poniedziałek, 23 lutego 2015

The winners are...- czyli to już naprawdę koniec



Dzisiejszą noc spędziłam w kinie Kijów.Centrum i było fantastycznie. Miałyśmy lody, energy drinki i wygodne fotele. Z listą moich faworytów i bingo mogliśmy zaczynać imprezę :)

niedziela, 22 lutego 2015

And the Oscar goes to.... - czyli podsumowanie wszystkiego.



Oscarowa noc już dziś. Wszystkie filmy obejrzane, wygrani wytypowani, więc czas podzielić się z wami moimi przypuszczeniami. 
W tym roku było mi dużo prościej zdecydować komu sama bym przyznała nagrodę. W nominowanych były bowiem takie pozycje, które łatwo było mi odrzucić, albo takie, które biły na głowę pozostałe. Nie oceniam kategorii z filmami których nie widziałam, dlatego nie wypowiem się na przykład o filmach animowanych. Wszystkie poniższe typy są przemyślane. Ile okaże się trafionych zobaczymy w nocy. Wszystkich tych co nie mają nic lepszego do roboty niż spanie od 2-6 rano zapraszam do Kijowa. Będę tam (chociaż z moim po koncertowym kacem może być wesoło), zagramy w bingo i będzie fajnie!

Oscary cz. 4- Foxcatcher, Still Alice, Wild, Dwa dni, jedna noc.

Kolejne cztery filmy o których możecie przeczytać poniżej są filami, które nie dostały nominacji, ale aktorzy, którzy w nich grali zostali docenieni.Tak się składa, że w przypadku najlepszej aktorki pierwszoplanowej 4/5 nominowanych zostało własnie tak wyróżnionych. Oglądając większość z tych filmów, powiem szczerze, że każdy z nich zasłużył na najwyższe uznanie, ponieważ są to filmy niezwykle dobre. Takie jakie lubię. Szkoda, że kobiety w kinie nadal dostają dobre role w filmach niszowych, ale te panie pokazały, że potrafią udźwignąć cały film robiąc z niego coś wyjątkowego. To fantastycznie, że podejmują się takich projektów, które dzięki nim dotrą do szerszej publiczności.

środa, 18 lutego 2015

Oscary 2015 cz. 3- Boyhood, Snajper, Selma

To już ostatnie filmy nominowane do najważniejszej nagrody. Wiem, że minęło sporo czasu od ostatniego postu. Jedyne usprawiedliwienie jakie mam to takie, że powiało nudą. Te ostatnie trzy filmy po prostu interesowały mnie najmniej i gdyby nie to, że były nominowane pewnie bym odpuściła. Uparcie jednak postanowiłam je obejrzeć i powiem szczerze, że oglądając je, po raz pierwszy miałam wątpliwości do co gustu, a raczej motywacji Akademii.

Ostatnie 4- bo jak zauważyliście, nie opisałam jeszcze Gradn Budapest Hotel. Problem polega na tym, że widziałam go w kwietniu, byłam przekonana, ze była notka, ale jak teraz zauważyłam moja obowiązkowość w zeszłym roku była do bani. Notki nie ma, nie ma też recenzji. Na końcu będzie tylko krótka wzmiankach o mojej opinii co do słuszności nominacji.

Boyhood



Boyhood to film, który już na etapach planowania był skazany na sukces. To film niezwykły i nowatorski pomysł, który kilkanaście lat temu zrodził się w czyjejś głowie i przez 12 lat był realizowany po cichu, by teraz wystrzelić jak z procy i zaskoczyć wszystkich. W filmie, ukazującym 12 lat z życia pewnej rodziny, grają ci sami aktorzy, wraz ze swoimi bohaterami dorastają. Scenografem i charakteryzatorem w filmie jest życie. Kręcone co roku fragmenty składają się na film, który jest na prawdę niesamowity... w zamyśle.

Niestety na tym niezwykłość Boyhood się kończy. Film jest zwyczajnie nudny i na wskroś prosty. Opowieść i dramatyzm mają być bardzo realne, jednak nie odbiega to niczym od "zwyczajnych" amerykańskich rodzin, których mamy mnóstwo na ekranie. Samotna matka, weekendowy ojciec, problemy z dorastaniem. Mamy tu wszystko. Problem polega na tym, że czasami zawiewa nudą i mam wrażenie, ze sama forma przerosła treść.

Boyhood warto obejrzeć. Rzeczywiście robi wrażenie i dla formy można przemęczać 2 godziny nudy. Obejrzeć zmieniających się naturalnie aktorów, dorastające na naszych oczach dzieciaki. Popatrzyć wstecz i odnaleźć elementy przeszłości, które zostały zarejestrowane przez kamerę. Przypomnieć sobie czym żyło się przez ostatnie 12 lat. To jest fajne. Jednak jak mówię, bez koncepcji nikt by nie zwrócił uwagi na film. 
Warto obejrzeć Boyhood dla dorosłych aktorów- Ethana Hawke'a, a szczególnie Patricii Arquette. Młodsi też dają radę chociaż widziałam wielu dziecięcych aktorów bardziej utalentowanych niż oni.

Boyhood został obsypany nagrodami, co jest kompletnie zrozumiałe, bo to wydarzenie i film na stałe wpisał się w historię kina.

Najlepszy film Cathleen Sutherland, Richard Linklater
Najlepszy aktor drugoplanowy Ethan Hawke
Najlepsza aktorka drugoplanowa Patricia Arquette
Najlepszy reżyser Richard Linklater
Najlepszy scenariusz oryginalny Richard Linklater
Najlepszy montaż Sandra Adair

Boyhood może wygrać główną nagrodę i będę bardzo zawiedziona, jednak całkowicie to zrozumiem, bo jest to film w pewnym stopniu przełomowy. Ethan Hawke raczej nie ma szans z J.K.Simmonsem, ale jego koleżanka z planu Patricia Arquette była świetna. Możliwy i zasłużony byłby Oscar za reżyserię. Montaż i scenariusz nie są tu jednak najmocniejsze.

Snajper


Specjalne wybrałam ten plakat bo jest on idealną wizualizacją tego o czym, a raczej jaki wydźwięk ma film. Szkoda tylko, ze polski tytuł został okrojony o to jedno słowo. Wydźwięk filmu jest dużo bardziej znaczący gdy "amerykański" jest członem tytułu.

Jak może niektórzy z was zauważyli, staram się oceniać filmy całościowo, ale też zwracać uwagę na techniczne kwestie i doszukiwać się elementów, które są warte docenienia. Oceniając filmy oscarowe staram się też zrozumieć dlaczego dostał nominacje w danej kategorii. Snajper jest dobrze zmontowanym i ładnie nakręconym filmem akcji. Bez patosu, surowy. Pokazuje tragedię wojny, a raczej to jak ona oddziałuje na żołnierza, jak wdziera się w jego jak konieczność zabijania odbiera iskrę człowieczeństwa. Naprawdę wnika w psychikę bohatera i jest filmem dobrym pod tym względem i może tylko tak powinnam go ocenić.,

 (tu kończy się w sumie rozwód nad samym filmem, a zaczyna dopisywanie ideologii)

Tylko, że Snajper jest jednym wielkim nieporozumieniem. Kompletnie dla mnie niezrozumiała gloryfikacja głównego bohatera i robienie z niego bohatera wojennego, który służy w obronie kraju. Gloryfikacja żołnierzy walczących w tej niezrozumiałej dla mnie wojnie, która z niezrozumiałych dla mnie powodów, w niezrozumiały dla mnie sposób jest wciskana w głowy amerykanów jako konieczność ochrony kraju. Jakby USA realnie coś zagrażało. Nie rozumiem jak film, który z mordercy robi bohatera, który, gdyby tylko ktoś wyżej się ogarnął, nie musiałby brać w wojnie udziału, może być nawet nominowany do Oscara. Jest to tak na wskroś amerykański produkt, że chyba tylko Amerykanom może się podobać. Dla mnie jest to tania reklamówka armii i wojny, która ma wywoływać głębokie emocje poczucia patriotyzmu, a tak na prawdę wywołuje we mnie złość i obrzydzenie. Jeżeli reżyser chciał byśmy tak właśnie się czuli, to to wzbudzi to we mnie jeszcze większą złość, bo naprawdę nie potrzebuję takich obrazków. Nie potrzebujemy żadnych filmów, a realnych działań, w realnym świecie.

Bradley Cooper, którego nawet lubię i gra tu całkiem przekonująco, idealnie pasuje do roli umięśnionego Amerykanina, któremu od dziecka wmawiane są amerykańskie ideały patriotyzmu, przywiązanie do ziemi i przekonanie o słuszności posiadania broni. Amerykanina, który wierzy że najpotężniejsze państwo świata musi prowadzić otwartą wojnę, bo terroryści zaatakuj go w ogródku i wcale nie chodzi tu o kasę, ropę itd. Jak można gloryfikować ludzi, którzy nawet nie wiedzą o co walczą. Dla mnie są oni bohaterami dlatego, ze to przetrwali, nie dlatego, że walczyli. Ci ludzie poświęcają rodziny, swoje życie z niezrozumiałych powodów, kiedy władze robią tak niewiele by to zakończyć i siedzą sobie w wygodnych fotelach gdy tam dzieje się koszmar. Rozpatrywać ich jako bohaterów to trudny temat, są bohaterami, tylko że z niewłaściwych powodów i przyczyn. Są wspaniałymi ludźmi, który tak wiele poświęceją, ale czy muszą? Za walkę w obronie kraju czy przyjaciół powinni być czczeni z największymi honorami, ale czy nie powinno to być rozpatrywane również z drugiej strony? Sama nie wiem. Co myślicie? Szczególnie w zestawieniu z zakończeniem filmu?

Snajper, Amerykański Snajper mnie wkurzył. Mam dość filmów o Iraku. Mam dość filmów o amerykańskiej wizji wojny. O ile Furię jeszcze mogłam zaakceptować bo jej "amerykańskość" mnie bawiła, tak o Snajperze chciałabym zapomnieć. Tylko i wyłącznie ze względów ideologicznych. 

I jeszcze ciągle ta Biblia w tle.

Najlepszy film Andrew Lazar, Bradley Cooper,Clint Eastwood, Peter Morgan, Robert Lorenz
Najlepszy aktor pierwszoplanowy Bradley Cooper
Najlepszy scenariusz adaptowany Jason Hall
Najlepszy dźwięk Gregg Rudloff, John T. Reitz,Walt Martin
Najlepszy montaż Gary Roach, Joel Cox
Najlepszy montaż dźwięku Alan Robert Murray, Bub Asman

Gdy komuś na tej palniecie przyjdzie do głowy nagrodzenie tego filmu w jakiejkolwiek innej kategorii niż dźwięk czy montaż to będę wkurzona. Cooper zagrał dobrze, ale na miłość boską czy serio trzeba mu za wszystko dawać nominacje? Reszta byłaby tylko stratą statuetki. 


Selma




Nominowany do Oscara bez wątpienia jako przejaw poprawności politycznej Selma jest mimo wszystko filmem ważnym. Nie oszukujmy się, że nie ma rasizmu, że czarni są tak samo traktowani jak biali. W kraju takim jak Polska ten problem może wydać nam się rozdmuchany, ale w USA nadal jest aktualny i niezwykle bolesny, a rany przeszłości rozdrapało Ferguson. Dlatego też rozumiem i szanuję Selmę jako film, który potrzebny jest tu i teraz. I w przeciwieństwie do filmów o bezsensownej wojnie w Iraku, filmów o tematyce różnic rasowych nigdy nie będzie za wiele. Według mnie są i będą potrzebne. Nawet jeżeli taki film jak Selma otworzy oczy kilku osobom i tak będzie to osiągniecie warte zachodu.

Przechodząc jednak do samego filmu. Piękne zdjęcia, bardzo dobra gra aktorska i tematyka nie odwracają uwagi od tego, że czegoś tu brakuje. Wiem, że tworzenie filmu biograficznego o Kingu mogło nie być głównym motywatorem twórców, ale brakowało mi informacji. Wiele rzeczy musiałam doczytać. Wydaje mi się, że z samej historii tego człowieka wyciągnięto po prostu fragment i nie zastanawiano się głębiej czy ten jest właściwy. Film biograficzny, dla mnie, jeżeli nie opowiada całej historii powinien skupić się na jakimś ważnym, najważniejszym elemencie życia. W przypadku Kinga idealną chwilą od której albo powinno się zacząć, albo skończyć opowiadanie są słowa 'I have a dream'. Tych słów mi zabrakło. Zabrakło małych szlifów, przez co tak wspaniałą historia nie porwała mnie tak jak oczekiwałam, nie pogłębiła mojej wiedzy i w żaden sposób nie   wpłynęła na mój sposób postrzegania świata. Po prostu czegoś tu brakowało.
O tym, że film nie jest idealny świadczy chyba ilość nominacji.

Najlepszy film Christian Colson, Dede Gardner, Jeremy Kleiner, Oprah Winfrey
Najlepsza piosenka "Glory", wyk. John Legend (I) i Common
Trochę dziwi mnie, że nominowano film w najważniejszej kategorii, a nie dostał on żadnej innej znaczącej nominacji. Jak pisałam, jako film byłby to Oscar poprawnościowy. Pewnie chodziło o to by tak ważna kwestia nie pozostałą niezauważona. Szkoda, że nadal trzeba coś udowadniać. Za to piosenka 'Glory' jest absolutnie fantastyczna!

Grand Budapest Hotel



Jak dla mnie odkrycie sezonu. Tyle wspaniałych aktorów, obrazek jak z bajki, humor i po prostu wszystko czego potrzebuję.


Najlepszy film Jeremy Dawson, Scott Rudin,Steven M. Rales, Wes Anderson
Najlepszy reżyser Wes Anderson
Najlepszy scenariusz oryginalny Wes Anderson
Najlepsza charakteryzacja i fryzury
Najlepsza muzyka oryginalna Alexandre Desplat
Najlepsza scenografia Adam Stockhausen ,Anna Pinnock
Najlepsze kostiumy Milena Canonero
Najlepsze zdjęcia Robert D. Yeoman
Najlepszy montaż Barney Pilling

Jak dla mnie absolutny faworyt jeśli chodzi o charakteryzację, scenografię, kostiumy. Wspaniałe zdjęcia i montaż. Dobrze, nie oszukujmy się- każda z tych nominacji zasłużona! Szkoda, że Ralph nie dostał też, ale nie można mieć wszystkiego.



To tyle jeżeli chodzi o "najlepsze filmy". Jeżeli myślicie że to koniec Oscarowego Spamu to się nie cieszcie. Wkrótce opublikuję notki o aktorach, którzy dostali nominacje, ale film już nie. W niedzielny wieczór zapraszam na podsumowanie, A w poniedziałek/wtorek krótki komentarz.

Do zobaczenia! Miłych seansów!

niedziela, 1 lutego 2015

Filmowe podsumowanie miesiąca - styczeń

Przedstawiam wam krótkie, filmowe podsumowanie miesiąca. Zamierzałam robić tygodniówki, jednak natłok pracy nie pozwolił mi na realizacje planu w styczniu. Chcę jednak robić coś regularnie, tak więc będziecie dostawać kilka postów filmowych w miesiącu. Regularnie będą ukazywać się filmowe podsumowania/recenzje tego co ostatnio widziałam, a co zostało wylosowane z naszego magicznego mieszkaniowego słoiczka (który de facto jest świecznikiem) oraz każdy film, który uda mi się zobaczyć, ot tak. Regularnie, raz w tygodniu, będę zamieszczać też recenzje filmów oscarowych, które dostały nagrodę za najlepszy film w przeszłości, a których nie widziałam. Poza tym już się szykują i pojawiają notki związane z oscarowymi nominacjami. Wiem, że tego sporo, wliczając w to BookNerd Challenge, ale chyba czas przywrócić blog do życia. 
Poza tym oczywiście będę pisać na różne tematy, o czym się da. Ale jak pewnie zauważyliście, filmy i książki to 80% materiału. No nic, więcej nie nudzę. Czas na filmy (co w sumie też was może nudzić, zważywszy na spadek w statystykach...)

Hobbit: Bitwa Pięciu Armii (2014)


Umówmy się, Hobbit, Władca Pierścieni czy Harry Potter są poza jakąkolwiek skalą oceniania. Niesamowite książki, które zdobyły miliardy czytelników, którzy zaczęli je traktować jako coś więcej niż kartki zapełnione literkami, zostają przeniesione na ekran. I to z jakim rozmachem! Dla takich filmów powinno tworzyć się osobne kategorie i oceniać je poza skalą. Nie będę recenzować Hobbita, po prostu uważam że każdy: po 1- powinien przeczytać książkę, 2- zobaczyć WSZYSTKIE filmy. Hobbit jest niesamowity i nie obchodzi mnie niezgodność z książką, bo dzięki tym 3 filmom (co swoją drogą jest śmieszne bo sam Hobbit to połowa Drużyny Pierścienia, a film trwa tyle co cała trylogia) zostałam ponownie przeniesiona do Śródziemia za którym tęskniłam tyle lat. Te motyle w brzuchu gdy słyszysz muzykę, gdy widzisz dobrze znane twarze, piękną scenerię, kostiumy. To jest nie do opisania. Poza tym, jako, że nie przywiązywałam wiele uwagi do zgodności z pierwowzorem, po prostu skupiłam się na obrazie i naprawdę świetnie się bawiłam!

Historia Chrisa Porco (2013)


Film obejrzałam tylko dla Emily Bett Ricards i nie wstydzę się do tego przyznać. Historia Chrisa Porco powiem wam jednak jest zaskakująco ciekawa. Nie spodziewałam się fajerwerków, nie oczekuję wiele od filmów opartych na faktach robionych dla telewizji (zbyt wiele wycierpiałam przez Prawdziwe Historie) i też nie było "wow". Podobała mi się jednak zagadkowość filmu, sposób przedstawienia historii, oraz fakt, że to wszystko działo się tak nie dawno. Dreszcz przechodzi po plecach nad myślą o skali  zbrodni. Tajemnica, zagadka to mocne strony produkcji. Poza tym film zawiera wszystkie elementy produkcji telewizyjnej- bardziej przypomina serial. Jeżeli wam to nie przeszkadza i chcecie poznać historię, którą jakiś czas temu żyła Ameryka, to polecam.


Rent (2005)


Jestem przekonana, że najlepszą recenzję dla musicalu powinna być muzyka, dlatego posłuchajcie tego:


Rent ma w sobie coś surowego. Momentami przypomina mi Metro. To film o buncie, o miłości, o wolności. W tle przewija się ta cholerna choroba, ale nie jest ona najważniejsza. Najważniejsi są ludzie. Utalentowani, młodzi, chcący podbijać świat i budować go na swoich zasadach. Pokolenie buntowników, łamiących tabu, przekraczających granice. Ten film uczy tolerancji i pokory. A do tego zawiera wszystkie elementy dobrego musicalu. Zastanawia mnie jak czasy bardzo się zmieniły, gdzie podział się ten duch walki młodych ludzi. Jestem jedną z nich i czasami żałuję, że nie mam tyle siły co bohaterowie Rent

Furia (2014)


Pamiętam jak gościem Kuby Wojewódzkiego był Jacek Braciak. Tłumaczył on czym różni się wojenny film polski od amerykańskiego: 


I tak odebrałam Furię. Furia jest filmem na wskroś amerykańskim, o bohaterach amerykanach, którzy w swoim niezniszczalnym czołgu jadą przez Niemcy robiąc rozpierduchę. I mamy Brada Pitta i Shia LaBeouf i siedzą oni w tym czołgu i mówią o tym co by zrobili gdyby tu nie siedzieli i tak, w tle napierdziela stado innych czołgów i robią masakrę a trup się ściele gęsto i często. I latają oderwane kończyny i krew się leje strumieniami. Mamy też biednego żółtodzioba, co nie trzymał karabinu w ręce i slogany i hasła o podłości Niemców. I wiecie co, wszystko się zgadza. I chociaż ten heroizm Amerykanów mnie wkurza jak mało co, i jest to mega surrealistyczne, bo dajcie spokój końcowa "walka" to jest jakiś żart, ale wszystko się zgadza. Taki urok tego filmu i po prostu musimy zaakceptować fakt, że Amerykanie zakończyli II wojnę światową i mają monopol na zabijanie, na tworzenie filmów wojennych. Wojna nie powinna być rozrywką, ale tym się niestety stała, to lubimy oglądać. A fakt, że dopatrzyłam się tam kilku momentów wartościowego przekazu, to już rozmowa na kiedy indziej. Niemniej polecam Furię bo Brad Pitt zawsze spoko, poza tym ten film, pomijając niektóre pominięcia prawdy i fizyki, robi wrażenie. 


Mój sąsiad Totoro (1988)


Są takie gatunki, których się nie krytykuje i serio, jak jeszcze raz usłyszę, że anime i manga to japońskie bajki dla dzieci to chyba uduszę. Miałam okres w swoim życiu, całkiem nie tak dawno, kiedy to anime pochłaniałam hektolitrami. To chyba jedna z moich dawnych guilty pleasure. W każdym razie miałam troszkę przerwy i odwykłam od japońskiego światka. Mój sąsiad Totoro jednak został wylosowany i nie było ucieczki (czego w cale nie planowałam). Ten film jest cudny - to najlepsze określenie. Jest idealny na doła, zabawny, kolorowy, spokojny i taki guilty. Czerpałam niesamowitą przyjemność w jego oglądaniu. Jeżeli lubicie anime, jeżeli lubicie japońskie 'bajki' koniecznie poznajcie Totoro. Zróbcie sobie tę przyjemność, trafcie na chwilę do krainy dzieciństwa, nikt wam tego nie zabrania!


Więzień Labiryntu (2014)


Do kolejnych filmów z gatunku yung-adult jestem ostatnio sceptycznie nastawiona. Wszystko przez ekranizację Darów Anioła, które bardziej mnie zdenerwowały niż zainteresowały. Jednak Więźnia labiryntu postanowiłam obejrzeć z kilku powodów: 1. Dylan O'Brien. Poznałam go dzięki Teen Wolf i zrozumiałam, że pod tą ładną skorupką kryje się olbrzymi talent i potencjał. Jestem w wieku, w którym nadal z nastoletnią naiwnością lubię oceniać aktorów po urodzie, ale z drugiej strony ta nastoletnia naiwność przestaje być najważniejsza. Mówię to do wszystkich którzy to czytają. Nie warto krytykować czegoś, tylko dlatego, że zostało stworzone dla nastoletniego widza, bo może was ominąć przyjemność odkrywania skarbu, a tym skarbem jest talent aktorski Dylana. 2. Sama historia była niezwykle intrygująca. To trochę tak, jakby w Nibylandii wybudować wielki labirynt, którego strzeże nieznany potwór. Mamy widmo grozy, mamy młodych ludzi, który nie wiedzą co się dzieje, Więzień labiryntu robi wrażenie, dostałam coś znacznie więcej niż się mogłam spodziewać, a na pewno nie spodziewałam się czegoś lepszego niż Igrzyska Śmierci (których jestem fanką). Powiem szczerze- w kategorii filmów young-adult dostał ode mnie 9 na filmwebie. Może to efekt chwilowego zauroczenia, ale w swojej kategorii na pewno jest bardzo dobry. (I uwaga nie czytam książek, podobnie jak przy Grze o Tron- film sprawia mi zbyt dużo frajdy) I tak zastanawia mnie czy powodem dla którego tak mi się podobał nie jest moja teoria o autorach mężczyznach...


Zaginiona dziewczyna (2014)



Zaginiona dziewczyna to nic czego moglibyście się spodziewać. To trzymający w napięciu, dosłownie do ostatniej sekundy, dreszczowiec, w którym jest tyle zwrotów akcji, że człowiek przestaje odróżniać dobro od zła, a prawdę od kłamstwa.
Oglądając zwiastun spodziewamy się thrillera o mężczyźnie, który zostaje oskarżony o zamordowanie żony, tym czasem jest to film o czymś znacznie więcej. Nie będę się rozpisywać nad fabułą, ponieważ pewnie cokolwiek bym nie napisała mogłoby wam zepsuć zabawę. Nastawcie się na 2,5h godziny niesamowitej gry, która na każdym kroku zaskakuje, a wręcz szokuje swoją nie-oczywistością.
Wielka szkoda, że nie mogę tej króciutkiej recenzji zawrzeć w poście o filmach nominowanych do Oscara, jednak z troszkę nieznanych mi przyczyn film dostał zaledwie jedna nominację. Rzeczywiście Rosamund Pike zagrała rewelacyjnie, ta piękna i delikatna kobieta przeszła w tym filmie taką metamorfozę, a jej postać została pokazana z tylu perspektyw, że spokojnie można było to rozdzielić na dwie bohaterki. Niestety jest ona jedyną przedstawicielką filmu na gali oscarowej. Jeżeli brak nominacji dla Afflecka jest w pełni uzasadniony (bo nie pokazał absolutnie nic czego byśmy już nie znali) to zarówno scenariusz jak i zdjęcia  cały film były bardzo dobre. Niegdysiejszy oscarowy pewniak przegrał z kretesem na przedbiegach. (Nawet Ida ma więcej nominacji :))
Nie podzielam wielkiego entuzjazmu niektórych moich znajomych i ich zachwytu. Po tym co zobaczyłam w Whiplash i Birdmanie chyba trudno będzie mnie zadowolić. Jednak uważam Zaginioną dziewczynę za absolutnie godny polecenia film. Te 2,5h minie wam szybciej niż może się wydawać i będziecie chcieli więcej.





To tyle na styczeń. Jest tego niewiele, jednak teraz prowadzę jeszcze dwa cykle więc, jak ktoś nie czytał, nie zauważył to o o Whiplash i Birdmanie możecie poczytać tu, o Grze tajemnic i Teorii wszystkiego tu, a o Rydwanach ognia tu
Nie namawiam do komentarzy, bo wiem, że ich pewnie nie dostanę, za to namawiam do oglądania filmów. Może coś z powyższych wam się spodoba.
Do usłyszenia niebawem!