niedziela, 20 października 2013

Z cyklu notka dla samej siebie: Żyję.

Żyję.
Wbrew pozorom, nie leżę zaciukana w jakimś przydrożnym rowie, obsypana warstwą liści.
Po prostu z jakiś, w tej chwili nieznanych mi powodów, postanowiłam studiować dwa kierunki.
Powiecie- nic takiego, dużo osób tak robi, ale powiem wam coś: układanie harmonogramu to jak układanie strategii wojennej. 
Nie mam na co narzekać. W sumie sama się o to prosiłam, ale w chwili obecnej prowadzenie bloga,  pisanie to ostatnia rzecz na jaka mam siłę.
Najgorsza jest w tym wszystkim moja uczelnia, bo chociaż ponownie wybrałam ją własnowolnie, to mam jej po czubki uszu. To chyba już domena wyższych uczelni, że o niczym nie wiedzą, wymagają od ciebie czegoś, czego wymagać nie mają prawa i tworzą pozory, a w rzeczywistości wszystko kuleje.
Piszę to wszystko dlatego, aby wytłumaczyć dlaczego nie piszę. Czas... tak go mało gdy jest potrzebny. Pisze to też by nie było, że nie piszę i obiecuję, że napiszę i nie rzucę pisania tylko dlatego, że nie mam czasu (bo wierzcie mi gdyby tylko chodziło o ilość zajęć, pisałabym często). Najważniejsze jednak to, że jak to napisze to będę zmotywowana by pisać dalej. Tak wiec do zobaczenia... kiedyś. Może w tym tygodniu, a może dopiero przy okazji recenzji 'Thora'. W każdym razie... żyję :)