poniedziałek, 30 stycznia 2017

BookNerd Rev: Diabolika [przedpremierowo]

Bo w tym roku niemal wszystko co czytam to sci-fi.




Wyglądamy jak ludzie. Jesteśmy agresywni, zdolni do bezgranicznego okrucieństwa i absolutnej lojalności. Właśnie dlatego jesteśmy strażnikami zamożnych rodzin.

Służę córce senatora, Sidonii, którą traktuję jak siostrę. Zrobiłabym dla niej wszystko. Teraz, aby ją ochronić, muszę udawać, że nią jestem, zachowując w tajemnicy moje zdolności. Wśród bezwzględnych polityków walczących o władzę w imperium odkryłam w sobie cechę, której zawsze mi odmawiano – człowieczeństwo.

Mam na imię Nemezis i jestem diaboliką.

Czy mogę zostać iskrą, która rozbłyśnie w mroku imperium?


Gdy czytamy literaturę science fiction zawsze myślimy "ale kosmos". Traktujemy ją jako wytwór bogatej wyobraźni autora, ale czy jednak nie jest tak, że we wszystkim tym może być cząstka prawdy?

Diabolika chociaż niewyobrażalna mimo wszystko może być wizją przyszłości, chorą i niepojętą rozumem, ale jednak. Wizją świata wyzbytego z morali, gdzie tworzy się na wzór ludzi bezwzględne maszyny do zabijania, które za błahe sprawy gotowe są zniszczyć świat dla swojego opiekuna. Kimś takim... czymś takim jest Nemezis. Stworzona by niszczyć, wyhodowana by zabijać.  

Autorka nie szczędzi nam krwawych opisów, jakby chciała byśmy od samego początku wiedzieli czym jest Nemezis. Książka jest brutalna momentami i to nie w takim delikatnym młodzieżowo książkowym stylu, gdzie główna bohaterka wbija komuś nóż w plecy lub daje zatrute jagody do zjedzenia. Nemezis załatwia swoje ofiary jak w jakiejś Kosmicznej masakrze Kuby Rozpruwacza. 

Akcja powieści rozgrywa się w bardzo dalekiej przyszłości, w świecie w którym to co ziemskie, planetarne poszło w odstawkę. Świecie gdzie ludzie tak oparli swoje życie na technologii, że stała się ona dla nich naturalna. Przestali się zajmować nauką, rozbudową, zaufali temu co mają i nieuchronnie dążą do atodestrukcji. Kosmos Diaboliki ukazany jest w sposób bardzo plastyczny, niezwykle ciekawa koncepcja świata nie tylko w sferze tej technologicznej ale również systemu politycznego i klasowego. 
Nawiązania do mitologii połączonej z nowoczesną technologią czynią z Diaboliki coś bardzo interesującego. 

Wszystko rozgrywa się na zasadzie podstępnej gry o władzę. Nikt nie jest bezpieczny  nie wszystko jest takie jak nam się zdaje na początku. Autorka zadbała o to byś do końca zadawał pytania. Gra umysłów- to to co lubię. 
A wszyscy wiemy, że polityka to właśnie podstępna gra o to kto lepiej oszuka innych. 

Jeżeli jesteście ze mną od pewnego czasu zapewne wiecie jak ciężko dogodzić mi jeżeli chodzi o główne bohaterki powieści fantasy. Te dziewczęta, które bez niczego staja się wybrańcami i najważniejszymi osobami w universum chcącymi zbawić świat. W Nemezis najciekawsze jest to, że tak naprawdę jest ona bardziej ant-bohaterką. Jest całkowitym przeciwieństwem dobra, moralności, zasad i szlachetnych idei. Nemezis została zaprogramowana, jakiekolwiek uczucia zawdzięcza odpowiedniemu programowi. Nie działa dla idei działa dla swojego pana. Dlatego odkrywanie tego, że najniebezpieczniejsze stworzenie na świecie może być czymś więcej jest tak ciekawe. Tak naprawdę od początku jesteś bardziej po jej stronię niż tych wszystkich tak bardzo "ludzkich" ludzi. 

Pytanie własnie brzmi, kto tu jest tak naprawdę człowiekiem?

Oczywiście dostrzegam tu trochę zgrzytów, szczególne na końcu gdy autorka trochę na siłę zaczęła kombinować. Tak jakby nie można było wszystkiego poprowadzić płynnie ku końcowi zaczęła wprowadzać śmieszne wątpliwości które wyszły trochę sztucznie.
Lepiej byłoby też gdyby książka pozostała osobnym tworem. Z takim też zamiarem była pisane, a teraz okazuje się że powstanie kontynuacja. Nie jestem pewna czy to dobry pomysł, czy tylko pustka portfela. Chociaż... chcę wiedzieć co było dalej!

W książce znajdziecie wszystko. Mamy silną bohaterkę, mamy pełną akcji fabułę, która czasami pędzi jak oszalała, jest czarny charakter dążący do władzy absolutnej, są zwroty akcji, które potrafią wywrócić wszystko o 180 i zmienić bieg wydarzeń. Jest układ polityczny który na każdym kroku budzi wątpliwość, wadliwe morale i podzielone społeczeństwo. Mamy przyjaźń i miłość, chociaż z punktu widzenia diaboliki może to wyglądać trochę inaczej. I wreszcie mamy wizję świata odległego, który jednak mimo wszystko przypomina nasz i na naszym został zrodzony. 

Książka wciąga, czyta się ją szybko z przyjemnością odkrywając kolejne zawirowania. Podoba mi się bezwzględność i darowanie sobie pozorów w dobitnym ukazaniu zniszczenia świata. Podoba mi się diabolika która jest ludzka i potwornie nieludzka jednocześnie.

Diaboliki
NIE ZNAJĄ LITOŚCI.
Diaboliki są
SILNE.
Ich przeznaczeniem jest
ZABIJAĆ
w obronie człowieka, dla którego zostały wyhodowane.

NIC WIĘCEJ SIĘ NIE LICZY.

ale czy na pewno? 

Premiera już 15 lutego, dlatego jeżeli jesteście gotowi na powieść o okrutnym wręcz barbarzyńskim świecie w którym człowieczeństwo musi odnaleźć najbardziej bezduszna istota jaką widział świat, koniecznie zapiszcie sobie tę datę w kalendarzu.






recenzja we współpracy:



sobota, 28 stycznia 2017

BookNerd Rev: Milion cudownych listów

Są książki, które po prostu trzeba przeczytać!


Jest to książka o niezwykłym projekcie, który zrodził się na bólu, cierpieniu.. Choroba przerodziła się w coś wspaniałego. Z tragedii zrodziło się coś pięknego.

Gdy życie Jodi latem 2011 roku zmieniło się diametralnie, myślała, że to już koniec. Jej pełne wzlotów i upadków życie wreszcie zaczęło wyglądać tak jak chciała gdy ugryzienie komara okazało się tragiczne w skutkach. Zapalenie mózgu spowodowało, że na długie tygodnie trafiła do szpitala. Najpierw częściowy paraliż połowy ciała, później powolna nauka chodzenia i pisania. Jodi przeżyła wiele. Załamanie, depresja, trudne rozstania. I gdy sądziła, ze to już koniec wpadła na pomysł niezwykłego projektu, który odmienił jej życie. 

Tak mało czytam biografii, mało literatury faktu i gdy kończę książki takie jak ta zadaję sobie jedno pytane: DLACZEGO?

Ta książka w pewien sposób mnie odmieniła, dotarła do tych cząstek mnie, które raczej pozostają w ukryciu. Otworzyła oczy na rzeczy o których wiedziałam, ale ignorowałam.

Czytając o tym czego doświadczyła Jodi po raz kolejny przypomina nam, że tak naprawdę nie znamy dnia ani godziny, kiedy nasze życie może wywrócić się o 180 stopni. Pozorne coś niewinnego, może przekreślić nasze plany, ambicje. Po pierwsze podziwiam Jodi za to, że po tym wszystkim jest w stanie mówić o tym co się stało i tak szczerze przyznawać się do słabości i błędów. Czy to właśnie nie jest w naturze człowieka najtrudniejsze? Przyznać się, że nie jesteśmy doskonali? I mimo, że ona taka niedoskonała była, że jej życia, to zawsze potrafiła odnaleźć światełko w tunelu. Owszem czasem było ono dalej, czasem popadała w mrok, ale na koniec zawsze świeciło słońce.

I właśnie takie słońce potrafi zaświecić w nas czytelnikach.

To jak doszła do projektu "Miliona cudownych listów" to droga trudna, długa, ale efekt jest niesamowity. Po tygodniach walki z chorobą, gdy naprawdę stała już nad przepaścią, dała sobie jeszcze jedną szansę, uczyniła krok do tył i założyła stronę onemillionlovelyletters.com. Nie wiem czy wcześniej słyszeliście o tym projekcie, ale osobiście uważam, że jest to tak piękny a jednocześnie tak prosty pomysł, że powinni o nim wiedzieć wszyscy. Jodi wyszła z założenia, że czasami by komuś pomóc wystarczy kilka miłych i ciepłych słów. Postanowiła zmienić świat, list po liście przesyłając wszystkim którzy tego potrzebują "serdeczny uścisk w kopercie".

"Jeżeli Tobie albo komuś, kogo znasz, trzeba przypomnieć, jacy jesteście wspaniali, otrzymacie ode mnie list. Napiszę do każdego, kto potrzebuje otuchy, pocieszenia, albo po prostu znaku, że jest cudowny"

I tak oto przesłanie poszło w świat, a do Jodi zaczęły spływać i ciągle spływają wiadomości z całego świata. Od ludzi z różnymi problemami, którzy zapominają, że nie są sami na świecie, którzy potrzebują przypomnienia, że każdy z nas jest wyjątkowy i wspaniały i zasługuje na dobro. 
Każdy z nas miał w życiu chwile zwątpienia, każdy z nas potrzebował miłego słowa czy uśmiechu, ale czasami trudno jest o to poprosić swoich bliskich. Jodi dała nam szansę by podzielić się swoim problemem a w zamian dostać list, prawdziwy, odręcznie napisany list w kopercie ze znaczkiem. Coś co fizycznie możemy trzymać w rękach i coś co już zawsze będzie nasze, zawierający nadzieję, że wszystko będzie dobrze.

Mimo, że sama nie napisałam nigdy do Jodi, to w jej ksiażce, w słowach skierowanych do innych odkryłam rady dla siebie, uścisk którego  ja potrzebowałam, nawet sobie z tego nie zdając sprawy. 
Jodi Ann Bickley dała nadzieję tysiącom ludzi jednocześnie pomagając sobie. Udowodniła, że dobro można czynić też małymi kroczkami  nie wymaga wielkich nakładów pieniędzy. Czasami wystarczy poświęcić trochę swojego czasu i można kogoś dosłownie uratować.

Przypomina mi się w tym momencie film Podaj dalej w reżyserii Mimi Leder z Haleyem Joelem Osmentem, gdzie mały chłopiec wpada na pomysł niezwykłego projektu podawania dalej pomocy. Gdy ty komuś uczynisz dobro nie bierz nic w zamian, niech tylko ta osoba pomoże dwóm innym i niech one uczynią to samo. W taki sposób dobro, chociaż w małych gestach może dotrzeć do milionów. 
Tak też czyni Jodi, bo dobro wraca. 

"Nie musisz codziennie przenosić gór - zacznij od małego kamyczka"

Słowa często proste, rady może i banalne, oczywiste są nam potrzebne często najbardziej. Jako przypomnienie, że wszyscy jesteśmy warci zbyt dużo by małe przeciwności zniszczyły nas i nasz świat. 

"Nie porównuj się do innych; skup się na tym, co możesz zrobić; bądź dla siebie dobry; pozwól sobie na odpoczynek i relaks; ciesz się drobiazgami"

Małe gesty, uśmiech mogą zmienić świat. Szczególnie teraz, gdy w okół nas dzieje się tyle zła, gdy nadal istnieje tyle nienawiści, warto pamiętać, że świat i my w raz z nim jesteśmy wspaniali jeżeli tylko w to uwierzymy.

"Celem życia nie jest przetrwanie, tylko właśnie życie."

Milion cudownych listów to niezwykły zapis genezy i początków tego projektu. Biografia niezwykłej dziewczyny, która pomagając sobie uczyniła wiele dobrego innym. Jest to też, chociaż może autorka nie zdawała sobie z tego sprawy spisując swoją historię, mocny uścisk dla każdego czytelnika. 
Pełna ciepła ale też dramatyzmu historia, która wzrusza ale i wywołuje uśmiech. Coś co na długo ze mną zostanie i do czego będę wracać za każdym razem, kiedy poczuję zwątpienie. Coś co przywraca wiarę w drugiego człowieka, ale przede wszystkim wiarę w swoją moc, a od tego każde czynienie dobra powinno się rozpocząć. 

"Wszyscy jesteśmy wyjątkowi. Wszyscy jesteśmy zdolni do niesamowitych rzeczy - każdy z nas może zmienć świat."

Jodi Ann Bickley zmienia świat. Ze swoim Milionem cudownych listów dokłada cegiełkę do uczynienia go lepszym. Sięgnijcie po jej wyjątkową książkę. Zaraźcie się nadzieją i sami zacznijcie zmieniać go zaczynając od uwierzenia w to jacy jesteście wyjątkowi!




niedziela, 15 stycznia 2017

BookNerd Rev: Opowiadania bożonarodzeniowe

Czy książki bożonarodzeniowe można czytać tylko w czasie Bożego Narodzenia? Oczywiście, że nie. Dziś mam dla Was coś bardzo wyjątkowego. 


Opowiadania bożonarodzeniowe wydane przez Media Rodzina to zbiór wyjątkowy i na tę wyjątkowość składa się wiele czynników. 

W zbiorze znajdziemy krótkie opowiadania traktujące o Świętach i zimie, napisane przez pisarzy najwyższej światowej klasy. H.Ch. Andersen, bracia Grimm, Jack London, Aleksander Puszkin, Michaił Bułhakow, Lew Tołstoj i inni. 




Nazwiska które robią wrażenie i które nie zawsze kojarzą się z literaturą dla dzieci.

I słusznie bo Opowiadania bożonarodzeniowe tak całkiem dla dzieci nie są. Pamiętacie gdy byliście mali i rodzice czytali wam Dziewczynkę z zapałkami? Gdy ona widzi babcię a później zasypia?Niewinność i nieświadomość dziecka jest darem, który doceniamy później gdy doskonale wiemy co to oznacza. W tym zbiorze wszystkie niemal opowiadania maja taki klimat. Jest to już rzadko spotykany klimat starej baśniowości który ja osobiście uwielbiam. Coś co teraz pewnie do końca by nie przeszło, a dawniej zachwycało. Coś co często nierealne, jest jednak prawdziwe i naprawdę uczy i przekazuje wiele wartości.

Różnorodny klimat, różnorodny nastrój. Przez smutne i przejmujące, po te z lżejszym i bardziej magicznym klimatem. 




Niezwykły zbiór, który przyjemne się odkrywa i który z pewnością w zależności od wieku inaczej będzie się interpretować. Dla dzieci będą to historie baśniowe, dla dorosłego  historie z drugim dnem, które mimo, że nie najnowsze nadal są aktualne. To też w kwestii dorosłych będzie pomoc dzieciom w zrozumieniu tego dodatkowego kontekstu.

Zbiór Opowiadań to jednak nie tylko wspaniałe, ciekawe zimowe historie. To także niezwykłe ilustracje, które idealnie wpisują się w opowieści. 










Każda strona jest wyjątkowa, każdy obrazek. Nie są to ilustracje jakie teraz widzimy w książkach, ale pasują tu idealne i może dlatego tak mi się podobają. Są niezwykłe. 


To, że okres bożonarodzeniowy dobiega końca, pomału chowamy dekoracje świąteczne nie znaczy, że nie możemy za pomocą literatury go przedłużyć. Wiele z tych opowiadań nie dotyka bezpośrednio Bożego Narodzenia, ale wszystkie ściśle wiążą się z zimą.

Teraz gdy za oknami jest biało, często mamy siarczyste mrozy jest to lektura idealna. Niepowtarzalna i wartościowa. Przesłania opowiadań są aktualne cały rok, uczą od wielu lat i miejmy nadzieję, że dzięki temu wyjątkowemu wydaniu pozna je młodsze pokolenie.

Opowiadania bożonarodzeniowe przypominają mi moje dzieciństwo i cieszę się że jako dorosła osoba mogę je odczytać na nowo.

Poza tym to idealny prezent - nie tylko pod choinkę. 


czwartek, 12 stycznia 2017

BookNerd Rev: W sercu światła [przedpremierowo]

2017 to będzie rok zakończonych serii (albo przynajmniej tych w których ruszę trochę bardziej do przodu). Na półce mam całkiem sporo 2, 3, 4 tomów które czekają na swoją kolej stanowczo zbyt długo. Czy jest lepszy sposób od rozpoczęcia spełniania tego postanowienia niż skończenie jednej serii już na początku roku?


Sofia wie, że w życiu może polegać tylko na sobie. Jej głównym celem stała się zemsta na korporacji LaRoux Industries, którą obwinia o śmierć ojca. Aby tego dokonać, nie cofnie się przed niczym. Gideon to błyskotliwy i niezwykle utalentowany haker. Sofia i Gideon nie ufają sobie nawzajem, ale wspólny cel zmusza ich do współpracy.

Losy tej dwójki splatają się z losami innych wrogów okrutnej korporacji. Lilac, Tarver, Jubilee oraz Flynn wciąż płacą wysoką cenę za wybory, których dokonali. Zanim na planecie Korynt dojdzie do finałowego starcia z wrogiem, sześcioro bohaterów będzie musiało rozprawić się z własną przeszłością.

 I tak oto dotarliśmy do końca tej przepięknej okładkowo serii.W sercu światła rzeczywiście to kropka nad "i", podsumowanie z mocnym punktem kulminacyjnym.

Pierwsza część była tajemnicza, druga zagęszczała atmosferę, ta jest na pewno najbardziej nasycona akcję, najbardziej przypominająca inne powieści dystopijno-scifi. Nie wiem czy to dobrze, ale w zestawieniu z pozostałymi bardzo dobrze się łączy i uzupełnia.

Zacznijmy jednak od bohaterów bo chyba z nimi miałam tu największy, ok chyba jedyny problem. O ile tak naprawdę, obiektywnie nie mam nic im do narzucenia, tak Sofia i  Gideon trochę za bardzo przypominają mi inne pary z literatury YA. Dwie poprzednie części trochę za bardzo mnie rozpieściły oryginalnością i świeżością, tak więc tu troszkę brakowało mi "tego czegoś". Nie do końca polubiłam Sofie, a Gideon bardzo irytował mnie gdy zwracał się do dziewczyny tą durną ksywką. Jednak tak naprawdę ten minus to chyba głównie moje czepianie się.
Autorki ponownie miały mniej czasu na rozwój postaci ponieważ akcja naprawdę się porządnie zagęszcza. Sofie i Gideon nie są samodzielnymi bohaterami jak ci z W ramionach gwiazd. Akcja nie jest poddana im jak w W spojrzeniu wroga. Sofie i Gideon dzielą scenę z Lilac  Trevorem, z Lee  Flynem, jednak to im pozwala się na przekazanie historii i to jest fajne.

To co w tej części mnie podobało się najbardziej, to to jak wszystko ma nagle sens. Jak całe to zamieszanie zostaje doprowadzane do tego jednego momentu kiedy normalnie w filmach rozgrywa się wielka bitwa, której koniec może być nieprzewidywalny.

Cokolwiek więcej napiszę może być spoilerem. Należy więc zamilknąć. Ale jest to też idealny moment by podsumować całą trylogię.

Seria W ramionach gwiazd to kosmiczna opowieść o miłości, przyjaźni, walce i wrogu który nie jest tak jednoznaczny jak nam się wydaje na początku. To trzy indywidualne powieści, które w miarę rozwoju akcji idealnie się uzupełniają. To sześć barwnych indywidualności, które najlepiej działają razem. Wreszcie to seria, która wciąga i ujmuje i w której myślę, każdy znajdzie coś dla siebie.

Sukcesu serii w mojej ocenie upatruję w pierwszej części, która całkowicie mnie zaskoczyła i urzekła. Kolejne są dopełnieniem obok którego nie można przejść obojętnie. Polecam, spróbujcie. mam nadzieję, że nie pożałujecie!

(za 3 tom)

dla całej serii


Premiera wkrótce, szykujcie kasiorkę!






niedziela, 8 stycznia 2017

BookNerd Rev: W spojrzeniu wroga [przedpremierowo]

Lubię to uczucie gdy biorę książkę do ręki nie spodziewając się niczego niezwykłego, a okazuje się, że nie tylko jest to ciekawa opowieść, a jeszcze wciąga i zaskakuje.


Podobne uczucie miałam gdy przeczytałam pierwszy tom serii W ramionach gwiazd. I z nieukrywaną przyjemnością zabrałam się za kolejny.

Jubilee Chase i Flynn Cormac nie powinni nigdy się spotkać. 
Lee jest dowódca sił wysłanych na Avon, by zniszczyć zbuntowanych kolonistów planety, jednak ona ma swoje własne powody by nienawidzić powstańców..

Bunt jest we krwi Flynna. Korporacje zbijają swój majątek wykorzystując kolonistów skuszonych wizją lepszego życia, w przystosowywaniu planety do życia. Ale nigdy nie spełniły obietnic. Po dekadzie Flynn ma dość i planuje bunt.

Zdesperowany wizją kolejnej krwawej wojny, Flynn robi jedyną rzecz jaka ma według niego sens. kiedy jego i Lee drogi się krzyżują, wraca z nią do bazy jako więźniem. Jednak gdy jego pobratymcy przygotowują się do wykonana na dziewczynie kary śmierci, Flynn dokonuje kolejnego wyboru, który na zawsze zmieni jego życie. Razem z Lee ucieka z bazy rebeliantów złapani miedzy dwie strony bezsensownej wojny.

Od samego początku możemy dostrzec różnice między tą a poprzednią książką. W W ramionach gwiazd, główna bohaterka była kimś na miarę księżniczki, dobrze urodzona, bogata, odizolowana od normalnego świata. Większość akcji rozgrywała się na opuszczonej planecie, a jedynymi osobami jakie śledziliśmy była dwójka głównych bohaterów. W drugiej części nie tylko jesteśmy w sercu wydarzeń. mamy do czynienia z wieloma bohaterami, intrygami, ale przede wszystkim zmienia się charakter głównej bohaterki. Jubilee jest jednym z najlepszych żołnierzy nie tylko na Avonie, sława ją wyprzedza i właściwie nie ma sobie równych. Jest dokładnie taka jak wyglądać powinna postać w pełnej akcji i wojny powieści. Dzięki temu wierzymy, że mogłaby stanąć na czele armii.

Nie można jednak ukryć, że chociaż książka ma podłoże polityczne, grubo uplecioną intrygę to głównym wątkiem jest tu jednak romans. O ile w pierwszej części wszystko dzieje się dość powoli, bohaterowie maja tylko siebie i tak naprawdę skupiamy się tylko na nich, tu ten ciężar jest trochę bardziej rozłożony. Romans jest ważny  ale nie najważniejszy. Nasi bohaterowie mimo, że nawiązuje się między nimi pewna więź doskonale zdają sobie sprawę, że dookoła dzieją się ważniejsze rzeczy. I tak naprawdę ten romans jest dzięki temu dużo ciekawszy.

Jubille nieco przypomina mi Mulan, nie tylko ze względu na swoje pochodzenie, ale przede wszystkim przez swoją determinację, hart ducha i oddanie przekonaniom. Z Flynnem stanowią ciekawy zestaw, ponieważ na pierwszy rzut oka są zupełnie inni. Flynn wierzy w wyższe wartości, człowieczeństwo, Jubille w siłę i autorytet. zestawieni razem są jak yin i yang i dlatego to wyszło. 

Mamy tu do czynienia z tym typem serii w której w każdej części akcja skupia się na innych bohaterach ale wydarzenia z poprzednich silnie oddziałową na akcje kolejnej, a i pojawiają się bohaterowie już nam znani. Dlatego to dobra nowina dla fanów Lilac i Trevora.

W spojrzeniu wroga nie ma już tej aury tajemniczości która tak mnie urzekła w pierwszej części, ale ma za to wiele akcji i dobrej dynamiki. Coś co na pewno przypadnie do gustu fanom fantastyki/dystopii YA. Intryga się rozkręca, wręcz zaczyna wkraczać w punkt kulminacyjny  wiedząc, że czeka nas jeszcze jeden tom doskonale wiemy dlaczego napięcie jest tak rozłożone. Możemy też książkę odczytywać jako pewną wizję przyszłości gdzie to potężne korporacje rządzą światem, kiedy zwykły człowiek nie zdaje sobie sprawy że jest manipulowany. Tu widać to dość dobitnie, jak często z braku porozumienia, dialogu wynika konflikt, który może mieć tragiczne skutki.

W recenzji pierwszego tomu pisałam, że książka może nie porwać tych którzy oczekują bitew, wojen, dramaturgii. W tej mamy dokładnie to wszystko. I biorąc to pod uwagę widzimy jak ważna była pierwsza część i dlaczego druga jest tak samo dobra. W spojrzeniu wroga to idealna kontynuacja nie tylko czerpiąca od poprzedniczki wiele dobrego, ale przede wszystkim nie kopiująca, a dająca coś nowego, ekscytującego. Tak właśnie powinno to działać. I z wielką przyjemnością, już sięgam po trzeci tom by odkryć jak ta kosmiczna przygoda się zakończy.

Premiera 2 i 3 tomu już niebawem, a na dniach będziecie mogli przeczytać tu recenzję ostatniego tomu pt. "W sercu światła"




środa, 4 stycznia 2017

I co dalej?

Najwyższy czas by zamknąć rozdział, postawić kropkę, przewrócić kartkę i zacząć wszystko od nowa.






Jestem w tej grupie osób, które nie są zbyt wielkimi fanami 2016 roku. Nie tylko był to rok pełen wojen, zamachów, kataklizmów. Koszmarnej politycznej przepychanki nie tylko w naszym kraju.


Ten rok zabrał ze sobą więcej ludzi niż jestem to w stanie przetworzyć. Mówię oczywiście o ludziach z show biznesu, muzykach, artystach bo to szokuje najmocniej. 

Generalnie mam wrażenie, że 2016 był rokiem w którym wszystko co złe mogło się zdarzyć i w pewnym momencie się tego spodziewaliśmy.


A prywatnie?

Pierwsza połowa roku jakoś minęła. W drugiej dostałam swoją pierwszą, w pełni opłacaną świadczeniowo pracę. Oczywiście to powód do radości, ale niestety nie jest to spełnienie moich marzeń, czego nie ukrywam, więc pomińmy temat. 
Mam wrażenie, że 2016 po prostu był. Minął szybko i całe szczęście. Nie będę płakać. 

Ale wydarzył się też sporo miłych rzeczy. 


Jeden z najbardziej niesamowitych koncertów - Queen na Life Festival Oświęcim. Pod gołym niebem w strugach deszczu przez 2 godziny. Poprzedzony występem Eltona Johna dzień wcześniej. 

W rodzinie wszyscy zdrowi, ja zdrowa. Mam wspaniałych przyjaciół. Jest stabilnie i chyba powinniśmy się z tego cieszyć. 
Czasami zapominamy mam wrażenie, że te małe rzeczy powinny nas cieszyć. Nie potrzebne są spektakularne wydarzenia. Porównując do tego co dzieje się w okół - jestem szczęściarzem. 

I liczę na to samo w przyszłym roku.


A 2017?

Ne robię planów, nic nie postanawiam i nie zakładam. Nigdy to nie wychodzi. Co ma być to będzie, niczego nie oczekuję. Nic nie planuję. Będę działać na bieżąco starając się popychać do przodu, działać dla siebie i na siebie. Tak by za rok nie powiedzieć, że 2017 był nijaki. 

Patrzę optymistycznie w przyszłość, nie nastawiam się. Ale jestem podekscytowana tym co przyjść może, a nawet nie zdaję sobie s tego sprawy.


Jednak... trochę inaczej moje plany mają się względem bloga. Tu już mam kilka pomysłów, których wcielenia w życie nie mogę się doczekać.


  • W tym roku mój Goodreadsowy Challenge ustawiłam na 60 książek. Mniej niż w zeszłym roku, ale wydaje mi się to optymalną liczbą. Nie za dużo, ale na tyle bym miała do czego dążyć. Zapraszam na moje konto - będziecie mogli śledzić moje osiągnięcia! 


  • Jednak co ważniejsze: nie jestem w stanie zrecenzować tu każdej przeczytanej przeze mnie książki. Chciałabym się jednak z wami moimi spostrzeżeniami dzielić. Dlatego wpadłam na pewien pomysł. WAŻNE OGŁOSZENIE Będę publikować mini recenzje na swoim koncie blogowym na Facebooku. Każdej ksiażce poświęcę tam kilka linijek tekstu. Oczywiście recenzje wybranych książek będą się tu pojawiać, ale teraz będziecie mieli okazję przeczytać nawet o tych mniej interesujących pozycjach. Tak więc zapraszam do śledzenia fanpage'a byście byli na bieżąco. 


  • Nadal postaram się trzymać piątkowych recenzji. Na pewno będą BookHaule (chyba pozostanę przy jednym co 2 miesiące). 
  • Mam bardzo dużo pomysłów na wpisy ogólnie o tematyce czytelniczej. Może nie jest to materiał na cotygodniowe posty, ale raz w miesiącu będą się pojawiać. Powiedzmy - pierwszy tydzień miesiąca, tak by był wymieniany z filmowymi wpisami, o czym za chwilę. 
  • Skoro na facebooku będą pojawiać się recenzje, to nie będę robić miesięcznych podsumowań, jednak chciałabym spróbować co miesiąc pisać o moich ulubionych rzeczach: książkach, filmach, gadżetach, jedzeniu etc.
  • Chcę więcej pisać o filmach - planuję min. jedną notkę w miesiącu. W zeszłym roku bardzo zaniedbałam oglądane filmów nad czym bardzo ubolewam. Nie wiem czy to będą recenzje. Podsumowania. Zobaczymy. Na 100% będzie o Oscarach - jak tylko będą nominacje postaram się jak w ubiegłych latach zbadać nominowanych. 
  • Postaram się też pisać więcej o życiu. Mam tak wiele przemyśleń, że muszę m dać upust. Nie daję terminów. Kiedy przyjdzie czas wpis się pojawi. Tęsknię o pisaniu o życiu.

Nie chcę więcej planować. Tak jak z życiem - co ma być to będzie. Nie wiem jeszcze co z Challengami - tymi które widzicie w zakładkach na górze strony pod szyldem. Może wykorzystam te same, albo się w tym roku ich nie podejmę. śmiało jednak możecie je wykorzystywać. Całkiem fajna zabawa- kiedy się pamięta by je systematycznie uzupełniać.


Dobrze więc!

Powiedzcie jak Wam minął 2016 rok. Co było dobre, co złe. Jak wrażenia?!
Jakie plany na 2017? Robicie postanowienia? Życiowe? Czytelnicze? 

I co dla mnie bardzo istotne: o czym chcielibyście poczytać tu? Jakie tematy was interesują? Co mam poruszyć, czym się zająć?
 Czekam na sugestie!