God Save the Queen

Ponieważ wczoraj były Walentynki

To chyba najtrudniejszy post jaki przyszło mi tu napisać. Pisząc o czyś co jest częścią ciebie zadanie wymagające pewnego wysiłku. Muzyka to nieodłączna część mojego życia. Nie wyobrażam sobie nie słuchać muzyki absolutnie wszędzie. Czy to jadę autobusem/ pociągiem, uczę się czy po prostu siedzę i gapię się w sufit. Bez względu na to jaki dystans mam do pokonania- słucham muzyki. Nie mam lubionego gatunku, słucham tego co aktualnie mi się spodobało. Jednak jak zapewne wielu z was mam swój ulubiony zespół. Coś co absolutnie jest numerem jeden.

Jeżeli znacie mnie choć trochę wiecie już o czym napiszę.

Pamiętam jak miałam z 10 lat. Znalazłam w śród sterty płyt jedną, na której było kilka kawałków, które od razu wpadły mi w ucho. Chodziłam po pokoju i robiłam: "tup, tup, klask". Pamiętam jak udawałam, ze gram na gitarze nie wiedząc nawet, że treść piosenki to pochwała dla dużych kobiecych tyłków. Nie wiedziałam kto, wiedziałam, że jest dobre.

Z czasem odkryłam Queen. 




Pamiętam jak usiadłam przed komputerem, odpaliłam po raz pierwszy Bohemian Rhapsody i z wypiekami na twarzy obejrzałam te kilka minut czegoś co zmieniło moje życie.

Nie wiem czy wiecie o czym mówię? To ten klip gdzie czterech źle oświetlonych facetów wyciąga szyję i śpiewa nie wiadomo co, nagle pojawia się niby to operowe wejście i jeden z nich śpiewa swoim piskliwym głosikiem "Galileoooooooo" po czym następuje jedno z najwspanialszych wejść gitarowych w historii.

I tak od kilku (dobrych) lat Queen towarzyszy mi wszędzie. Czasami to pewnie denerwuje moje otoczenie, moja nadwrażliwość na ich punkcie, lekka obsesja...  Ale to Queen!


Tak wiem, że wiecie, wiem, że słyszeliście, wiem, że Freddie to, Freddie tam to...

Nie, nie, nie Queen to znacznie więcej. To niezwykły dorobek, to wzloty i upadki, to 40-lat historii, bez której (nie boję się tego napisać) wiele współczesnych zespołów i artystów nie byłoby takich samych.
Myślę, że świadomie bądź nieświadomie znacie ich Greates Hits. Ale to nie wszystko, to całe multum niedocenianych, wydaje mi się nieznanych utworów, a każdy z nich wyjątkowy.

Najbardziej boli mnie jednak niedocenianie Queen jako zespołu. Krótka piłka: Freddie Mercury i........?

Freddie Mercury czyli legenda za życia. O mojej miłości do niego wypowiadałam się już tu.

Ale Freddie Mercury to nie Queen. Połowa tego co przedstawiana jest jako dzieło Freddiego to dzieła pozostałych, wspaniałych facetów, z których każdego darzę miłością, nieodwzajemnioną i lekceważoną, ale bezgraniczną.

Brian May, który jest autorem tegotego i tego. Nie omieszkał stworzyć tego i uwaga być głównym twórcą tego. Mogłabym tak wymieniać i wymieniać. Bri to autor prawie połowy z ich dorobku. Kudłaty wielkolud,  wirtuoz gitary, który na zrobionej przez siebie gitarze czyni cuda. Gdyby nie ten (już) dziadek, cała ta zabawa nie miałaby miejsca. Nikt by się z nikim nie spotkał , Bri zostałby  astonomem, Roger dentystą, Freddie pozostałby Bulsarą, a John... nie on byłby Johnem z mniejszą ilością kasy. Panie May ja serio Pana szanuję,  i darzę sympatią i to nie jest tak, że uważam Pana za starego dziwaka z parciem na szkło, który zatraca swój talent grając z Jessie J i walcząc w obronie borsuków...

John Deacon zwany przez fanów Wielkim Członkiem, to... basista.... Cichy człowiek, o którym nikt nie pamięta. Nawet fani zespołu zastanawiają się czy on w ogóle istniał. Od ponad 15 lat nie daje znaku życia. Podobno to on zarządza archiwum i nie pozwala go tknąć. Podobno siedzi w jaskini i czeka na apokalipsę. Podobno owa jaskinia znajduje się w Bieszczadach... Ale John, to John. Wielki Członek John, którego nie wolno zapomnieć.
Dziękuję Panu, Panie Diakonie za to, że zmuszasz mnie do rozpościerania skrzydeł i za okazję do tańczenia. Dziękuję, że dzięki temu pokazaliście, że dystans do siebie. Za to, że nie śpiewałeś i byłeś sobą

Roger Taylor- typowy perkusista. Perkusista o niesamowitym głosie. Utalentowany tekściarz. Ten śliczny ;) Roger to moja słabość. Nie chcę się rozpisywać bo wyjdzie na to, że Queen to Roger. Roger stworzył to (i zamknął się w szafie dopóki Fred nie zgodził się by znalazło się to na drugiej stronie singla Bohemian Rhapsody), to i to (wersja z wokalem Rogera tu). To dzięki niemu fani na całym świecie marzą by znaleźć się na stadionie, wznieść ręce w górę i wyklaskać Radio Ga Ga. Dziękuje Roger za bycie ozdobą zespołu, za głos który jeszcze bardziej wciągnął mnie w ten zespół, za każdą wysoką nutę, ka każde uderzenie w bębny. Za to błądzące spojrzenie, luz i styl "mam wszystko gdzieś a jak ktoś myśli inaczej to niech się pocałuje w dupę".



Dzięki temu zespołowi wydaje mi się, że dojrzałam. Nabrała dystansu do wielu spraw. Nic nie łagodzi moich nerwów lepiej, nic nie wprowadza mnie w lepszy nastrój. To dzięki nim znalazłam się w listopadzie w Atlas Arenie na koncercie Muse. To oni zajmują 90% mojej dyskografii i stanowią piękną ozdobę.


Moja miłość do nich jest nieodwzajemniona. Z oczywistych przyczyn nie mogę liczyć na to, że całą czwórkę ujrzę kiedykolwiek na koncercie. Gdybym miała TARDIS (if you know what i mean) cofnęłabym się na Wembley, do roku 1985 gdy w 20 minut zrobili to czego niektórym wykonawcom nie udaje się zrobić przez dwie godziny. 


Gdy Freddie skinieniem palcem potrafił ruszyć tłumem tak, że inni wykonawcy mieli do nich pretensje za skradzenie show. Oni wiedzieli najlepiej jak się to robi. Gdyby tylko wtedy mogli mieć to co daje dzisiejsza technika nikt nawet nie zwróciłby uwagi na te wszystkie gwiazdki popu. Queen królowaliby na scenie, wiedząc, że są najlepsi. Wiedzieli to już wtedy, myślę, że sądzą tak nadal.

Gdziekolwiek nie pojawi się nazwa Queen (raczej Roger + Brian,The Maylors) wiadomo, że będzie show. Nie ważne kto staje za mikrofonem, jest to wielkie wydarzenie. Bilety są wyprzedawane. Ludzie lgną by ich zobaczyć. Jako, że darzę ich taką miłością nie omieszkam podkreślić, że to się dzieje przyprawia mnie tylko o ból głowy. Kocham Briana i Rogera i nie pojmuję czy to jakieś starcze fochy, czy chodzi tylko o kasę, ale będąc tym kim oni są, pchanie się w te wszystkie durne projekty to po prostu niszczenie legendy. Musze to napisać. Adam Lampert (z całym szacunkiem dla jego "umiejętności" wokalnych) Jessie J (która miała czelność wić się niczym wąż wokół Briana na Olimpiadzie) Katy Perry, Lady Gaga to jakieś wielkie nieporozumienia. Boję się, że jak tak dalej pójdzie połączą swoje siły z Justinem B, którego nazwiska nie zapiszę, bo czegoś nie wykrakać. 

Możecie mówić, że przecież dzięki temu nadal występują. Wspaniale, ale znając ich możliwości, wiedząc na co ich stać, serce mi się kraje widząc tę szopkę. Gdyby tylko posłuchali fanów, gdyby spięli pośladki, odkurzyli archiwa, odnaleźli Johna, wzięli się za pisanie nowych tekstów, legenda Queen nie musiałby być legendą. Mogliby nadal manipulować ludźmi tak jak to robili 20 lat temu a oni nadal biliby im pokłony. 

Nikt nie zastąpi Freddiego, fakt, ale Roger i Brian (a także John) mają do tego największe prawo i najlepsze predyspozycje. Wystarczy, że posłuchacie tego:
a zrozumiecie mam nadzieję o czym mówię. 

Niech Queen trwa wiecznie, a wy odkryjcie ich twórczość- nie tylko Greates Hits, odkryjcie ich i doceńcie tę czwórkę facetów co mają talent. 

Do usłyszenia.





Komentarze

  1. Aż mnie wzięło na te Greatest Hits przez Ciebie :)

    Wiem, że to nie będzie na temat, ale i tak Ci to napiszę :D Na readingu czytamy różnego rodzaju artykuły z których mamy za zadanie zgłębianie każdego kulturowego pojęcia. W tekście "The Takeaway Language of slang" pojawił się więc raper z East Londynu - Dizzee Rascal. Jako, że kazano mi ten reading poprawiać (NIE WPISZĘ PANI TRÓJKI DO INDEKSU) moje notatki i rapera obejmowały. Wracam dziś po (słitaśnym nieco) pożegnaniu i poprawieniu tego readingu (tj. kulturówki i słówek) i co ja pacze? "We're excited to announce that Dizzee Rascal will be Muse's Very Special Guest at all UK stadium shows this summer!" ;OOO Ledwo do domu wróciłam i JUŻ mnie ten reading przesladuję :D Myślę, że UNIVERSE daje mi po cichu coś do zrozumienia :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Podziękuj temu kto kazał ci zgłębiać tajniki readingu :D A co do Greates Hits to najpierw 1, a najlepiej przesłuchaj Lajfów- Live Killers for example :D

      Usuń
    2. podziękowałam. może nawet za bardzo :)

      Usuń
  2. Oueen zawsze spoko ;D nie ma to jak będąc małym znać na pamięć tylko głos Fredka i ilekroć się go słyszało (nawet nie znając piosenki, ale ten głos :D ): "MAMO! QUEEN!".
    Pozdrawiam
    Wojciech
    PS
    Dzięki, bo o wielu z tych rzeczy nie miałem pojęcia :)

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz