poniedziałek, 26 sierpnia 2013

Filmowo

Ostatnio oglądam mało filmów. Skupiłam się na serialach. Pochłaniają wiele czasu, ale muszę przyznać, że Dexter słusznie plasowany jest na wysokich miejscach serialowego rankingu. Ale wracając do filmów:

Dwunastu gniewnych ludzi (1957)


Już nieraz przekonałam się, że rekomendacje filmowe mojej mamy trafiają w moje gusta. Nieczęsto oglądam stare filmy. Nie dlatego, że ich nie lubię, ale bardzo trudno jest je dostać. Dwunastu gniewnych ludzi już raz oglądałam, jednak widziałam wersję nową i niewiele z niej pamiętałam, więc pewnie nie była tak dobra. Natomiast o wersji z 1957 słyszałam same dobre opinie. 
Powstało wiele filmów o sądownictwie, o trudnych sprawach, ale zazwyczaj były one pokazane z perspektywy sędziów czy adwokatów (jak chociażby genialny Czas zabijania -gorąco polecam). Jednak niezwykle rzadko możemy wejść do sali obrad ławy przysięgłych. Podpatrzeć jak dwanaście, wypełniających obywatelski obowiązek osób, decyduje o losie innego człowieka.

Jest duszny dzień, na krześle siedzi wystraszony młody człowiek. Jest oskarżony o morderstwo. Już wygłoszono mowy końcowe. Teraz należy wydać wyrok. W pokoju obrad dwanaście osób postanawia zagłosować. Chce jak najszybciej wrócić do domu. Podnoszą ręce. Jedenaście głosów- winny, jeden- niewinny. Jak to? Przecież dowody wskazują, na niego. To oczywiste, że chłopak zabił! 
A może jednak nie?
Prawo mówi jasno: wyrok musi być jednomyślny. I tu rozpętuje się zażarta dyskusja, która ma na celu przekonanie tego jednego, że nie warto się spierać, jednak on uważa, że warto się nad tym zastanowić.

Możecie się zastanawiać co w tym takiego ciekawego, jednak muszę przyznać, że dawno nie oglądałam filmu, który tak zaprzątnąłby moim umysłem. Przez 90 min siedziałam spięta, nie chciałam odrywać się ani na minutę, byłam pod takim wrażeniem, że nie przeszkadzało mi, że akcja dzieje się w jednym miejscu, że nie ma zaskakujących zwrotów, że wszystko zamyka się w kręgu tych dwunastu osób. 
Film jest klasykiem ukazującym kunszt aktorski (w jednej z ról kapitalny Henry Fonda), wielkość starego kina, to "coś" czego tak bardzo potrzeba współczesnej kinematografii a czego nie potrafię określić. Jak dla mnie "rewelacja"


What Maisie Knew (2012)


Widziałam już tyle filmów o nieudanych związkach, walkach o dziecko, że trudno jest obejrzeć coś nowego, oryginalnego. Dziś jednak mi się udało, trafiłam na film bardzo w moim guście, chociaż filmweb dawał mu tylko 63%.

Opowiada on o siedmioletniej Maisie, która znajduje się w samym środku bitwy o prawa rodzicielskie pomiędzy jej mamą, starzejącą się gwiazdą rocka (Julianne Moore), a jej ojcem, sławnym handlarzem dziełami sztuki (Steve Coogan). Oboje są tak bardzo skupieni na własnych karierach, że dobro dziewczynki spada na drugi plan. W ramach zemsty związują się z ludźmi, którzy dostrzegają w Maisie to czego oni sami nie widzą.

Gdyby ktoś organizował konkurs na najbardziej egoistycznych rodziców w filmie, to ja zgłosiłabym rodziców Maisie. Przez cały film zastanawiasz się czym ta mała, urocza dziewczyna zasłużyła sobie na tak skrajnie nieodpowiedzialnych opiekunów. Oczywiście oboje ją kochają, to widać, ale żadne nie chce tak do końca podjąć odpowiedzialności. Film jest opowieścią o Maisie. To ona jest najważniejsza i to jej uczucia i jej świat starano się nam ukazać. Małą Onate Aprile można pokochać od razu. Mimo swych kilku lat zagrała tak przekonująco i tak urokliwie, że najchętniej sami zajęlibyśmy się małą Maisie. Na szczęście w jej życiu pojawia się dwoje ludzi, którzy też to dostrzegają. Alexander Skarsgård i Joanna Vanderham idealnie wpasowali się w swoje role. Byli ludzcy, uroczy, ujmujący, nawiązali z małą wspaniały kontakt co czuło się od początku. 
What Maisie Knew to poruszając opowieść, piękna ale smutna. Jednak poprawiła mi humor, wiem, ze to dziwne w przypadku dramatu, jednak jest to film tak przyjemnie operujący naszymi emocjami, że z czystym sumieniem mogę go wam polecić. 

3 komentarze:

  1. Mam takie kompleksy, gdy piszesz o filmach, że aż nie mi się nie chce czytać :(
    A miałam siedzieć i całe wakacje nadrabiać... ehh.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ja podobno marnuję czas:P

      Usuń
    2. marnujesz go mądrzej ode mnie :D

      Usuń