piątek, 15 sierpnia 2014

Wakacyjne "grzeszki" serialoholika....

Lato to taki nieprzyjemny czas dla serialoholika, gdy jego regularna dawka narkotyku zostaje odcięta na długi 3-4 miesięczny okres. Żyjąc na serialowym głodzie, typowy serialoholik musi znaleźć sobie zastępcze działki przyjemności. W takim przypadku typowy uzależniony sięga po produkcje, które od dawna widniały na jego liście "must see".
W każdej wolnej chwili, których w wakacje, tym co je posiadają, nie brakuje, uzależniony nadrabia zaległości, pochłaniając sezony w zastraszającym tempie. A nawet gdy pracuje od rana do wieczora zawsze znajdzie chwilę na wciągnięcie czegoś.




Seriale o polityce zawsze były popularne. To taka część życia społecznego, która interesuje i dotyczy każdego, jednak nie wszyscy mamy do niej dostęp. Political Animals to mini serial, który nie jest jakimś arcydziełem, ale momentami jest równie mocny jak House of Cards albo polski serial Ekipa (tak na marginesie- rewelacyjny). Serial pokazuje politykę od trochę innej bo kobiecej strony. To kobieta, była Pierwsza Dama jest tu głównym bohaterem i zarazem torpedą napędzającą akcję. Sigourney Weaver kapitalnie wpisuje się w swoją postać. Ostatnio mów się sporo o roli kobiet w kinie, o tym, że powstaje za mało filmów, które poruszałyby ważne, kobiece, sprawy. Political Animals nie tylko odsłania kulisy rządu USA ale pokazuje, że w polityce nie liczy się płeć, a charakter i wytrwałość człowieka (no i znajomości oczywiście). Nie jest to serial bynajmniej kobiecy, który powstał by uciszyć rozgoryczone feministki. To produkcja, której po prostu brakowało. 
Z drugiej strony to smutne, że serial ten będzie odczytywany głównie w aspektach płciowości i roli kobiety w polityce, a nie, tak po prostu, jako dobra i wciągająca produkcja. 



Jeżeli już mowa o uzależnieniach...
Jestem na świeżo po pierwszym sezonie 'Breaking Bad' i naprawdę nie wiem co jest takiego w tym serialu co wszystkich zachwyciło, ale ... ja też się wkręciłam. To taka słodko-gorzka mieszanka różnych gatunków, która w połączeniu daje bardzo interesującą substancję. Szczerze powiedziawszy, wcale nie byłam nastawiona na to co zobaczyłam. Serial zaskakuje z odcinka na odcinek i chociaż po kilku można przewidzieć dokąd serial zmierza, wcale mi to nie przeszkadza, ponieważ fabuła i sposób prowadzenia akcji ciągle zaskakuje. Polubiłam głównych bohaterów w taki sposób, że czegokolwiek by nie zrobili wcale mi to nie przeszkadza. Serial jest w pewien sposób fascynujący, nie porywający, ale zaskakująco wciągający. Człowiek sam nie wie co mu się w nim najbardziej podoba. 
Lubię produkcje dzięki którym dowiem się czegoś nowego, a jeżeli tym czymś jest proces produkcji metamfetaminy (czy chociażby naczynia potrzebne do jej sporządzenia) to w to wchodzę.



Jednym z problemów serialoholika i procesu radzenia sobie z głodem jest fakt, że gdy zacznie nadrabiać, czy zaczynać coś nowego, w pewnym momencie będzie miał problem z nadmiarem. W październiku poziom narkotyku wzrośnie tak wysoko, że serialoholik będzie chodził przez kilka dni na haju i w ekstazie obfitości, aż w pewnym momencie: a) ponownie przestanie ogarniać, b) zacznie gubić się w kalendarzu i zapomni jaki jest dzień tygodnia. W końcu tez nastąpi ten moment, kiedy nagle wszystkie stacje telewizyjne, w jednej chwili zrobią przerwę świąteczną i BUM... wszystko od początku: głód - nowy serial - obfitość - nieogarnianie - Wielkanoc - BUM....



1 komentarz:

  1. Pierwsze dwie serie BB były fantastyczne, potem moim zdaniem tylko gorzej:P

    OdpowiedzUsuń