piątek, 27 listopada 2015

BookNerd Challenge: Uwięziona

Mam kubek herbaty, siedzę wygodnie z laptopem, przyjemna muzyka w tle. Do szczęścia brakuje tylko Nutelli, ale i tak jest przyjemnie. Na tym jednak się przyjemność kończy, ponieważ to, co mam do zaprezentowania wam dzisiaj nie należy do literatury, która wywoła uśmiech na waszych twarzach, którą poleciłabym wam po ciężkim dniu. Nie, dzisiaj będzie boleć. 


Ale czy czasem nie jest tak, że musi poboleć byśmy się czegoś nauczyli?

"Uwięziona" Drusilla Campbell


Są takie książki, które wyglądają niepozornie. Które oceniając po okładce, wydają się tajemnicze, ale nie przygotowują cię na dawkę emocji, które bardzo długo będą cię jeszcze trzymać w swoich sidłach. Możecie powiedzieć, że nie ocenia się książki po okładce, ale ja w to nie wierzę. Jednak Uwięziona to książka o pozorach, które mylą i w tym kontekście uwięziony motyl jest bardzo adekwatny. 

wtorek, 24 listopada 2015

BookNerd Challenge: Diabelskie Maszyny (post pokutny)

Tak jak w tytule - przedstawiam wam post pokutny, bo książki o których będę pisać zmieniły mój sposób myślenia i plany i teraz wiem, że będę musiała uderzyć się w pierś bo "nigdy nie mów nigdy".


Wielokrotnie deklarowałam, że nie przeczytam serii Dary Anioła ponieważ została mi ona zaspoilerowana, zniszczona i nie miałam ani ochoty ani interesu w czytaniu tego wszystkiego. (pisałam o tym tu i tu) Cóż... wydaje mi się, że mogę zmienić zdanie po przeczytaniu innej serii Cassandry Clare.

seria "Diabelskie maszyny" Cassandra Clare


Diabelskie maszyny to prequel, seria towarzysząca do Darów Anioła. Mimo, że zastrzegałam się, że po Dary nie sięgnę, Diabelskie maszyny mnie zaciekawiły. Po pierwsze to tylko trylogia, a do tego akcja dzieje się w XIX wiecznej Anglii więc postanowiłam dać im szansę. 

poniedziałek, 16 listopada 2015

Fandomowa wolność słowa

Hej! Dziś będzie egzystencjalnie. 
Czasami tak mam, że już nie potrafię siedzieć cicho, a że ostatnio ten stan się nasilił, chyba przyszła odpowiednia pora na werbalizację myśli i podzielenie tym z wami. Często nie wychodzi to mi najlepiej i później tego będę żałować, ale od czego mamy internet jak nie od wylewania żalów i brudów na to co nam się nie podoba?

No właśnie, dziś będzie o tym co mówimy a co powinniśmy przemilczeć. 

Sprawa jest prosta. Żyjemy w świecie, który daje nam tę wspaniałą demokratyczną możliwość, którą jest wolność słowa. Każdy z nas może mówić to co chce i kiedy chce. Tylko widzicie, definicja wolności słowa zawiera jeszcze drugi człon a jest nim poszanowanie owych poglądów przez innych. Oznacza to, że tak, możesz wyrażać swoją opinię ale w taki sposób, że nie godzi to w drugiego człowieka. I z tym Kochani mamy problem. 

Nie chcę wdawać się tu w dyskusje polityczne. Wiemy wszyscy doskonale, że od kilku dni sytuacja na świecie jest tak napięta, że jakiekolwiek racjonalne dialogi nie mają szans zaistnienia. Jednym komentarzem w tym poście odnośnie sytuacji politycznej niech będzie ta piosenka. Wsłuchajcie się tylko w słowa. Wiem że ją doskonale znacie, ale czy ją naprawdę słyszeliście? 



Dziś chciałabym jednak porozmawiać o innym wymiarze wolności słowa. Tej która jest częścią popkultury, każdego fana, widza czy czytelnika. 

wtorek, 10 listopada 2015

BookNerd Challenge: Me and Earl and the Dying Girl (+film)

Odkąd John Green napisał Gwiazd naszych wina, motyw raka, choroby stał się  w literaturze (i filmie) niezwykle popularny. Rak stał się chwytem, który ma przyciągnąć czytelników. Smutne ale prawdziwe. Jednak John Green udowodnił jeszcze jedną rzecz- o raku można mówić w normalny sposób, tak że czasem nawet o nim zapominamy, a chory jest pokazany nie jak ktoś umierający, ale człowiek.

Ale czy książka o raku musi być smutna? Nie. Udowodnił to Jesse Andrews.

"Me and Earl and the Dying Girl" Jesse Andrews


"Ta książka zawiera dokładnie zero Ważnych Życiowych Lekcji, albo Mało Znane fakty o Miłości, albo delikatnie rozdzierające Momenty Kiedy Wiemy Że Zostawiliśmy Nasze Dzieciństwo Za Sobą Na Dobre, albo cokolwiek. I w przeciwieństwie do większości książek w których dziewczyna ma raka, nie ma tu na pewno słodkich paradoksalnych jednozdaniowych paragrafów o których myślisz że są takie głębokie bo są napisane kursywą."*