piątek, 12 września 2014

10 książek, które wywarły na mnie największy wpływ.

Challange czy łańcuszek. Jak zwał tak zwał.

Po słynnym Ice Bucket Challange (które było fajne dopóki robili to celebryci i kasa szła strumieniami) nastała moda na mniej istotne Challange. Nominowanie wszystkich do wszystkiego, to forma rozrywki społeczności internetowej. Piwny challange, zdjęcia z dzieciństwa challange, złote myśli challange...

O ile do Piwnego Challangu nikt mnie nie nominował i się z tego powodu nie smucę, to gdy zobaczyłam Challenge Książkowy pomyślałam, że to jest coś co mogłabym zrobić...

Ale nominacji nie dostawałam. Moi znajomi albo nie czytają książek, albo nie przekazują sobie łańcuszków, pomyślałam.

Wtedy w głowie zaświtała mi pewna myśl, że sama mogę siebie nominować. Nie chciałam jednak podejmować tego na feacebooku, wiec cieszę się że mam To miejsce. Oczywiście nie mogłam się zebrać, ale dzięki uprzejmości szanownej koleżanki Karoliny zostałam nominowana i oto jestem. 

Karolino: 

Ale żeby nie było tak kolorowo-facebookowo, mój challenge trochę zmodyfikuję. 
Już dawno miałam robić rekonesans mojej półki z książkami. Nie jest pokaźna, ale zawiera większość najważniejszych dla mnie tytułów.

Mój challange więc nazwę:

"10 książek z mojej biblioteczki, które wywarły na mnie największy wpływ"

1. 



Harry Potter całkowicie zmienił moje życie. Dzięki tej serii nauczyłam się czytać. Nie faktycznie czytać, co czytać dla przyjemności. Rowling zawdzięczam swoją miłość do książek. Poza tym, to nie zapomniane 10 lat mojego życia, wyczekiwania na każdą kolejną część, na filmy. Coś czego już nigdy nie doświadczę. Wstawanie rano, spieszenie do księgarni, przekręcenie pierwszej strony by po kilku godzinach przekręcić ostatnią...


2.


Moja ulubiona książka, którą czytam co roku, od kilku dobrych lat. Jest to historia, która w pewien sposób miała też wpływ na mój sposób myślenia. Trafiłam na nią w idealnym czasie i pomimo upływu lat wydaje mi się ciągle tak samo aktualna i pasująca do mnie. Z całej serii to ta, wydaje mi się perfekcyjna i taka... moja. 


3.


Mieliście kiedyś tak, że czytając książkę siedzieliście zalani łzami, drżącymi rękami przewracaliście strony, a po ostatniej poczuliście mieszankę pustki, szczęścia i ulgi? Ta pozycja wywołała we mnie pewnego rodzaju katharsis i otworzyła mi oczy. Nauczyłam się więcej niż z podręczników do historii. Poznałam piękną opowieść, która głęboko wdarła się w moje serce.


4


Tolkien jest niewątpliwym geniuszem. Nie tylko napisał książki, ale stworzył krainy, światy, które tak surrealistyczne, w jego powieściach, były bardziej realne niż świat za oknem. Kto raz trafi do Śródziemia, nie może z niego uciec. Każda kolejna książka wydaje się czerpać z Tolkienowskiej skrzynki z fantastycznymi pomysłami. Niedościgniony geniusz, niezaprzeczalny wzór.


5.


Ta książka to straszna, ale całkiem realna wizja dziejów. Orwell napisał coś tak abstrakcyjnego, a zarazem tak aktualnego i rzeczywistego, że z fikcji możemy wyciągnąć wskazówki do realnego życia. To tytuł obowiązkowy, absolutne "must read". To genialny koszmar fikcyjnej przyszłości, jakże proroczy dla naszej codzienności.


6.


Są książki, które będą wiekopomnymi dziełami literackimi i takie które po prostu wkradną się do naszego serca i dla nas samych staną się niezwykle cenne. David Nicholls ogrzał moje serce, sprawiając mi tą lekturą przyjemność. Niezwykle lekka, ciepła historia miłosna. Coś czego często nam potrzeba by oderwać się od szarej codzienności. Ta książka bezustannie wywołuje uśmiech na mojej twarzy.

7.




Wreszcie polski autor. Gombrowicz to szaleniec, który napisał niezrozumiałą książkę, którą trawię do tej pory. To fikcja, która przekracza jakiekolwiek normy racjonalnego rozumowania. Genialna pozycja, która bezustannie do mnie wraca. Lektura którą ciągle rozumie się na nowo i ciągle tak samo nie rozumie się Gombrowicza. Fantastyczne, surrealistyczne niezrozumienie.


8.


O tej pozycji pisałam już wcześniej. Biorąc ją do ręki nigdy nie przypuszczałam, że  będzie to jedna z najważniejszych dla mnie książek. Nie jest to wybitne dzieło literackie, jednak gdy zastanowię się co dla mnie znaczy, okazuje się niezwykle ważna. Jako filolog doceniam ją za stylistykę, język, lekkość i pomysł. Coś co dostarczy nie tylko przyjemności w poznawaniu historii, ale również przyjemności estetycznej. 


9.


Są książki wybitne, są książki słabe, są też książki legendy. Do tej kategorii zaliczam tę pozycję. To tytuł, który zawsze będzie widniał na liście "Książek które trzeba przeczytać przed śmiercią". Ponownie dziwna pozycja, która ma w sobie coś tak surrealistycznego, że aż fascynującego.


10. 

Każdy felieton Clarksona jest jak małe dzieło literackie. To z jaką łatwością, humorem, ironią i pazurem opisuje rzeczywistość, jest dla mnie wzorem dziennikarstwa. Tak Clarkson jest moim wzorem do naśladowania. Nawet jeżeli pisze o samochodach... och nie, dzięki temu Panu samochody są fascynujące!




Jednak jest wiele fantastycznych książek, których tu nie wymienię, wiele fantastycznych autorów, których nie mam w swojej kolekcji. Wiele pozycji, które wywarły na mnie większy wpływ, niż niektóre z tych 10 powyżej. 

Najważniejsze jednak w tej całej zabawie jest to, że każdy zastanowi się nad tym, co przeczytał, nad tym ile czyta i jak. 
Możemy czytać miliony książek, ale mogą one nie mieć znaczenia, jeżeli pośród nich nie znajdzie się chociaż jedna, która będzie coś znaczyć.

Nie ważne co czytają inni, co innym się podoba. Ja wyznaję zasadę, że jeżeli coś mnie poruszy (w jakikolwiek sposób) to jeżeli inni uważają to za marne czytadło, dla mnie będzie zawsze na honorowym miejscu w mojej biblioteczce i nie mam się czego wstydzić.

(A żadna z wyżej wymienionych pozycji nie jest marnym czytadłem, tak dla jasności)

środa, 3 września 2014

Po miesiącu w Niemczech

Obiecałam sobie, że będę pisać częściej, a że mój pobyt w Niemczech dobiega końca, oto jestem z kolejną notką.



Ronda

Wiem wiem, dziwnie zaczynać od ronda, ale... one są tu wszędzie. Zwykła krzyżówka? Nie, postawmy sobie rondo! 
W Niemczech są 2 rodzaje rond.
Duże (takie wieeeeeeeeeelkie) zarośnięte i wyglądające jak góry, przez co nie widzisz drugiej strony.
Małe z dziwnymi rzeźbami na środku, jak jakaś metalowa konstelacja czy podobizny... czegoś co było czerwone lub niebieskie.

Drogi

Niemieckie drogi to legenda, to już jakiś wyznacznik poziomu. Wszyscy wiemy, że niemieckie autostrady to marzenie każdego polskiego kierowcy, które nigdy się nie ziści. Nie dość, że bez ograniczeń, to jeszcze płynie się po nich bez żadnych przeszkód. No chyba, że trafią się jakieś roboty drogowe, ale wtedy ograniczenie spada do 60k/h więc i tak przyzwoicie. Jednak to co w Niemczech uderza najbardziej, to niesłychanie wysoka kultura jazdy. Nawet jeżeli dożyjemy czasów kiedy równie szybko będziemy mogli sunąć na polskich drogach, będziemy mieć równie fajne samochody, to i tak wszyscy zginiemy. Polacy nie potrafią jeździć po autostradach, a Niemcy owszem. To widać na pierwszy rzut oka. Wolny lewy pas, przepuszczanie, płynność, przestrzeganie przepisów. Tylko pozazdrościć. 

Samochody

Niemcy mają chyba dwa rodzaje samochodów - na co dzień i od święta i oczywiście większość wygląda tak jakby dopiero wyjechała z salonu. Nic w sumie dziwnego, niemieckie marki chyba są całkiem dobre, więc dlaczego nie korzystać. Poza tym można zauważyć całą masę samochodów szpanerskich, takich kolekcjonerskich cacek, które u nas widzimy na wymyślnych zlotach. Niemcy kochają samochody, zresztą tak jak pół świata kocha ich samochody.

Piłka nożna

Nie mówiłam, nie mówię i nie będę mówiła po niemiecku, ale nazwiska piłkarzy niemieckich znam. Gdy przez cały dzień w pracy słuchało się niemieckiego radia, to jeżeli już nie leciał ten utwór, musieliśmy słuchać rozmów niemieckich radiowców, wiadomości itd. I wierzcie mi, niemieccy piłkarze byli wymieniani tak często jak Putin. 
Poza tym dobrze znać również polskich piłkarzy. Oczywiście spodziewałam się, że wiedza o tym jak wygląda i gdzie gra Lewandowski może się przydać, ale z doświadczenia powiem wam, że jak kojarzycie Podolskiego to nawet lepiej.

Ulice i domy

Niemcy to pedanci jeżeli chodzi o ich własne otoczenie. Podkreślam własne, bo strefa publiczna to inny temat. Zadbane budynki, skoszone trawniki, zero śmieci na ulicach. Po prostu porządek, aż mdli. Naprawdę zaczynam tęsknić za Polską niedoskonałością. Niemcy sa troszkę pod tym względem nudni. Oczywiście w sumie byłam zachwycona tymi starymi, wypielęgnowanymi budynkami, ale czasami miałam wrażenie, że tak jak samochody, to jest trochę na pokaz.  Bez życia...

Nawóz

Najpierw poczujesz Niemcy, później je zobaczysz. Nie rozumiem dlaczego i kto to wymyślił. Niemcy śmierdzą. Przez cały czas czujesz się jak na jakiejś dalekiej wsi, a przecież jestem w Augsburgu. Nawóz zionie wszędzie i nie wiadomo skąd. Natura pełną parą, a nikomu to nie przeszkadza.

Prawo

Z Niemcami nie pogadasz. Wszystko to wielka papierologia. Nawet jeżeli spędzasz tu kilka tygodni lepiej być zameldowanym. Trzeba mieć na wszystko papier, nosić dokumenty wszędzie ze sobą, podpisywać, skreślać itd. To państwo prawa i chyba m.in. przez to Niemcy wydają się tacy ułożeni. W takim Londynie wszyscy przechodzą na czerwonym świetle i w dupie mają przepisy. Tutaj nawet na zielonym zastanawiałam się czy powinnam. Takie dziwne uczucie i obawa przed nieprzestrzeganiem prawa w Niemczech.

Piractwo

Pochodzę z kraju piractwem płynącym. Gdybym np. korzystała z torrentów (bo nie mówię, że to robię) Niemcy okazałyby się bardzo problematycznym państwem. Prawo zabrania piracenia nawet dla własnego użytku, więc wszelakie tego typu czynności wiążą się z olbrzymią karą i pewnie wtargnięciem tajnych służb do domu.
Poza tym na youtube nie działa połowa filmików i to tych z legalnych, oficjalnych chaneli typu vevo. Myślałam, że w Polsce mamy z tym problem, Niemcy mają gorzej.

Rowery

Są tu tak częstym środkiem transportu jak samochód. W niedzielne popołudnia widuje się całe rodziny na wycieczkach rowerowych. Staruszkowie tak jeżdżą do sklepu, inni do pracy. Jednego nie mogę zrozumieć- dlaczego nikt rowerów nie zamyka, nie przypina, nie chowa. Wolne stoją przy ulicy i nikt na to nie zwraca uwagi... oprócz turystów.

Sklepy

W małych sklepikach gdzie masz do czynienia tylko ze sprzedawcą, a nie półkami nie bywałam, bo jedyną rzeczą którą mogłabym kupić są pieczarki. Ale czy to mały sklepik czy duży supermarket prawo jest takie, że po 20 od poniedziałku do soboty zakupów nie zrobisz. Sklepy otwiera się 6 razy w tygodniu o 8 rano, w niedzielę wszystko jest pozamykane. Z jednej strony podziwiam, że to przeszło i że Niemcy nie mają nic przeciwko, z drugiej to troszkę problematyczne dla tych co pracują od 7 do 20 i jedyny wolny termin to niedziela.... 

Pfand

Genialna sprawa. Niemcy rozwiązali problem nadmiaru plastikowych butelek i puszek poprzez wprowadzenie czegoś w rodzaju zwrotnego podatku. Polega to na tym, że do każdej butelki/puszki naliczane jest 25 centów. Jeżeli oddasz nienaruszoną, pustą butelkę, wszystko ci się zwraca, nie jesteś biedniejszy. Możecie pomyśleć, że w sumie bez sensu, bo nikt nie zarabia, ale pomyślcie ile razy znaleźliście walającą się po ziemi butelkę. Każdy by segregował śmieci. Genialne.

Ketchup z carry

Po prostu pyszności. Już zaopatrzyłam się w buteleczkę. Niemcy chyba uwielbiają różne sosy, u nich grill to co więcej niż kiełbacha i karkówka. To cała masa słoiczków (jak ogórki w miodzie). Oni jedzą może nie tak dużo ale z pewnością ciekawiej.

Czekolada

W Niemczech nie ma takiego pojęcia jak podróbka czekolady. Nawet ta najtańsza z Lidla za kilka centów jest prawdziwie smaczna. To państwo czekolady, wszystko ma czekoladę. O ile na półkach sklepowych zauważyłam niedobór różnorodności w np sosach do spagetti, przekąskach, chlebach, to czekolady jest mnóstwo. Do smarowania, w tabliczkach. Wszystko czego dusza zapragnie i podniebienie.

Niemcy

To bardzo uprzejmy naród. Wszyscy się sobie kłaniają i się do siebie uśmiechają. Jak komuś potrzebna jest pomoc (czy to potrąconemu kotkowi, czy słabnącemu człowiekowi) zatrzymują się i śpieszą z pomocą. Jak wyżej pisałam przestrzegają prawa, dbają o własne, domowe otoczenie, jeżdżą w kaskach na rowerach. 
Z drugiej strony wydają się surowi, w miejscach pracy nie sprzątają po sobie, o ile to nie wchodzi w zakres ich obowiązków. Są raczej mniej pracowici niż Polacy. Noszą dziwne fryzury i co mnie bardzo irytowało nie mówią po angielsku (zrozumiem jeżeli nie jest mowa o sklepach w centrum dużego miasta).



Mój pobyt w Niemczech nie był wakacjami marzeń. Wracam wykończona fizycznie, trochę psychicznie, z pełniejszym portfelem. Jednak mimo często sporej tryturacji będę Niemcy wspominać z uśmiechem. Dzięki mojemu towarzystwu było całkiem miło. Język niemiecki nie był tak irytujący jak myślałam. Bawaria to przepiękny region. Dużo zieleni i spokoju. W sumie (gdyby nie ten język) mogłaby mieć taką chatkę w alpach, jeść tosty z czekoladą na śniadanie (bo z herbatą tu są problemy), zarabiać po niemiecku i paść osiołki.