sobota, 22 czerwca 2013

To ptak, to samolot, nie to... superbohater.

Bez spoilerów- jak zwykle :P



Dwa. Tyle filmów o superbohaterach mogliśmy obejrzeć w tym roku, a ma być jeszcze kilka. Powstaje ich tyle, że stało się to tematem mojego licencjatu. I teraz jetem w kropce, bo opisując te filmy, mogę popłynąć i równie dobrze wkleić mój licencjat, a jeżeli padnie na mnie i to ja zostanę sprawdzona anty-plagiatem, będę się musiała niepotrzebnie tłumaczyć. 

Iron Man 3




Kto nie widział raczej nie będzie miał okazji już obejrzeć tego w kinie. Z "recenzją" zbierałam się tak długo, ze mój blog obrosły wirtualne pajęczyny. Jak już pisałam tutaj, nie byłam fanką Iron Mana jednak każdy film mnie coraz bardziej do niego przekonywał. Najnowsza część. 

Cóż po rewelacyjnej jedynce, dobrej dwójce i świetnych Avengersach twórcy mieli pewnie nie lada kłopot by stworzyć coś świeżego, a zarazem na tyle dobrego by jeszcze bardziej by nie zawieść fanów. 

Już zwiastun i plakaty promocyjne pokazywały, że może być ciekawie. Stado Iron Manów, Iron Man/Capitan America, walący się dom Starka, Tony mający koszmary? Tylko czy nie jest tak, ze wybrano najlepsze urywki filmu, jak to się zazwyczaj robi? Nie, oczywiście, że nie. Iron Man 3, jak się okazało, to świetne widowiskowe kino na miarę tego bohatera. To wspaniała rozrywka, genialny Robert Downey Jr, chyba lepsza niż dotychczas Gwyneth Paltrow, wiele zaskakujących zwrotów akcji, spektakularne wybuchy, świetne efekty i dalej świeże pomysły. Iron Mana 3 postawiłabym między 1 i 2.  Jest to film, który po prostu nie spada poniżej pewnego poziomu, który kila lat temu grubymi liniami został zaznaczony. Oczywiście, wszystko to zasługa Roberta, gdyby nie on- Iron Man (w cale nie najukochańszy bohater Ameryki) pewnie nie osiągnąłby tak spektakularnego sukcesu. Jedak co najważniejsze przy takich produkcjach, po 4 filmach z jego udziałem nadal oczekujesz więcej. Dobra zabawa zwycięża i nie przyjmujesz do wiadomości, że w Avengers 2 może zabraknąć tej postaci. Nie zabija się kury znoszącej złote jajka, nie wypuszcza się Roberta z rąk.

Podsumowując, jak większość pewnie wie, ostatnio interesowałam się tylko Batmanem. Pewnie myślicie, że to go lubię najbardziej... no tak, biorąc pod uwagę wszystkie aspekty, tak. Ale to Iron Man jest bohaterem, który najbardziej potrafi zamieszać w głowie. Jest tak genialny, nowoczesny jak tylko da się to wyrazić. To taki zarozumiały odpowiednik Batmana, bardziej kolorowy, pewny siebie. Jednak jak musicie wiedzieć to zasługa Roberta. I gdyby nie to, gdyby ten komiksowy był tak samo uwielbiany to pewnie jemu poświęciłabym moją pracę. Jednak realia są inne. 
Niemniej uwielbiam każdy film z tej serii. Z niecierpliwością czekam na Avengersów 2 (teraz odliczam dni do Thora 2, ale wolę nie mówić dlaczego, bo to trochę żenujące). Marvel zrobił coś genialnego. Wystrzelił w odpowiednim czasie, zrobił to co DC powinno zrobić dawno z Ligą Sprawiedliwych. Wykorzystali czas, zapotrzebowanie i nastroje.Wstrzelili się na wyżyny jeśli chodzi o filmy. DC może się szczycić sukcesem komiksowym jednak na nich samych, w dzisiejszych czasach kariery nie zrobią. Marvel wie to doskonale, dlatego to on tworzy Bohaterski Olimp. (bo sam Batman nie im nie sprosta)


No chyba że....

Człowiek ze Stali



Bo wszystko się od Niego zaczęło. To On jest największym wśród największych i mimo, że jego popularność od 1938 wyglądała jak jedna wielka sinusoida, nie można nie powiedzieć, że królem wśród superbohaterów jest Superman.
Osobiście nie znam osoby, która zapytana o ulubioną postać z komiksów bez wahania wymieni właśnie jego. Niestety, ale prawda jest taka, że większości z nas kojarzy sie z kiczem, dziwną fryzurą, najgorszym kamuflażem i majtkami na wierzchu, oraz z tą idiotyczną czerwoną peleryną. Superman jest archetypem superbohatera. Tak nierealnym jak to tylko możliwe. Każdy film z jego udziałem był dość komiczny (na przykład ostatni film w którym ten idiotyczny loczek nie dawał mi spokoju). Superman jest jednak ikoną popkultury.W pamięci większości pewnie utkwił film z Christopherem Reeve i tak na prawdę nikt nie zastąpił go godnie. Do czasu...




Po pierwsze twórcy byli niezwykle odważni angażując się w ten projekt, po dość nieudanych poprzednich próbach. Po drugie, jak zrobić coś co byłoby na tyle dobre by mogło stawać we szranki z Batmanem Nolana lub Awengersami? I jak zaciekawić widza na tyle by pomyślał: "Nie, w sumie ten Superman to nieźle wymiata"?

Posłużono się całkiem prostym schematem. Stworzono nowoczesną historię, opowiedzianą na nowo. Wytłumaczono wszystko po kolei, tak, że nawet osoba, która nie miała z nim do czynienia, zrozumie o  co chodzi. Zrezygnowano z idiotycznych majtek (których oglądając plakat trochę mi brakowało, ale podczas seansu nie miało to już znaczenia). Wszystko miało jakiś sens. Nawet "S" na piersi bohatera. Dobrano świetnych aktorów, począwszy od rodziców i z jednej i z drugiej planety (Gladiator i Robin Hood to świetne autorytety :D), poprzez uroczą Amy Adams jako Lois Lane (Tori Hatcher niech się lepiej już nie pokazuje) i czarnym charakterze Michaelu Shannonie (który nie jest Brytyjczykiem), a skończywszy na tym najważniejszym. Henry Cavill (który jest Brytyjczykiem), mam nadzieję, na zawsze skończył z śmiesznym facecikiem w trykocie. Jego Supermana to mężczyzna z krwi i kości, którego wygląd ani przez chwilę mnie nie śmieszył. Potrafił wczuć się w postać an tyle, że mnie przekonał. 

Największym jednak atutem filmu jest jego wizualny aspekt. Niezwykłe widowisko. Prawdziwe bohaterskie. Wprawdzie widać tu pewne schematy. Sceny z Krytptonu przypominają Star Treka. Sceny walki niczym te z filmów Marvela, a rozmowy z ojcem jak te Alfreda i Bruce'a. Ale to wszystko, mimo, że już gdzieś widziane, w przypadku Supermana jest świeże i ciekawe. Wciąga i daje dobre rokowania na przyszłość. 

Oczywiście jest parę momentów, które nie zachwycają. Film momentami się dłuży, ale i na to znalazłam usprawiedliwienie ;) Jest to początek historii, taki prolog do reszty. Z pewnością kolejne przyciągną do kin tłumy. Szczerze w to wierzę. Kibicuję tej produkcji. Zaczynam lubić Supermana i nie dlatego, ze wreszcie to niezłe ciacho, ale dlatego, że wreszcie wydobyto z tego bohatera to co najlepsze. 

Każdemu, z szczerze polecam "Człowieka ze stali". Skończmy ze stereotypami, warto :)