Oscary 2014


W tym roku powzięłam ambitny plan obejrzenia wszystkich nominowanych filmów (przynajmniej tych w najważniejszych kategoriach). Oto i moje pierwsze wrażenia z pierwszych seansów. Jest dobrze, jest dobrze.

Dallas Buyers Club

Co ma zrobić człowiek, który dowiaduje się, że pozostało mu 30 dni życia? Ma trzy wyjścia: poddać się, wykupić wycieczkę lub walczyć. W latach 80. można było mówić o prawdziwej epidemii AIDS, a wiedza o tej chorobie była tak znikoma,  horyzonty tak wąskie, że nikt nie wiedział jak należny z tym walczyć. Ronie (Matthew McConaughey) to uzależniony od alkoholu, narkotyków, seksu kowboj który otrzymuje wyrok śmierci i postanawia walczyć. Na własną rękę szuka lekarstwa  i zamierza się nim podzielić zakładając swoisty klub nosicieli HIV, a tym samym walcząc z systemem, który jest nieskuteczny. 
Czy 'Dallas Buyers Club' zasługuje na Oscara? Mocną stroną filmu jest sposób przekazania historii. Nic nam się nie narzuca, AIDS jest i nie jest głównym bohaterem. Tzn. wszystko oczywiście toczy się w okół choroby, jednak każdy z bohaterów wydaje się sam sobie winien, a najważniejsza w historii jest walka o godność, o życie, determinacja, same przyczyny są jasne i niepodważalne. Zawdzięczamy to aktorom. Nie mam co do tego wątpliwości. McConaughey i Leto tak urzeczywistnili tę opowieść jak to tylko możliwe. Dzięki nim nie jest to rzewny film o umieraniu a historia ukazująca realia świata pełnego lęku i bezradności jakimi były lata 80. Czytałam wiele o tym okresie, w pewnym stopniu orientuję się w tematyce i przeraża mnie to jak bardzo w filmie wszystko jest prawdziwe. Koniec z pouczaniem, pokażmy jak to było. Chcecie płakać? Płaczcie. Czujecie złość? Proszę bardzo. Twórcy dają nam komfort odbioru i własnej interpretacji, racząc nas bardzo dobrze zrobionym filmem.
Nominacje: Najlepszy film, Najlepszy aktor pierwszoplanowy- Matthew McConaughey, najlepszy aktor drugoplanowy- Jared Leto, Najlepszy scenariusz oryginalny, Najlepszy montaż, Najlepsza charakteryzacja i fryzury. Wszystkie w pełni zasłużona. Co do ostatniej mam wątpliwości, bo to aktorzy zrobili największa robotę doprowadzając swoje organizmy do granic.

Her

'Her' jest opowieścią o miłości. Główny bohater grany przez Joaquina Phoenixa (jak i całe społeczeństwo) jest uzależniony od technologii. Gdy Theodore kupuje nowy, niezwykle inteligentny system operacyjny, zaczyna odkrywać, że to szybko uczące się oprogramowanie (mówiące głosem Scarlett Johansson) rozumie go jak nikt inny. 'Her' ' to nic innego jak historia miłosna między człowiekiem a maszyną. Spike Jonze pokazuje nam świat, który z jednej strony może wydać się straszną wizja przyszłości ludzi uzależnionych od technologii, ale z drugiej nie różni sie bardzo od naszego. Jest hiperbolą naszej codzienności, gdzie bez telefonu czy internetu coraz cieżej się żyje, a gadżety traktujemy jak przyjaciół. Moralizatorstwo 'Her', jeżeli takowe istnieje, nie jest jednak odczuwalne. Jonze nie skupił się na przesłaniu pokazując nam po prostu historię miłosną, która miała być naturalna i piękna. Bez wątpienia przysłużyła się temu cała estetyka filmu. Wszystko niczym z lat 50., delikatne, pastelowe kolory, brak dobrze znanych z innych filmów traktujących o przyszłości, lekko surrealistycznych elementów. Nie jest to futurystyczna wizja dziejów, a (lekko hipsterska) rzeczywistość. Jak dla mnie nie jest ani nudny, ani porywający, jednak sama koncepcja bardzo przypadła mi do gustu. Jeżeli chodzi o same Oscary uważam tylko, że popełniono dwa błędy: brak nominacji dla aktorów. Joaquin Phoenix spisał się wyśmienicie, osobiście takiego go nie znam. Ogromnie mi żal, że nie można nominować aktorki której nie widać na ekranie. Grająca tylko głosem Johansson była bardziej realna niż wiele aktorek, które widać i słuchać. Cóż może Akademia powinnam rozważyć jeszcze jedna kategorię?
Nominacje: Najlepszy film, Najlepszy scenariusz oryginalny, Najlepsza piosenka, Najlepsza muzyka oryginalna, Najlepsza scenografia- jak wyżej, wszystkie w pełni zasłużone!

Grawitacja


Film, który wzbudził spore poruszenie. Każdy kto widział zwiastun wie o czym jest ta historia. Katastrofa w kosmosie, ludzie zdani na łaską opaczności, zerwany kontakt z Ziemią. Cisza...
Nie mam nic przeciwko filmom katastroficznym, a ten z pewnością się do takich zalicza. Nie jest to jednak jeden z tych do których przywykliśmy. Cała katastrofa, mam takie wrażenie, dzieje się wewnątrz skafandrów. Tym co uderza najbardziej to olbrzymia bezsilność, niewyobrażalna niemoc wobec całej potęgi kosmosu. "Grawitacja" to show jednego aktora. Sandra Bullock musiała dźwignąć spory ciężar i to na niej spoczywała odpowiedzialność. Gdy pomyślę, że wszystko to działo się na zielonych ekranach, a jedynym przedmiotem jaki miała był skafander, nabieram do niej szacunku. Poza tym uważam, że poradziła sobie bardzo dobrze.  Film mistrzowsko zrobiony technicznie nie jest jednak doskonały. Jedyną rzeczą, która jednak wydaje się dość znacząca, a która jest według mnie najsłabszym punktem filmu jest fabuła. Film jest nudny, przez 2 godziny nie dzieje się zbyt wiele. Taka jest też sama historia. Może ta nuda miała nam pokazać tę kosmiczna pustkę, ale osobiście sądzę że dwie godziny to przesada. Zresztą umówmy się- 'Grawitacja' to kolejna kosmiczna bajka. Nominacje: Najlepszy fil, Najlepsza aktorka pierwszoplanowa, Najlepszy reżyser, Najlepsza muzyka oryginalna, Najlepsza scenografia, Najlepsze efekty specjalne, Najlepsze zdjęcia, Najlepszy dźwięk, Najlepszy montaż, Najlepszy montaż dźwięku. Ze wszystkich nominacji mam tylko problem z tą pierwszą i najważniejszą. Technicznie film fantastyczny, fabuła trochę leży...


Zniewolony. 12 Years a Slave

Prawdziwa historia wolnego mieszkańca Nowego Yorku, który zostaje sprzedany i wywieziony na południe gdzie ciągle czarnoskóry=niewolnik. Wykształcony, szanowany obywatel zostaje zdegradowany do roli zwierzęcia i przez kolejne 12 lat walczy o życie. Tułaczka Samuala przypomina trochę podróż Odyseusza. Już od początku wiemy, że Samuel się nie podda i będzie walczył. 'Zniewolony. 12 Years a Slave' to film który ma nas poruszyć do głębi. Naprawdę przejmująca i piękna historia. Świetne aktorstwo. Muzyka  Hansa Zimmera, kapitalne zdjęcia. Od początku wiemy, że podróż będzie długa. Film pełen jest cierpienia. Samuel ma nadzieję, a jego widok i starania wywołują tylko ból. Na początku sama nie wiedziałam jak film ocenić. Bez wątpienia jest to dzieło wysokich lotów, tylko że... mam dość tej tematyki. Od kilku lat wręcz zalewani jesteśmy opowieściami o ciemiężonych mieszkańcach USA. Już w tym roku dostaliśmy dwa filmy ('Kamerdyner') i nawet Trantino ze swoim 'Django' zahaczył o temat. Wydaje mi się, że w USA niewolnictwo to tak chodny temat jak u nas holocaust i II wojna. To co chyba wyróżnia "Zniewolonego..." to kunszt reżyserski. Mam wrażenie, ze Steve McQueen nadał historii potrzebnego realizmu i lekkości (brak patetyzmu i moralizatorstwa). Stworzył piękne dzieło, chociaż nie jestem pewna czy najlepsze spośród nominowanych. Do tego zebrał plejadę świetnych aktorów. Jednak Chiwetel Ejiofor ma olbrzymią konkurencję podobnie jak Michael Fassbender.  W pozostałych rolach Benedict Cumberbatch i według mnie rewelacyjny Brad Pitt w bardzo epizodycznej roli, która wywołała u mnie mały, cichy aplauz.  Nominacja: Najlepszy film, Najlepszy aktor pierwszoplanowy- Chiwetel Ejiofor, Najlepszy aktor drugoplanowy- Michael Fassbender, Najlepsza aktorka drugoplanowa- Lupita Nyong'o, Najlepszy reżyser, Najlepszy scenariusz adaptowany,  Najlepsza scenografia, Najlepsze kostiumy, Najlepszy montaż -akademia znów się nie myliła, szkoda nominacji za muzykę- ktoś tam chyba nie lubi Zimmera...

Sierpień w hrabstwie Osage

Podobno z rodziną dobrze wychodzi się tylko na zdjęciach... w tym przypadku klisza pewnie by się przepaliła a obiektyw by pękł. Już od pierwszych scen widzimy jak bardzo ta rodzina jest... patologiczna. Wszystko tu jest nie tak. Relacje między jej członkami są tak skomplikowane i nadszarpnięte jak to tylko możliwe, a do tego znika pan domu co wywołuje prawdziwą burzę. 
"Sierpień w hrabstwie Osage" to walka charakterów bohaterów i umiejętności aktorskich. Mamy tu plejadę znanych twarzy na czele z Meryl Streep, która ponownie udowadnia, że jest niesamowita. Osobiście uważam, że film jest świetny. To napięcie jakie nam (mnie) towarzyszyło przez cały czas jest nie do opisania. Nikt nie jest tu zdrowy psychicznie wszyscy działają na krawędzi. To rodzaj dramatyzmu, który narasta i nie pozwala puścić. Osobiście, subiektywnie stwierdzam, że zabieg był udany. To nieustanna walka o to, kto jest bardziej... (jaki jest synonim do 'popieprzony'). To nieustannie przeplatające się ze sporym dynamizmem elementy, które zaburzają sielskość i piękne widoki hrabstwa. Wybuchająca mieszanka osobistości. Według mnie film nie jest należycie doceniany. Nominacje jak najbardziej zasłużone: Najlepsza aktorka pierwszoplanowa- Meryl Streep, Najlepsza aktorka drugoplanowa- Julia Roberts, jednak troszkę tego mało, a porównując go z taką 'Grawitacją' osobiście postawiłabym na 'Sierpień w hrabstwie Osage'.


Na razie tyle. Jestem w trakcie nadrabiania zaległości. Moje typy podam na koniec, jak się z wszystkim uporam.

Komentarze