poniedziałek, 23 marca 2015

Nadrabianie oscarowych zaległości- To nie jest kraj dla starych ludzi

Wracam do nadrabiania oscarowych zaległości!

To nie jest kraj dla starych ludzi (2007)
Oscar dla najlepszego filmu 2008


Jeżeli czegokolwiek spodziewałam się po tym filmie to zostało to wywrócone o 180 stopni i zobaczyłam film, który na długo pozostanie mi w pomięcie, i w komórkach nerwowych na całym ciele. 


Każdy z nas miał tak, że oglądał film, który po prostu trzymał go przy ekranie i nie chciał puścić. Ja ostatnio miałam tak przy Whiplash i jak się przekonałam niedawno, film braci Coen wywołuje podobne odczucia.

Przez cały film czujemy na karku oddech Javiera Bardem i przez większą część filmu jesteśmy otoczeni tajemnicą, która nam nieprzyjemnie ciąży.

Nie jestem specjalnie fanką tego typu thrillerów, gdy akcja ciągnie się do tego stopnia przez 2 godziny, że czasami może być nużąca, ale w tym wypadku wszystko jest tak skonstruowane, że w momentach ciszy i spokoju boimy się najbardziej.

Llewelyn Moss znajduje niedaleko granicy z Meksykiem paczkę heroiny, dwa miliony dolarów i wielu zabitych. Zabierając ze sobą gotówkę, nie wie, że jego śladem podąża psychopatyczny morderca.

Trup ściele się gęsto i niezwykle często. Krew leje siś strumieniami do tego stopnia, że w pewnym momencie każda śmierć nie jest zaskoczeniem, a kwestią czasu. Nie jestem w stanie wam powiedzieć ile trumien trzeba było przygotować by posprzątać, jednak gwarantuje wam, że jakbyście jedli jednego M&Msa za każdym razem gdy ktoś ginie, to duża paczka orzechowych na 3 osoby jest idealna.

Film ma niesamowity klimat i aurę. Kapitalne zdjęcia powodują, że człowiek czuje piasek amerykańskiej pustyni między zębami. Wszystkie techniczne sprawy są pieczołowicie wypieszczone. Dźwięk, scenografia, kostiumy i charakteryzacja.

Bracia Coen dostali też wspaniały prezent w postaci Javiera Bardem, który swoją drugoplanową rolą po prostu miażdży i wbija w fotel. Jest tak przekonujący w roli bezwzględnego i wyzbytego uczuć mordercy, że gdybym go spotkała w ciemnej uliczce pewnie uciekałabym szybciej niż Flash.

Kompletnie nieprzygotowana na taki przebieg wydarzeń i kompletnie zaskoczona nie mogłam oderwać oczu  od ekranu. Film ma w sobie coś takiego, że mimo że nie pałasz wielkim entuzjazmem, nie możesz przejść koło niego obojętnie. 

Film dla osób o mocnych nerwach. Osoby które nie lubią przemocy, krwi i nieustannego napięcia, które zagęszcza się z każdą minutą może powinny go uniknąć, bo gdy już zaczną raczej trudno będzie przerwać. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz