niedziela, 31 sierpnia 2014

Krótki poradnik "Jak Być Polakiem"

Polska- kraj położony nad Wisłą. 
Gdzieś tak pośrodku Europy
dla nas bliżej zachodu, 
dla wszystkich innych na wschodzie... 

W sumie ciężko to jednoznacznie stwierdzić, bo Rosja ciągle ma problemy ze zdefiniowaniem do którego kontynentu właściwie należy....

Graniczymy z 7 państwami (albo 6... 5, bo nie wiem co z tą Ukrainą i Rosją się dzieje) 


a przez większą część naszej historii mieliśmy zdrowo... przerąbane. Ale teraz jest lepiej bo wszyscy na świcie nas kochają...

No może oprócz Rosji....

i Davida Camerona...



Ale czy zastanawialiście się jak być prawdziwym Polakiem?

1 Pamiętaj, że absolutnie naszym narodowym daniem jest bigos:

(czyt. kapusta z resztkami mięsa, których nikt nie chciał, a którą każda gospodyni przyrządza inaczej)

pierogi ruskie

(bo nazwa taka polska)

i zdrowo wysmażony schabowy

(z ziemniakami i kapustą kiszoną ofc)

co w sumie już mnie wyklucza z polskości... te pierogi... eh

#kuchniaPolskatatkazdrowa

Jeżeli chodzi o inne narodowe skarby, to naszym narodowym sportem jest piłka nożna i absolutnie każdy Polak zna się na niej wyśmienicie... a na pewno lepiej niż piłkarze, sztab szkoleniowy i cała reszta...



o czym oczywiście świadczą rankingi:


Bo żaden inny sport nie wzbudza większych emocji i nie przysparza większych sukcesów
.
.
.

3. Absolutnie, pod żadnym pozorem nie ściągaj skarpetek w lecie... never... ever... 

Wtedy cię nikt na wakacjach nie pozna! To jak orzeł... biały... w koronie...na piersi...


4. Pamiętaj: "Polski język, trudny język" i zawsze, ale to absolutnie zawsze- mówi się "wziąść, włanczać, poszłem" - nie zważaj na to czego cię uczyli w szkole, teoria a praktyka to nie to samo!



A jak już coś tam umiesz to UWAGA- z dumą możesz poszczycić się znajomością (chociaż minimalną)  najtrudniejszego języka świata! (co podkreślaj na każdym  kroku!)

Tak- 1 miejsce (albo pierwsza trójka, w zależności od rankingu) uwzględniając czas potrzebny na naukę, wymowę, gramatykę i strukturę zdań...

7 przypadków, 3 rodzaje (albo 5) mnóstwo wyjątków, trudna wymowa, frazeologizmy, dialekty...

Mówiąc niepoprawnie i tak jesteś wielki!

5. Prawdziwy Polak piraci... jesteśmy jak kapitan wielkiego okrętu światowego piracenia. Jak Neo z Matrixa! Ściągamy wszystko jak idzie i nie wydajemy złotówki na legalne wersje. Nawet grosika! Polak nie płaci!!!


Jak ta akcja z ACTA- to my obaliliśmy, koniec kropka- Polska miszczem internetu...
czy jakoś tak....


6. A co do obalania różnych spraw, to chociaż wysadzić sejmu się nie dało...



i sukcesywnie jesteśmy robieni w balona...

to kilka rzeczy jednak nam się udało, a każdy Polak (a już na pewno w kontaktach z Niemcami) pamięta o Grunwaldzie 


7. Zostając jeszcze chwilkę przy polityce:
Każdy Polak zna się na niej tak samo jak na piłce nożnej, a rodzinne spotkanie nie może odbyć się bez dobrej debaty, bo absolutnie każdy wie jak pomóc państwu.


8. Wódka...
Pod żadnym pozorem nie mów w miejscu publicznym, że jej nie lubisz. Pamiętaj- to Polacy wynaleźli wódkę!
Koniec...
Kropka...

Wódka=Polska, tak samo jak kiełbasa, bigos, ruskie, schabowy i Lewandowski (albo Podolski jak rozmawiasz z Bośniakiem).

Wódka jest dobra bez względu na wszystko (no chyba że jest ciepła) i nigdy nie daj po sobie znać, że jest inaczej. 




9. Niezaprzeczalną cechą każdego Polaka jest narzekanie:

na pogodę
na służbę zdrowia
na rząd
na sejm
na podatki
na pracę
na brak pracy
na drogi
na sport
na ludzi
na ceny
na transport
na samopoczucie
na życie
na powietrze
.
.
.



10. Są w Polsce rzeczy/osoby nietykalne: Papież, Chopin, Wiedźmin, Miś Uszatek, Bogusław Linda, Jerzy Stuhr, Czterej Pancerni, Skłodowska, Małysz, Grunwald, Powstanie Warszawskie, bigos, schabowy... 

Nie można na nie powiedzieć złego słowa...




No chyba że jesteś Polakiem... 

ponieważ


Historia już to pokazała #Grunwald #ACTA #foranaInteriaiOnet








niedziela, 24 sierpnia 2014

Nie rozumiem dlaczego...

Długo zastanawiałam się jak zacząć ten post. Chciałam, by był on najbardziej obiektywny z moich subiektywnych spojrzeń na świat. Tak się jednak nie da. Wiem, że to co mam zamiar tu napisać może wam się nie spodobać. Możecie się z tym nie zgadzać, albo zastanawiać się dlaczego właściwie poruszyłam ten temat. Cóż, oczywiście mogłam napisać kolejną notkę o filmach, bo myślę, że większość właśnie tego się tu spodziewa, ale postanowiłam, że dziś będzie inaczej.

Jest wiele rzeczy których nie rozumiem. Nie rozumiem dlaczego muszę zakręcać wodę podczas mycia zębów z innych powodów niż wysokość rachunku. Dlaczego we wszystkich krajach nie ma jednakowych wtyczek do kontaktów. Ale są też dużo poważniejsze sprawy których nie rozumiem.

Nie rozumiem też dlaczego bycie tolerancyjnym jest takie ważne. Nie da się przecież akceptować każdego. Tolerancja to teraz bardzo modny temat. Mówi się głośno o akceptacji wszelkich mniejszości, o tym, że powinni być oni traktowani na równi z większością, że maja takie same prawa i że wytykanie kogoś palcami dlatego, że jest inny jest przejawem okrucieństwa. 

Nie rozumiem wielu kwestii, m.in. tego, dlaczego w ogóle mówi się o kimś że jest inny? Dlaczego oczekuje się od ludzi, że będą inaczej traktować ludzi tylko dlatego, że są inni? Dlaczego w ogóle kogoś traktuje się jako innego i jakie są kryteria inności? 

Nie rozumiem całego tego szumu wokół gender. Dlaczego tak mało mówi się o tym czym ten gender na prawdę jest? Dlaczego nagle traktuje się to jako jakąś wielką sprawę, skoro badania genderowe mają już sporo lat? Dlaczego nagle oczekuje się od ludzi, że zaakceptują coś czego nie rozumieją? Dlaczego w tak konserwatywnym kraju jak Polska nagle chce się przeprowadzić rewolucję kulturową, bez wcześniejszego zaznajomienia ludzi z tematem? Dlaczego zaznajamia się ich z tym w tak prymitywny i smieszny sposób? Dlaczego tzw. przeciwnicy/zwolennicy gender (jakkolwiek to brzmi głupio) uświadamiają ludzi, pokazując "problem" w czarno-białych barwach z niczym pomiędzy? 

Dlaczego nagle nie mogę pozwolić mężczyźnie na otwarcie mi drzwi? I dlaczego tak często nadal oczekuję się o nich by byli delikatnymi, a jednocześnie silnymi "prawdziwymi" mężczyznami? Dlaczego cięgle mówi się o przepaściach międzypłciowymi, a zapomina się o olbrzymich zmianach, jakich udało się dokonać przez ostatnie lata?

Dlaczego rasizm działa w jedna stronę? Dlaczego szykanowanie czarnoskórego człowieka jest rasizmem, a białego walką z nim? Dlaczego nie mogę publicznie powiedzieć, że jestem zadowolona z własnego koloru skóry? Dlaczego nie mogę przyznać się, że jestem praktykującą katoliczką i wierzę w Boga? Dlaczego człowiek nie może przyznać się do tego kim jest? Dlaczego oczekuje się ode mnie tolerancji w kwestiach z którymi nie miałam styczności? Dlaczego zwykły przejaw obojętności w jakimś temacie, czy jego niezrozumienie i nie mówienie o nim jest złe?

Dlaczego w ogóle "bycie kimś" jest takie ważne?

Dlaczego boimy się przyznać do błędów? Dlaczego, w jakikolwiek sposób, tłumaczy się zbrodnie wojenne, a jednocześnie wrzuca wszystkie nacje do jednego worka? Dlaczego ciągle jest tyle nienawiści między narodami? Dlaczego my mamy odpuścić "zaborcom" a czarnoskórzy mieszkańcy USA nigdy nie odpuszczą białym? Dlaczego my mamy jakiekolwiek prawo do oceniania historii, skoro sami nie braliśmy w niej udziału? Dlaczego Polacy maja być krystalicznie biali? Dlaczego też mamy wyciągać na wierzch i szukać tych mniej chlubnych wątków z przeszłości? Dlaczego ciągle żeruje się na tym co nasi przodkowie zrobili dziesięciolecia wcześniej i dlaczego ich potomkowie ciągle wyciągają to na wierzch? Dlaczego bycie Niemcem, Polakiem, Rosjaninem, Amerykaninem jest takie istotne gdy jesteśmy między ludźmi? 

Dlaczego nagle cały świat żąda rozliczeń, rachunków, tolerancji i pokoju, a jednocześnie za naszymi granicami lub w naszym najbliższym sąsiedztwie dzieją się okropieństwa, na które przymykamy oko?

Dlaczego nie mogę myśleć po swojemu? Dlaczego narzucane jest mi konkretne spojrzenie na świat? Dlaczego nie mogę mieć własnych poglądów i przekonań? Dlaczego mam kochać wszystkich i  nienawidzić innych? Dlaczego nie mogę sama wybierać? Dlaczego muszę wybierać? Dlaczego nie pozwala nam się żyć? Dlaczego każe mi się żyć w określony sposób? Dlaczego muszę tolerować wszystkich i nie akceptować większości? Kto decyduje o tym co jest dobre, a co złe? Skąd się biorą kryteria? Kto ma do tego klucz i rozwiązanie?  Kto ustala normy, prawo? Jak funkcjonować by żyć w zgodzie ze światem i zachować własną indywidualność myślenia?

Nie rozumiem...

piątek, 15 sierpnia 2014

Wakacyjne "grzeszki" serialoholika....

Lato to taki nieprzyjemny czas dla serialoholika, gdy jego regularna dawka narkotyku zostaje odcięta na długi 3-4 miesięczny okres. Żyjąc na serialowym głodzie, typowy serialoholik musi znaleźć sobie zastępcze działki przyjemności. W takim przypadku typowy uzależniony sięga po produkcje, które od dawna widniały na jego liście "must see".
W każdej wolnej chwili, których w wakacje, tym co je posiadają, nie brakuje, uzależniony nadrabia zaległości, pochłaniając sezony w zastraszającym tempie. A nawet gdy pracuje od rana do wieczora zawsze znajdzie chwilę na wciągnięcie czegoś.




Seriale o polityce zawsze były popularne. To taka część życia społecznego, która interesuje i dotyczy każdego, jednak nie wszyscy mamy do niej dostęp. Political Animals to mini serial, który nie jest jakimś arcydziełem, ale momentami jest równie mocny jak House of Cards albo polski serial Ekipa (tak na marginesie- rewelacyjny). Serial pokazuje politykę od trochę innej bo kobiecej strony. To kobieta, była Pierwsza Dama jest tu głównym bohaterem i zarazem torpedą napędzającą akcję. Sigourney Weaver kapitalnie wpisuje się w swoją postać. Ostatnio mów się sporo o roli kobiet w kinie, o tym, że powstaje za mało filmów, które poruszałyby ważne, kobiece, sprawy. Political Animals nie tylko odsłania kulisy rządu USA ale pokazuje, że w polityce nie liczy się płeć, a charakter i wytrwałość człowieka (no i znajomości oczywiście). Nie jest to serial bynajmniej kobiecy, który powstał by uciszyć rozgoryczone feministki. To produkcja, której po prostu brakowało. 
Z drugiej strony to smutne, że serial ten będzie odczytywany głównie w aspektach płciowości i roli kobiety w polityce, a nie, tak po prostu, jako dobra i wciągająca produkcja. 



Jeżeli już mowa o uzależnieniach...
Jestem na świeżo po pierwszym sezonie 'Breaking Bad' i naprawdę nie wiem co jest takiego w tym serialu co wszystkich zachwyciło, ale ... ja też się wkręciłam. To taka słodko-gorzka mieszanka różnych gatunków, która w połączeniu daje bardzo interesującą substancję. Szczerze powiedziawszy, wcale nie byłam nastawiona na to co zobaczyłam. Serial zaskakuje z odcinka na odcinek i chociaż po kilku można przewidzieć dokąd serial zmierza, wcale mi to nie przeszkadza, ponieważ fabuła i sposób prowadzenia akcji ciągle zaskakuje. Polubiłam głównych bohaterów w taki sposób, że czegokolwiek by nie zrobili wcale mi to nie przeszkadza. Serial jest w pewien sposób fascynujący, nie porywający, ale zaskakująco wciągający. Człowiek sam nie wie co mu się w nim najbardziej podoba. 
Lubię produkcje dzięki którym dowiem się czegoś nowego, a jeżeli tym czymś jest proces produkcji metamfetaminy (czy chociażby naczynia potrzebne do jej sporządzenia) to w to wchodzę.



Jednym z problemów serialoholika i procesu radzenia sobie z głodem jest fakt, że gdy zacznie nadrabiać, czy zaczynać coś nowego, w pewnym momencie będzie miał problem z nadmiarem. W październiku poziom narkotyku wzrośnie tak wysoko, że serialoholik będzie chodził przez kilka dni na haju i w ekstazie obfitości, aż w pewnym momencie: a) ponownie przestanie ogarniać, b) zacznie gubić się w kalendarzu i zapomni jaki jest dzień tygodnia. W końcu tez nastąpi ten moment, kiedy nagle wszystkie stacje telewizyjne, w jednej chwili zrobią przerwę świąteczną i BUM... wszystko od początku: głód - nowy serial - obfitość - nieogarnianie - Wielkanoc - BUM....



piątek, 8 sierpnia 2014

Mentalne ADHD- post o niczym- Gruntowne Ogarnianie

Moje życie to chaos.
Może wam się wydać, że przesadzam, ale generalnie żyję w totalnym chaosie.
Ale wiecie co... to wszystko jest mało ważne gdy człowiek zaczyna rozumieć, że ów chaos jest nieodłączną częścią nas samych i bez tego nieustannego nieporządku nie bylibyśmy sobą. Co nie zmienia faktu, że to bardzo męczące.

Uwielbiam planować, mam kilkanaście różnych list- z żadnej się nie wywiązuję. Następuje jednak moment, w którym mogę skreślić jakiś punkt... i jest mi wtedy tak cholerne dobrze.

Ten blog na przykład. Jego nieregularność i monotonia, to wszystko wynika nie z lenistwa, ale z "chronicznego braku organizacji czasu wolnego",  którego mam ... czasami... całkiem sporo.
Mój problem polega na ... braku jakichkolwiek priorytetów.
Podziwiam ludzi, którzy z taką łatwością potrafią się skupić na jednej rzeczy, zaplanować wszystko i się zmobilizować.
Swoją przypadłość nazywam "mentalnym ADHD".
Wszystko cokolwiek zrobiłam, zdaje się kwestią przypadku i szczęścia. Czasami jestem większym szczęściarzem niż na to zasługuję... nie wiem skąd się to bierze...

W każdym razie należę do osób, które dużo planują, ale mało czasu przeznaczają na realizację planów.  Myślę o wszystkim na raz, z czego zapominam połowę. Nie potrafię się skupić na jednej, określonej rzeczy.

Teraz doprowadziłam się do stanu, gdy wolnego czasu mam jak na lekarstwo, a to co mi zostaje przeznaczam na regeneracje sił. Dzięki temu utwierdziłam się też w przekonaniu, że jeżeli się nie ogarnę teraz, to nie zrobi tego już nigdy. Nie oszukujmy się, młodsza nie będę, został mi ostatni rok studiów, a później już tylko świetlana przyszłość i wspaniałą kariera zawodowa.

Przeraża mnie, że dopiero teraz, gdy już na prawdę nie mam na to czasu, zaczynam snuć plany i realizować marzenia. Miałam na to całe dotychczasowe życie, gdy nie musiałam godzić tego z odpowiedzialnością. Gdy miałam za sobą rodziców, którzy starali się zapewnić mi wygodne życie.  Byłam wtedy po prostu głupia i uważałam, że mam czas. To było oszukiwanie samego siebie.

Kochani, nie mamy czasu. Powinniśmy chwytać byka za rogi, korzystać z każdej chwili. Przede wszystkim jednak powinniśmy wierzyć, że się uda i zacząć planować. Zrobić porządek w głowie i skrupulatnie dążyć do celów. 

Mówi się, że rzeczy docenia się dopiero wtedy, gdy je tracimy. 
Mam nadzieję, że nie będę za kilka lat żałować straconego czasu. Żyjemy w czasach gdy na prawdę jesteśmy bardzo uprzywilejowani. Świat jest dla nas nieograniczony. 


Wiem, że zamieszczam kolejną notkę o niczym, ale ta już dawno "leżała" niedokończona w "wersjach roboczych" . Wraz z planem Gruntownego Ogarniania zamierzam uporządkować każdy detal mojego życia, łącznie z tym blogiem.

Widać sprzątanie weszło mi w krew...

Wiem, też że post ten wydaje się trochę chaotyczny i tajemniczy. Cóż, mam nadzieję, że za kilka miesięcy wszystko stanie się jasne.