poniedziałek, 24 kwietnia 2017

BookNerd Rev: "Tysiąc pięter" czyli teraz głos zabieram ja [przedpremierowo]

Przez ostatnie cztery dni pojawiały się tu trochę nietypowe wpisy gdzie starałam się wcielić w bohaterki Tysiąca pięter i przybliżyć wam trochę książkę. Taki projekt we współpracy z Moondrive. Ale myślę, że ostatni głos powinien należeć do mnie. 


Manhattan. Rok 2118. Sercem Nowego Jorku jest tysiącpiętrowa Wieża dla wybranych. Jest tam wszystko, czego potrzeba do życia. Im ktoś bogatszy, tym wyżej może mieszkać.


Avery jest zaprojektowaną genetycznie idealną siedemnastolatką. Wraz z bogatymi rodzicami i przybranym bratem Atlasem mieszkają na tysięcznym piętrze Wieży. Sekret Avery polega na tym, że Atlas jest dla niej kimś więcej niż tylko bratem. Kocha się w nim również jej przyjaciółka Leda. Jednak jest to nieszczęśliwe uczucie, które wpędza ją w uzależnienie. Sytuację dziewczyny komplikuje podejrzenie, że coś dziwnego łączy jej ojca z Eris, koleżanką Ledy mieszkającą na jednym z niższych pięter... Nikt z bohaterów nie zdaje sobie sprawy, że jest ktoś, kto zna ich tajemnice i może je wykorzystać do swoich celów.


Chociaż akcja powieści dzieje się w przyszłości, w przeciwieństwie do tak wielu książek tego typu nie jest to dystopia. To bardzo ważne. Nie mamy tu upadającego ustroju, post apokaliptycznej scenerii, dyktatury i wojny. Wieża powstała ot tak bo człowiek chciał, a podział na klasy jest wg mnie dość naturalny- bogatsi mieszkają wyżej bo tam żyje się lepiej, swobodniej a świat wygląda na lepszy i ładniejszy. Tak jest i teraz- hotele i apartamentowce też wyżej są lepsze. Wieża jest jak drabina społeczna. Każdy może iść do góry, ale może też upaść. Wiadomo - im wyżej byłeś tym upadek bardziej boli.
Wieża to jeden z najfajniejszych elementów książki i świata przestawionego. Powstała na terenie dawnego Manhattanu Wieża to tak naprawdę miasto w mieście. W niej jest wszystko, nawet budynki, ulice, niby drzewa i niby słońce. Taka ciekawa futurystyczna wizja tego do czego może dojść człowiek. Niesamowite, jak życie całego niemal miasta może być tak włożone do jednej zamkniętej przestrzeni, że nie odczuwają oni w ogóle potrzeby wyjścia na zewnątrz.


Bo świat istnieje nadal tak samo. Na początku byłam trochę skonfundowana bo nie było to takie jasne. Trochę dziwnie się czułam gdy nagle była mowa o zwyczajnym świecie, bo nie do końca pasował do tego z Wieży. Byłam lekko zagubiona. oczywiście jest to jako tako wytłumaczone, ale nie na tyle ile bym chciała.

Wieża jest niesamowicie zaawansowana technologicznie, podobnie jak samo życie mieszkańców Ziemi. Soczewki które służą za komputer, poruszające się nad ziemią samochody. Podróże z Nowego Jorku do Paryża trwające mniej niż 2 godziny. Wszystko to wpisuje się świetnie w świat przedstawiony, bez niepotrzebnych udziwnień.

Bohaterowie są też bardzo zróżnicowani. Mamy tu tak naprawdę spory przekrój klasowy. Możemy poznać jak wygląda życie w najniższych partiach wieży ale też na samym jej szczycie.  I tu zachęcam tych co jeszcze nie czytali by wrócili się do moich postów z minionych dni i poznali Avery, Eris, Leda i Rylin. Z nich wszystkich wbrew pozorom najbardziej polubiłam Avery, po której nie spodziewałam się nic dobrego bo stereotypowo założyłam, że jako mieszkanka najwyższego piętra będzie zarozumiałą snobką. I dlatego też polubiłam książkę- nic nie jest tu tak oczywiste. Naprawdę nie powinniśmy oceniać bohaterów po jednym rozdziale.

Tysiąc pięter to interesująca, futurystyczna wizja Nowego Jorku i życia jego mieszkańców. To wizja tego ja technologia i wyobraźnia człowieka może iść do przodu i jak mimo upływu lat pozycja społeczna nadal ma znaczenie.

Oczywiście było tu parę zgrzytów. Brakowało mi uściślenia co się dzieje z światem, takich prostych informacji. Są tu bohaterki które naprawdę ciężko lubić (chociaż takie było założenie). I zakończenie mogłoby być lepsze, tak jakby autorka je urwała w połowie i nie do końca zgadzam się z tym jak to zostawiła. Chociaż...

Książka bardzo przypomina budową film lub serial. Akcja toczy się szybko, wiele rzeczy dzieje się na raz i pewnie wiele można by dopowiedzieć obrazem. Nic dziwnego chyba że miałam wiele skojarzeń właśnie z produkcjami telewizyjnymi. Najmocniejsza to oczywiście Plotkara. Książka funkcjonuje bardzo podobnie, nawet są podobne wątki i tez mamy tu kogoś kto wie wszystko. Piękne stroje, intrygi, zdrady, miłości, pieniądze i kłamstwa. Fani serialu powinni być zadowoleni. Pretty Little Liars, The O.C. Można się doszukać wielu analogii, jednak dzięki niesamowitej konstrukcji świata, Tysiąc pięter zachowuje swoją oryginalność. I bardzo dobrze.

Premiera już w środę 26 kwietnia!



Za możliwość przeczytania książki dziękuję:




niedziela, 23 kwietnia 2017

BookNerd Rev: "Tysiąc pięter" czyli poznaj moją historię #4 - Rylin [przedpremierowo]

Zawsze ostatnia i zawsze na uboczu. Przywykłam.


Mieszkając w Wieży bardzo łatwo zauważyć jak życie jest niesprawiedliwe, albo inaczej, jak bardzo świat podzielony jest między tych co mają wszystko i tych co nie mają nic.Czy życie na szczycie w ogóle jest życiem, czy te bogate dzieciaki w ogóle wiedzą co dzieje się tu na dole?

Nigdy nie musieli myśleć o tym skąd wziąć pieniądze na czynsz, jak utrzymać siebie i siostrę. Ja bym sobie dała radę, ale nie mogę zostawić Chrissy.

Tu na dole życie wygląda całkiem inaczej. My nie jadamy w drogich restauracjach, nie chodzimy do klubów by bawić się w bezgrawitacyjną jogę. Wszyscy myślą, że Wieża to cud technologii, że to raj na Ziemi gdzie wszystko funkcjonuje idealnie, ale to gówno prawda.
Gdy nie mieszkasz na górnych jej partiach szybko dostrzegasz że im niżej tym gorzej. Takie jest jednak życie, jakoś musimy sobie radzić, nawet gdy nie jest to całkiem legalne albo przyjemne. 

Nie jestem świętą męczennicą. Wiem jak skonstruowany jest świat i to akceptuję. Wiem, że nigdy nie znajdę się wysoko, ale mogę zadbać o to bym nie upadła niżej. Czy pracowanie w beznadziejnych nisko opłacalnych miejscach, albo sprzątanie po imprezie u bogaczy uważam za poniżające? Na 32 piętrze nikt nie zna takiego słowa. My po prostu żyjemy z dnia na dzień.

Nie jestem idealna, możecie pomyśleć że kreuję tu jakąś wizję biednej dziewczynki która użala się nad sobą. Robię co muszę i korzystam z tego co jest mi dane. Narkotyki, imprezy w podrzędnych klubach, faceci - to pomaga. Jasne chciałabym by życie wyglądało inaczej ale nie mam czasu i ochoty użalać się nad sobą i rozpamiętywać. Mało kto mnie rozumie. A jedyna osoba która może to zrobić pochodzi z innej bajki. Nie jestem Kopciuszkiem.
Nie drążmy tematu. I tak się wszystkiego wkrótce dowiecie. 26 kwietnia jest już blisko.

XOXO Rylin


Poznaliście właśnie ostatnią bohaterkę. Jest jeszcze ktoś, ale niech już poznawanie tej postaci będzie totalnie wasze. Avery, Eris, Leda dla tych co jeszcze nie czytali, już się wypowiadały.
Jutro pojawi się już moja, właściwa nie za długa recenzja. Myślę, że ci co nie wyczytali tego z tych krótkich wpisów będą mogli zdecydować czy warto sięgnąć po tę książkę. 
Powiem wam, że dzięki dopuszczeniu dziewczyn do głosu jeszcze bardziej wykrystalizowała mi się opina na jej tema. 
Więc zapraszam jutro. 



Za możliwość przeczytania książki dziękuję:


sobota, 22 kwietnia 2017

BookNerd Rev: "Tysiąc pięter" czyli poznaj moją historię #3 - Leda [przedpremierowo]

Czy być gotowym na wszystko by dostać to czego się chce jest złe?


Nie zawsze należałam do elity. Wiem, że inni też o tym nie zapomnieli. Czuję ich spojrzenia, nieufność. Wiem, że dla wielu jestem tylko dodatkiem do Avery i Eris. Gdyby nie one kto by na mnie spojrzał? Na pewno nie on.

Wierzyłam, że rok temu to się zmieniło. Że nareszcie byłam ja, nie ja jako "przyjaciółka Avery" ale liczyłam się ja. Dla niego. I teraz, gdy go nie ma nie wiem już nic.

Mieszkam na 962 piętrze, moja rodzina to idealny przykład umiejętnego wspinania się po drabinie społecznej. Jesteśmy teraz tu ale ciągle mam wrażenie, że to nie wystarcza. 
Całe życie walczyłam by być jedna z nich. Może ich okłamuję, może nie mówię prawdy o tym gdzie spędziłam ostatnie miesiące. Nie przyznam się, że straciłam panowanie nad sobą, nad życiem, że nie jest tak idealnie. Nie powiem im, że było źle i że nie wiedziałam co z sobą zrobić. Niech wierzą, że spędziłam wakacje na jakimś wypizdowie. Lepsze to niż prawda.

Lubię mieć kontrolę chociaż możesz pomyśleć, że stoję z boku. Jednak gdy jesteś kimś takim jak ja, kimś kto wie jak nisko można upaść, też zrobiłbyś wszystko by utrzymać swoja pozycję, by dostać to czego się pragnie.

Ja pragnę tylko jego. Wiem, że na to zasługuję i wiem jak to osiągnąć. Znam potęgę informacji i wiem jak ją wykorzystać. Myślicie, że posuwam się za daleko, że za bardzo przejmuję kontrolę, że jestem nieuczciwa? W czym jestem gorsza od perfekcyjnej do bólu Avery, rządnej uwagi Eris? Każdy z nas chce czegoś i  nie sądzę bym robiła coś złego dążąc do tego. W Wieży, szczególnie w jej najwyższej partii trzeba czasem poudawać, trzeba grać, bo nikt tu nie jest uczciwy. Tak działa społeczeństwo, takie są realia. Ja tylko gram według rozdanych kart.

Nie pozwolę by ktoś mną kierował, nie pozwolę się oszukiwać. Zdobędę to czego pragnę. 
Wiem o tym...mam nadzieję.
Nie proszę o wiele.
Tylko o niego.

XOXO Leda


Poznaliście już Lede. Jak do tej pory zapatrujecie się na bohaterki, która wydaje się najfajniejsza? Jeżeli nie mieliście okazji to Avery i Eris już się wypowiedziały. 
To jeszcze nie wszystko, została nam jeszcze jedna dziewczyna, a później już coraz bliżej premiery. I coraz mniej tajemnic.
Jeszcze jedna z nich zabierze głos a później zrobię to ja. Opowiem wam o tym wyjątkowym owym Jorku, o jego tajemnicach i strukturze. O tym co dobre i co złe.
Tak wiec pozostańcie ze mną.


Za możliwość przeczytania książki dziękuję:


piątek, 21 kwietnia 2017

BookNerd Rev: "Tysiąc pięter" czyli poznaj moją historię #2 - Eris [przedpremierowo]

Życie jest totalnie niesprawiedliwe...


Więc zacznijmy od początku, chociaż w tym momencie naprawdę jest mi ciężko pisać. Moje życie legło w gruzach i nie mówię tylko o tym, że jak moi przyjaciele dowiedzą się prawdy stracę wszystko, ale jak się okazało moje życie to jedno wielkie kłamstwo. 

Może przez całe życie żyłam pod kloszem, w wygodnym domu na 985 piętrze niczego mi nie brakowało. W Wieży, gdy niemal jest się na szczycie, raczej nie chce się myśleć o tym co poniżej. Jesteśmy jak królowie Nowego Jorku i słusznie. Powiedzcie sami, czy mając wszystko: sławę, urodę i pieniądze nie wykorzystywalibyście tego? 
Tak sadziłam. W gruncie rzeczy wszyscy pragniemy tego samego. A ja lubię z tego korzystać.

Może jestem trochę wyniosła, ale jak właśnie dowiodło życie, świat nie jest dla słabych, a gdybym się mała teraz załamać, nie dałabym rady się odnieść. 
Nie wyobrażam sobie co by się stało gdyby prawda o mnie i mojej rodzinie wyszła na jaw. Z pewnością to byłby koniec. No może Avery by się jeszcze starała, ale ona jest przecież doskonała więc tego się można po niej spodziewać.

Nie mogę uwierzyć, ze jeszcze niedawno życie było takie proste. To wszystko Jej wina, nie powinna mnie oszukiwać, nie powinna kłamać. Ale oczywiście myślała tylko o sobie, egoistyczna z... Jestem zła, jestem tak bardzo wściekła, że aż chce mi się płakać. Nie mogę jednak tego zrobić, zbyt wiele osób patrzy. 

Czy doszukuję się plusów? Raczej i z tym słabo, bo jak można widzieć pozytywy, gdy mogę stracić wszystko. I nawet jeśli zdecyduję się być z ... to też nie może wyjść na jaw. Tak bardzo chciałabym mieć kogoś z kim mogłabym porozmawiać. Ale ci których uważałam za przyjaciół nie zrozumieliby, odtrąciliby mnie. 

Prawda nie może wyjść na jaw. Jeszcze nie teraz. Będę sobą- idealną wersją siebie, z idealnego świata. Tak długo jak się da. Później... później już nie wiem.

XOXO Eris


 Dziś przyszła kolej na następną bohaterkę. Jeżeli nie byliście tu wczoraj, to koniecznie sprawdźcie co do powiedzenia miała Avery. Ta fascynująca opowieść o niezwykle uporządkowanej hierarchii klasowej, o tętniącym życiem Nowym Jorku przyszłości roku 2118, w którym wiele rzeczy opiera się na pieniądzu i kłamstwie, to idealna lektura dla każdego, kto lubi intrygę i silne osobowości.
Kolejną z nich poznacie jutro.

Niczego więcej nie zdradzę. 
Na razie niech to pozostanie słodką, małą tajemnicą.




Za możliwość przeczytania książki dziękuję:


czwartek, 20 kwietnia 2017

BookNerd Rev: "Tysiąc pięter" czyli poznaj moją historię #1 - Avery [przedpremierowo]

Zastanawialiście się jak to jest być idealnym? Cóż... ja wiem.






























Odkąd się urodziłam ludzie mówili jak idealna jestem. Jakim cudem natury, perfekcyjnym człowiekiem. Nic dziwnego, moi rodzice się o to postarali. Nie jest tajemnicą, że tak zaprogramowali moje DNA, biorąc ze swojego to co najlepsze, by wyszła im córka którą będą podziwiać wszyscy. Udało się to doskonale.

I oto jestem, piękna i doskonała. Bez skaz. Mam idealne życie. Mam wszystko to o czym człowiek może tylko marzyć. Znają mnie i podziwiają wszyscy. Mam sławę, urodę, pieniądze. Jestem Tą która mieszka na najwyższym piętrze cudu inżynierii, Wieży która sprawiła, że Nowy York jest jeszcze doskonalszy. Inni mogą tylko śnić by być mną. 

Mam przyjaciół, którzy bezustannie zabiegają o moją uwagę. Jestem na samym szczycie drabiny społecznej i o nic więcej nie mogłabym prosić. Mam wszystko.

Tylko, że to nieprawda. Wszystkim wydaje się, że jestem absolutnie szczęśliwa, ale chyba jest coś w tym, że czasem najcieniej jest pod latarnią. Każdy mnie podziwia, ale ja wiem, że nie ma ludzi doskonałych. Nic nie boli mnie tak, jak założenie z góry, że ja taka jestem. Jakbym nie miała prawa do popełniania błędów, do bycia zwyczajną, do posiadania uczuć. I nikt się z nimi nie liczy oczekując że zawsze postąpię słusznie. Ale jak mam to zrobić, jak najbliżsi mnie okłamują?

Moi przyjaciele pragną przebywać w blasku mojej doskonałości i sama nie wiem, ale czuję, że nie są ze mną szczerzy. Przyjaciele na pokaz? Może. Mogąc mieć każdego chłopaka i każdą dziewczynę w tym mieście, pragnę właśnie tego którego mieć nie mogę. Tak naprawdę nie mam nikogo i w tym wielkim, przepełnionym wieżowcu, otoczona milionami ludzi... jestem samotna.

Chcecie wiedzieć kim jestem? Chcecie poznać moje najskrytsze tajemnice? Wiem, ze was to nurtuje, jak mogę nie czuć się szczęśliwa, będąc tym kim jestem... Zanim jednak mnie ocenicie, tak pochopnie jak robią to inni, spróbujcie mnie poznać. Wiem, że każdy marzy by doszukać się u mnie rys, skaz. Macie ku temu szansę, chociaż pewnie wam tego nie ułatwię. Ale czyż wizja ujrzenia w doskonałym niedoskonałości nie jest kusząca?

Nowy Jork jakiego nie znacie, cud techniki, gdzie ci będący na szczycie dosłownie sięgają gwiazd. Chcecie poczuć ten splendor i przepych? Chcecie wkroczyć do mojego świata. Chcecie zobaczyć moich przyjaciół takimi jakimi są? Tak jak ja ich nigdy nie oglądałam... Jak bardzo się myliłam w stosunku do wielu z nich, jak źle oceniałam...

Wiecie co powinniście zrobić. 26 kwietnia wszystko przestanie być tajemnicą.

XOXO Avery


Jeżeli chcecie wiedzieć więcej o tej niezwykle interesującej powieści w której życie Nowego Jorku skupia się w Wieżowcu gdzie wraz ze wzrostem pięter rośnie status społeczny. Gdzie w futurystycznej wizji przyszłości roku 2118 w wielkiej budowli toczy się całe życie, ulice i budynki w budynku. Intrygi, kłamstwa. Miłości i przyjaźnie. Koniecznie zostańcie ze mną!
Przez kolejne dni będziecie mieli szansę poznania bohaterek i mam nadzieję zaintryguję was troszkę, ponieważ to naprawdę interesująca propozycja. Szczególnie jeżeli są tu jacyś fani Plotkary

Kolejnego rąbka tajemnicy odsłonię jutro. Przecież nie mogę wszystkiego ujawnić od razu. Co to by była za zabawa?



Za możliwość przeczytania książki dziękuję



poniedziałek, 10 kwietnia 2017

13 powodów - serial który mnie wkurzył

Nie planowałam tego postu. Tak właściwie chciałam ten temat przemilczeć i ruszyć do przodu, jednak widząc co się dzieje w internecie postanowiłam, ze muszę wyrazić głośno swoje zdanie dla czystego sumienia.


31 marca na Netflixie swoją premierę miał serial który jest ekranizacją wg mnie jednej z lepszych książek dla młodzieży jakie czytałam. W zeszłym roku Trzynaście powodów wywołało u mnie taki huragan emocji, że długo nie mogłam sobie z nim poradzić. Książka była dla mnie objawieniem. Pokazała jak różnie można mówić o problemach. O życiu. Samobójstwo nie jest nowym tematem w YA, czytałam wiele takich książek i wszystkie mnie poruszały. Zazwyczaj wywoływały wzruszenie. Przy czytaniu tej książki jednak nie uroniłam ani jednej łzy. I uważam, że to fantastyczne. Bo czy powinniśmy płakać, czy może zrozumieć? Książka Archera wywołała we mnie złość, panikę. Spowodowała, że czułam się niewygodnie, że czułam się źle. I uważam, że przy takiej tematyce, takiej narracji był to mocniejszy i prawdziwszy efekt niż morze łez jakie mogłabym wylać. Ponieważ ta książka mną wstrząsnęła. A samobójstwo powinno wstrząsać. Bo jak to możliwe, że ktoś czuje się tak źle że gotów jest zakończyć życie?

Ale to nie o książce chciałam dziś pisać. O moich odczuciach możecie poczytać tu - w recenzji, która w pełni oddaje moje wrażenia. 
Dziś będzie o tej słynnej ekranizacji, na którą czekałam miesiącami odliczając dni, a teraz wywołuje we mnie nieprzyjemny twist narządów wewnętrznych. 

W ekranizacji odebrano historii prostotę dramaturgii, na rzecz dramatu w dramacie z otoczka młodzieżowego thrillera z mocnym wątkiem kryminalnym. Intymność przeżyć bohatera zastąpiono detektywistycznym kryminałem, a z bohaterów drugoplanowych zrobiono nastolatków ze skłonnościami morderczymi. Przez 12 odcinków buduje się sztucznie i niepotrzebnie napięcie czekając na teksańską masakrę piła mechaniczną. Do historii i tak tragicznej dokłada się dziwne podejrzenia, intrygi, tematy, bez których  tak byłoby przeraźliwie. Buduje się niepotrzebne domysły i tajemnice. I zamiast pozwolić mówić Hannah, robi się z niej wariatkę, a Powody tak jakby nie odczytały przesłania taśm. I to moje największe zastrzeżenie. W serialu słowa Hannah nie trafiły tak mocno jak w ksiażce. Tu przez 11/13 odcinków powodowały że bohaterowie upadali jeszcze bardziej, a serial przypominał typową dla młodzieży dramę. Myślę, że każdy kto czytał książkę też to zauważył. Hannah została tak naprawdę zepchnięta na dalszy plan, bohaterowie skupiali się tylko na sobie, w książce kasety były końcem, tu są początkiem i to bardzo mi nie pasowało. Czytając książkę zapominasz o wszystkim i przeżywasz słowa Hannah, w filmie skupiasz się na wszystkim innym i Clay musi ci przypominać, ze tu właśnie o Hannah chodzi. Wydaje mi się, że jej pośmiertna lekcja dużo lepiej trafia do odbiorcy właśnie dzięki książce.
Swoją drogą z Claya też zrobiono jakiegoś rozflaczonego maniaka i męczennika. Serial to tłumaczy, tylko, że ten jego heroizm był momentami cholernie irytujący.

Rozumiem jednak dlaczego zmieniono wydźwięk historii. Na potrzeby ekranu i 13 odcinków musiano więcej zadziałać dla zmysłów. Musiano ruszyć widza na wszystkie możliwe sposoby by utrzymać jego ciekawość. I pewnie sprawdza się to doskonale sądząc po wydźwięku. Oglądając serial nie słuchasz tylko patrzysz i rzeczywiście obraz był doskonały. Szkoda tylko, że Hannah chciała być wysłuchana a my skupiamy się nie na niej tylko na nastolatkach którzy byli powodem jej śmierci. Na ich egoizmie i zadufaniu. Bo jak w momencie gdy wiedza co zrobili inni mogą tak bezczelnie myśleć tylko o sobie. 
Niemniej 13 powodów zrobiono bardzo dobrze. Świetne zdjęcia, bardzo dobra gra aktorska i fantastyczny soundtrack z pewnością go wyróżniają. Jest wciągający i z pewnością ważny. Podobało mi się rozwiązanie 12 powodu, podobało mi się, że kilkoma sprawami zajęto się należycie. Bo są rzeczy które nie powinny być tajemnicą i czyny za które powinno się ponieść konsekwencje. Dla mnie jednak był zbyt nastawiony na szokowanie i pozyskanie widza. 

Wiem, że wiele osób go właściwie odczyta, jednak ekscytowanie się nim? Pisanie, że się go uwielbia? (dobór słownictwa jest bardzo ważny) Wstawianie sobie w zdjęcia profilowe kadrów? Shipowanie i w ogóle mówienie o urodzie bohaterów? Dyskutowanie o tym kto jest fajniejszy? Żarty? Używanie zdjęć zranionej niewyobrażalnie, zniszczonej bohaterki jako odzwierciedlenia swoich odczuć. Zdjęć momentu który nie powinien być przedmiotem drwin? To właśnie są powody dla których to pisze. Serduszka, uśmieszki i jakiekolwiek emocje poza szokiem, oburzeniem i złością (które w tym przypadku są formą uwielbienia) są nie na miejscu.

Nie możemy podniecać się samobójstwem bo O TYM jest ta historia. Skupiać się na tym co nie jest tu ważne. Powinniśmy dyskutować. I książka ale też serial, gdy tylko jest dobrze odczytany, nam to daje. 
Bo naprawdę uważam, że serial jest zrobiony bardzo dobrze. Takie prawo twórcy by zmieniać historię. Wydaje mi się tylko i w sumie mnie to przeraża, że można go odczytać tak płytko. 

Dlatego jeżeli jeszcze go nie oglądaliście, bardzo was proszę o przeczytanie książki. Wyłączenie się na te kilka godzin i zagłębienie w historii. Najlepiej w ogóle sięgnijcie po audiobook. A później serial. Jeżeli nie chcecie czytać to chociaż spróbujcie głębiej patrzeć na to co dzieje się na ekranie. Ponieważ ta historia niesie ze sobą ważna i straszne przesłanie. Nie traktujcie tego jak rozrywkę, a bardziej lekcję. Nie ma tu nic rozrywkowego. 

Nie uwielbiajcie, nie "awwujcie", nie rozwódźcie się nad urodą bohaterów. Proszę Was, przeżyjcie to, a zobaczycie jaka to wyjątkowa opowieść. 

Wysłuchajcie Hannah a może usłyszycie coś bardzo ważnego.


I jeżeli znacie kogoś, kto może mieć jakieś problemy, ale sam nie woła o pomoc spróbujcie i tak jej udzielić. Niektórzy wołają o pomoc ale boją się to zrobić na głos. Może warto posłuchać. Jeżeli sami czujecie się źle, potrzebujecie pomocy nie bójcie się o nią prosić. Wiem, że nie jest to łatwe i wiem, że nie wszyscy są gotowi wysłuchać, ale są tez odpowiednie instytucje, które gotowe są wam pomóc. Pamiętajcie, nie jesteśmy sami i  wszyscy jesteśmy ważni i potrzebni!


116 111 - telefon zaufania dla dzieci i młodzieży (www.116111.pl)
116 123 - telefon zaufania dla dorosłych
800 12 12 12 - bezpłatny telefon zaufania dla dzieci i młodzieży Rzecznika Praw Dziecka
22 668 70 00 , 801 12 00 02 -Niebieska Linia- wsparcie dla świadków i ofiar przemocy
www.stopdepresji.pl strona dla osób chorych na depresję i ich rodzin
przyjaciele.org- internetowe forum wsparcia "Razem przeciwko samobójstwom"

Mam nadzieję, że nikt z Was nigdy nie będzie musiał z nich korzystać. 

poniedziałek, 3 kwietnia 2017

BookNerd Rev: Miasto Schodów [przedpremierowo]

Gdy bierzesz książkę do ręki, szczególnie fantasy, oczekujesz że znajdziesz się w nowym, zupełnie nieznanym świecie. Oryginalnym, wciągającym i pobudzającym wyobraźnię. Niestety zdarza się to coraz rzadziej. Utarte schematy i tropy. Odgrzewane kotlety... Czy było tak i tym razem?

Spoiler Alert: Nie.


Miasto Bułykow dysponowało niegdyś siłami bogów, by podbijać świat, zniewalać i brutalnie rozprawiać się z milionami ludzi – aż jego boscy opiekunowie zostali zabici. Bułykow to obecnie po prostu kolejna kolonialna placówka nowej geopolitycznej potęgi, niemniej jego surrealistyczny krajobraz trwa jako niepokojące świadectwo swojej dawnej świetności.

W owo zrujnowane miejsce przybywa Shara Thivani. Oficjalnie, ta skromna, młoda kobieta jest kolejnym młodszym dyplomatą, wysłanym przez ciemiężców Bułykowa. Nieoficjalnie, to jeden z najznakomitszych szpiegów swego kraju, wysłany w celu złapania mordercy. Lecz gdy Shara podąża jego tropem, zaczyna podejrzewać, że istoty, które rządziły tym strasznym miejscem, mogą nie być tak martwe, jakby się mogło wydawać – oraz że okrutne rządy Bułykowa niekoniecznie dobiegły już końca.

Już na samym początku zaczęłam zauważać, że styl w jakim napisana jest ta powieść nie ułatwi czytania. Przywykłam chyba do prostego języka i minimalnie zagmatwanej fabuły. Tymczasem Miasto schodów to wielowątkowa, wieloetapowa historia. Trochę ciężka, lekko przytłaczająca. Mogłoby to być gubiące i rozpraszający się czytelnik mógłby mieć problemy z załapaniem niektórych rzeczy, ale o dziwo to jednak nie przeszkadza.
Nie mówię, że panuje tu chaos, o nie. Wszystko jest poukładane i ma swoją przyczynę i skutek, po prostu ogrom tego świata może czasem lekko przytłoczyć. Plusem jest jednak to, że powieść wciąga i intryguje, a czytelnik, gdy już podłapie styl, staje się uważny. Nie chce nic przegapić. To rodzaj fantastyki, który nie ma być łatwy, ma być dobry.

Intryga wydaje się początkowo prosta. Kobieta chce przeprowadzić śledztwo po śmierci pewnego profesora. Gdy jednak zaczyna badać sprawę odkrywamy, że jego śmierć to tylko wierzchołek góry lodowej. Pod warstwą tajemniczego "morderstwa" kryje się cała historia wydarzeń które w znacznym stopniu wpłynęły na obecny kształt świata. Nagle okazuje się, że we wszystko były zamieszane potężne złowrogie bóstwa. 

Świat przedstawiony to tak mocny punkt książki, że tak naprawdę wszystkie inne elementy które mogły być słabsze nikną. Dawno nie miałam do czynienia z tak dopieszczonym i jednocześnie złożonym fabularnym tłem. Tak jakby autor miał plan miasta, książki historyczne, makiety i diagramy. Ciągle dowiadujesz się czegoś nowego, a ten świat rozrasta się w twojej głowie i rośnie i wiesz, że ma on jeszcze całą masę sekretów, których pewnie nie będzie ci dane poznać.  Wiesz też że autor je zna, bo widzisz, że ma odpowiedź na wszystko.
Akcja toczy się też tak, że autor nie ujawnia nic od razu. Tak naprawdę do ostatniego zdania, możesz spodziewać się pewnych wtrąceń, które mają wyjaśnić wcześniej pojawiające się niedomówienia. Chaos jest tylko pozorny. Na wszystko przychodzi czas,

Tytułowe Miasto Schodów, chociaż stanowi główne miejsce akcji nie jest opisane szczegółowo, a mimo to potrafisz je sobie wyobrazić. To tak jakby klimat i bohaterowie je kształtowali. Miałam w tym wypadku nieodłączne wrażenie jakbym ponownie analizowała Gotham do mojego licencjatu. Gotham to był nieodłączny bohater historii o Batmanie. Ono żyło i oddychało z mieszkańcami a jednoczesne pozostawało mroczne i tajemnicze. I mam wrażenie, że taki był Bułkow. Miasto które pozornie stanowi tło, a tak naprawdę kieruje bohaterami.

Głównym bohaterem jest trzydziestokilkuletnia kobieta i chociaż Shara rzeczywiście jest w centrum akcji  i dźwiga ją całkiem dobrze na swoich barkach to mam wrażenie, że ponownie jest ona takim samym elementem fabuły jak miasto czy historia. Ta integralność wpływa bardzo dobrze na całość książki. 

Książka jest jak dobry, wielopłaszczyznowy film. Napięcie narasta stopniowo, coraz bardziej intryguje by w momencie dojścia do punktu kulminacyjnego, czytelnik tak głęboko był zaangażowany w akcję by nawet nie myślał o przerwaniu lektury. Mamy szybkie tempo, flashbacki, plot twisty, intrygę, kłamstwo, krew i pot.

Ciężko przyporządkować ją do jednego gatunku, bo fantastyka to za mało. Mamy tu i kryminał i thriller. Mamy trochę dystopii. To bardzo dobrze wyważony mix który wiem, że nie sprawdziłby się dobrze wszędzie. Widocznie Robert Jackson Bennet ma talent.

Miasto schodów to oryginalna powieść, w której świat przedstawiony jest fascynujący, akcja wciągająca, a bohaterowie bardzo intrygujący. Wykształtowana tu kultura, historia pobudza wyobraźnię. Bogowie budzą strach. A czytelnik nie może niczego przewidzieć, bo autor pod żadnym pozorem nie chce od razu odsłaniać kart. Jest to książka która nie zachwyciła mnie w sposób oczywisty, a jednak wywołała wiele emocji, które mówią mi, że było warto. I myślę, że gdy kiedyś przeczytam ją drugi raz spodoba mi się jeszcze bardziej.

Premiera już 26 kwietnia!






Recenzja przy współpracy z: