Filmowe podsumowanie... ostatnich miesięcy

FILMY nareszcie. Czuję, że sporo osób może mieć już dość książek, książek, książek... Ale o zgrozo mam więcej czasu by czytać niż oglądać, a może nie mam do tego nastroju... Przez ostatnie lata były tylko filmy i filmy, teraz robię sobie przerwę. Mam dla was jednak filmowe podsumowanie miesiąca, chociaż jeżeli mam być szczera, to są to filmy z ostatnich kilku miesięcy.


Jak się tak teraz zastanowię nad ostatnim półroczem, to niewiele filmów jest takich, które widziałam po raz pierwszy. Sporo oglądałam po raz wtóry, bo któraś z moich współlokatorek tego nie widziała, a byłby to grzech. Ale nie będę recenzować tych (tak jak Billy Eliot) oglądanych po raz dziesiąty. 



Absolwent (1967)


Z cyklu nadrabianie klasyki. Film, którego znałam nawet zakończenie, a którego nigdy nie widziałam. Według mnie absolutnie rewelacyjny film, który nie potrzebuje recenzji bo broni się sam. Kapitalna gra aktorska, świetna muzyka i fantastyczny klimat powodują, że nie bez przyczyny Absolwent zapisał się na stałe w historii kina.

Opowieść o absolwencie college'u, który po powrocie do domu nie ma absolutnie żadnego pomysłu na życie. Wdaje się w romans ze znajomą rodziców- panią Robinson, chociaż związek ten donikąd nie zmierza. Na dodatek zakochuje się w jej córce i wszystko komplikuje się jeszcze bardziej.

Młodziutki Dustin Hoffman może nie jest typem atrakcyjnego chłopca, do którego wzdychają wszystkie dziewczyny, ale ma w sobie pewien urok i idealnie pokazuje zakłopotanie i zagubienie swojego bohatera.
Ten film obalił pewne tabu. Stał się wyznacznikiem dla znanych nam produkcji. Pokazał coś o czym się głośno nie mówiło. Mimo pewnej dawki komizmu, jest to jednak bardzo smutna historia, o tym jak młody człowiek może być zagubiony i jak łatwo można nim kontrolować.

Musicie pamiętać, że film powstał w latach 60. więc nie spodziewajcie się niczego nieprzyzwoitego, Wydaje się, że sama tematyka była wystarczająco szokująca. Nie ma tu niczego, czego przykładny obywatel w kinie widzieć nie powinien, dlatego dostajemy sceny z Hoffmanem pływającym na materacu przeplatane scenami z panią Robbinson w bieliźnie. Dlaczego Hoffman jest taki zrelaksowany w basenie dopowiedzcie sobie sami.

Dam wam jedną radę. Po przeczytaniu tej notki, od razu obejrzyjcie Absolwenta, jeżeli nie macie innych pomysłów. Gwarantuję, że jest to coś godnego uwagi, a soundtrack pewnie zagości na waszych playlistach. 

Na koniec piosenka, która jest dla mnie najlepszą recenzją tego filmu.





Nietykalni (2011)


Gdy ktoś, tak jak ja, ma problemy z kinem francuskim, musi naprawdę się zwalczyć by obejrzeć jakiś z ich filmów. A później tak jak w wypadku Nietykalnych, jest mu głupio, że zwlekał tak długo.

Jak może wyglądać relacja zdziwaczałego, sparaliżowanego mężczyzny i chłopaka z przedmieść, który ciągle sprawiał tylko problemy? Cóż... ciekawie. Wbrew temu co się obawiałam, film nie opowiada o chorobie, nie jest przytłaczający. To przezabawny, pełen pozytywnych emocji komediodramat, który jest jednym z tych filmów, o których się dużo mówi  i które się długo pamięta. I to zasłużenie.

Wspaniała gra aktorska i wspaniały scenariusz sprawiają, że Nietykalni to filmowa uczta. Jeżeli jeszcze jakimś cudem nie widzieliście tego filmu- nie zwlekajcie. Może nie jest tak wybitny jak wskazują rankingi, ale bez wątpienia jest to pozycja obowiązkowa.

I czy tylko mnie François Cluzet przypomina Dustina Hoffmana?


Dzień świra (2002)



Powiedzieć, że to klasyk polskiego kina to mało. Film wielu zna na pamięć, a dialogi przeszły do historii. I nie powinnam go oglądać po raz pierwszy, a dziesiąty, ale jednak był to mój pierwszy raz. A na studiach polonistycznych powinien być on lekturą na równi z Historią filozofii Tatarkiewicza. Cieszę się jednak, że oglądałam film teraz. Po pięciu latach. Myślę, że rozumiem go jeszcze lepiej.


Film jest słodko-gorzką opowieścią o życiu. Koterski nie owija w bawełnę, pokazuje jak jest robi to w taki sposób, że każdy ma na koniec ochotę zawołać To be, kurwa!, or not to be!

Dzień świra to film-monolog. Od początku do końca przegadany, werbalizuje chyba myśli każdego, kto choć raz zastanawiał się nad swoim życiem. Pokazuje ironię dnia codziennego i prawdziwą szarość rzeczywistości. Głównym przesłaniem jest to, że życie jest do dupy i wszyscy, jak takie małe robociki, nakręcamy się i żyjemy bez sensu i celu.


Mimo swojego specyficznego artyzmu i w sumie ciekawej treści, nie uznam tego filmu za coś znakomitego. Dla mnie osobiście, Koterski chciał stworzyć na siłę coś wyjątkowego, co każdy będzie cytował i się tym zachwycał. Przerost treści nad formą. I zgadzam się, że dialogi są świetne, że zamysł też, ale dla mnie może było tego za dużo. 

Jednak polecam wam tą komedię. TĘ.

A może jestem podirytowana, że ja polonistka podzielę los polonisty Adaś Miauczyńskiego? Życie jednak jest bez sensu. 

Przecież moje życie, moje! miało wyglądać zupełnie inaczej...


Kopciuszek (2015)


Gdy ci źle, gdy masz doła, albo gdy jesteś już zmęczony otaczająca cię codziennością najlepiej sięgnąć do Disneya. To już taka niepisana zasada, że bez względu na to ile masz lat, Disney traktuje cię zawsze tak samo i przenosi w krainę baśni i magii i zawsze potrafi poprawić humor.

Po wielu bajkach animowanych i filmach z młodymi gwiazdkami, studio postanowiło zabrać się za klasyczne baśnie. Po świetnym Into the Woods przyszedł czas na bajkę, którą dzięki Disneyowi już kiedyś oglądaliśmy, a na której się wychowałam. Kopciuszek w wersji filmowej to mieszanka dobrze znanej nam bajki z 1950 roku i starych baśni.

Disney nie odszedł od swoich korzeni. Podobne sceny, podobne kostiumy i nawet wierszyk-czar wymawiany przez wróżkę chrzestną. Wszystko w wersji aktorskiej, ale nie brakuje tu dawnej magii. Przez cały czas z nie znikał mi uśmiech z twarzy. Zostałam zaczarowana. Może przepych, może kicz, może zbyt złotko, ale dla mnie to wszystko tworzy niesamowity klimat, a ja sama czułam się jak małe dziecko w krainie czarów. 

Disney idzie w dobrą stronę. W oczekiwaniu na Piękną i Bestię z Emmą Watson, pewnie jeszcze kiedyś wrócę do Kopciuszka by podziwiać piękną Helenę Bonham Carter i równie pięknego Roba Starka Richarda Maddena.



Z ulgą publikuję ten post, bijąc się w pierś. Zaniedbałam moją duszę filmoholika niemiłosiernie. Powyższe pozycje to tylko kilka wybranych, dla Was, na letni wieczór, gdy będziecie się zastanawiać co obejrzeć. Postaram się poprawić i w sierpniu wrócę z czymś ciekawym. 


Komentarze

  1. 'Nietykalni' to świetny film. Zgadzam się. 'Absolwenta' jakoś nie miałam okazji zobaczyć.

    OdpowiedzUsuń
  2. Widziałam tylko "Nietykalnych" i zrobił na mnie ogromne wrażenie:)

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz