Problem z filmami

Ci z was, którzy zaglądają tu dłużej niż od ostatniego półrocza mogą być trochę zgubieni. Mój blog powstał po to, bym mogła dzielić się z wami swoimi przemyśleniami na różne tematy, jednak w większości były to posty dotyczące filmów. Jak pewnie zdążyliście zauważyć w ostatnich miesiącach wiele się zmieniło. Dużo więcej czasu poświęcam książkom i okołoczytelniczym zagadnieniom. To nie jest tak, że zmieniłam profil bloga na literacki, to co możecie przeczytać po prawej stronie w sekcji "co tu znajdziecie?" jest nadal aktualne. Kłopot w tym, że ostatnio mam spory problem jeżeli chodzi o sprawy filmowe.



Nie przypuszczałam, że kiedykolwiek to stwierdzenie padnie z moich ust ale nie mam ochoty na oglądanie filmów. 




Taaaaa....

Nie mam pojęcia czym jest to spowodowane. Zastanawiałam się nad tym dłuższą chwilę i nadal nie odkryłam przyczyny. Kwestią nie jest brak czasu, bo myślę, że nawet jeżeli ktoś, tak jak ja, nie ma go zbyt dużo, zawsze może znaleźć przynajmniej godzinkę- dwie dla siebie w tygodniu. Mimo natłoku pracy związanej z piszącą się ^^ magisterką, tym, że stale mam otwartego worda, potrafię wygospodarować czas by robić coś innego. Ba! jest to nawet konieczne, bo inaczej bym psychicznie nie wytrzymała. I o ile jeszcze jakiś czas temu naturalną odskocznią dla mnie były filmy i seriale, tak teraz nie mam na nie ochoty. 


To, że teraz wolę poczytać książkę jest związane z różnym innymi aspektami, ale sama się sobie dziwiąc muszę przyznać, że filmy nie sprawiają mi teraz tak dużo przyjemności jak kiedyś. Wiem, że jest to stan przejściowy, ale chciałam zamieścić ten post, ponieważ zauważyłam, że niektórzy mają mylne mniemanie o tym co tu robię. 

Recenzje wrócą, mam nawet w zanadrzu kilka postów filmowych, jednak nie chcę robić niczego na siłę. W ostatnich 3 miesiącach obejrzałam może 4 filmy. Postaram się by było różnorodnie, szczególnie dla tych, którzy tu zaglądali, a już nie zaglądają, bo tylko "książki, książki, książki". Piszę ten post też po to, by nie czuć się źle z tym co właśnie robię. 

Usprawiedliwiam się, wydaje mi się, że robię to cały czas, ale w tym wypadku czuję, że trzeba. Zawsze przychodzi czas gdy trzeba odstawić to co się kocha, by całkowicie sobie tego nie zepsuć. Z książkami już tak było, przyszła kolej na filmy. I chociaż wydaje mi się, że coś zaniedbuję, wierzcie mi, już dawno nie byłam tak poukładana w tym co chciałam tu przekazywać.

Ok, to tyle na dziś. W sumie nic konkretnego- kolejne usprawiedliwienie. 

Do następnego razu- nie wiem czy filmowo, czy książkowo, czy życiowo, ale widzimy się wkrótce.




Komentarze

  1. Ja też tak mam od ponad roku. Za to zaczęłam staranniej wybierać filmy. Tak jeden na tydzień albo i rzadziej.

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja nigdy nie była wielką fanką filmów i dopiero niedawno zaczęłam je w ogóle oglądać, ale zdecydowanie bardziej wolę książki:)

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz