wtorek, 8 kwietnia 2014

Sens mojej egzystencji

Tym razem nie filmowo, a bardziej egzystencjalne. Oczywiście, post o filmach już wisi, ale nie mam kiedy go skończyć, więc dziś będzie prosto, łopatologicznie i blogowo, mam nadzieję jednak, że nie nazbyt ekshibicjonistycznie. 

Hipstersko-blogowo :)

Teraz wiem, że te dwa kierunki pójdą mi w pięty. Głupi są ci, co myślą, że odpoczną na magisterce. Patrząc z perspektywy stwierdzam, że dawno nikt tak bardzo nam nie chciał dokopać i udowodnić, że nic nie umiemy i nie mówię o dwóch kierunkach na raz, a o każdym z osobna. W moim kalendarzu najbliższy miesiąc jest wypełniony kolokwiami, egzaminami, a sesji nawet nie widać na horyzoncie. Oczywiście każdy może powiedzieć, i każdy mi to mówi cały czas, że "sama tego chciałam". 
Wiem, że sama tego chciałam, ale czy dlatego mam nie narzekać?
Nie włączam sobie taryfy ulgowej, pracuję prawdopodobnie dwa razy ciężej niż większość, więc mam chyba prawo ponarzekać.
Jednak nie będę tego robić. 
Oprócz tego, że fizycznie i psychicznie przechodzę własnie kryzys śródsemestralny, obgryzłam wszystkie paznokcie i mam ochotę stworzyć laleczki voodoo niektórych osób, wszystko u mnie w porządku.

Cieszę sie jednak z tego, że w moim własnym odczuciu, to wszystko ma sens. Wszystkie moje wybory, te dwa kierunki, układają się w zgrabną całość. Jest, w gruncie rzeczy, lepiej niż sądziłam. Tak... może schudnę kilka kilogramów, osiwieję, pomarszczę się i dostanę jakiejś choroby psychicznej, ale sama tego chciałam.

Narzekać mogę tylko na to, że nie potrafię w 100% zagospodarować wolnego czasu. Lenistwo to moja największa wada. Zamiast robić coś produktywnego, robię to co robię. Tematu nauki nawet nie poruszę...(powinnam zbierać materiały do prac magisterskich)  Na Goodreads jestem 5 książek do tył w moim rocznym wyzwaniu. Nie ruszyłam filmów z listy tych absolutnie koniecznych i zaczęłam bawić się w kilka nowych seriali...

Rany jak to napisałam jest gorzej niż sądziłam... Ale jak widzicie- wszystko po staremu :D

Z tych dobrych rzeczy, które absolutnie muszę podkreślić, oprócz wiosny za oknem, to fakt, że znam absolutnie wspaniałych ludzi. Gdybym nie mogła komuś ponarzekać moje życie nie miałoby sensu! 



I na koniec. Od 2 maja zaczyna się Off Plus Camera i (jakbym miała nadmiar wolnego czasu) ponownie jestem wolontariuszem, także spodziewajcie się relacji i zapraszam do kin!



PS. Te absolutnie fantastyczne zdjęcia zostały zrobione absolutnie fantastycznym aparatem Any Pi, a że postanowiłam, ze trzeba promować talenty, to jak ktoś chce, mam na nią namiary. Ana Pi (czy tego chce, czy nie) chętna jest na sesje :D


Czytaj dalej »

niedziela, 2 marca 2014

Oscary 2014 cz.II + moje typy



Kapitan Phillips

Podobno najlepsze scenariusze pisze życie. Skoro tak to 'Kapitan Phillips' aż prosił się o uwiecznienie. To historia porwania przez somalijskich piratów amerykańskiego kontenerowca Maersk Alabama, do którego doszło w 2009 roku. Pozostawieni na pastwę piratów członkowie załogi na czele z kapitan Richardem Phillipsem muszą stawić im czoła. 

Film to właściwie psychologiczna rozgrywka między kapitanem a piratami .Jest to nieustanna gra z porywaczami, żonglowanie emocjami. To thriller, który rozegrał się na prawdę. Wokół samej historii wyrosło wiele kontrowersji na temat słuszności postępowań kapitana, ale wydaje mi się, że mimo wszystko to historia o odwadze. Kapitan Phillips to też bardzo dobrze zrealizowany film. Bardzo dobre zdjęcia i montaż to wielkie atuty tego filmu. Jednak wydaje mi się, że najmocniejszym punktem jest sam Tom Hanks, który ponownie (jak to już wiele razy bywało) wycisnął ze swojej postaci to co najlepsze. Tym bardziej nie mogę zrozumieć braku nominacji dla niego.  Wydaje mi się, ze to jeden z kilu błędów jakie popełniła akademia. Nagrodzony BAFTA (i również nominowany do Oscara) Barkhad Abdi nie wydaje się poważnym kandydatem. Jego surowość gry nie wynika bynajmniej z umiejętności, a z tego, że jeszcze niedawno był kierowcą limuzyn i to była jego jedyna koneksja z show biznesem. Cóż "Kapitan Phillips" to z pewnością ciekawa pozycja i polecam ją wszystkim, którzy oczekują od kina inteligentnej, dobrze wyreżyserowanej rozrywki, którą stworzyło życie. 
Nominacje: Najlepszy film, Najlepszy aktor drugoplanowy- Barkhad Abdi, Najlepszy scenariusz adaptowany, Najlepszy dźwięk, Najlepszy montaż dźwięku. Szkoda nominacji dla Hanksa, szkoda...

Nebraska

Podstarzały alkoholik Woody dowiaduje się, że wygrał na loterii milion dolarów. By odebrać jednak nagrodę, musi się udać do Nebraski. Postanawia więc zabrać ze sobą swojego syna, Davida, lecz mężczyzna nie wierzy w wygraną ojca i sądzi, że padł on ofiarą oszustów, wysyłających zwycięskie losy po całej Ameryce. Pomimo sceptycznego nastawienia, David dołącza do ojca. 
Co do 'Nebraski' miałam mieszane uczucia. Po pierwsze, ze świeczką szukać jakiejś reklamy czy promocji. Po drugie wydawało mi się, że robienie filmu czarno-białego to tylko chwyt by przykuć uwagę widza. Jednak 'Nebraska' zaskoczyła mnie chyba najbardziej ze wszystkich nominowanych filmów. To bardzo prosta, piękna historia. Niezwykła wśród tej komercyjnej konkurencji, przepełniona bardzo pozytywnymi emocjami. Nie ma chyba złego słowa które mogłabym napisać na temat tej historii. Począwszy od  świetnego aktorstwa z kapitalną, rewelacyjną, powalającą June Squibb a na pięknych zdjęciach i muzyce skończywszy. Jednak "Nebraska' nie dostanie Oscara. Jest na to za dobra, zbyt różna od innych nominowanych. Jest niczym szczeniaczek wśród wilków. Chociaż z drugiej strony może to będzie jej siła przebicia? Czarny koń zawodów?
Nominacje: Najlpeszy film, Najlepszy aktor pierwszoplanowy- Bruce Dern, Najlepsza aktorka drugoplanowa- June Squibb, Najlepszy scenariusz oryginalny, Najlepsze zdjęcia. Sześć nominacji to sporo liczę na statuetki, nawet jeśli ma przegrać Leonardo DiCaprio i Jennifer Lawrence.

Wilk z Wall Street

Czy można stworzyć film który niemal w całości przeczy ideałom przyświecającym Akademii? Martin Scorsese udowodni, że owszem. Po pierwsze sam zabrał się za reżyserię a tym samym pozbawił siebie szansy na statuetkę, bo o ile nominacji ma sporo, to Oscara jednego co wydaje się dość dziwne spojrzawszy na jego filmowy dorobek. Po drugie skorzystał z najbardziej nieodpowiedniej na czas kryzysu historii, mocno uderzającej w amerykańskie ideały. Samo słowo 'Wall Street' budzi kontrowersje, a ukazani historii człowieka, który bogaci się, obrzydliwie i bez zahamowań, na oszustwach to już przelanie szali goryczy wysublimowanego amerykańskiego podniebienia. Te aspekty chyba wystarczająco przemawiałyby za klapą filmu w Oscarowej walce, ale nie, to nie wszystko. Leonardo DiCaprio- człowiek który nie dostał Oscara (w sumie niezły tytuł filmu....). O tym jak bardzo akademia go nie lubi krążą legendy, a jego pościg za Oscarem to już internetowy żart, chociaż nikomu nie jest do śmiechu. Ponownie udowadnia swój wielki potencjał. Niech mi tylko ktoś powie, że nie jest jednym z najlepszych aktorów swojego pokolenia!
Jednak nikogo nie powinny obchodzić gusta Akademii, bo "Wilk z Wall Street" jest świetny. Dynamiczny, zabawny, wstrząsający, kontrowersyjny, kolorowy. To świetna rozrywka dla każdego, jeżeli tylko nie jest się przewrażliwionym człowieczkiem o za dużym ego.  Wadą mogą być te 3 godziny, jednak powiem szczerze że poziom ekstrawagancji i absurdu życia bohaterów mi to wynagrodził. 
Nominacje: Najlepszy film, Najlepszy aktor pierwszoplanowy- Leonardo DiCaoprio, Najlepszy aktor drugoplanowy- Jonah Hill, Najlepszy reżyser Martin Scorsese, Najlepszy scenariusz adaptowany Terence Winter. ... 5 nominacji... ciekawe dlaczego ;) jak dostanie jednego Oscara będzie dobrze, bo nominacje w pełni zasłużone.

American Hustle

Zastanawiające jest dlaczego takie kontrowersje budzi "Wilk" a do "American Hustle" jakoś nikt bardzo się nie przyczepił. Film w gwiazdorskiej obsadzie o oszustach finansowych, którzy dla własnego dobra muszą współpracować z agentami federalnymi. 
Uwielbiam filmy w klimatach lat 70. a ten ma wszystko: kolory, stroje, muzykę. To film o pięknym American Dream, ale przede wszystkim to film o pieniądzach. Znacznie grzeczniejszy i poukładany w stosunku do "Wilka" wydaje się znacznie odpowiedniejszy dla Akademii. Co w cale nie przeczy temu, że to bardzo dobry film. Wprawdzie wątek kryminalny trochę blednie przy komediowych scenach, ale te potrafią zrekompensować wszelkie niedoróbki. Obsadę nazwać gwiazdorska to trochę za mało powiedziane. Mamy tu do czynienia z jednymi z najgorętszych nazwisk w branży. Christan Bale, który zmienił się niesamowicie od czasów Batmana, Amy Adams z dekoltem do pępka, Bradly Cooper i jego niesamowicie skręcone włosy. Jednak w moim odczuciu to pozostała dwójka Jennifer Lawrence i Jeremy Renner sa najmocniejszymi punktami zespołu. Ta pierwsza wręcz stworzona jest do grania skrajnych, niepoczytalnych postaci co udowodniła rok temu, a Ranner pomijany w ocenach tworzą rewelacyjne i mocne tło dla pozostałej trójki. David O. Russell sięgnął po znana mu ekipę i nie popełnił błędu, chociaż o genialności Adams mogłabym dyskutować. 
Nominacje: Najlepszy film,Najlepszy aktor pierwszoplanowy- Christian Bale, Najlepsza aktorka pierwszoplanowa- Amy Adams, Najlepszy aktor drugoplanowy- Bradley Cooper, Najlepsza aktorka drugoplanowa- Jennifer Lawrence,Najlepszy reżyser- David O. Russell, Najlepszy scenariusz oryginalny, Najlepsza scenografia, Najlepsze kostiumy, Najlepszy montaż. Najwidoczniej w tym przypadku producenci dobrali tak elementy by nikomu nie przeszkadzało, że pieniądze mogą jednak być głównym bohaterem... pod warunkiem, że przykryje się to ładnymi kolorami i trójkątem miłosnym. Niemniej film godny polecenia. Ja bawiłam się całkiem dobrze.


Tajemnica Filomeny

Zważywszy na obsadę moje oczekiwania były spore, jednak film troszeczkę mnie zawiódł. Ale pokolei. 
Filomena Lee jest prostą, religijną Irlandką. Jako młoda dziewczyna zaszła w ciążę  i zhańbiona została odesłana do klasztoru. Tam urodziła dziecko, które zakonnice oddały do adopcji. 50 lat później Filomena postanawia odnaleźć syna. Pomaga jej Martin Sixsmith– błyskotliwy dziennikarz polityczny, zainteresowany kontrowersyjnym tematem.
Historia jest straszna. Nie wyobrażam sobie, że coś takiego działo się na prawdę, że nadal się dzieję i wolę o tym nie myśleć. Coś strasznego. 
Sam film zaczyna się bardzo dobrze. Uwielbiam brytyjskie kino i "Tajemnica Filomeny" zdaje się mieć to wszystko. Uwielbiam Judi Dench i Steva Coogana i oboje spisują się w każdej roli i również tu nie schodzą poniżej pewnego poziomu. To film z pięknymi zdjęciami i bardzo dobrą muzyką, Jednak całą tę harmonię zaburza mi trochę motywacja wydarzeń i sama akcja. Mam poczucie, że w pewnym momencie, nie napiszę kiedy, film trochę traci. Historię ponownie pisze, życie i gdyby nie to można by było oczekiwać więcej dramatyzmu a tak otrzymaliśmy  bardzo prostą historię bez zaskoczenia i zwrotów akcji, bez wyciskania łez i nadmiernego dramatyzmu.
Nominacje: Najlepszy film, Najlepsza aktorka pierwszoplanowa- Judi Dench, Najlepszy scenariusz adaptowany, Najlepsza muzyka oryginalna. Czas pokaże.



Czas na moje typy:


Najlepszy film: 
"American Hustle"
"Kapitan Phillips"
"Witaj w klubie"
"Grawitacja"
"Nebraska"
"Tajemnica Filomeny"
"Zniewolony"
"Wilk z Wall Street"

Zastanawiałam się nad tym bardzo długo i nie jestem nadal pewna czy dobrze wybrałam. Może moja opinia, którą tu wcześniej zamieszczałam nie wskazuje na sam wybór, bo to nie mój ulubiony z nominowanych. To raczej przeczucie... "Zniewolony" czy "Grawitacja" maja chyba wszystko, jednak nie chciałabym by wygrały. 'Her', 'Nebraska' raczej nie maja szans. Chociaż dopóki nie wygra "Grawitacja" będę nie będę zaskoczona i zmartwiona.

Najlepsza aktorka pierwszoplanowa:
Amy Adams - "American Hustle"
Cate Blanchett - "Blue Jasmine"
Sandra Bullock - "Grawitacja"
Judi Dench - "Tajemnica Filomeny"
Meryl Streep - "Sierpień w hrabstwie Osage"

Dla mnie Meryl znów błyszczała i pokazała na co ją stać, więc nie dając jej statuetki tylko dlatego, ze ma ich kilka to żart. Poza tym ani Amy Adams, ani Sandra Bullock nie powaliły mnie tak jak Streep która po prostu trzymała cały film i pokazała taką gamę emocji, że na tej jednej roli można się uczyć aktorstwa. (Przyznaję- nie widziałam "Blue Jasmine" jak Cate wygra obejrzę to w poniedziałek i zdam relację)

Najlepszy aktor pierwszoplanowy:
Christian Bale - "American Hustle"
Bruce Dern - "Nebraska"
Leonardo DiCaprio - "Wilk z Wall Street"
Chiwetel Ejiofor - "Zniewolony"
Matthew McConaughey - "Witaj w klubie"

W tym roku nominowani dopisali. Mamy same mocne postacie i świetnych aktorów i bez bicia przyznaję, że tu kieruje mną sympatia i poczucie niesprawiedliwości. Leonardo jest kapitalny w "Wilku z Wall Street", w każdej scenie i sekundzie. Należny mu się. Koniec. Kropka. (Ale tak między nami to wiem, ze mogę poczuć się zawiedziona więc napisze to teraz. Czuję, ze gra rozgrywa się między wychudzonym McConaughey a zniewolonym Ejiofor- zobaczymy)

Najlepsza aktorka drugoplanowa:
Sally Hawkings - "Blue Jasmine"
Jennifer Lawrence - "American Hustle"
Lupita Nyong'o - "Zniewolony"
Julia Roberts - "Sierpień w hrabstwie Osage"
June Squibb - "Nebraska"

Nie mogę sie zdecydować. Myślałam, ze drugi Oscar z rzędu dla Jennifer to przesada, ale znów mnie do siebie przekonała. Według mnie wypadała lepiej niż w "Poradniku...". Natomiast June Squibb mnie powaliła.  
Najlepszy aktor drugoplanowy:

Barkhad Abdi - "Kapitan Phillips"
Bradley Cooper - "American Hustle"
Michael Fassbender - "Zniewolony"
Jonah Hill - "Wilk z Wall Street"
Jared Leto - "Witaj w klubie"

Powiem tak: Leto dla mnie bezkonkurencyjny i tu wybór był najłatwiejszy. Jedyną konkurencję stanowi Fassbender a niestety da mnie "Zniewolony" to trochę odgrzewany kotlet (co pewnie stanie się jego przepustką do sukcesu). I tu chyba będę najbardziej cierpieć jak Leto nie wygra...

Najlepszy film animowany:
"Krudowie"   "Minionki rozrabiają"   "Ernest i Celestyna"   "Kraina lodu"   "The Wind Rises"

Najlepszy reżyser:
David O. Russell - "American Hustle"
Alfonso Cuaron - "Grawitacja"
Alexander Payne - "Nebraska"
Steve McQueen - "Zniewolony" 
 Martin Scorsese - "Wilk z Wall Street"

Najlepsze zdjęcia:
Philippe Le Sourd - "Wielki mistrz"
Emmanuel Lubezki - "Grawitacja"
Bruno Delbonnel - "Co jest grane Davis?"
Phedon Papamichael - "Nebraska"
Roger A. Deakins - "Labirynt"

Najlepszy scenariusz oryginalny:

"American Hustle" - Eric Warren Singer i David O. Russell

"Blue Jasmine" - Woody Allen

"Witaj w klubie" - Craig Borten i Melisa Wallack

"Ona" - Spike Jonze

"Nebraska" - Bob Nelson


Najlepszy scenariusz adaptowany:

"Przed północą" - Richard Linklater, Julie Delpy i Ethan Hawke

"Kapitan Phillips" - Billy Ray

"Tajemnica Filomeny" - Steve Coogan i Jeff Pope

"Zniewolony" - John Ridley

"Wilk z Wall Street" - Terence Winter


Co do reszty Oscarów nie będę się wypowiadać. Niestety nie obejrzałam wszystkiego. może kiedyś... 
Opinie i przypuszczenia są w 100% moje a niezgadzanie się z nimi i napisanie mi tego, tylko mnie ucieszy. Więc czujcie się zaproszeni do dyskusji.
Przypominam, że ceremonia już jutro i wszystko się okaże. Niech wygra najlepszy, chociaż w przypadku Oscarów to nie zawsze jest takie oczywiste...


Czytaj dalej »

sobota, 15 lutego 2014

Oscary 2014


W tym roku powzięłam ambitny plan obejrzenia wszystkich nominowanych filmów (przynajmniej tych w najważniejszych kategoriach). Oto i moje pierwsze wrażenia z pierwszych seansów. Jest dobrze, jest dobrze.

Dallas Buyers Club

Co ma zrobić człowiek, który dowiaduje się, że pozostało mu 30 dni życia? Ma trzy wyjścia: poddać się, wykupić wycieczkę lub walczyć. W latach 80. można było mówić o prawdziwej epidemii AIDS, a wiedza o tej chorobie była tak znikoma,  horyzonty tak wąskie, że nikt nie wiedział jak należny z tym walczyć. Ronie (Matthew McConaughey) to uzależniony od alkoholu, narkotyków, seksu kowboj który otrzymuje wyrok śmierci i postanawia walczyć. Na własną rękę szuka lekarstwa  i zamierza się nim podzielić zakładając swoisty klub nosicieli HIV, a tym samym walcząc z systemem, który jest nieskuteczny. 
Czy 'Dallas Buyers Club' zasługuje na Oscara? Mocną stroną filmu jest sposób przekazania historii. Nic nam się nie narzuca, AIDS jest i nie jest głównym bohaterem. Tzn. wszystko oczywiście toczy się w okół choroby, jednak każdy z bohaterów wydaje się sam sobie winien, a najważniejsza w historii jest walka o godność, o życie, determinacja, same przyczyny są jasne i niepodważalne. Zawdzięczamy to aktorom. Nie mam co do tego wątpliwości. McConaughey i Leto tak urzeczywistnili tę opowieść jak to tylko możliwe. Dzięki nim nie jest to rzewny film o umieraniu a historia ukazująca realia świata pełnego lęku i bezradności jakimi były lata 80. Czytałam wiele o tym okresie, w pewnym stopniu orientuję się w tematyce i przeraża mnie to jak bardzo w filmie wszystko jest prawdziwe. Koniec z pouczaniem, pokażmy jak to było. Chcecie płakać? Płaczcie. Czujecie złość? Proszę bardzo. Twórcy dają nam komfort odbioru i własnej interpretacji, racząc nas bardzo dobrze zrobionym filmem.
Nominacje: Najlepszy film, Najlepszy aktor pierwszoplanowy- Matthew McConaughey, najlepszy aktor drugoplanowy- Jared Leto, Najlepszy scenariusz oryginalny, Najlepszy montaż, Najlepsza charakteryzacja i fryzury. Wszystkie w pełni zasłużona. Co do ostatniej mam wątpliwości, bo to aktorzy zrobili największa robotę doprowadzając swoje organizmy do granic.

Her

'Her' jest opowieścią o miłości. Główny bohater grany przez Joaquina Phoenixa (jak i całe społeczeństwo) jest uzależniony od technologii. Gdy Theodore kupuje nowy, niezwykle inteligentny system operacyjny, zaczyna odkrywać, że to szybko uczące się oprogramowanie (mówiące głosem Scarlett Johansson) rozumie go jak nikt inny. 'Her' ' to nic innego jak historia miłosna między człowiekiem a maszyną. Spike Jonze pokazuje nam świat, który z jednej strony może wydać się straszną wizja przyszłości ludzi uzależnionych od technologii, ale z drugiej nie różni sie bardzo od naszego. Jest hiperbolą naszej codzienności, gdzie bez telefonu czy internetu coraz cieżej się żyje, a gadżety traktujemy jak przyjaciół. Moralizatorstwo 'Her', jeżeli takowe istnieje, nie jest jednak odczuwalne. Jonze nie skupił się na przesłaniu pokazując nam po prostu historię miłosną, która miała być naturalna i piękna. Bez wątpienia przysłużyła się temu cała estetyka filmu. Wszystko niczym z lat 50., delikatne, pastelowe kolory, brak dobrze znanych z innych filmów traktujących o przyszłości, lekko surrealistycznych elementów. Nie jest to futurystyczna wizja dziejów, a (lekko hipsterska) rzeczywistość. Jak dla mnie nie jest ani nudny, ani porywający, jednak sama koncepcja bardzo przypadła mi do gustu. Jeżeli chodzi o same Oscary uważam tylko, że popełniono dwa błędy: brak nominacji dla aktorów. Joaquin Phoenix spisał się wyśmienicie, osobiście takiego go nie znam. Ogromnie mi żal, że nie można nominować aktorki której nie widać na ekranie. Grająca tylko głosem Johansson była bardziej realna niż wiele aktorek, które widać i słuchać. Cóż może Akademia powinnam rozważyć jeszcze jedna kategorię?
Nominacje: Najlepszy film, Najlepszy scenariusz oryginalny, Najlepsza piosenka, Najlepsza muzyka oryginalna, Najlepsza scenografia- jak wyżej, wszystkie w pełni zasłużone!

Grawitacja


Film, który wzbudził spore poruszenie. Każdy kto widział zwiastun wie o czym jest ta historia. Katastrofa w kosmosie, ludzie zdani na łaską opaczności, zerwany kontakt z Ziemią. Cisza...
Nie mam nic przeciwko filmom katastroficznym, a ten z pewnością się do takich zalicza. Nie jest to jednak jeden z tych do których przywykliśmy. Cała katastrofa, mam takie wrażenie, dzieje się wewnątrz skafandrów. Tym co uderza najbardziej to olbrzymia bezsilność, niewyobrażalna niemoc wobec całej potęgi kosmosu. "Grawitacja" to show jednego aktora. Sandra Bullock musiała dźwignąć spory ciężar i to na niej spoczywała odpowiedzialność. Gdy pomyślę, że wszystko to działo się na zielonych ekranach, a jedynym przedmiotem jaki miała był skafander, nabieram do niej szacunku. Poza tym uważam, że poradziła sobie bardzo dobrze.  Film mistrzowsko zrobiony technicznie nie jest jednak doskonały. Jedyną rzeczą, która jednak wydaje się dość znacząca, a która jest według mnie najsłabszym punktem filmu jest fabuła. Film jest nudny, przez 2 godziny nie dzieje się zbyt wiele. Taka jest też sama historia. Może ta nuda miała nam pokazać tę kosmiczna pustkę, ale osobiście sądzę że dwie godziny to przesada. Zresztą umówmy się- 'Grawitacja' to kolejna kosmiczna bajka. Nominacje: Najlepszy fil, Najlepsza aktorka pierwszoplanowa, Najlepszy reżyser, Najlepsza muzyka oryginalna, Najlepsza scenografia, Najlepsze efekty specjalne, Najlepsze zdjęcia, Najlepszy dźwięk, Najlepszy montaż, Najlepszy montaż dźwięku. Ze wszystkich nominacji mam tylko problem z tą pierwszą i najważniejszą. Technicznie film fantastyczny, fabuła trochę leży...


Zniewolony. 12 Years a Slave

Prawdziwa historia wolnego mieszkańca Nowego Yorku, który zostaje sprzedany i wywieziony na południe gdzie ciągle czarnoskóry=niewolnik. Wykształcony, szanowany obywatel zostaje zdegradowany do roli zwierzęcia i przez kolejne 12 lat walczy o życie. Tułaczka Samuala przypomina trochę podróż Odyseusza. Już od początku wiemy, że Samuel się nie podda i będzie walczył. 'Zniewolony. 12 Years a Slave' to film który ma nas poruszyć do głębi. Naprawdę przejmująca i piękna historia. Świetne aktorstwo. Muzyka  Hansa Zimmera, kapitalne zdjęcia. Od początku wiemy, że podróż będzie długa. Film pełen jest cierpienia. Samuel ma nadzieję, a jego widok i starania wywołują tylko ból. Na początku sama nie wiedziałam jak film ocenić. Bez wątpienia jest to dzieło wysokich lotów, tylko że... mam dość tej tematyki. Od kilku lat wręcz zalewani jesteśmy opowieściami o ciemiężonych mieszkańcach USA. Już w tym roku dostaliśmy dwa filmy ('Kamerdyner') i nawet Trantino ze swoim 'Django' zahaczył o temat. Wydaje mi się, że w USA niewolnictwo to tak chodny temat jak u nas holocaust i II wojna. To co chyba wyróżnia "Zniewolonego..." to kunszt reżyserski. Mam wrażenie, ze Steve McQueen nadał historii potrzebnego realizmu i lekkości (brak patetyzmu i moralizatorstwa). Stworzył piękne dzieło, chociaż nie jestem pewna czy najlepsze spośród nominowanych. Do tego zebrał plejadę świetnych aktorów. Jednak Chiwetel Ejiofor ma olbrzymią konkurencję podobnie jak Michael Fassbender.  W pozostałych rolach Benedict Cumberbatch i według mnie rewelacyjny Brad Pitt w bardzo epizodycznej roli, która wywołała u mnie mały, cichy aplauz.  Nominacja: Najlepszy film, Najlepszy aktor pierwszoplanowy- Chiwetel Ejiofor, Najlepszy aktor drugoplanowy- Michael Fassbender, Najlepsza aktorka drugoplanowa- Lupita Nyong'o, Najlepszy reżyser, Najlepszy scenariusz adaptowany,  Najlepsza scenografia, Najlepsze kostiumy, Najlepszy montaż -akademia znów się nie myliła, szkoda nominacji za muzykę- ktoś tam chyba nie lubi Zimmera...

Sierpień w hrabstwie Osage

Podobno z rodziną dobrze wychodzi się tylko na zdjęciach... w tym przypadku klisza pewnie by się przepaliła a obiektyw by pękł. Już od pierwszych scen widzimy jak bardzo ta rodzina jest... patologiczna. Wszystko tu jest nie tak. Relacje między jej członkami są tak skomplikowane i nadszarpnięte jak to tylko możliwe, a do tego znika pan domu co wywołuje prawdziwą burzę. 
"Sierpień w hrabstwie Osage" to walka charakterów bohaterów i umiejętności aktorskich. Mamy tu plejadę znanych twarzy na czele z Meryl Streep, która ponownie udowadnia, że jest niesamowita. Osobiście uważam, że film jest świetny. To napięcie jakie nam (mnie) towarzyszyło przez cały czas jest nie do opisania. Nikt nie jest tu zdrowy psychicznie wszyscy działają na krawędzi. To rodzaj dramatyzmu, który narasta i nie pozwala puścić. Osobiście, subiektywnie stwierdzam, że zabieg był udany. To nieustanna walka o to, kto jest bardziej... (jaki jest synonim do 'popieprzony'). To nieustannie przeplatające się ze sporym dynamizmem elementy, które zaburzają sielskość i piękne widoki hrabstwa. Wybuchająca mieszanka osobistości. Według mnie film nie jest należycie doceniany. Nominacje jak najbardziej zasłużone: Najlepsza aktorka pierwszoplanowa- Meryl Streep, Najlepsza aktorka drugoplanowa- Julia Roberts, jednak troszkę tego mało, a porównując go z taką 'Grawitacją' osobiście postawiłabym na 'Sierpień w hrabstwie Osage'.


Na razie tyle. Jestem w trakcie nadrabiania zaległości. Moje typy podam na koniec, jak się z wszystkim uporam.
Czytaj dalej »

Copyright © Szablon wykonany przez Blonparia