I hejt Kraków

Oczywiście nie nienawidzę Krakowa. Właściwie to uwielbiam to miasto, ale dziś rano nienawidziłam tego miejsca najbardziej na świecie.

Dziś zostałam hejteram.

Dwa dni temu media z wielkim oburzeniem komentowały astronomiczne korki i gigantyczne opóźnienie, zwalając winę  na MPK i ich brak ogarnięcia faktu, ze rok akademicki się zaczął. MPK oburzało się na tych co się oburzali, a spóźnienie nienawidzili wszystkich wymienionych wcześniej.

Jadąc dziś na uczelnię przeszłam chyba przez wszystkie możliwe fazy hejtu. 

1- włączyła mi się jak tylko przeszłam przez próg. Pogoda o tej porze roku jest straszna i tak dołująca, że z nerwem ruszyłam na przystanek gdzie oczywiście byłam za wcześnie.

2- na autobus bo jechał za wolno, stanowczo za wolno. Było duszno, ludzie się pchali i głośno komentowali to jak jest ciasno.

3- na władze miasta za kompletne nieogarnięcie Alei. Jeden z strategicznych punktów miasta zawsze jest zatłoczony do granic możliwości.  Problem mają nie tylko kierowcy ale i piesi.

Jednak przez godzinę 10 minut jazdy odcinka który, łącznie ze staniem na przystanku, pokonuje się w 25-30 min, człowiek zaczyna rozumieć gdzie jest pies pogrzebany.

Wszystkiemu winni są ludzie. Gdyby każdy z kierowców, który wsiadł dzisiaj do samochodu zachował choć trochę przyzwoitości i posiadał jakąkolwiek kulturę jazdy wszystko szło by znacznie szybciej.

W ten oto sposób każdy wpycha się na skrzyżowanie na czerwonym, ma opóźniona reakcję, nikt nikogo nie przepuszcza. Jeden na drugiego trąbi, nikt nie jedzie, Kraków stoi. Miasto nie robi nic by usprawnić ruch. Bus passy zapychane sa przez taksówki i motocyklistów. Autobusy nie mają pierwszeństwa. Sygnalizacja świeci się jak na dyskotece, nie ma płynności, nie ma reguł, tylko chamstwo i złość.
Każdy chce być pierwszy, nikt nie dojedzie na czas.

Gdy spóźniłam się 40 min na zajęcia byłam zła jak osa. Gotowa na rzucanie przekleństwami na prawo i lewo. Teraz mi już przeszło, co nie zmienia faktu, że mamy poważny problem- z nami samymi. Egoiści do granic możliwości, gdzie trochę kultury i pokory to słaby punkt i każdy silniejszy może nas zdeptać jak mrówkę. 

Miasto to dżungla, a ludzie to dzikie zwierzęta, które bez skrupułów walczą o byt. 

Są takie dni gdy nienawidzę wszystkiego i wszystkich.

To był taki dzień.

Komentarze

  1. Hahahahaha :D Jak dobrze, że ja na Alejach zjawiam się tylko w celach rozrywkowych, zazwyczaj nigdzie się nie spiesząc ;P

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz