tydzień upłynął mi pod znakiem nadrabiania oscarowych zaległości. Niby to tylko dwa filmy, ale czas ich trwania to łącznie ponad 5 godzin filmowej przyjemności.

Django (2012)


Kiedyś nie byłam fanką Tarantino. Uważałam, że to trochę zadufany, przereklamowany reżyser, który wszystko robi na jedno kopyto. Przecież wiadomo, że u niego krew leje się strumieniami, wystrzał z najmniejszego pistoletu odrzuca przeciwnika o kilka metrów i wydziera flaki. Nie można lubić nikogo bo i tak kopnie w kalendarz, a niektóre żarty są... dość ostre.
Po"Bękartach wojny" nabrałam jednak przekonania, że może da się to oglądać. Co jak co ale wg mnie "Bękarty" to rewelacyjny film. Czy po takim sukcesie Tarantino mógł zrobić coś lepszego, albo przynajmniej porównywalnie dobrego?
...
Tak. "Django" daje radę. Już pierwsza scena dowodzi tego, że film jest próbą powrotu do korzeni klasycznego westernu i spojrzeniem na niego z przymrużeniem oka. 

Jamie Foxx, wciela się w tytułową rolę niewolnika- Django, którego akcja rozgrywa się na Południu Stanów Zjednoczonych dwa lata przed Wojną Secesyjną. Na skutek brutalnego traktowania przez byłych właścicieli, pewnego dnia staje twarzą w twarz z pochodzącym z Niemiec łowcą nagród dr Kingiem Schultzem (Christoph Waltz). Schultz jest właśnie na tropie niebezpiecznych braci Brittle i tylko Django może go do nichh zaprowadzić. Nie poddający się konwencjom Schultz wykupuje Django obiecując, że zwróci mu wolność tuż po schwytaniu braci Brittle – żywych lub martwych.

Akcja toczy się wartko, zaskakująco i wciąga niesamowicie. Może i było kilka nudnawych momentów, ale zaraz robiło się wielkie BUM i szczęka mogła nam opaść z dostarczonego nam zwrotu akcji.

Humor, krew i muzyka- tak mogę opisać "Django". Humor czyli ostre żarty na temat białych i czarnych. Scena w której akcja nagle jest zatrzymana, bo Ku Klux Klan ma proble z workami na głowie jest mistrzostwem. Krew to nieodłączny chyba element filmów Tarantino. To nawet nie tyle krew a wnętrzności rozpryskujące się na ścianach. W "Django" ta czerwona papka spływająca po pięknych domach w Missisipi była wręcz zaskakująco dobra. Tak, kilka scen mogło powodować odruch wymiotny, ale to Tarantino.
Muzyka, to jeden z najlepszych elementów filmu. Świetne utwory, humorystyczne, znakomite teksty, wplecione w odpowiednie momenty. Uwielbiam też ich westernowy klimat. Rewelacja!

No i na koniec obsada. Kapitalny Jamie Foxx, rewelacyjny w roli Django (z niemym D:)) i aż dziw, że nie otrzymał symbolicznej nominacji do Oscara. Kapitalny Leonardo DiCaprio, którego raczej ciężko ujrzeć w roli czarnych charakterów, spisał się kapitalnie, a scena w której z autentycznie krwawiącą ręką gra tak jakby była to część charakteryzacji chyba świadczy o tym że ma talent. (sorry, ale wiadomo już to było po roli w Co gryzie Gilberta Grape'a). I na koniec mistrz Christoph Waltz i ogromnie cieszę się z tego Oscara. Bravo, bravo, bravo!!! 

Film polecam szczerze i bez zbędnej paplaniny. Wszystkim bez wyjątku!





Les Miserables Nędznicy (2012)


Adaptacja powieści Victora Hugo. Los francuskiego ludu, dotkniętego niesprawiedliwością społeczną, uosabia postać głównego bohatera, katorżnika Jeana Valjeana (Hugh Jackman), skazanego na ciężkie roboty za kradzież chleba. Wydźwignąwszy się z upadku dzięki pomocy biskupa, Jean odnajduje sens dobra, zdobywa wysoką pozycję społeczną i staje się protektorem skrzywdzonych i uciśnionych. Wciąż jednak prześladuje go inspektor policji Javert (Russell Crowe).

Nie czytałam książki i nie podzielałam podniecenia innych. Nie oczekiwałam tego filmu. Jedyne co mnie skusiło to muzyka i obsada.
Obawy były i owszem. Najbardziej przerażało mnie to, że (mimo, że kocham musicale) to w tym filmie nikt nie mówi. Sam śpiew...
Pierwsze dziesięć minut filmu wydaje się trochę nudnawe. lekko mdłe, tak jakby autorzy nie wiedzieli za bardzo od czego zacząć. Ale gdy zaczynamy przyzwyczajać się do tej formy, wkręcamy się i zaczynamy rozumieć, zaczyna nam się podobać.
Les Miserables to nie tylko zdumiewające kostiumy, scenografia i charakteryzacja ale przede wszystkim muzyka. Motywy muzyczne które powtarzają się przez cały film to dobre posunięcie. Z czasem możemy nawet zanucić daną melodię chociaż słowa sie zmieniają. 
To także obsada. Hugh Jackman może nie tak rewelacyjny jak myślałam, daje radę.  Russell Crowe o dziwo, bo słyszałam różne opinie, śpiewa naprawdę dobrze. Anne Hathaway mimo, że pojawia sie w filmie na dość krótko, zasłużyła tymi kilkoma scenami na Oscara,  młodzi aktorzy również są nieźli. Rewelacyjny w moim odczuciu duet Helena Bonham Carter i Sacha Baron Cohen dodają świeżości i potrzebnego humoru do ponurej i smutnej historii. Zbiorowy śpiew obsady jest rewelacyjny.

Czy taka produkcja może mieć jakieś minusy? Wybacz Ania (osoba ta wie do kogo mówię), ale jest ich kilka. Odnoszę takie wrażenie pomimo poczucia doskonałego widowiska. Wydaje mi się, że największym minusem jest fakt, że jeżeli ktoś nie czuje muzyki, nie lubi musicali to nie będzie w stanie przebrnąć przez ten film. Jeżeli chodzi o inne filmy tego gatunku, da się je często jakoś zdzierżyć. Les Miserables to jednak unikat. Dla mnie to dobrze, jednak dla niektórych może być to wielkim minusem. Niby nie każdemu musi się podobać, ale w dzisiejszych czasach "haters gona hate". 
Przykro mi, ale również ciężko tak na prawdę się zachwycić filmem nie znając fabuły. Mnie zachwyciło widowisko, treść poruszyła, ale nie wszystko czułam tak jak ci co przeczytali książkę i myślę, że to wina ciągłego śpiewu. Przekazano mniej treści na rzecz muzyki.

Nie mniej jednak uważam, że to znakomita produkcja, robiąca wielkie wrażenie i każdy miłośnik muzyki i kina, tak dla zasady, powinien go zobaczyć. Wierzcie warto poczuć tę wielkość i przepych.





Podsumowując. (Wybacz Ania) w zestawieniu, dla mnie z perspektywy wygrywa "Djano". Mówię to jako osoba wrażliwa, kochająca musicale i muzykę. Wydaje mi się, że "Django" to coś świeższego, bardziej oryginalnego. "Nędznicy" to jednak ekranizacja, poza tym podobne rzeczy widziało się już w kinie. Cały czas miałam wrażenie, że widziałam to w Sweenym Toddzie Burtona, czy innym musicalu. "Nędznicy" to mimo wszystko rewelacyjna produkcja i tak do końca nie powinnam jej zestawiać z kompletnie różnym "Django". Dlatego też obie produkcje mogę polecić równie gorąco.

W gruncie rzeczy to zastanawiające, bo oba filmy poruszają tę samą kwestię: uciśnienia i niesprawiedliwości społecznej. Przykre, że właśnie takie tematy są dziś aktualne. 


PS. Ania nie pomyśl, że mi się nie podobał film, nadal będziesz dostawać wiadomości ze spamem z Nędzników ,

niedziela, 3 marca 2013

Jennifer Lawrence





Tegoroczna zdobywczyni Oscara za najlepszą rolę pierwszoplanową za "Poradnik pozytywnego myślenia". Dwukrotnie nominowana nadzieja amerykańskiej kinematografii.

Gdy oglądając ceremonię usłyszałam werdykt moja pierwsza reakcja było głośne "CO?!". Dosłownie trzy dni wcześniej miałam okazję być w kinie i pomimo, że filmów pozostałych nominowanych nie widziałam, wiedziałam, że Jennifer nie wypadła tak fantastycznie by zdobyć statuetkę. Byłam zszokowana, co się stało z tymi nagrodami? Co zobaczyła Akademia, czego ja nie widziałam. 

Ze względu na wielką sympatię do tej dziewczyny postanowiłam, że tak być nie może i przejrzałam jej filmografie, zapraszam:.

Poradnik pozytywnego myślenia  (2012)
Komediodramat. Film bardzo pozytywny, dobrze zagrany, świetna obsada, przyjemny klimat. Każdy znajdzie coś dla siebie. 
Nie spodziewałam się, że film mi się spodoba, ale po licznych, dobrych recenzjach postanowiłam, że muszę to widzieć na własne oczy. Nie żałuję i gorąco polecam.

Jennifer w roli świrniętej, młodej wdowy, która pomaga głównemu bohaterowi wyjść z depresji i przy okazji leczy też siebie. 
Oscar, Złoty Glob, Międzynarodowa Nagroda AACTA, LAFCA nominacja do BAFTA i jeszcze kilka innych nominacji i wygranych.
I tu mam problem. Jennifer zagrała dobrze, przekonująco, ale czegoś mi brakowało. To nie ona a Bradley wywiera spore wrażenie. To on wg mnie kradnie show. Rozumiem jednak, że Oscar przeszedł mu koło nosa gdy konkuruje się z Danielem Day-Lewisem. Natomiast Lawrence nie miała być może takiej konkurencji. Fakt jej rola zasługuje na uwagę, a moment kiedy podaje wyniki meczów jest jednym z najlepszych w filmie, jednak jak wspomniałam czegoś mi brakowało. 

Nie mogłam sobie za bardzo z tym poradzić. Na tyle lubię tę dziewczynę,że musiałam sprawdzić czy ta jej sztywność wynikała z roli czy może z jakiegoś braku umiejętności.

Przed Poradnikiem widziałam tylko jeden film z jej udziałem.

Igrzyska Śmierci (2012)
O Igrzyskach chyba słyszał każdy, myślę, że prawie każdy oglądał film, albo czytał książkę. Historia wg mnie dużo lepsza od sagi "Zmierzch", która (książka) swego czasu bardzo mi się podobała. Igrzyska to nie historyjka dla dzieci do poduszki, ale też nie jest to bajka dla dorosłych. I nagle w filmie pojawia się ładna, normalnie wyglądająca dziewczyna z ciekawą barwą głosu. Po przeczytaniu książki wiedziałam, że Jennifer to właśnie Katnis, nie miałam zastrzeżeń.


Podwójne życie (2011)
Film opowiadający o problemach rodziny w której ojciec cierpi na głęboką depresję i radzi sobie za niewielką pomocą bobra-pacynki. Być może brzmi to trochę śmiesznie i niedorzecznie, ale film jest na prawdę poruszający. Ojciec chcący ze sobą skończy, nie widzący sensu w życiu, nie dbający o nic. Matka, która ma już dość i nie cieszy się z życia. Starszy syn którego największym problemem jest fakt, że za bardzo przypomina ojca. Młodszy, który za mało rozumie.
Jennifer w roli epizodycznej. Inteligentnej dziewczyny z problemem radzenia sobie z rodzinną tragedią. Pierwsza scena w której ją widzimy wygląda jak typowa z amerykańskiego filmu dla nastolatków. Cheerleaderka wchodząca przez drzwi, piękna, długonoga blondynka. Czasem jednak pozory szczęścia mylą. I tak jest w tym przypadku. Rola lekko dramatyczna, z kilkoma mocnymi scenami. Zapadająca w pamięć.


X-Men: Pierwsza klasa (2011)

Historia mutantów zanim Charles Xavier został Profesorem X, a Erik Lehnsherr  Magneto. Nie gorsza niż inne tego typu. Lekka łatwa i przyjemna. Idealna na nudny wieczór. Nic górnolotnego, ale nie jest to też chłam jakim łatwo mógłby się stać. 
W zasadzie odrobiłam pracę domową.
Lawrence w roli Mystique, ładnej dziewczyny która w swojej prawdziwej formie wygląda trochę jak smerf pokryty  łuskami. Muszę przyznać, że po wszystkich tych filmach tu podobała mi się najmniej. Mimo swojego wielkiego uroku była dość sztywna i uśmiech postać był trochę wymuszony. W momencie kiedy przemieniała się wyglądało to tak jakby nosiła niewygodny kombinezon. Jednak film wydał mi się na tyle sympatyczny, że z przyjemnością wybiorę się na drugą część.


Like Crazy (2011)
Lekko offowy, nie amerykański, przyjemny, przejmujący, barwny, ciekawy. Film o miłości, która musi być wystawiona na próbę odległości. Ona Brytyjka,  on Amerykanin i miłość od pierwszego wejrzenia. Problem młodzieńczej miłości, zdrady, czasu. Polecam, naprawdę polecam.
Rola Jennifer ponownie epizodyczna, bardzo dobra, inna, zapadająca w pamięć. Wydaje mi się, że właśnie do filmów w takim klimacie Jennifer jest stworzona. Ten jej urok właśnie w takich filmach  można najlepiej zobaczyć, chociaż pojawia się w zaledwie kilku scenach kibicujesz jej i chcesz dla jej postaci jak najlepiej.

Do szpiku kości (2010)
Film również nieamerykański, ale jeśli jego największym atutem ma być ten fakt to coś jest nie tak. Film w którym przez pewien czas można być lekko zgubionym. Film bardzo poruszający. Może lekko wstrząsający. Z genialną rolą Lawrence, która dostała nominację do Oscara, na którą w pełni zasłużyła- statuetką przegrała z Natalie Portman. Film warty obejrzenia, ale taki który nie wszystkim przypadnie do gustu. Myślę jednak, że rola 20-letniej wtedy aktorki godna uznania i to właśnie ze względu na nią warto obejrzeć ten film.

Granice miłości (2008)
Kolejny dramat. Bardzo dobry, zaskakujący i przejmujący film. W rolach głównych Charlize Theron, Kim Basinger oraz po raz pierwszy w większej roli Jannifer Lawrence. Film o trochę zawiłej treści, gdzie czas przeplata się na różnych płaszczyznach podobnie jak wątki i motywy. Dobitnie ukazane problemy miłości, rodziny i wspomnień z przeszłości, radzenia sobie z nią.
Lawrence w roli córki, która dowiedziała się za wiele i która pokochała nie tego kogo powinna. Bardzo dobra rola, przejmująca i prawdziwa.


Podsumowując.
Po obejrzeniu tych wszystkich filmów i przyjrzeniu się tej uroczej dziewczynie wiem, że każdy film z jej udziałem obejrzę z przyjemnością. Cofam słowa o Oscarze. Choćby dostała go za charakter i talent z innych produkcji- zasłużyła. Mimo poczucia humoru i sporego dystansu do samej siebie, lepiej wg mnie sprawdza się w rolach dramatycznych. Potrafi grać na emocjach. Bez wątpienia jest gwiazdą.
Piękna, młoda, utalentowana. Wcale nie sztywna, Grająca całą sobą, a nie tak jak jednomimiczna Kryśka Stewart z którą jest porównywana. Czy jest następczynią Meryl Streep? Tego jeszcze nie wiem, ale bez wątpienia ma wielkie szanse by osiągnąć wiele. Życzę wspaniałej kariery.

piątek, 1 marca 2013

Film w telewizji czyli program TV


Gdy dziś w moje ręce trafił program telewizyjny doznałam szoku. W zeszłym tygodniu tzw. "hity" można był znaleźć ze dwa w całym programie. Do wczoraj telewizja raczyła nas samymi powtórkami, ogrzewanymi po raz milionowy filmami klasy B. W sobotni wieczór mogliśmy liczyć co najwyżej na film z cyklu prawdziwe historie.

Nic więc dziwnego, że nikt nie chce płacić abonamentu. Wolimy obejrzeć coś online. I nawet nie wiemy co nam stacje telewizyjne serwują. Wielka nuda, ot co.

No więc jak dziś przeglądałam program, coś mi nie pasowało. Zamiast przemielonych 100 razy filmów, dostaliśmy (oczywiście nie premierowe) "nowości" albo starsze, ale bardzo dobre produkcje.

Dziś oprócz wracających programów typu talent show i kilku seriali mogliśmy obejrzeć kasowy hit Transformers (2007) oraz coś dla fanów Burtona Charlie i fabryka czekolady (2005).
Sobota to znowu powracające talent shows, seriale oraz kilka lubianych przez nas hitów: opowieść o wielkiej małpie King Kong (2007) zagadkowa Tożsamość Bourne'a (2002) oraz komedia romantyczna nie tylko dla "bab" Jak stracić chłopaka w 10 dni (2003)
W tę niedzielę, ku mojemu zaskoczeniu oprócz "Surowych rodziców" i innych programow typu "jak sobie radzić w szarej rzeczywistości" jednak możemy obejrzeć dzieło mistrza Tarantino Bękarty wojny (2009) oraz ponownie Matta Damona w Ultimatum Bourne'a (2007)
Poniedziałek to hit na początek tygodnia Avatar (2009)we wtorek 33 sceny z życia (2008), środa znakomity Szeregowiec Ryan (1998), a czwartek do taj pory głęboko w mojej pamięci Pachnidło, Historia mordercy. (2006).

I tak jak spojrzymy na tę listę możemy przyznać, że jest dość pokaźna. Bogata jak na polskie standardy. Można powiedzieć, że każdy z tych filmów okres swojej nowości ma już za sobą, ale u nas w kraju każdy film który ma w roku 2 na początku to nowość. 
Filmy te to sprawdzony materiał. Wiadomo, ze przyciągnie widzów i ich zatrzyma.

Nie wiem tylko czy taki urodzaj to kwestia przebudzenia szefów stacji telewizyjnych i chęć pozyskania widza czy magiczne znaczenie 1 dnia marca. Od końca listopada polskie stacje mają widzów (za przeproszeniem) w dupie. Czasami coś dadzą na święta, ale bez przesady, ludzie zadowolą się Kevinem czy Ja cie kocham a ty śpisz/ Szklaną pułapką.
Poza tym nie ma nic, seriale czekają do wiosny i jak widać filmy też. Dwa razy do roku w ciągu tygodnia mamy taki urodzaj, że człowiek nie wie któru przycisk na pilocie nacisnąć, by w kolejnym tygodniu (sprawdziłam) po raz 100 oglądać ten sam odcinek Rozmów w toku. Telewizja mydli nam oczy i  jeszcze każe za to płacić. 
Już od dawna wiadomo, że na prawdę dobrego, nieznanego nam filmu nie ma co oczekiwać. Korzystajmy więc z ostatniego przed wakacjami czasu gdy słowo "nic nie ma w TV" nie istnieje (bo co z tego, że każdy przeze mnie film widzieliśmy już kilka razy).