Pokazywanie postów oznaczonych etykietą BookNerd Rev. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą BookNerd Rev. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 26 lutego 2019

"Dziewczyna, która wybrała po raz drugi" Kasie West

Chyba nie muszę już pisać, że Kasie West to jedna z moich ulubionych pisarek. Dziś przedstawiam wam jej najnowszą, wydaną w Polsce powieść.


Poznaj dalsze losy Addison Coleman, obdarzonej niezwykłą zdolnością decydowania o tym, jaka przyszłość ją czeka…

Zanim Addie dokona jakiegoś wyboru, może doświadczyć różnych jego konsekwencji w przyszłości. To jej szczególna moc, która jednak nie sprawia, że teraźniejszość staje się łatwiejsza. Jej własny chłopak ją wykorzystał, a przyjaciółka zdradziła. Kiedy więc tata zaprasza ją na ferie zimowe do świata Normalsów, nie waha się ani chwili. Poznaje tam Trevora, który wydaje jej się niepokojąco znajomy, chociaż przecież nigdy się nie poznali… Prawda?

W tym samym czasie jej przyjaciółka, Laila, próbuje zrealizować swój własny plan: chce odzyskać wspomnienia Addie, jeśli tylko dowie się, jak to zrobić. Niektórym ważnym osobistościom się to nie podoba… a pomóc nie może jej nikt. Poza Connorem, jedynym chłopakiem w Kolonii, który jest odporny na jej uroki.

Drugi tom serii Pevit Point, po Dziewczyna, która wybrała swój los i zanim po niego sięgniecie, koniecznie przeczytajcie pierwszy. 
Ta recenzja składać się będzie z dwóch części: bez spoilerów i z wiadomościami z pierwszego tomu.
Czytajcie jak Wam się podoba.

Kasie West jest tu inna niż ta którą ją znamy z innych wydanych w Polsce książek. Nadal ten sam dobry styl, tak samo dobrze się czyta. Pevit Point to seria łącząca fantastykę z powieścią obyczajową, a West łączy to na tyle umiejętnie, że fani obu kierunków znajdą tu coś dla siebie. 

Drugi tom serii to bardzo udana, spójna kontynuacja. Właściwie czytało mi się ją lepiej niż tom pierwszy. Akcja była gęsta, bohaterowie jeszcze ciekawszy a zwieńczenie powieści satysfakcjonujące. Nadal chyba wolę jej obyczajowe książki, jednak drugi tom Pivot Point bardziej mnie przekonał, niż pierwszy, a to chyba dobrze świadczy. West w bardzo fajny sposób łączy dwa światy, łączy to co realne i nie realne i przy tym wykorzystuje potencjał swoich bohaterów.

Jeśli zastanawiacie się czy warto - warto, a gdy przeczytacie tom 1 wróćcie tu i czytajcie dalej.


(tylko troszkę do tomu 1)

Dziewczyna, która wybrała swój los zakończyła się tak, że kontynuacja, chociaż oczekiwana, nie była konieczna. Jednak, gdy przeczytacie tom 2 zrozumiecie, że historia bez niej byłaby niekompletna. Historia skupiała się do tej pory na Addie, dzięki jej mocy mieliśmy wgląd w "dwa światy", tym razem tę drugą stronę reprezentuje Laila. Podoba mi się ich różny charakter, dynamizm, Lailę wręcz uwielbiam.

Wprawdzie można przewidzieć mniej więcej jak potoczy się akcja ale w międzyczasie wydarzy się tyle, że na pewno nie uznacie jej za przewidywalną. 

Ciekawie zobaczyć efekty wyboru Addie - my pamiętamy co się wydarzyło, ona zna tylko jedną wersję i  to tę której pewnie większość z nas nie kibicowała. Wszyscy polubiliśmy Trevora, a teraz... Addie go nawet nie zna. Jej relacja z ojcem jest skomplikowana, dziewczyna musi poznawać świat, z którym czytelnik jest już związany na nowo. Jednak Kasie West się nie powtarza, nie powiela już wykorzystanych schematów. Jej wizja tu naprawdę nieźle gra. Wiele rzeczy na które może nie zwróciliśmy uwagi w części pierwszej tu odgrywa rolę. To spójna duologia, z tym że im dalej tym lepiej.



Jeżeli lubicie powieści Kasie West i na tej się nie zawiedziecie. Może was zaskoczy, na pewno to coś innego, ale nadal jest tu bardzo dużo tego za co kochamy Kasie. To był jej debiut i uważam go za udany. A i jest dla nas dowodem, że jak ma się talent później może być tylko lepiej!

Niebawem będę musiała przeznaczyć całą półkę na powieście Kasie West i powiem wam - nie mogę się doczekać!




Za książkę dziękuję: 
Czytaj dalej »

niedziela, 17 lutego 2019

"Moc srebra" Naomi Novik

Są po protu tacy autorzy i takie książki które zdają się stworzone dla ciebie. Naomi Novik urzekła mnie Wybraną i moje oczekiwania były duże.


Naomi Novik zaprasza do świata tajemnych mocy, bogactwa i panicznego strachu!
Mirjem, doprowadzona do ostateczności chorobą matki, postanawia przejąć nieudolnie prowadzony przez ojca rodzinny interes. Stanowcza i zimna jak lód, skutecznie egzekwuje wszelkie należności od pożyczkobiorców. A kiedy dziadek przekazuje jej pięć kopiejek w srebrze, Mirjem oddaje mu dług w złocie. W okolicy rozchodzi się wieść o młodej lichwiarce, która potrafi zamieniać srebro w złoto. Dla Mirjem jednak ta sława okazuje się przekleństwem. Zaczyna się bowiem nią interesować król Starzyków – obdarzonych nadnaturalnymi mocami, tajemniczych lodowatych istot, które wzbudzają trwogę wśród zwykłych śmiertelników.

Powieści Naomi Novik przesiąknięte są dawnymi baśniami i legendami, historiami na których wielu z nas się wychowało. Wybrana była inspirowana polskimi opowieściami, Moc srebra natomiast nawiązuje do baśni braci Grim. Te inspiracje oraz folklor są tu bardzo mocno wyczuwalne, ale pozostają dla Novik głównie źródłem, z którego wybiera pewne elementy tworząc swoją oryginalną baśń. Jeżeli jednak w Mocy srebra mamy doszukać się pierwowzoru, możemy ją uznać za retelling do baśni o Rumpelsztyku. Znając obie historie bez problemu doszukamy się punktów wspólnych, chociaż są to tylko podobne elementy a nie cała historia. 

Uwielbiam retellingi- powieści oparte na baśniach i klasycznych opowieściach. W Mocy srebra to nie tylko klimat baśni braci Grim, europejskiego folkloru. Uważny czytelnik dostrzeże również nawiązana mitologiczne, chociażby do mitu o Hadesie i Persefonie. I mimo, że może wam się wydawać, że prze to powieść jest mało oryginalna, to właśnie dzięki temu jest tak wyjątkowa. 

Kolejny bardzo dobry element to bohaterowie. Mamy tu do czynienia z właściwie 3 głównymi bohaterkami. Wszystkie młode, silne i niezależne. Każda inna ale łączy je hart ducha, pewność siebie i zdecydowanie. Wszystkie udowadniają, że powieść może mieć kobietę za główną bohaterkę i w cale nie potrzebuje ona wątku romantycznego by unieść na swoich barkach całą fabułę. Zestawione z bardzo potężnymi bohaterami udowadniają nie raz, że są potężniejsze od nich. Moc srebra to bardzo silny żeński głos w literaturze. Taki trochę feministyczny manifest i dowód że kobieta jeśli chce nie potrzebuje nikogo by być silna. Ale pokazuje też, że nie musi być samotna by tę siłę udowodnić.

Książka pełna jest akcji i to na różnych płaszczyznach, tak samo jak perspektyw narracyjnych. Novik oddaje głos wielu ze swoich bohaterów. Na początku może być to jednak gubiące. Nie jestem pewna, czy przekazanie narracji aż tak wielu osobom było dobrym wyjściem, nawet gdy dawało nam szerszą perspektywę na sytuację. 

Świat w Mocy srebra jest jeszcze bardziej magiczny i baśniowy niż w Wybranej. To jak przenoszenie się w przeszłość z nutą współczesności. Dla mnie trochę taka sentymentalna podróż*. Pięknie stworzony świat, opisany w piękny i barwny sposób. Ważone napięcie, dawkowana akcja. Urozmaicone wydarzenia. Bohaterowie którzy są złożeni, niejednoznaczni i realistyczni. Mimo magicznego świata, autorka dba o tak przyziemne sprawy jak pochodzenie swoich postaci. Mirjem jest Żydówką i to w jaki sposób tradycja jest tu połączona z światem dalece odbiegającym od realnego, powoduje, że historia, przekornie, jest jeszcze bardziej prawdziwa. 

Współczesny dynamizm, dawne wierzenia i legendy - to jest własnie baśń- baśń naszych czasów. 

Jestem zauroczona i od momentu kiedy skończyłam czytać, bardzo często do niej wracam myślami. Powiem Wam nawet, że mnie zainspirowało do czegoś co być może sama stworzę. Nie wiem, czy jest lepsza od Wybranej, dla mnie obie bez wątpienia są godne uwagi. 

Spróbujcie koniecznie!



*czy ktoś jeszcze wychowywał się na bajkach z kliszy, wyświetlanych na ścianie? Za pomocą rzutnika? 

Za książkę dziękuję:
Czytaj dalej »

poniedziałek, 11 lutego 2019

"The Hate U Give. Nienawiść, którą dajesz" Angie Thomas

Jeśli to nie jest jedna z ważniejszych powieści YA to nie wiem która ma nią być.


Szesnastoletnia Starr Carter porusza się między dwoma światami: biedną dzielnicą, w której mieszka oraz luksusową szkołą prywatną na przedmieściach, do której uczęszcza. Niepewna równowaga między tymi światami zostaje całkowicie zniszczona, gdy jej przyjaciel z dzieciństwa zostaje zastrzelony przez białego policjanta na jej oczach. Wszyscy chcą wiedzieć jedno: co tak naprawdę stało się tamtej nocy? A jedyną osobą, która może odpowiedzieć na to pytanie, jest Starr. Lecz to, co powie dziewczyna – bądź czego nie powie mogłoby przewrócić do góry nogami jej codzienność. Mogłoby też zagrozić jej życiu.

Wszystko zaczyna się dość zwyczajnie - mamy dziewczynę, uśmiechniętą, szczęśliwą. Ma przyjaciół, chłopaka i kochającą rodzinę. Owszem, żyje jakby w dwóch światach, bardzo różnych od siebie, ale przez lata udaje jej się je połączyć. I wtedy następuje ta tragedia- jej przyjaciel zostaje zastrzelony na jej oczach przez białego policjanta. Zastrzelony bo gliniarz myślał, że ma broń. Przypuszczał... i bardzo się mylił. 

Angie Thomas porusza bardzo aktualny temat, temat z pierwszych stron amerykańskich gazet. Temat który bardzo dzieli Amerykę. Ile prawa daje się amerykańskiej policji, kiedy ta powinna chwycić za broń, jakie są regulacje prawne odnośnie brutalności stróżów prawa. Autorka porusza też temat stary jak świat, zakorzeniony w amerykańskiej historii od czasów powstania kraju - rasizm. I niestety te dwie tematyki są ze sobą bardzo mocno splecione. Dlatego książka taka jak The Hate U Give jest tak potrzebna. Bo to nie jest normalne by w cywilizowanym świecie w ogóle musiało dochodzić do takich zdarzeń jak opisane w tej książce.

Ale zanim będziemy dyskutować o problematyce...

Powieść Angie Thomas z punktu widzenia czytelnika ma wszystko co dobra książka YA mieć powinna- ładną, mądrą główną bohaterkę, wątek miłości, przyjaźni, rodziny. Tylko rozmawiając o tej książce nie możemy jej oderwać, nawet na moment od jej problematyki. Wszystko z czym mamy tu do czynienia jest warunkowane przez to skąd jest Starr, przez jej kolor skóry, przez pochodzenie. I chociaż wszyscy bardzo chcemy wierzyć, że to nie ma znaczenia, Thomas uświadamia nam w jakiej iluzji chcemy żyć. Bo świat nie jest na to gotowy tak długo jak chociaż dla jednej osoby ma to znaczenie i ma z tym problemy.

Starr jest normalną, chcącą normalnego życia dziewczyną. Ale nią nie jest, bo musi się dzielić na dwie Starr- tą z getta i tą chodzącą do prywatnej szkoły gdzie 90% uczniów jest biała. I przywdziewa te dwie maski, i wie, że nie jest to ok, ale "takie jest życie". I pewnie Starr tak by żyła, gdyby nie rzeczywistość która mocno nią wstrząsnęła i ukształtowała ją, zmieniła. Bo gdy jej przyjaciel umiera na jej oczach, a biały policjant celuje do niej, a później nie ponosi odpowiedzialności, okazuje się, że mimo wszystko świat jest jednak czarno-biały. Trzymana trochę z dala od surowości świata getta, przez rodziców, którzy chcę dla niej lepszego świata, Starr odkrywa, że nie da się odciąć od tego skąd się pochodzi. Iluzja pęka. Ale dzięki temu poznajemy prawdziwą Starr.

Bo właśnie wydaje mi się, że to jest najważniejsze przesłanie książki. Żyjemy w iluzji, że świat jest miejscem równym dla wszystkich. Jednak co jakiś czas dochodzi do sytuacji, które uświadamiają nam jak bardzo się mylimy. Chcemy wierzyć, że kolor skóry, pochodzenie nie ma znaczenia, jednak ma. Thomas nie segreguje ludzi, nie zarzuca wszystkim białym rasizmu. Oczywiście że nie, ale w bardzo brutalny sposób, i chwałą jej za to, uświadamia nam, że nie wszystko jest takim jakim się zdaje. Starr chodzi do szkoły, gdzie wszyscy biali uważają się za postępowych i #BlackLifeMatters ale dla wielu to tylko slogany. Pokazuje też drugą stronę monety - czarnych którzy nawet gdyby mogli nie wyjdą z getta bo tak ma być, jest i będzie i w białym świecie nie ma dla nich miejsca. Bo problemem jest to, że Starr ma białego chłopaka, że może lubić "białą " muzykę i "białe" rzeczy. To błędne koło, które wszyscy nakręcają. 

W ksiażce najbardziej podobało mi się, że nie ma tu moralizowania. Dobrych i złych postrzeganych przez stereotypy. Thomas przedstawia sytuację, bohaterów bez określania tego jak powinniśmy myśleć. Zawsze pokazuje obie perspektywy. 
Gdy ginie niewinny chłopak, z rąk policjanta to nie powinniśmy zadawać sobie pytania czy był gangsterem, czy sprzedawał narkotyki. Pytanie brzmieć powinno, dlaczego policjant strzelał bez zastanowienia. Dlatego, że był czarny? Czy gdyby był biały, również by tak szybko zginął? Czy może najpierw policjant kazałby mu podnieść ręce? Chodzi o to jak świat interpretujemy. Oczywiście, wiemy, że on zrobił źle, ale Thomas daje nam szansę, pokazuje jak mogą myśleć też ci drudzy. To że są w błędzie, to już kolejna rzecz.

W pytaniu walki z rasizmem jest najważniejsze. Czy wszystkie osoby w danej sytuacji byłyby traktowane tak samo? Czy policjant za zabicie białego nastolatka traktowany byłby tak samo jak za zabicie czarnego. I jak to o nas jako o ludziach świadczy. To jest jedno z najważniejszych przemyśleń jakie miałam po lekturze. Odpowiedź wydaje się jednak smutnie oczywista.

Czytałam opinie bulwersujących się białych jak to ta książka pokazuje tylko perspektywę ciemiężonego czarnego człowieka. Że Starr też była uprzedzona. Oczywiście, że była. Bo tak działa świat. Tylko z punktu widzenia historii dużo więcej krzywdy wyrządził biały człowiek czarnemu nie na odwrót. Życie też obdarło Starr ze wszelkich złudzeń. 
Ważne jest jednak, by pamiętać, że cała historia dzieje się w Stanach Zjednoczonych, że tam problem rasizmu wygląda inaczej. Oczywiście Polska to nie kraj święty, wręcz przeciwnie, ale gdy 95% społeczeństwa jest biała, nigdy nie zrozumiemy tamtej perspektywy. Wydaje mi się jednak, że Nienawiść którą dajesz daje nam dobre na nią spojrzenie.

Jako debiutanta Angie Thomas naprawdę wypada doskonale. Jej styl, kreowanie postaci, to jak operuje dramatyzmem i humorem, dla mnie czynią jej powieść niemal idealną. Jest brutalnie szczera i prawdziwa. I jeżeli w którymś momencie zaboli nas nasze białe dupsko powinniśmy się zastanowić nad sobą. Ta książka na pewno powstała z frustracji i złości, ale właśnie pisarstwo daje jej, jako czarnoskórej pisarce, moc i głos, do którego świat nie zawsze chce dać dostęp. Bo tak jak pisze w ksiażce - nie można pozwolić by tamci cię uciszyli.

To bardzo skomplikowany temat, a autorka przedstawia go tak, że odpowiedzi nasuwają się same. I są zgodne z prawdą, chociaż pewnie dla wielu białych będzie ona brutalnie szczera. Bo chociaż nie wiem ile byśmy protestowali i mówili o naszych "czarnych braciach" na koniec to my i tak jesteśmy uprzywilejowani, i na koniec i tak patrzymy na kolory skóry a nie na to, że rasa jest jedna- człowiek, a wszystkie kolory tęczy naszych skór, to tylko kolory. 

Teraz macie okazję w kinie obejrzeć film. Bardzo mocno polecam po lekturze, bo to naprawdę świetna ekranizacja. Bardzo wierna (pomijając kilka szczegółów). Mam nadzieję, że dzięki niej więcej osób pozna tę historię. Mam nadzieję, że się będzie o niej dyskutowało. Mam nadzieję, że wielu ubodli, zezłości bo to tylko doda jej moc.

Smutne tylko, że życie pisze też takie scenariusze.






Za książkę dziękuję:




Czytaj dalej »

sobota, 15 grudnia 2018

Fantastyczne zwierzęta i jak je znaleźć. Wersja ilustrowana najlepszym prezentem świątecznym? ~12 Days of Christmas / BLOGMAS dzień 7

2 lata temu doszliśmy z rodziną do wniosku, że nie robimy sobie prezentów. W tym momencie czujemy się na to za starzy i wolimy kupić całej rodzinie coś extra, jedna rzecz z której wszyscy razem będziemy korzystać, a której nie kupujemy normalnie bo inne rzeczy są do kupienia. Spoiler- w tym roku to gra dla całej rodziny. Jednak nadal uwielbiam koncepcję dawania prezentów. Mamy też dzieci w rodzinie którym pewnie coś damy. I teraz czas na ostatniej chwili świąteczne zakupy. 
I dziś mam dla Was coś co ucieszy każdego kto kocha Harry'ego Pottera, coś co też jest idealnym prezentem samym w sobie.


Dzięki filmowi Fantastyczne zwierzęta poniekąd wróciła moda na Harry'ego Pottera. Oczywiście ciężko powiedzieć by kiedykolwiek zmalała, ale pod względem literackim z pewnością dała nam więcej. Jednym z takich przykładów jest ilustrowana wersja książki Fantastyczne zwierzęta i jak je znaleźć.  Jest to już trzecie wydanie na naszym rynku, ale oh rany, to naprawdę jest wyjątkowe i na pewno bije na głowę wszystkie poprzednie. 

J.K. Rowling, już dawno temu napisała 3 książeczki - niewielkich rozmiarów podręczniki Hogwartu, których sprzedaż miała zasilić konto fundacji Lumos. 


Bardzo dawno temu dostałam te dwie książeczki na urodziny (później nawet je zgubiłam). To był wtedy groszowy wydatek. Jednak szybko też zniknęły z rynku a na aukcjach można je było nabyć za astronomiczne ceny. Były bardzo proste, nie posiadały zbyt wielu ilustracji i bardziej przypominały broszurki. 


Kolejne wydanie to te eleganckie książeczki, pasujące do siebie, które opatrzone są lepszymi ilustracjami, ładnie razem wyglądają. 

Jednak chyba żadna nie jest tak cudowna jak ilustrowana wersja Fantastycznych zwierząt...


Już nawet pomijając fakt jaką treść niesie, ale jest to wręcz arcydzieło, tak piękne, że zachwycać się można każdą stroną. 

Zanim jednak o obrazkach to krótko o treści. Autorem (przynajmniej fikcyjnym) jest Newt Skamander. Każdy kto widział Zbrodnie Grindewalda pamięta, że Newt właśnie wydał książkę, cóż to właśnie ta książka. Zbiór, kompendium wiedzy o fantastycznych zwierzętach. Spis i opis wszystkich fantastycznych stworzeń jakie znamy z książek o Harrym Potterze i takich których nie dane nam było poznać, ale istnieją w tamtym świecie.

Poprzednie wydania też to miały, ale nie były opatrzone tak fantastycznymi ilustracjami jak to.


Wybrałam dla Was dosłownie kilka stron, ponieważ jest tu tego bardzo dużo a i nie chcę Wam psuć zabawy i umniejszać zachwytów.

Bazyliszek i feniks koło siebie - witajcie z powrotem w Komnacie tajemnic. Dużym plusem tych ilustracji jest też ich prostota. Naprawdę wyglądają jak z podręcznika.


Niektóre stworzenia poznaliśmy w książkach.


Niektóre w filmach.


Niektóre znamy z legend.


I jest też niuchacz, który Ronowi przysporzył wiele radości a Newtowi wiele problemów.

Przeglądanie tej książki, czytanie opisów to taka ciekawa podróż trochę w świat Harry'ego Pottera, ale też przypomina trochę czytanie legend. Dla mnie świat, który tak pokochałam w książkach, staje się jeszcze bardziej realny. To tak jakbyś czytał dowody na to, że to wszystko jest prawdziwe.

Jest to też dowód jak bardzo J.K. Rowling całą tę wizję miała dokładnie przemyślaną. Detale na które nie musieliśmy zwracać uwagi, rzeczy które nawet się w książkach nie pojawiły, ale zawsze gdzieś tam w tym magicznym świecie były.

Moją ulubioną częścią książki jest ta poświęcona smokom. Jest absolutnie piękna i rewelacyjna, ale ja pokażę Wam tylko maleńką jej część, bo to trzeba zobaczyć na żywo.


A to tylko jeden smok.

Oczywiście na rynku mamy te cudne wydania ilustrowane Harry'ego Pottera, które też uważam, że mogłyby być idealnym świątecznym prezentem, ale szansa, że ktoś kogo chcecie obdarować (albo wy sami) mają już któreś z wydań jest duża. Za to to, to jest coś nowego. Nad każdą stroną, poza przeczytaniem jej, zatrzymywałam się dłuższą chwilę by nasycić się tymi detalami i pięknem. Trudno się od niej oderwać.

Fantastyczne zwierzęta i jak je znaleźć to ten rodzaj książki, o której zakupie nie każdy od razu pomyśli, czekając na odpowiednią okazję. Nie oszukujmy się, to coś ekstra. I czyni to ją idealnym prezentem. Jestem nią absolutnie zachwycona. Jeżeli nie macie jeszcze prezentu, czy to dla bliskich czy dla siebie, myślę że najwyższy czas zakupić właśnie tę książkę.

Prezent idealny a zachwyt i zadowolenie gwarantowane.

nowy ranking dla tej książki
(i może dla każdej "ekstra" książki)


Jeżeli nie chcecie przegapić żadnego postu z Blogmas- koniecznie obserwujcie mnie na Instagramie!

Za książkę dziękuję:
Czytaj dalej »

poniedziałek, 10 grudnia 2018

"Podniebny" Kerstin Gier ~ 12 Days of Christmas/ BLOGMAS dzień 4

Gdy książka miała premierę była jesień. Chociaż bardzo lubię książki Kerstin Gier po tę jednak sięgnęłam z opóźnieniem. I wiecie co? nie żałuję, bo teraz jest idealny czas na lekturę!


Siedemnastoletnia Fanny rzuciła szkołę i odbywa praktykę w alpejskim hotelu Château Janvier, zwanym Podniebnym. W Święta nieco podupadły hotel przeżywa oblężenie. Zjeżdżają tu najróżniejsi goście: od słynnej łyżwiarki, przez autora thrillerów, po... właścicieli kolii z legendarnym diamentem carycy Katarzyny. Z pomocą Bena, przystojnego syna właściciela, oraz tajemniczego Tristana, Fanny spróbuje pokrzyżować szyki pewnym złym ludziom. Postara się też zachować zimną krew (i pracę!), oraz znaleźć pomysł na życie, a może nawet miłość... Niebanalny, trzymający w napięciu thriller dla młodzieży, w zachwycającej oprawie graficznej.

Z książkami Kerstin Gier mam tak, że jak je zacznę to odkładam dopiero po przeczytaniu całości. I tak jest za każdym razem i tak też było w tym przypadku. Gier pisze w taki sposób, że nie mogę się oderwać, tak, że ciągle myślę o niej, nawet gdy muszę zrobić coś innego niż czytanie, mam książkę koło siebie, tak na wszelki wypadek.

Podniebny już od pierwszej strony zaczyna się z mocnym przytupem. To krótkie wprowadzenie, fast forward jest zaskakujące i intrygujące, szczególnie, że pierwsze rozdziały totalnie odbiegają od tego krótkiego wstępu. I bardzo dobrze bo moje zainteresowanie tą książką nie zmieniało się podczas lektury.

Fanny, główna bohaterka to siedemnastoletnia buntowniczka (rzuciła przecież szkołę). Jest zabawna i normalna. Miałam wrażenie jakby wcale nie była postacią fikcyjną. Zachowywała się jak siedemnastoletnia dziewczyna. Bardzo realistycznie przez co nie tylko łatwo jest czytelnikowi ją zrozumieć, co i polubić. Za to ja pokochałam książki Kerstiin Gier- za realizm nawet w często mało realistycznej scenerii. Jej bohaterki są autentyczne, zachowują się adekwatnie do wieku i zawsze w jakiś sposób jest je dzięki temu łatwiej zrozumieć. Liv to urocza trzynastolatka dopiero wkraczająca w młodzieńczy wiek, Gven to taka buntownicza szesnastolatka, a Fanny ma prawie osiemnaście lat i jak każdy prawie osiemnastolatek myśli że jest już dorosła, ale nadal do dorosłości jej wiele brakuje. Byłam tam, robiłam to.

Po mocnym wstępie, Gier zmienia klimat. Część Podniebnego to taka przyjemna historia o bardzo intrygującym hotelu i jego gościach opowiedziana z perspektywy Fanny. Ciągle czułam taki vibe filmu Grand Budapest Hotel. Przysypany śniegiem, stary hotel i goście tak barwni jak paleta Boba Rossa. Już samo to wystarczyłoby na ciekawą historię od której nie można się oderwać. Ale w pewnym momencie zdajesz sobie sprawę, że to przykrywka, że te wszystkie postacie są zbyt ciekawe by ot tak spędziły święta w hotelu i później sobie wyjechały. Gier przedstawia bohaterów trochę w stylu Agaty Christie. Wiemy trochę o każdym, ale nie aż tyle by znać ich dobrze. I gdy dochodzi do zbrodni, albo może do niej dojść wszyscy są podejrzani. I, oj jak to mi się podobało.

Akcja jest wartka, pełna i zaskakująca. Jest to książka, która od samego początku do końca jest nieprzerwanie dobra. To jak autorka kształtuje świat, tworzy w naszej wyobraźni wyrazisty, bardzo plastyczny obraz. Mam wrażenie, że i hotel i bohaterów widziałam dokładnie tak jak to sobie wyobrażała autorka. Ona naprawdę potrafi myśli przenieść na papier.

Oprócz Fanny, każdy ma tam ciekawą historię, o wielu z nich mogłyby powstać chociażby odrębne opowiadania. I w natłoku tych bohaterów sama fabuła absolutnie nie traci na jakości.
W tym miejscu nie jest nam potrzebny nawet żaden wątek miłosny. Fany to nie typ dziewczyny, która potrzebuje romansu by jej historia była ciekawa. Wydaj mi się, że bardziej niż do tej pory, autorka z tego wątku czyni tło. Dodaje go bo jest logiczny i całkiem przyjemny, ale to nie on jest tu najważniejszy.

I jeszcze ten świąteczny aspekt, Boże Narodzenie, śnieg i takie ciepło hotelu - idealna na zimowy wieczór!

Nie wiem czy jest jakikolwiek element tej powieści, którego mogłabym się czepiać. Spójrzcie chociażby na tę zapierającą dech okładkę. Nawet coś tak banalnego jak rodzaj czcionki w tekście mnie zachwycał (swoją drogą jestem bardzo ciekawa jaka to czcionka!). Media Rodzina nigdy nie zawiodła mnie wizualną jakością swoich książek, ale ta zasługuje na medal.

Podniebny to lektura, która może zaskoczyć tylko tym jak jest dobra. Kerstien Gier nie zawodzi po raz kolejny. To intrygująca, barwna opowieść. Powieść obyczajowa z wątkiem kryminalnym połączona tak zgrabnie, opakowana tak ładnie że nie można się od niej oderwać. Uważam, że jest fantastyczna i mam tylko nadzieję, że autorka będzie nam dostarczała takie perełki bardzo regularnie.

Jestem zachwycona i jest mi z tym bardzo dobrze!




Za książkę BARDZO dziękuję:
Czytaj dalej »

sobota, 1 grudnia 2018

12 Days of Christmas - BLOGMAS 2018

Rok temu po raz pierwszy na poważnie zorganizowałam BLOGMAS - 24 posty na 24 dni do świąt. Taki blogowy kalendarz adwentowy. Szkoda by było tak w tym roku nic nie robić, bo 24 posty nie mam czasu. Praca i chroniczne zmęczenie raczej mi na to nie pozwalają.



 Tak kombinowałam co zrobić by zrobić, ale się nie zarobić. 

Ciocia ebi podsunęła mi pomysł z 12 dniami świąt, tak, tak, to jest niby po świętach, ale wybieram inną formę.

Tak więc w tym roku 12 nie 24 i nie tylko blog ale też Instagramie, a precyzyjniej Insta Story.

Nadal pozwoli mi to na celebrowanie okresu przedświątecznego, ale też pozwoli trochę zaczerpnąć powietrza. 

A wyglądać będzie to tak:

6 postów na Insta story
(wtorek i czwartek)

6 na blogu
(sobota i niedziela)

I tak zaczynając już od wtorku zacznę swoje odliczanie.

Zapraszam więc Was na mojego Instagrama bo tam w ogóle będzie się dużo działo. Oprócz specjalnych postów mam zamiar na stories pokazać Wam jak np biblioteka przygotowuje się do świąt etc.

A na bloga zapraszam na pewno w przyszły weekend, bo mam kilka fajnych pomysłów na posty.

A tych, którym to jednak mało, zapraszam do przejrzenia moich zeszłorocznych postów Blogmas, 24 wpisy do nadrobienia ;)

No to szczęśliwego odliczania!



Czytaj dalej »

piątek, 30 listopada 2018

"Geekerella" Ashley Poston

W listopadzie na moim Instagramie poprosiłam Was o pomoc w wybraniu książki miesiąca. Wygrała Geekerella. Czy trafiliście z wyborem, czy dam Wam jeszcze raz decydować o tym co czytam? Przekonajmy się!


Pokochaj magię fandomu! Elle Wittimer jest geekiem, a jej całe życie to Starfield, klasyczna seria science fiction. Kiedy dziewczyna dowiaduje się o konkursie na cosplay do ukochanego filmu, musi wziąć w nim udział. Z oszczędnościami z pracy w food trucku Magiczna Dynia i w starym kostiumie ojca, Elle wyrusza w podróż zdeterminowana, by wygrać. Nie spodziewa się jednak, że poza walką o pierwsze miejsce w konkursie, przyjdzie jej stoczyć bitwę o czyjeś serce.

Uwielbiam retellingi. Wychowałam się na baśniach i bajkach. Czytanie ich w nowej formie to dla mnie świetna zabawa. Do najchętniej przetwarzanych baśni bez wątpienia należy kopciuszek. Sama mam chyba z 3-4 kopie myśląc tak na szybko. Gdybyśmy chcieli obejrzeć wszystkie filmy, przeczytać książki roku by nam nie starczyło. 

(swoją drogą chyba o tym napiszę)

I teraz Geekerella jest jedną z nich.

Zacznijmy od najprostszego - tytułu. 


I patrząc na tę definicję, tak myślę, że jestem geekiem i chyba dlatego tak bardzo chciałam tę książkę przeczytać.

Powieść Poston od samego początku jest bardzo przewidywalna, przynajmniej w jej ogólnym zarysie. Nie powinno nas to jednak dziwić a tym bardziej złościć, bo właśnie tym ma charakteryzować się dobry retelling. Mamy wiedzieć co się stanie, ale jego czytanie ma być jednak nowym doświadczeniem.

Autorka na swój świat przedstawiony wybiera ten realny, wsadza bohaterów baśni we współczesne, bardzo normalne realia, unowocześnia ich. Z jednej strony bardzo łatwy plan, bo pisze o świecie który zna, ale jak przenieść baśń do realizmu i nie zrobić z tego opery mydlanej? Autorka z Kopciuszka tworzy zafascynowaną światem fikcyjnym i trochę zakompleksioną społecznie dziewczynę wychowywaną przez macochę. Księciem jest nowy gwiazdor Hollywood i bożyszcze nastolatków. Bardzo prosty plan który sprawdza się za każdym razem. 
Zamiast Balu mamy convent, zamiast Dyni food truck, a dobrą wróżką jest ... (ok bez spoilerów). W każdym razie koncepcja bardzo prosta, bardzo mocno wpisana w oryginalne źródło. I to wszystko bardzo dobrze, może właśnie ze względu na oryginał się czyta.

Elle - swoją drogą chyba już kanoniczne imię każdego Kopciuszka (CinderELLA), jest dziewczyną jak wiele z nas. Spokojna, lubiąca się w fikcyjnym świecie. Zafascynowana serialem sci-fi, oddana fandomowi. Woląca przebywać w internecie niż realnym świecie. Jakbym czytała swój opis. Jej relacja z macochą jest napięta, nie mówiąc już o dwóch przyrodnich siostrach. Dokładnie tak jak mogliśmy się tego spodziewać. Czasami miałam wrażenie, że może aż za bardzo jest podatna na wpływy, chciałabym od niej odrobinę więcej charakteru, ale żyjąc z 3 takimi babami może można ją wytłumaczyć. 

W opisie jest mowa o "bitwie o czyjeś serce" i trochę mnie to zaskoczyło. Po przeczytaniu książki mam wręcz wrażenie, że było właśnie na odwrót. Akurat wątek Kopciuszek-Książę był bardzo przyjemnie i nie koniecznie sztampowo napisany. Nie rozdmuchany tak jak po opisie może się wydawać. Tu jednak na pierwszym planie jest ta miłość do serialu, do "Starfield" i to mi się bardzo podoba. Cały Kopciuszek-Książę jest takim fajnym bonusem.

Mimo to, autorka naprawdę niewiele odbiega od pierwowzoru, nie zaskakuje. Nie łamie schematów. Ramy są niemal identyczne. W sumie tylko jedno odbiegnięcie od Kopciuszka zauważyłam, i  w sumie jeśli za kanon bierzemy też Disneyowskiego "Kopciuszka 2" to to też nie jest jakieś wielkie przełamanie. I chyba właśnie tego mi brakowało. Czegoś nowego, co nadal z retellingu zrobi retelling, ale jednak odkryje coś zaskakującego i interesującego.

Widzicie, przez niemal połowę powieści strasznie mi się ta książka mieszała z Cinder i Ellą Kelly Oram. Tamta też jest retellingiem Kopciuszka i w zasadzie fabularnie są niesamowicie podobne. To co jednak jest ogromnym plusem książki Oram to przełamywanie schematów, niezwykle umiejętne bo nie niszczące baśni. Ale jednak, przełamywanie. Podobieństwo tych dwóch powieści jest jednak ogromne, przynajmniej w połowie i musiałam się bardzo często zastanawiać co było gdzie (bo jak wspomniałam sporo Geekerelli przeczytałam po angielsku). W porównaniu Cinder i Ella wypada lepiej, ciekawiej.

Geekerella jest jednak bardzo przyjemną, szybką lekturą. Napisana bardzo dobrze, z pasją, przez jak mniemam geeka. Czuć w ksiażce zrozumienie kultury fanowskiej, czuć pasję do świata fikcyjnego. I co najważniejsze, nie psuje pierwowzoru, ale dumnie czerpie ze źródła. Czytało mi się ją bardzo dobrze. To taka idealna, nie wymagająca lektura po której czujesz się odrobinę lepiej.

Nie jest idealna, oczywiście, że nie. Mogłaby być bardziej realistyczna momentami. Czasami zalatywała komedią romantyczną nie najwyższych lotów, ale z drugiej strony... to jest jednak taka uwspółcześniona baśń. 

Absolutnie nie żałuję, że ją kupiłam. Nie żałuję lektury. Myślę, że z odpowiednim nastawieniem (nie szukajcie fajerwerków) wam też powinna się spodobać. Ci co ją dla mnie wybrali, mieli jednak nosa!

(Dałabym więcej ale musiałabym zmienić notę Cinder i Elli)


PS. Jeśli chcecie mieć wpływ na moją grudniową lekturę zapraszam na mojego Instagrama

PS2. Jutro Grudzień aka Blogmas - szczegóły jutro ;) koniecznie zajrzyjcie tu lub Instagrama
Czytaj dalej »

poniedziałek, 26 listopada 2018

"Córka króla moczarów" Karen Dionne

Thrillery, kryminały, horrory to nie jest mój pierwszy wybór jeśli chodzi o gatunki literackie. Tych ostatnich generalnie nie czytam, ale jeśli już mam się trochę bać i czytać w napięciu wybieram te pierwsze. Dlatego z ciekawością sięgnęłam po Córkę króla moczarów i już tera Wam zdradzę, że wraz z rozwojem akcji moja ciekawość tylko rosła.


Helena Pelletier potrafi polować na zwierzęta i wytropić każdy ślad. Nauczyła się tego od ojca, z którym dorastała w całkowitym odosobnieniu w domku na trzęsawiskach. Mężczyzna był jej bohaterem, wzorem do naśladowania i idolem – do czasu, gdy zaczęła sobie uświadamiać, że obie z matką są na bagnach więzione, a ojciec kontroluje całe ich życie. 
Teraz, piętnaście lat później ojciec ucieka z pilnie strzeżonego więzienia i ukrywa się gdzieś pośród moczarów. Helena ma jedno zadanie: dopaść ojca, zanim on dopadnie ją.

Akcja powieści Karen Dionne rozgrywa się na dwóch płaszczyznach czasowych, a każda z nich silnie przeciąga uwagę na swoją stronę.

Płaszczyzna pierwsza- przeszłość, Helen dorasta na moczarach, w odosobnieniu. Bez kontaktu ze światem zewnętrznym. Jedynymi jej towarzyszami są władczy ojciec, którego dziewczynka jednak bardzo podziwia i cicha, podatna matka, która jest jej obojętna. Dziewczynka nie rozumie chłodu kobiety, dlaczego tak nienawidzi moczarów. Nie rozumie, że jej ojciec jest też oprawcą, który kilkanaście lat wcześniej uprowadził matkę gdy ta była ledwo nastolatką, a moczary to tak naprawdę więzienie. 

Płaszczyzna druga- teraźniejszość. Już po opuszczeniu moczarów. Helen żyje z mężem i córkami, jest szczęśliwa, do momentu gdy ojciec ucieka  więzienia. Teraz Helen staje przed trudnym zadaniem gdzie musi stawić czoła człowiekowi, który w dzieciństwie by jej idolem a uczucia, które nadal w głębi niej tkwią.

Te dwie płaszczyzny są doskonałym portretem psychologicznym dziecka i kobiety kształtowanym w bardzo skomplikowanej i trudnej rzeczywistości. Portret pierwszy to dziecko, które nie zna, nie rozumie innego świata. Które powoli, dorastając zaczyna pojmować co się wydarzyło,  ale nie pasuje do jej ideału. Dla czytelnika to też spojrzenie na okrutny świat, okrutnego człowieka i wspomnienia dziecka, często idealizującego ten obraz, jest dla nas jak zderzenie z pociągiem. Dla niej czarnym charakterem była często matka, która nie podzielała jej entuzjazmu i miłości do moczarów, dla nas oczywiście był ona ofiarą. I w tej sytuacji żołądek nam się skręca z nerwów, a ręce zaczynają się pocić. To nie syndrom sztokholmski to coś znacznie gorszego. Niestety często trudne do przełknięcia.

Portret drugi to dojrzała kobieta, która wie co ją spotkało, wie co spotkało matkę. Zdaje sobie sprawę z okrucieństwa ojca. Jest gotowa za wszelką cenę bronić rodziny. A jednak nadal nazywa go ojcem, nadal odzywa się w niej zapatrzone w niego dziecko. I dochodzi do trudnego zderzenia wielu uczuć.

Córka króla moczarów nie zawiera jakiejś wielkiej tajemnicy. Napięcie nie jest budowane wokół jakiejś zagadki, niebezpieczeństwa nawet. Tu buduje je przeszłość, konstruowana tak by maksymalnie naprężyć nerwy czytelnika. Bo to ona działa na teraźniejszość.

Najbardziej poruszająca w książce jest świadomość, że to historia jest tak prawdziwa. Tam gdzieś, może właśnie w tym momencie w którym to czytasz, ktoś jest przetrzymywany, ktoś został porwany. Najlepsze historie pisze życie, niestety te najgorsze też. I tu ten realizm jest bardzo wyczuwalny. 

Zaczynając powieść nie wiedziałam jak bardzo mnie zaangażuje. Jak bardzo w nią wsiąknę i jak bardzo mną ruszy. Główną bohaterkę darzyłam często złością do której nie miałam prawa. Bardzo trudny, skomplikowany temat. 

To książka sprzecznych emocji i nieustannego napięcia. Bardzo dobrze napisany thriller psychologiczny przysparzający nam moralnych dylematów. Obraz oprawcy, ofiary i wplątanego w to dziecka, które zna tylko jeden świat, ale nie może to być jedyny w jakim będzie żyło. Mnóstwo skomplikowanych płaszczyzn, duże pole do przemyśleń dyskusji.






Za książkę dziękuję:
Czytaj dalej »

poniedziałek, 29 października 2018

"Nieśmiała" Sarah Morant

To będzie recenzja mieszanych uczuć i skrajnych emocji. 


Eleonore zna doskonale te wszystkie wyzwiska. Stara się puszczać je mimo uszu... a raczej stara się nie okazywać, że robią na niej wrażenie. Bo tak naprawdę wolałaby po prostu zniknąć. 

Podczas gdy Eleonore ćwiczy stawanie się niewidzialną dla otoczenia, podstępem w jej łaski usiłuje wkraść się Jason, nowy uczeń jej szkoły. Chłopak pokazuje przy tym wszystkie swoje twarze - od tandetnego flirciarza, przez mistrza ironii, aż po oblicze, które robi na Elie największe wrażenie. Okazuje się, że pod maską zawadiaki i podrywacza Jason skrywa też niezwykłą umiejętność bycia... przyjacielem. A właśnie za tym Elie najbardziej tęskni: za przyjacielem, który odszedł, zostawiając ją samą sobie w najgorszym możliwym momencie, gdy pewnego popołudnia jej życie roztrzaskało się w drobny mak. Ale czy nowa, szalona znajomość na pewno wróży coś dobrego? Gdy Eleonore nie potrafi już zapanować nad mętlikiem w głowie, przeszłość ponownie daje o sobie znać, a sprawy zaczynają toczyć się w niespodziewany sposób.

Nie wiem czego oczekiwałam od tej książki, nie pamiętam z jakim nastawieniem ja zaczynałam. Pewna jestem, że byłam pozytywnie zaskoczona jak normalna i przyziemna była. 

Eleonore, bo to ona zaczyna narrację, jest zwykłą, aż do bólu przeciętną dziewczyną. Jest tak skryta i odizolowana, że staje się łatwym celem dla szkolnych stręczycieli. Wewnątrz, Eleonore wie czego chce, jest rozsądna, jest dobra, tylko tego nie okazuje. Jest przez to idealnym klasowym wyrzutkiem. Do momentu pojawienia się przystojnego Jasona, bo gdy ten zaczyna się nią interesować, nawet Eleonore jest trudno pozostać w ukryciu.

Podoba mi się narracja Eleonore, jej opowieść jest ciekawa. Nie odczuwam tu zgrzytów, uważam, że jest to dziewczyna jakich wiele, których nikt nie zauważa, a która ma wiele do okazania. Jej części były fajne, dobrze napisane i interesujące.

Ale to na poziomie narracyjnym miałam największy zgrzyt. W pewnym momencie pojawia się bowiem głos Jasona, i dopóki się on nie odezwał wszystko było ok. Gdy jednak autorka wprowadza narrację z punktu widzenia Jasona, książka nabiera takiego obrazu jakiego nigdy nie lubię oglądać w literaturze młodzieżowej. Jason jest momentami głupi i to nie chodzi o inteligencję. Momentami jest to nie smaczne, traktuje Eleonore (nawet jeśli w myślach) przedmiotowo. Mnie odrzucał i w ogóle nie mogłam zapałać do niego sympatią. Czułam jakby na siłę tworzono z niego takiego dwuznacznego bohatera. Po prostu nie mogłam go polubić, odrzucały mnie jego momenty i najchętniej bym je pominęła. I to nie wina tego, że autorka pisała z perspektywy chłopaka. Gdy inni zabierali głos było ok. Po prostu Jason nie wyszedł.

Poza tym książka jest naprawdę niezła, Jason trochę zaburzał mi dynamikę akcji, ale ciekawość Eleonor zwyciężała. Autorka bardzo długo ukrywa przyczyny zachowania dziewczyny. Dozuje nam informacje i w zasadzie dostarcza je we właściwych momentach. Nie stroni od opisów rodziny, dla Eleonor rodzina jest bardzo ważna i dobrze to można wyczuć. 

Jest to historia wielopłaszczyznowa emocjonalnie. Na wielu etapach trudna. Tym najbłahszym zdaje się tu być Jason. Bo poza jego zainteresowaniem Eleonore, właściwie każdy aspekt powieści jest ciekawie problematyczny. Najpierw, dość niestety realnie opisane gnębienie przez rówieśników. Godzenie się ze stratą nie tylko rodzica ale i przyjaciół, albo próba radzenia sobie z tym. Nieśmiałość, niepewność, nieprzystosowanie. Książka opisuje wiele trudnych momentów, z którymi boryka się wielu ludzi. Oczywiście tu są one skumulowane w jednej osobie, ale przez to może bardziej wymowne.

Moja trudna ocena tej książki wiąże się właśnie z tym, że chyba wolałabym wszystko oglądać z perspektywy głównej bohaterki. Jak pisałam wyżej części Jasona psuły mi trochę odbiór. Wybijały mnie z rytmu i do końca nie mogę powiedzieć jakie mam zdanie o samym bohaterze. Książka jest jak taki tor roller coasteru. Raz wysoko, raz nisko. Dla samej jednak Eleonore i jej historii warto się tej powieści przyjrzeć. Już dawno nie miałam tak bym jedne elementy tak bardzo w powieści lubiła a drugich najchętniej bym się pozbyła.

Czytając jedna z okładki, szeroko otwieram oczy widząc informację, że to debiut i to tak młodej osoby. Morant miała 17 at gdy zamieściła ten tekst na Wattpad. I jak na tak młodą osobę wyszło jej to całkiem dobrze. Tak więc, jest nadzieja, że pójdzie bardziej w kierunku Eleonore niż Jasona. Chętnie sprawdzę co jeszcze ma do zaoferowania.



Za książkę dziękuję:



Przypominam jeszcze o Mrocznym Readathonie! 
info tu


Czytaj dalej »

sobota, 13 października 2018

"Dziewczyna, która wybrała swój los" Kasie West

Jeżeli odwiedzaliście już wcześniej ten blog, wiecie jak bardzo lubię Kasie West. Na każdą jej książkę czekałam niecierpliwie i na żadnej się nie zawiodłam. Miałam jednak pewne wątpliwości czy chcę czytać Dziewczynę, która wybrała swój los bo to nie jest West jaką znam. Czy był to udany eksperyment?


Życie Addison Coleman sprowadza się do nieustannego pytania "a co, jeśli..."? Nie byłoby w tym nic nietypowego, gdyby nie fakt, że dziewczyna ma moc Sprawdzania - może wejrzeć w przyszłość i poznać skutki swoich decyzji. Kiedy więc okazuje się, że rodzice Addison postanawiają się rozwieść i stawiają ją przed wyborem, z kim chce zamieszkać, jej niezwykłe zdolności nabierają zupełnie nowego znaczenia...W jednej z wersji przyszłości Addie mieszka z mamą i wiedzie dotychczasowe życie, które zna na wylot, ale które nie jest usłane różami - nęka ją najpopularniejszy chłopak w szkole i sprawa wygląda co najmniej nieciekawie... W drugiej wersji Addison zaczyna nową szkołę i zakochuje się w spokojnym artyście. Uroczo, prawda? Ale i ta rzeczywistość nie jest tak różowa, jak mogłoby się wydawać, bo dziewczyna zostaje wciągnięta w śledztwo w sprawie morderstwa, a sprawy przybierają mroczniejszy obrót. Wiedząc tak wiele i mając równie wiele do stracenia, Addie musi zadecydować, w jakiej rzeczywistości... i bez kogo chce żyć.


Wydaje mi się, że to niepopularna opinia, szczególnie w blogosferze, ale wolę powieści obyczajowe od fantastyki, chociaż tą drugą nie pogardzę. Dziewczyna… nie jest jednak powieścią fantastyczna w 100%, to jak obyczajówka z paranormalnymi elementami.

Kasie West nadal zachowuje to w czym jest dobra. Tworzenie świata, który może być czytelnikowi bliski, bohaterów z którymi może się utożsamiać. Tym razem dodaje elementy, które czynią to wszystko totalnie nieprawdopodobne. Przynajmniej na razie.

Wizja świata w którym są osoby obdarzeni mocami, w którym istnieje cała społeczność wysoko rozwiniętych umysłowo ludzi, gdzie nie tylko technologia ale sami jej mieszkańcy wykraczają poza znane nam normy. Taka wizja jest bardzo ciekawa. Może nie oryginalna, ale mimo to w słowach West wydaje się jakaś taka lekka i świeża.

Nie czytało mi się jej jednak tak szybko jak jej poprzednich powieści. Przyczyn oczywiście  może być wiele ale bez wątpienia jedną z nich jest fakt, że ta książka po prostu jest inna. Inny świat, inni bohaterowie, ale też inne natężenie emocjonalne i dramatyczne. Dziewczyna, która wybrała swój los to nie tylko wariacje na temat możliwości ludzkiego umysłu, która wchodzi już na tereny fantastyki naukowej. To też powieść, która jak się okazuje tylko z pozoru opowiada o życiu pewnej nastolatki. Mając taki potencjał w historii, West wykorzystuje to by zagmatwać, by wprowadzić wątki, które do jej realistycznych powieści nie pasują. Wykorzystuje te możliwości i muszę przyznać, że wychodzi to całkiem ciekawie.

Myślę, że nie jestem jedyną, która zadawała sobie nieraz pytanie: co by było gdyby. Addison też je sobie często zadaje, ale ma nad nami przewagę, że może to sprawdzić. W momencie trudnego wyboru Addie Sprawdza jak w zależności od podjętej decyzji poboczu się jej życie. West prowadzi tak narrację że momentami trudno jest powiedzieć, którą przyszłość właśnie oglądamy. To taki mały minusik, ponieważ momentami tylko imiona dawały mi wskazówkę, która linię czasową właśnie śledzimy. Mimo to jednak, ciągle byłam ciekawa jak potoczną się wydarzenia, którą ścieżkę Addie wybierze i która będzie dla niej najlepsza. I im dalej tym mniej jesteśmy pewni tego wyboru. Książka bowiem nie skupia się tylko na Addie i jej życiu prywatnym. W którymś momencie musimy poruszyć wątek tej niezwykłej społeczności, a wiadomo że gdy w grę wchodzi polityka, społeczeństwo i rzeczy wyższe niż życie prywatne i uczuciowe nastolatków. Wtedy robi się ciekawie. Nie tylko zaczynamy przywiązywać się do obu rzeczywistości Addie, ale by niczego nie spoilerowć, powiem tylko, że w pewnym momencie mamy dużo dramatyzmu. Mam szczerą nadzieję, że West jeszcze bardziej rozszerzy ten wątek w kolejnych tomach.

Jak zwykle w powieściach West udało mi się polubić bohaterów. Addie mimo swoich niezwykłych umiejętności jest taka… normalna. Jej stosunek do świata, rodziców innych bohaterów przypomina mi o tym dlaczego kocham powieści tej autorki. Wątek romantyczny, który tak pojawia się, jest też bardzo naturalny, chociaż niezwykły bo wielowymiarowy, wielo...uniwersalny.

Dziewczyna, która wybrała swój los to nie jest to do czego nas przyzwyczaiła Kasie West. Mnie samej nie czytało się tego tak szybko jak wcześniejsze. Jest też trochę mrocznej. Akcja ma inne tempo, początkowo toczy się troszkę wolniej, ale od pewnego momentu trudno jest się oderwać. Jednak fakt, że jest to coś innego, nie znaczy że nie jest dobre. Jest, naprawdę dobrze się czyta. Może nie będzie to moja ulubiona książka tej autorki, nadal wolę jej powieści obyczajowe, ale chcę wiedzieć co dalej. Chcę wiedzieć więcej o jej wizji świata, do czego zdolne jest to społeczeństwo, jak może ono istnieć w naszym świecie. Chce też wiedzieć więcej o Addie, o jej życiu, jej problemach. I nadal uwielbiam Kasię West i jej pióro.

I jeszcze jedno: to naprawdę genialny materiał na ekranizację!




Za książkę dziękuje:


Czytaj dalej »

Copyright © Szablon wykonany przez Blonparia