Oscary 2017

W ostatnim roku z oglądaniem filmów było u mnie naprawdę słabo. Tak naprawdę przez ostatnie miesiące 2015 roku prawie nic nie widziałam. Jednak była rzecz której nie mogłam sobie odmówić.
Od kilku lat staram się obejrzeć wszystkie nominowane do Oscara filmy i tak też było w tym roku. Chociaż nie planuję obejrzeć samej ceremonii, to chcę mieć wrobione zdanie jeszcze zanim statuetka znajdzie swojego właściciele.

A ponieważ Ceremonia jest już dzisiaj, śpieszę z moimi refleksjami.


W tym roku nie było osobnych wpisów, nie mam na to czasu, ale patrząc na to co widziałam, nie miałabym zbyt dużo do powiedzenia. Porozmawiajmy ogólnie o filmach które pretendują do miana "Najlepszego filmu 2017 roku". 

Po obejrzeniu wszystkich 9 produkcji od razu można zauważyć, że Oscary już dawno nie bł tak amerykańskie. Oczywiście jest to nagroda Amerykańskiej Akademii, ale jednak traktuje się je jak najważniejsze nagrody filmowe w ogólnoświatowym przemyśle. Od kilku lat jednak zauważam tendencję, która nie do końca mi się podoba, a która z roku na rok staje się wyraźniejsza.

W tym oku nominowane filmy były nudne, kategoria nieciekawa i w ogóle nie żałuję, że ceremonii oglądać nie będę.Widzicie, z 9 filmów 3-4 według mnie w ogóle powinny się tu znaleźć. 

Czym jest dla mnie "najlepszy film"? To taki, który wnosi coś nowego, porusza naprawdę ważny problem ale w sposób taki w jaki nikt tego nie zrobił, to film innowacyjny, film wielki, o którym będzie się mówiło przez lata.

Nie mogę powiedzieć, wszystkie 9 filmów jest dobrych, ładnie zrobionych i jestem przekonana, że ważnych, ale o kilku z nich nikt wkrótce pamiętać nie będzie. 
Granica między nimi jest czasem tak duża, że po dwóch tygodniach oglądania już teraz nie pamiętam niektórych produkcji, co nie najlepiej świadczy o całym tym "konkursie"

Co się poprawiło? Oscarom od zawsze zarzucano że są Nagrodami Białej Akademii Filmowej. I rzeczywiście zarówno czarni aktorzy jak i filmy były nominowane rzadko. Jakby na przekór, w tym roku mamy 3 filmy i wielu nominowanych aktorów. Nic w tym złego, wręcz przeciwnie, gdyby nie to, że Moonlight nie jest najlepszym filmem.


Wynudziłam się niemiłosiernie. Film nie jest niczym wielkim, dialogi, scenariusz nienajlepsze. Aktorsko też nie powala. Totalnie przereklamowany. Jakby robiony pod nagrody. Pseudo artystyczny. Ok, porusza ważne problemy, ale wiecie co? Takich filmów w Europie powstają miliony. Najważniejszym aspektem filmu jest kolor skór bohatera, a tak być nie powinno. Nie wiem, czy nie jest to najsłabszy film z tych nominowanych. To właśnie ten film wzbudził we mnie refleksję na temat słuszności nominacji. Bo tu uważam, że nominacja jest na wyrost.

Nie jest tak, że wszystkie filmy o czarnych amerykanach znalazły się tu na siłę. Są jeszcze dwa i je bardzo mocno polecam, chociaż kompletnie różne, mówią o rzeczach ważnych a co najbardziej istotne - tak, że nie masz ochoty odrywać oczu od ekranu. Nigdy nie spodziewanym się, że film taki jak Ukryte działania, będę oceniać tak wysoko. 

 

Film jest naprawdę interesujący. Momentami zabawny, momentami poważny. Porusza niezwykle istotny problem segregacji rasowej ale tak, jak dawno to nie było robione. Pokazuje że inteligencja i wiedza nie znają koloru skóry, ale nie strzela na prawo i lewo frazesami poprawności politycznej. Do tego jest świetnie zagrany, pięknie nakręcony. To to filmu który będą ludzie oglądać po kilka razy. Niestety w porównaniu do Moonlight może wydać się na pierwszy rzut oka lekko banalny i zbyt optymistyczny, co jest nieprawdą, ale pseudo krytycy, który lubią uchodzić za inteligentnych tego nie powiedzą. Chcieliśmy filmu o kobietach - mamy, o czarnych - mamy. Dlaczego tak bardzo tego nie doceniamy?
Jeden z moich ulubionych nominowanych filmów, niestety raczej bez większych szans. I tym samym film też pozostanie taką hiden figure... 

Ciekawą propozycję ma dla nas nie kto inny jak Denzel Washington. Jego Fences to film dwóch aktorów, film zagrany tak, że na koniec chce się wstać i bić brawa Washingtonowi i Violi Davis. 


Chociaż lekko przegadany, z pewnością wyróżnia się na tle swoich konkurentów i nawet jeżeli miałby być filmem zrobionym tylko dla aktorskich Oscarów -warto było. 

Amerykańska Akademia chyba wychodzi z założenia, że jeżeli coś jest nakręcone tak jakby miało zerowy budżet, spowolnione i wyblakłych barwach to film ma dodatkowe wartości. Problem jest taki że nie wszystko co offowe jest offowe i nie wszystko co się takie wydaje jest dobre. Najlepszym przykładem jest Aż do piekła, w którym naprawdę ciężko znaleźć coś dobrego. Albo jak już tu rozmawiamy coś wartego Oscara. 


To że Chris Pine nie jest tak piękny jak zawsze niczego nie zmieni, chociaż gra dobrze. Film jest nudny, nie rozumiem jego zasadności. Miałam wrażenie jakby jego targetem mieli być amerykańscy biali kowboje z wierzący w prymitywne zasady funkcjonowania świata, ale wiemy, że oni raczej do kin nie pójdą, zajęci jedzeniem ledwo podsmażonej krowy i oglądaniem Fox News. Ok, obejrzeć można chociaż dla Pine i Bridgesa, ale sama przyznam, że miałam ochotę ominąć spore fragmenty. Film dla facetów, ale nie w dobrym tego słowa znaczeniu. Dlaczego ma nominację - o to jest pytanie?  Solidne kino, ale co z tego?

Ta tendencja normalności zaczyna być nużąca. W zeszłym roku też tak było. Jakby filmy, które wymagają od aktorów... gry aktorskiej miały być dobre. Bo Menchester by the Sea jest normalny do bólu. Jednocześnie podobnych filmów, z mniejszym budżetem na świecie powstaje miliony i nikt nie szaleje. Problem tego polega na tym, że jest po prostu ok. 


Podobał mi się, nie żałuję, że obejrzałam, szczególnie, że tu wstępuje najprawdopodobniej największy przegrany tegorocznych Oscarów Casey Affleck, który statuetki nie dostanie bo zgarnie ją Gosling. Affleck dźwiga film na swoich barkach. Poza tym film jest tak zwyczajny jak tylko być może. Normalny film, o normalnych problemach. Nic ważnego, nic nadzwyczajnego. No może oprócz najbardziej niezrozumiałej dla mnie nominacji za drugoplanową rolę kobiecą. Nie zrozumcie mnie źle, Michele Williams zagrała super, tylko dlaczego od razu nagradzać aktorkę za coś co powinno być normalne? Podejrzewam że pojawiła się w filmie łącznie przez 15 minut, aż zapłakała, raz krzyknęła. Każda aktorka która grać potrafi by to zrobiła.

Są tu też filmy ważne, które każdy powinien obejrzeć jak Lion. Droga do domu. Niezwykle ważny, poruszający. Kapitalnie nakręcony.


Lion wzrusza i zaskakuje. Jest filmem, o którym powinno być głośno. Najlepsze scenariusze pisze życie, szkoda, tylko, że ktoś musiał to przeżyć. Ok, czasami może przynudzać, ale obok tej historii nie można przejść obojętnie.

No i przechodzimy do tego, co tu się naprawdę powinno liczyć czyli 3 filmów, które według mnie mają realne szanse na statuetkę i jak nie jeden z tych to ja już Oscarami ekscytować się nie chcę.

Jak pisałam wyżej, najlepszy film powinien być takim o którym będzie się mówić przez lata. Dla mnie w tym zestawieniu bez wątpienia wyróżnia się Przełęcz ocalonych. Film, który jest typowym amerykańskim filmem wojennym, który przesycony jest patriotyzmem, w którym hasła Bóg, honor, Ameryka wpisane są w każdy kadr. Film, który w każdej sekundzie napawa nadzieję, w którą aż trudno uwierzyć.


I wszystko to byłoby sztuczne. Wszystko mogłoby denerwować. Gdyby nie to, że ta historia wydarzyła się naprawdę. I wtedy nagle w to wierzysz i nagle nie masz zastrzeżeń. Film zrobiony z wielkim rozmachem, brutalnością. Film który podnosi ciśnienie. Taki film wojenny jaki chcemy oglądać. Kino akcji rzez duże K. 

Filmem który najbardziej pozytywnie mnie zaskoczył był Nowy początek. Sci-fi jakiego nie widziałam. Niezwykle delikatny, oszczędny a zarazem to nadal jest ten sam gatunek, który charakteryzuje się rozpychem, nieprawdopodobieństwem i efektami specjalnymi wszędzie.


I efekty tu były, ale takie, że właściwie się ich nie czuło. Film zaskakująco sensualny, wyważony  naprawdę ciekawy. Podobał mi się. To coś innego, coś co mnie zaskoczyło. Film, który mimo, że o kosmitach, bez problemu może stawać w szranki z dramatami. Ciekawą, naprawdę szczerze interesująca fabułę, świetne zdjęcia, kapitalną muzykę, oryginalność, świeżość, dobrą grę aktorską. Zrobiony ze smakiem film o kosmitach, który spodoba się nawet tym, który nie są fanami gatunku.

Oscara jednak dostanie La la Land. Dlaczego? Ponieważ wśród swoich konkurentów wyróżnia się najbardziej. Film, który przypomina wszystko to co najlepsze w Starym Hollwood i za to ma u mnie statuetkę.


Dawno nie było takiego filmu. Takiego, który po prostu jest ładny, ciepły. Uwielbiam stare musicale. Deszczowa piosenka jest moim ulubionym, Tu własnie to mieliśmy. Jest świetna gra aktorska, są przepiękne zdjęcia i w końcu wspaniała muzyka i taniec. Wszystko o stanowi wyjątkowy obrazek. Nawał pracy jaki tu włożono, duże przegotowanie, dbałość o detale. Film naprawdę wypieszczony.  Jeżeli chcemy by o jakimś filmie mówiono, to o tym. To film, który dumnie prezentowałby Nagrody Akademii Filmowej. To kwintesencja kina, Hollywood. To film który jest laurką dla kinematografii. I co z tego, że czasem przynudza i co z tego, że czasem jest zbyt słodko kiedy całościowo wszystko się zgadza.


Oscary to jednak nie to co kiedyś. Może jestem czepialska, ale brakuje mi filmów które po prostu wzbudzą emocja, które ze mną pozostaną dłużej niż do końca napisów końcowych. 
Tak więc Oscara dostanie nowoczesny mucical zrobiony w starym stylu. I dobrze. Bo kino to coś więcej niż nagrody. To coś więcej niż poruszanie tematów trudnych i niewygodnych.

Co do aktorów i aktorek - trudno mi się wypowiadać, nie widziałam wielu z nich. 

Oscary... 


Sama nie wiem.

Komentarze