TOP 5: Filmowe Guilty Pleasures

W ramach BLOGMAS nadchodzi czas na pierwszy Post Specjalny.

Czym byłby Świat bez małych przyjemności. Są jednak takie rzeczy, które lubimy bardzo, które wywołują uśmiech na naszych twarzach i generalnie polepszają nasze samopoczucie. Ale jak to się mówi - wszystko przyjemne w życiu jest albo zakazane, albo nie powinno się o tym mówić publicznie. 


Istnieje cała masa filmów do których oglądania się nie przyznajemy. Chociaż kobiety mają z tym łatwiej, musimy liczyć się z tym, że ktoś wywróci oczami albo zacznie się śmiać pod nosem.
Jednak umówmy się - czasami potrzebujemy czegoś co zrobi nam dobrze i dziś przedstawię wam listę pięciu filmów, które zawsze wywołują uśmiech na mojej twarzy, polepszają mi humor i za których stworzenie dziękuję niebiosom.
Nie wiem ile razy je widziałam, wiem, że za każdym razem odbieram je tak samo pozytywnie. Filmy te są dla mnie jak tabliczka czekolady po ciężkim dniu. 

Proszę bardzo: Top 5 Filmowych Guilty Pleasures w kolejności w jakiej wybrałabym je gdybym miała doła (i nie tylko).




5. Mamma Mia!


Do końca nie rozumiem dlaczego ten film ma tak złą opinię. On ma wszystko, a dawka kiczu jest tak wspaniale wysoka, że aż ma się ochotę przytulić ten film i nie puszczać. Krytykowanie go za kicz jest nie na miejscu, tak samo jak krytykowanie go za muzykę. Na Boga! toż to musical. I to jaki. Piosenki ABBY chyba nigdy nie brzmiały tak dobrze, a dawka pozytywnych emocji wystarczy by odegnać wszystkie czarne chmury. 
Do tego ta obsada! Umówmy się, jeżeli w czymś występuje Meryl Streep to to jest dobre, nawet jak boicie się do tego publiczne przyznać. 


I mimo swoich mankamentów, takich jak śpiewający James Bond, film jest niczym ciastko z kremem posypany grubą warstwą kolorowych cukierków. 
Przez cały czas wręcz zazdrościmy aktorom, którzy wyglądają i zachowują się tak jakby w Grecji spędzili wakacje życia. Zabawny, lekki i niezwykle przyjemny. 
Mamma Mia! to film, który ogląda się całymi rodzinami, to film przy którym się śpiewa i tańczy i który uwalnia tyle endorfin, że wystarcza na kilka dni. 
Najlepiej, przyznam, ogląda się go w babskim gronie, najlepiej z kieliszkiem wina w ręce. Mamma Mia! to chyba najlepszy seans w kinie na jakim byłam, taki po którym czekasz aż wszyscy wyjdą z sali, bo jest ci wstyd tego jak głośno się śmiałaś, a zarazem wychodzisz podśpiewując "Dancing Queen".


Nawet jak go nie lubisz, nie krytykuj. Każdy ma prawo na chwilę przyjemności. 

4. Dźwięki muzyki


Czy istnieje coś gorszego niż musical o śpiewającej zakonnicy i bandzie dzieciaków mający miejsce w Austrii w latach 30tych? Nakręcony w latach 60? Wierzcie mi, nie ma nic wspanialszego. 
Dźwięki muzyki to film, który powinien przetrwać każdy. Piszę przetrawić, bo wiem jak ciężko zaakceptować ten lukier i to tempo i te piosenki. Ale śpiewająca Julie Andrews to międzynarodowy skarb, który nie wymaga polerowania.


Możesz nie lubić musicali, ale niektóre po prostu MUSISZ zobaczyć. Musical to coś wyjątkowego. O swojej miłości do gatunku pisałam już wieki temu. To też gatunek wymagający i wzbudzający najwięcej kontrowersji, ale cobyśmy nie mówili i tak trzeba przyznać, że ma to coś.


Ta muzyka, ten humor i sama fabuła stanowią coś wyjątkowego i przyznam, że choćbym nie wiem jak wiele razy widziała ten film, zawsze znajdę pretekst by obejrzeć go ponownie.

3. Pitch Perfect


Nie jestem w 100% pewna czy Pitch Perfect można nazwać musicalem. Z pewnością jest to coś innego niż dwa powyższe. Fakt, ludzie śpiewają, ale nikt nie robi tego znienacka, wyczuwa się tu olbrzymi dystans i ironię i dostajemy genialne covery największych przebojów śpiewane a capella. Czego możemy chcieć więcej? Pitch Perfect to coś co nigdy mi się nie znudzi. Z czystym umieniem poleciłabym go wszystkim bez względu na to czy lubią musicale czy nie. Pitch Perfect to dawka świetnego humoru, muzyki i dystansu, którego każdy z nas czasem potrzebuje.


Poza tym mamy Anne Kendrick? Kto jej nie lubi? Ona jest jak amerykańska Emma Watson. Pitch Perfect to musical z jajem, który często stąpa po cienkim lodzie. Często ostry jak brzytwa humor, teksty dalece odbiegające od przyjętych w konwencjach filmu młodzieżowego. Wszystko czego dusza zapragnie. Recenzję 2 części, która jest tak samo dobra jak pierwsza, możecie przeczytać tu


Pitch Perfect to przykład filmu dla nastolatków, który starsi będą oglądać z taką samą przyjemnością, dodatkowo odczytując konteksty i aluzje, których młodsi mogli nie załapać.

2. Legalna blondynka


Proszę niech podniesie łapkę w górę ten, kto widział film i chociaż raz się nie uśmiechnął. Legalna blondynka posiada wszystko co mogłoby przyczynić się do spektakularnej klapy. Jest jednak jeden element, który temu zapobiegł - dystans. Film o blondynce idącej na Harvard, ociekający różem i puchem powinien być katastrofą. Powinien, a wyszła z tego fantastyczna komedia, którą oglądamy wielokrotnie i która zawsze tak samo bawi.


Reese Witherspoon była rewelacyjna udowadniając, że granie ładnej i głupiutkiej nie jest takie łatwe. Całkowicie na poważnie zagrała postać tak przerysowaną i tak ociekającą kiczem, że stworzyła legendę. Była tak doskonała i tak przekonująca, że jeżeli ktoś nie wierzył w jej umiejętności aktorskie, powinien spojrzeć na ten film jeszcze raz.


Legalna blondynka przy każdej okazji i na każdy humorek - moja dewiza!

1. Pamiętnik księżniczki


Chwilę zastanawiałam się co jest moim numerem jeden i nagle mnie oświeciło. Nie ma chyba filmu, który wywołuje u mnie tyle pozytywnych wspomnień jak Pamiętnik księżniczki. Zarówno książki jak i film są jak tort czekoladowy. Najwspanialsza w tym wszystkim jest ta naiwność, ta bajkowość.


Pamiętnik księżniczki to niezapomniane sceny i dialogi. Takie filmy dla młodzieży i takie książki chcę widzieć. Takie, które posiadają jeszcze tę dawkę dziecinności, ale w których starszy odbiorca znajdzie coś dla siebie. Anne Hathaway była tak cudna w tych strasznych włosach i dziwnych butach, że momentalnie ją pokochaliśmy. Szkoda w sumie, że wszystkie książki nie zostały zekranizowane i nie wykorzystano w pełni potencjału historii, ale tak dostaliśmy rurkę z kremem idealną na szare popołudnie.


No i znów mamy Julie Andrews. Ta kobieta to bogini i królowa. Mówcie sobie co chcecie - wszystko w czym bierze udział jest Guilty Pleasure.



To tyle z mojego TOP 5. Powiedzcie mi jakie są wasze filmowe słabości, które widzieliście miliony razy, tak, że wstyd się do tego przyznać ^^

Czy to nie wspaniale, że powstają takie filmy, które powinny być chłamem i klapą a okazują się małą perełką, która na dobre gości w naszych sercach? 
To tak jak z oglądaniem Kevina w święta - wszyscy się śmieją, że znów go puszczają w TV, ale każdy czeka na scenę jak Kevin używa wody kolońskiej, jego matka drze się w samolocie, a dwóch bandziorów dostaje łomot.
Nie ważne, czy to film o śpiewającej zakonnicy czy Jamesie Bondzie. Nie ważne czy to film o blondynce na prawniczych studiach czy najbardziej nieodpowiedniej następczyni tronu. Wszystko to jest nieistotne jeżeli tylko w efekcie końcowym wyszło coś dobrego. Zamiar twórców został osiągnięty - powyższe filmy sprawiają przyjemność i dostarczają rozrywki. 

Są jak czekolada - nie pytają - rozumieją!

Zresztą czego się tu wstydzić. Jeżeli coś lubimy i sprawia nam przyjemność nie powinniśmy tego unikać i się z tym kryć! 



Komentarze

  1. Tak jak Ty uwielbiam "Mamma Mię". Ma w sobie tyle pozytywnej energii, a po obejrzeniu aż chce się zacząć śpiewać "Dancing Queen", albo "Money, Money, Money". ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Mamma Mia! nie zdawałam sobie sprawy, że ma złą opinię, uwielbiam ten film! ilekroć go oglądam, tylekroć się śmieję (ale to akurat wina Pierce'a :D) a uwielbiam chyba przez to, że właściwie byłam wychowana na Abbie (i kabarecie OTTO) ^^
    co do Pamiętnika Księżniczki, to się zgodzę, guilty pleasure, jeden z najlepszych! a ta wszechobecna, wielka Julie Andrews <3 kocham ją!
    jeśli chodzi o wybór TOP 5... nie dałabym rady, mam chyba więcej. co do Pitch Perfect zgodzę się na pewno, można śmiać się ze mnie pod nosem, ale film zawsze mi humor poprawia (i zaliczyłabym go do filmów muzycznych).
    W moich osobistych GP na pewno znajdzie się jeszcze Just My Luck, ale to głównie wiesz z jakiego powodu (^^) i przez Chrisa Pine'a (i po części przez to, że w gimnazjum miałam fazę na romantyczne komedie z Lindsay Lohan, która mi w zasadzie jest obojętna).
    i hej! nie zapominajmy o bajkach! Zaplątanych oglądałam już kilka razy, w dwóch wersjach językowych, i nadal mi się nie nudzą!

    PS Kevina to mogłabym oglądać tak samo często jak trylogię BTTF czy Gwiezdne Wojny ^^

    OdpowiedzUsuń
  3. Mam jedno zastrzeżenie.
    Czy guilty pleasure nie jest wtedy, gdy coś jest tak złe, że aż dobre? Tak tylko z ciekawości pytam.
    Pozdrawiam! ♥

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nawet nie wiesz z iloma opiniami, ze te filmy są złe się spotkałam... Niestety :/ Ale ja rozumiem ten termin jako coś co powszechnie uważane jest za niekoniecznie najlepsze, ale jest dobre i coś co jest naszą małą słabością :)

      Usuń

Prześlij komentarz