Bookish Pet Peeves #1 czyli książkowe NOPE.

Tak w tytule jest kropka nienawiści. 

Jestem osobą dość spokojną i wyrozumiałą i staram się nie oceniać nic pochopnie i staram się bardzo kończyć to co zaczęłam (i użyłam w tym zdaniu stanowczo za dużo "i"). Jednak są momenty, które mnie przerastają i zwyczajnie denerwują.
Że w gruncie rzeczy, rzeczy wymienione powyżej nie są całą prawdą przekonacie się za chwilę. Prawda jest taka, że łatwo mnie zirytować. Serio, bardzo łatwo.
Jak już zdążyliście zauważyć jestem całkiem sporym Molem Książkowym. Zauważyliście też pewnie, że większość zamieszczanych tu recenzji jest raczej pozytywna, bo widzicie, sprawa wygląda tak, że staram się nie brać książek w ciemno, staram się zrobić choć najmniejszy resarch (chociażby ocena na goodreads) więc generalnie nie czytam shitowych książek. Żeby jednak coś mnie wkurzyło nie musi to być cała opowieść, czasami wystarczy szczegół, a gdy jest on nagminnie powielany, staje się moim wielkim NOPE. 
I o tym właśnie chcę z wami dziś pogadać (a raczej poprowadzić mały monolog, licząc na waszą reakcję).


Przygotowałam sobie listę tego, co mnie w książkach denerwuje i muszę przyznać, że lista cięgle rośnie, dlatego postanowiłam zrobić z tego cykl postów, w których będę zamieszczać po 5 moich Pet Peeves (#soenglisz) i dzielić się z wami tymi elementami książek, które powoduję, że włosy mi się jeżą na głowie i mam ochotę rzucić książką przez pokój. Nie są to jednak rzeczy które powodują, że tak robię, są to rzeczy, które mają wpływ na to jak oceniam daną pozycję, albo rzeczy których staram się unikać. 

Kolejność również jest przypadkowa- numeruję je byście mieli świadomość jak bardzo krytycznym i wścibskim czytelnikiem jestem.

1. Bohater - wybraniec

Zawsze zaczyna się tak: albo jest źle, wojny, podział klasowy, głód i ubóstwo- klasyczna dystopijna wizja dziejów. Albo zbliża się jakiś kataklizm, albo pojawia jakiś wielki wróg, którego trzeba pokonać. Generalnie świat opisany w książce jest do dupy. I trzeba go jakoś naprawić. I wtedy pojawia się bohater. Ok, zatrzymajmy się tu na chwilę. Na świecie jest 7 miliardów ludzi. 7 MILIARDÓW, jak weźmiesz pod uwagę, że większość dystopii rozgrywa się w przyszłości, to możesz z powodzeniem dodać jeszcze o kilka więcej. I z tych 7 miliardów wyłania się ta jedna jedyna osoba, która jest w stanie uratować wszystkich. I jakimś dziwnym trafem jest to nastolatek. Wybraniec.

OK. Wiem co teraz myślicie.


Ale umówmy się: 1) Harry'ego Pottera nigdy nie skrytykuję 2) wszystko tu było porządnie przemyślane 3) Voldemort sam tego chciał 4) Harry Potter to Harry Potter- zostawmy go w spokoju.
Poza tym nie o takiego Wybrańca mi chodzi.

Ten nastolatek, to w 90% przypadków dziewczyna. Niczym się niewyróżniająca, nieznośnie przeciętna, która nagle odkrywa swoją "wyjątkowość" (która jest bardzo naciągana) i chce się poświęcić dla dobra ludzkości. I zaczyna ona wszczynać rewolucję i wszyscy stają za nią murem i nagle ona jedna, tylko ona może zmienić świat. 
Tylko, że ona w cale taka wyjątkowa nie jest! 

Niezgodna. Czytając pierwszą część myślę- no ok, drugie Igrzyska Śmierci ale ok jest nawet ciekawie... i co nagle!?  Że bycie Niezgodnym to nie pojedynczy przypadek? No to sorry ja was bardzo, ale dlaczego Tris jest tak w takim wypadku taka wyjątkowa. Dlaczego od niej ma się wszystko zacząć, dlaczego to ona ma przewodzić, dlaczego nie ktoś starszy, mądrzejszy, doświadczony, fajniejszy i mniej irytujący?! Nie ma tam kogoś o lepszym autorytecie, kogoś bardziej doświadczonego, prawdziwego lider?

Ok w tym momencie powinnam chyba zaznaczyć, że nie jestem fanką tych książek, a uściślając Tris, więc jeżeli to wasza ulubiona seria, to przepraszam.

Także, to mnie denerwuje, gdy jedna, nastoletnia osoba ma ocalić świat. Póki nie jesteś Jezusem albo nie poddano cię dziwnym eksperymentom i nie zamieniasz się w zielonego giganta, albo nie biegasz w obcisłym trykocie (z peleryną lub bez), albo nie przeszedłeś szkolenia u szefa Ligi Zabójców- to sobie daruj. Serio, bo nie uwierzę, że cały świat poszedłby za jedną nastolatką, która nawet nie ma najlepszego PRu (Katniss miała całkiem dobre zaplecze.)

2. "przeciętna bohaterka"

Nie oszukujmy się. Prawie nigdy nie jest na odwrót. To zawsze ona jest tą przeciętną, szarą myszką, a on jest umięśnionym półbogiem, który nagle ją zauważa i się szaleńczo zakochuje i jeszcze z bad boya staje się potulnym barankiem, bo ona, ta przeciętna dziewczyna, wywróciła jego świat do góry nogami.

Jak Kopciuszek. Nie no, ok wszystko w porządku. Przecież to bajka i fajnie, że wszystkie dziewczynki mogą wierzyć, że zjawi się książe na białym koniu i zmieni ich życie w cudowną opowieść. Tylko co mnie wkurza najbardziej, to to, że zanim będzie happy end i ptaszki będą śpiewać a oni całować się w deszczu przy zachodzącym słońcu, to Ona będzie jeszcze przez cały tan czas zastanawiać się dlaczego On wybiera ją, bo przecież Ona jest taka przeciętna i zwyczajna, a on OMG taki wspaniały.
Powtarzanie mi w koło, że ona jest tak zwyczajna powoduje odwrotny skutek! Wtedy ja też myślę tak jak Ona i zastanawiam się dlaczego, skoro Ona jest tak beznadziejna On ją nadal chce. 


I ona ciągle jeszcze to mu wmawia. Proszę was, kto by to wytrzymał!?

3. trójkąty miłosne.

A właściwie Ona jedna i ich dwóch. Rzadko na odwrót. Trójkąty miłosne to najbardziej oklepany wątek w powieściach każdego gatunku. I w gruncie rzeczy najgłupszy.
I już śpieszę z wytłumaczeniem, bo słyszę ten tłum wołający "Czekaj chwilkę! A co z dramaturgią!"

No to ja wam coś powiem. Dobry dramatyzm jest dobry, ale gdy bohaterka myśli "kocham obu i nie wiem którego wybrać!" to coś tu jest bardzo nie tak. To najbardziej egoistyczna rzecz jaką można zrobić. 

Nie mówię, że nie można kochać dwóch osób jednocześnie, ale teraz niech te wszystkie czytelniczki, które tak uwielbiają trójkąty miłosne zastanowią się przez chwilę: gdyby tak facet wam powiedział, że was kocha, ale kocha też inną i w sumie nie wie co ma robić, to też wam by się podobała taka drama? Nope. 


Jak to nie możesz się zdecydować?! Kobieto ogarnij się. I co najgorsze, w tych wszystkich powieściach, faceci nie mają nic przeciwko temu, ba będą walczyć i udowadniać jej kto jest lepszy. Czy to nie najgłupsza rzecz ever?! W prawdziwym świecie dano by już powiedzieli "mam dość!" i poszli sobie w siną dal.

I taka adnotacja: mówię o momencie gdy w tym samym czasie ona jest tak jakby z jednym i drugim, ale z żadnym naprawdę. I siedzi i się zastanawia i analizuje, a tych dwóch kretynów czeka i patrzy na nią jak w obrazek. A czytelnicy jeszcze przekrzykują się: "Team Jacob!"/"Team Edward!" ale nikt nie pomyśli, że Bella to egoistyczna idiotka, która ma problem z osobowością i bawi się uczuciami innych.

Facet, skoro ona nie wie czy nie woli innego, to weź se znajdź taką, która będzie chciała tylko ciebie!


4. Odkupienie postaci (gloryfikacja na siłę)

Gdy czarny charakter staje się dobry, po tym jak przez wiele przeszedł i wszystko wywróciło się do góry nogami a on zobaczył, że robi źle, to ok. 

Ale gdy bohater to kanalia, która gnoi wszystkich w okół, jest zła i samolubna, tak, że przez całą książkę/serię go nienawidzisz i nie ma żadnych przesłanek że może jest dobry i nagle, na samym końcu jest BUM on jest dobry i wszyscy nagle zapominają dlaczego go nienawidzili, bo on jest tak wspaniały, to tego akceptować nie mogę. 
Przykład?



JEŻELI NIE CZYTAŁEŚ HP lub NIE WIDZIAŁEŚ FILMÓW- NIE CZYTAJ DALEJ.

Snape przez całe życie był wkurzającym, egoistycznym i zapatrzonym w siebie gnojkiem. Pokochał Lily, ale gdy ta go olała bo NIC do niego nie czuła postanowił traktować wszystkich jak śmiecie. I traktował tak Jamesa i jego kumpli i nie zapomnijmy, że traktował tak Lily. Przeszedł na czarną stronę, był pionkiem Voldemorta, szpiegował dla niego. Gdy Voldi pozabijał Potterów, Snape nagle oprzytomniał, przeszedł nad martwym ciałem faceta którego Lily kochała, olał jej płaczącego synka i co i płakał, bo jego szef zrobił to co mówił, że zrobi. Później przez cały okres szkoły gnoił i poniżał jej syna, traktował go jak śmiecia i chłopcu, który nie znał ojca, wmawiał jakim śmieciem on był. I nagle, tylko dlatego, że był podwójnym agentem mam go lubić? Dlatego, że "chronił" Harry'ego? Mam mówić jaka wielka miłość łączyła Lily i Snape'a? Chyba żartujecie. I jeszcze Harry musiał nazwać jego imieniem swojego syna. No sorry ale gdyby ktoś przez całe życie traktował mnie jak robala to nawet gdyby przyjął za mnie kulkę, nie nazwałabym po niem swojego dziecka. I to mnie wkurza- jego gloryfikacja i wyolbrzymianie jego miłości do Lily. Bo on nie chciał być dobry, on chciał tylko oczyścić sumienie, czyli nadal z pobudek egoistycznych.

KONIEC SPOILERU


5. zachowanie nie odpowiednie do wieku

To jeden z moich największych problemów przy ocenie postaci. Gdy bohater/bohaterka zachowuje się nie adekwatnie do swojego wieku. Potrafię jeszcze, w szczególnych wypadkach zaakceptować sytuację, że bohater musiał szybko dorosnąć i przejąć odpowiedzialność za rodzinę i obowiązki. Chyba, że to szesnastolatek, który postradał rozumy i myśli, że jest dorosły i wszystko mu wolno (ale to normalne zachowanie dla nas wszystkich). Gdy jednak bohater jest dorosły, albo względnie dojrzały i zachowuje się jak dziecko, to to doprowadza mnie do szału.

Mamy 18 letnią bohaterkę, która kompletnie nie rozumie realiów świata, zachowuje się jak rozpieszczony bachor, któremu zabrano zabawkę. Myśli tylko o sobie, a jej czyny nie wskazują w żaden sposób, że jest to osoba samodzielnie myśląca, to muszę powiedzieć nie. 

To właśnie spowodowało, że mam wielki problem z książkami Jenny Han. Jej książki: cykl Tego lata stałam się piękna i Do wszystkich chłopców których kochałam, to całkiem ciekawe książkowe pomysły, ale jej bohaterki to jakieś niedojrzałe idiotki, które w stosunku do otoczenia i innych postaci zachowują się jak pięciolatki. 

Nie mam nic przeciwko odrobinie dziecinności, sama jestem jeszcze wielkim dzieckiem, ale nie w przypadkach gdy w codziennych, bardzo randomowych sytuacjach bohater nie potrafi się zachować!
Myśl człowieku!






To tylko 5 z denerwujących mnie motywów. Jest tego znacznie więcej i będę się z wami nimi dzieliła. Wiem, że w tym poście jest wiele zdań wielokrotnie złożonych, ale tak mam gdy się denerwuję. Oczywiście w każdym przypadku są odstępstwa od reguły i można znaleźć przykłady, które obalają moje tezy, jednak reguły pozostają te same. Zresztą to nie jest tak, że odrzucę książkę z tych powodów. Czasami wystarczy jeden mały zabieg, który doda motywowi oryginalności, albo sprawi, że pomyślę: ok, nie lubię tego pomysłu, ale robi się ciekawie. 

Jestem ciekawa co wy myślicie o tych denerwujących mnie motywach.

Komentarze

  1. Podpisuję się pod wszystkim obiema ręcami i nogami! :)

    OdpowiedzUsuń
  2. U mnie na miejscu numer jeden jest ta "zwyczajna dziewczyna" jako główna bohaterka. Zazwyczaj zakompleksiona i poznaje tego swojego niesamowitego, jeszcze lepszego od najśmielszych marzeń faceta. I te straszne dylematy po drodze do oczywistego happy end'u. Eh :)
    Z resztą też się zgadzam, jak najbardziej :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja najbardziej nienawidzę trójkątów miłosnych i tych wariatek, które wiecznie nie wiedzą czego chcą...grrr...

    OdpowiedzUsuń
  4. Chyba najbardziej irytuje mnie bohater wybraniec i przeciętna bohaterka.

    OdpowiedzUsuń
  5. Trójkąty miłosne - najgorsza rzecz ever -.-
    A tak po za tym to genialny post! Czekam na kolejny
    Blondie in Wonderland

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję! Kolejny się pojawi i następnie kolejny też :D

      Usuń
  6. Jak to dobrze, że nie czytam takich książek. W bardzo prosty sposób - 99% książek z dziećmi/nastolatkami ignoruję. :D
    A co do oceny na GR. Elizabeth Moon cykl "Wojna Vattów" ma całkiem pozytywne recenzje, a to jedna z gorszych książek, jakie kiedykolwiek czytałam. Chyba bardziej od bohaterki wkurzały mnie "niewiarygodne sytuacje" typu "gdy potrzebowała pomocy akurat jego spotkała" etc.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Och jak to dobrze, że istnieją jeszcze inteligentni czytelnicy o tak wysublimowanym smaku, świecący jako ten diament w bagnie umysłowej hołoty. <3 Niegodnam odpowiadać na twój komentarz, ale że mnie zżera irytacja jak słyszę takie wypowiedzi, to nie zdzierżę i muszę wtrącić swoje trzy grosze.

      Nie trawię, kiedy ktoś z góry skreśla cały gatunek i uważa się za lepszego z tego powodu. Rozumiem, każdy ma inne preferencje, masz prawo nie lubić takich ksiażek - ja sama mam z nimi często problem - ale, jak babcię kocham, nóż mi się w kieszeni otwiera jak widzę jacy to są niektórzy lepsi, bo nie czytają książek dla młodzieży. Zwłaszcza, że artykuł nie odnosi się do gatunków, a jedynie do pewnych tropów, które możemy znaleźć wszędzie.

      Usuń
  7. Ten komentarz został usunięty przez administratora bloga.

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz