poniedziałek, 29 lutego 2016

Oscarowe szaleństwo: wydanie 2016

Cóż to była za noc! Chciałoby się powiedzieć, ale prawda jest taka, że wyjątkowo mało się Oscarami ekscytowałam... Nie miałam wielkich faworytów, żaden z filmów mnie nie powalił, a sama oscarowa otoczka nie jest już tak ekscytująca jak zastanowisz się jak to wszystko działa. 

Ale ceremonia sama w sobie to zrekompensowała. 

W zeszłym roku dużo mówiło się o kobietach, o tym jak mało dobrych, pierwszoplanowych ról kobiecych jest. Jak mało filmów o kobietach. W tym roku, tak jakby trochę na siłę niestety, przeszmuglowano niektóre. Ale jeżeli zwrócono uwagę na kobiety, zapomniano o czymś innym.

Od początku ogłoszenia nominacji, mówiono o Białych Oscarach i rzeczywiście, biel aż świeciła. Ale jeżeli wśród nominowanych zabrakło innych niż biała ras, to prowadzący ceremonię Chris Rock zadbał o to by była to najbardziej "czarna" ceremonia w historii. I według mnie udało mu się to fantastycznie.


niedziela, 28 lutego 2016

Oscary 2016: Marsjanin i Brooklyn

Ostatnie dwa filmy z nominowanych w kategorii Najlepszy film. Specjalnie zostawiłam te dwa na koniec bo od samego początku, z różnych przyczyn te dwa wzbudzały moją największą ciekawość. Nie zawiodłam się. Powiem szczerze, że są to moi ulubieńcy, chociaż obiektywnie ich szanse na Oscara są raczej znikome. Zarówno w ocenach i recenzjach nie są faworytami. Szkoda, ale to nie powoduje, że muszę je lubić mniej. Wręcz przeciwnie, są to filmy, które idealnie wpasowały się w mój gust i opinia innych na pewno tego nie zmieni.  



Brooklyn

Brooklyn to film jakich się już nie robi zbyt często. Bardzo delikatna i oszczędna w środkach produkcja, której klimat przypomina dawne brytyjskie filmy z epoki kiedy bardziej liczył się przekaz niż przepych i pieniądze. Brooklyn posiada w sobie coś co urzeka od samego początku, specyficzny, lekko nostalgiczny klimat. Zadziwiające jak mimo to idealnie wpasowuje się w problemy współczesnego świata, bądź co bądź jest to film o emigracji, trochę innej niż dzisiaj, jednak nadal emigracji. Bohaterka rozdarta między dwoma światami musi zdecydować, czy nowe życie warte jest całkowitego porzucenia rodzimego domu. Mnie Brooklyn całkowicie oczarował. Niemal w każdym szczególe jest idealny. Piękne zdjęcia, klimat, muzyka. Bardzo lubię filmy, które nie krzyczą wyrazem, dają poczucie spokoju ale nie są nudne. Oczywiście klimat Brooklyn nie przypadnie połowie widzów do gustu. Nie żyjemy w czasach kiedy filmy tego typu są chętnie oglądane, ale wiem, że znajdzie się grono widzów, które zostanie tak samo oczarowane jak ja. To film całkowicie w moim guście i z chęcią obejrzę go jeszcze raz.
Najmocniejszą stroną Brooklyn są bez wątpienia aktorzy. Nie ważne na którym planie, wszyscy spisali się wyśmienicie. Nie przeczę, osobą dla której chciałam obejrzeć film była Emily Bett Ricards i może większość z was nie wie o kim mówię, zobaczenie jej w takiej produkcji bardzo mnie ucieszyło. Jednak jej rola, Patty, była malutka, ale nawet aktorzy w tych małych rolach byli znakomicie. Julie Walters chyba nigdy nie zawodzi, mały James DiGiacomo grający brata Tony'ego był kapitalny, tak samo jak szefowa Eilis grana przez Jessice Paré . Jednak to Saoirse Ronan i Emory Cohen powalają. Tworzą uroczy, bardzo dobry duet i graja wybornie.
Wiem, że wiele osób się na Brooklyn wynudzi, będzie krzyczeć jakie to słabe i nic się nie dzieje, ale dla mnie taki jest właśnie urok filmu. Z uśmiechem na twarzy obejrzałam go z tak dużą przyjemnością, że uśmiech jeszcze nie zniknął.

Najlepszy film Amanda Posey, Finola Dwyer
Najlepsza aktorka pierwszoplanowa Saoirse Ronan
Najlepszy scenariusz adaptowany Nick Hornby
Pewnie skończy się bez statuetki, takie mamy Oscary w tym roku. Szkoda. Ale film nadal uważam za dobry. Nie mierzmy go miarą złotych posążków.


Marsjanin


W przypadku Marsjanina zrobiłam wszystko jak należy- najpierw przeczytałam książkę (recenzję możecie przeczytać tu - podobne uczucia miałam podczas oglądania filmu). Materiał jaki mieli twórcy filmu był rewelacyjny, książka Andy'ego Weira jest kapitalna, posiada wszystko czego mogłabym chcieć. Film natomiast okazał się jedną z najlepszych ekranizacji jakie widziałam. Twórcy uchwycili wszystko to co było mocną strona książki. Dramatyzm idealnie przeplatany z wyśmienitym humorem, ciekawy montaż i narastające napięcie. Nie wiem, jak odbiorą film ci którzy nie czytali książki, ja nie radzę tego robić. Film zyskuje bardzo dużo jeżeli znamy pierwowzór. Dlatego powiem tylko byście sięgnęli po książkę. Nie chcę wam więcej psuć tej historii.
Film technicznie jest bardzo dobry, ale tylko taki mógł być, posiadając taką historię. Bardzo dobra rola Matta Damona. Świetny scenariusz, chociaż końcówka nie do końca mnie zachwyciła, ale zrozumiecie dlaczego gdy przeczytacie książkę. Bawiłam się doskonale, niemal tak dobrze jak podczas czytania. Bez wątpienia jeden z moich ulubionych filmów w zestawieniu.

Najlepszy film Mark Huffam, Michael Schaefer, Ridley Scott, Simon Kinberg
Najlepszy aktor pierwszoplanowy Matt Damon
Najlepszy scenariusz adaptowany Drew Goddard
Najlepsza scenografia Arthur Max, Celia Bobak
Najlepsze efekty specjalne Richard Stammers, Anders Langlands, Chris Lawrence (V) i Steven Warner (II)
Najlepszy dźwięk Mac Ruth, Mark Taylor, Paul Massey
Najlepszy montaż dźwięku Oliver Tarney
Jeden z tych filmów gdzie mogę zrozumieć każdą nominację, bo każda wydaje mi się zasłużona.



Ceremonia już dziś. Jeżeli miałabym obstawiać, pewnie szczerze powiedziawszy nie mam faworyta. Wątpię by Mad Max wygrał, dlatego nie chcę sobie robić nadziei. Dużą szansę ma Zjawa, pewnie politycznie poprawny byłby Oscar dla Spotlight. 
Aktorsko? Leo ma największe szanse i naprawdę będę rozczarowana jak nie wygra, ale Eddie Redmayne też był świetny. Nominacje dla aktorek mnie zawiodły, więc pewnie zwycięży Brie Larson. Dużo ciekawsze (jak zazwyczaj) są nominacje dla aktorów drugoplanowych. 
Poczekamy zobaczymy. 
Jestem zawiedziona nominacjami, zawiedziona wybranymi filmami. Zawiedziona tym rokiem. 

Jeżeli jednak zamierzacie oglądać ceremonię na żywo, to zapraszam na mojego facebooka, będzie relacja live!

piątek, 26 lutego 2016

BookNerd Rev: 5 sekund do IO

Nie żebym grała w jakiekolwiek gry, ale ilość przeczytanych książek na ten temat, daje mi poczucie posiadania wystarczających kwalifikacji, by uważać się za mistrza gier komputerowych. Wiem, oszukuję się, bo jedyną grą w jaką umiem grać są Simsy a i tak moje zainteresowanie mija jak już wybuduję dom. Niemniej sporo czytam i już w tym roku udało mi się przeczytać dwie książki związane z grami, co automatycznie sprawia, że na chwilę obecna taką literaturę wg. Goodreads czytam najchętniej. Ej, ale warto, naprawdę warto!


Jest kilka spraw, związanych z literaturą, których się wstydzę. Największą jest jednak to, że mimo, że czytam naprawdę dużo, a jednak wśród wszystkich tych pozycji tak mało jest polskich książek. W zeszłym roku była jedna... a i tak autorka ma tak niepolsko brzmiące nazwisko, że łatwo się nabrać. Dlatego też jednym z wyzwań na 2016 było sięganie po literaturę rodzimą. Oh jak się cieszę, że zaczęłam od tej właśnie książki. 

Akcja nowej powieści znanej i cenionej pisarki Małgorzaty Wardy toczy się na dwóch planach – w realnym życiu i w grze, do której wchodzi szesnastoletnia bohaterka. W szkole Miki dochodzi do tragicznej w skutkach strzelaniny. Tylko ona widziała sprawcę. Okazuje się, że dramat w liceum mógł mieć coś wspólnego z kontrowersyjną i tajemniczą grą, stworzoną w najnowszej technologii, gdzie gracz odczuwa nie tylko temperaturę otoczenia, zapachy i smaki, ale też ból. Może tam nawet przeżyć własną śmierć. Na prośbę policji Mika wkracza w wirtualny świat stworzony na wulkanicznym księżycu Io. Czy i ona wpadnie w pułapkę piekielnie niebezpiecznej gry?

Akcja książki rozgrywa się w przyszłości, nie jest ona dokładnie sprecyzowana, przynajmniej ja niczego nie zakodowałam, jednak podejrzewam, że to okres nie tak nam odległy. Skoro "Follow me" Muse to muzyka młodości rodziców głównych bohaterów, możemy spokojnie wnioskować, że to książka o przyszłości naszych dzieci. Dziwne, ale ciekawe.

Mój stosunek do polskiej literatury młodzieżowej jest dosyć ambiwalentny. Z jednej strony czytałam wiele naprawdę fajnych książek, z drugiej sposób konstruowania świata i to nasze polskie otoczenia, i bohaterowie, i zachowania nie zawsze mi pasowały. Dlatego wybierałam literaturę zagraniczną. O tym dlaczego, powstanie osobna notka, ale nie wiem jeszcze kiedy. Dziś jednak chcę się z wami podzielić książką, która całkowicie zmieniła mój stosunek do polskich książek!

5 sekund do IO to nie tylko nowoczesna, napisana bardzo dobrym stylem książka dla młodzieży, ale również uniwersalna opowieść, która myślę, że spodobałaby się wszystkim bez względu na szerokość geograficzną w jakiej mieszkają. Wiem, że może nie powinnam jej oceniać przez pryzmat polskości, ale inaczej nie mogę. Dla mnie przez wiele lat literatura młodzieżowa pisana przez Polaków była nieatrakcyjna i teraz tak wiele się zmieniło. Ta książka to zmieniła.

Książka zaczyna się od razu od mocnego wydarzenia, strzelanina w szkole. Nie są tematy dla nas obce, ale też bardziej wpisujące się w amerykańskie warunki. I muszę przyznać, że jest to takie rozpoczęcia jakie lubię, mocne, chwytające jak w dobrym filmie. Cała zresztą książka skonstruowana jest tak, że bez problemu mogłaby być podkładką dla filmu. Kto z nas nie chciałby zobaczyć świata "Work a Dream" na srebrnym ekranie? Podobnie jak w przypadku książek Ernesta Cline, jestem przekonana, że takich materiałów nie powinno się zmarnować. (a teraz to my Polacy mamy do niej pierwszeństwo, a co jak co ale speców od efektów specjalnych mamy fantastycznych). Autorka w sposób bardzo plastyczny, ciekawy i z przeświadczeniem, że wie co robi (co jest ważna, gdy piszesz o technice) pokazuje świat nowoczesnej, niezwykle realistycznej gry. Bardzo lubiłam fragmenty gdy Miko przenosiła się do wirtualnego świata. Akcja książki kręci się wokół tego świata, ale tak naprawdę w żaden sposób nie traci, a wręcz zyskuje na wartości. Jestem pod sporym wrażeniem skonstruowanie tej części książki. "Work a Dream" to niezwykle intrygująca i ciekawa koncepcja, i autorce udało się nią zarazić czytelnika, tak samo jak zafascynowani nią byli bohaterowie.

Książka to nie tylko rzeczywistość wirtualna. To także bardzo mocna historia Miki, świata w jakim żyje, jej relacji z ludźmi i samej koncepcji życia w świecie gdzie możesz wybrać rzeczywistość doskonałą. Po pierwsze Mika to całkiem ciekawa, złożona postać. Wprawdzie miałam wrażenie,że nawet jak na pierwszoplanowego bohatera, czasami stała z boku, ale tez dostaliśmy bardzo ciekawy rys jej historii, trudnej przeszłości. Mika miała pełne prawo do tego by być kim była, by chcieć przenieść się do świata wyprodukowanego. 
Tym co doceniam również jest sposób w jakim autorka przedstawiła problem życia w sieci, który jest powszechnie poruszany i jest jakby bolączką XXI wieku. Co wybrać? Niebieską czy czerwoną tabletkę? Z tym samym problemem zmagają się bohaterowie 5 sekund do IO. Autorka nie stawia sprawy jednoznacznie, bardzo ciekawie stara się pokazać zarówno plusy jak i minusy, i oba te punkty mają bardzo mocne tło. Autorka nie filozofuje, co ważniejsze nie moralizuje i nie pucza, po prostu pokazuje jak świat działa na zasadzie przyczyn i skutków, łańcucha, który składa się z wielu ogniw. I daje nam prawo interpretacji.

5 sekund do IO wywołało we mnie bez wątpienia więcej pozytywnych emocji niż przypuszczałam. Za każdym razem gdy czytam książkę, którą będę recenzować staram się ja poddać troszkę głębszej analizie. Nie jest to książka doskonała, ale mam poczucie, że mogłaby taką być. Na pewno nie zyska wielkiej popularności, bo umówmy się, ile jest nas Polaków? Jest to jednak jeden z tych przykładów, który gdyby mógł byłby czymś sporym (na skalę światową). Nagrodzona jako  Książka Roku 2015 w kategorii literackiej polską sekcję IBBY, jest dla mnie bez wątpienia odkryciem. Dlaczego omijam polskie książki szerokim łukiem?!

Chciałabym by ktoś ją przetłumaczył na angielski i zekranizował. Chciałabym by przeczytało ją więcej osób. Na dobry początek sięgnij po nią Ty, który czytasz tę recenzję. Od dziś jestem dumnym propagatorem literatury polskiej. Dajmy jej szansę!
Może troszkę ją przez to oceniam i zawyżam jej notę, ale koniec końców bawiłam się bardzo dobrze, a chyba to jest najważniejsze!




poniedziałek, 22 lutego 2016

Oscary 2016: Room i Spotlight

Tematyka dwóch dzisiejszych filmów pewnie bez problemu wpisałaby się w ten telewizyjny cykl "Prawdziwe historie", ponieważ nie tylko sama fabuła, ale bardzo realistyczny i nie hollywoodzki sposób kręcenia. Tematycznie bardo trudne i wzbudzające wiele emocji z pewnością nie są tym, do czego przyzwyczaiło nas Wielkie Amerykańskie Kino. Czy to jednak dobrze? 



Room

Zamknięci w malutkim pokoju, który jest dla nich całym światem, a dla 5-letniego Jacka jedynym jaki zna. Jak uwolnić się z takiego więzienia a ważniejsze jak powrócić do normalnego świata gdy było się od niego całkowicie odseparowanym?


Pokój to bardzo intymny i zamknięty film. Bardzo zachowawczy. Wielokrotnie w mediach pojawiały się informacje o uprowadzonych i przetrzymywanych przez lata w zamknięciu. Sam opis takich zdarzeń wzbudza wiele emocji, co dopiero obraz. Dzięki swojej specyficznej atmosferze ta emocjonalność jest w filmie wyjątkowo podkreślona. Pokój jest dodatkowo niezwykle i zaskakująco wciągający, nie tylko poruszający, ale i zajmujący. Jesteś tylko ty i obraz. Dzięki niemu poznajesz świat na nowo i możesz na niego spojrzeć pod innym kontem. 
Jest to film dwóch aktorów, którym udało się stworzyć duet bardzo prawdziwy. Nominowana do Oscara Brie Larson jest po prostu bardzo dobra, ale to kto inny kradnie całe show. Jacob Tremblay miał może z 7 lat gdy grał Jacka a dla mnie osobiście jest odkryciem i największą gwiazdą filmu. Był doskonały.
Pokój to film od którego trudno było oderwać wzrok. Bardzo trudna tematyka, bardzo poruszający, naprawdę bardo dobrze zrobiony. Niestety mam wrażenie, że ponownie nie łapię systemu wybierania nominowanych filmów. Naprawdę bardzo dobry film ale czy na miarę Oscara? Wątpię, a dawanie nominacji na prawo i lewo, kiedy naprawdę zjawiskowe produkcje nawet się o nią nie otarły trochę źle świadczy o Akademii. Ale nie czepiam się tylko Pokoju, ale wszystkich filmów na liście - to taka myśl na marginesie. Niemniej sam Pokój zasługuje na uwagę, serdecznie polecam. Jest bez wątpienia jednym z lepszych, na tle swojej konkurencji. Bardzo dobry. 

Najlepszy film Ed Guiney
Najlepsza aktorka pierwszoplanowa Brie Larson
Najlepszy reżyser Lenny Abrahamson
Najlepszy scenariusz adaptowany Emma Donoghue
Możliwe, że statuetka powędruje do Brie Larson - nie byłabym zaskoczona, szkoda tylko, że mały Jacob nie może dostać własnej za "Odkrycie".


Spotlight

Chcesz stworzyć film, który nie przejdzie bez echa. Który będzie głośny jak diabli, który będzie dyskutowany, krytykowany lub wychwalany jednocześnie? Chcesz stworzyć film, którego brak na wielkich festiwalach i galach będzie świadczył o strachu organizatorów i zamiataniu wszystkiego pod dywan? Tak? To porusz tematykę o której mówić głośno boi się każdy: rasizm, homofobia, religia.


Spotlight jest kontrowersyjny nie tylko ze względu na tematykę ale też na sposób jej przedstawiania. Jestem praktykującą katoliczką i wiem, że jakakolwiek krytyka z mojej strony i krytyka w ogóle może być dla niektórych jednoznaczna z byciem "głupim i ślepym katolem", jednak nie mogę wyzbyć się wrażenia, że jest to taki film, który szczególnie w dzisiejszych czasach modnym jest wychwalać ponad jego faktyczną wartość. Ponieważ modnym jest krytykowanie Kościoła. Pisze to ponieważ dla mnie nie było tak super jak niektórym się zdaje. Mam odczucie, że był to film troszeczkę stronniczy i w całej swojej wymowie trochę za bardzo generalizujący. To jedyne zastrzeżenie jakie w stosunku do niego posiadam. (takie troszkę wrzucanie wszystkiego do jednego worka). Jednak nie da się ukryć faktów, nie da się przymykać oka, nie da sie zataić prawdy. A prawda w oczy kole. Film porusza tematykę tak ważną i tak powszechną, na którą za długo przymykało się oko, by o niej nie mówić głośno. Powinno się skandować tytuł filmu i pokazywać go wszystkim, bo nawet jeżeli boli, to boleć musi. Molestowanie dzieci przez księży zbyt długo było wyciszane i takie filmy jak Spotlight są potrzebne, ponieważ właśnie przez te zastrzeżenia jakie do niego mam, wzbudzi emocje, skłoni do dyskusji, do zastanowienia się, do działania. Nie ma wytłumaczenia kim jesteś, pedofilia zawsze jest tak samo niewybaczalna i zła. Nie ma dyskusji. Nawet jeżeli mówimy o 6% to jest to o 6 za dużo! 
Film ma bardzo specyficzny klimat, jest zarówno bardzo offowy jak i dynamiczny, a obsada jest iście gwiazdorska. Wszystko toczy się bardzo szybko, jak w dobrym kryminale. Akcja rośnie i niezwykle się zagęszcza, a dawkę emocjonalną często trudno znieść. Świetny montaż i zdjęcia, dynamika i zaangażowanie.  Bardzo dobre kino faktu i realizmu, ukazujące prawdziwy świat. Odważne podejście do tematu, gdzie nie bano się krytyki, a każdy, co widać na ekranie, zdawał sobie sprawę z powagi sytuacji. Film, który powinno się obejrzeć, który da wam wiele do myślenia, który otwiera oczy, nagłaśnia temat i pokazuje jak wiele problemów ma instytucja, która powinna być idealna. Nie ma idealnego świata, a sprawa jaką przedstawiono w filmie jest przerażająca i niewytłumaczalna. 

Najlepszy film Blye Pagon Faust, Michael Sugar, Nicole Rocklin, Steve Golin
Najlepszy aktor drugoplanowy Mark Ruffalo
Najlepsza aktorka drugoplanowa Rachel McAdams
Najlepszy reżyser Tom McCarthy
Najlepszy scenariusz oryginalny Josh Singer,Tom McCarthy
Najlepszy montaż Tom McArdle
To film z tego typu w jakich lubuje się Akademia. Nie do końca rozumiem ten wysyp nominacji. Montaż oczywiście kapitalny i zasłużony, Mark Ruffalo był fenomenalny. Scenariusz, sam fakt, że nie mogę przestać pisać świadczy o tym jak dobry to film. Jednak... Akademia ma kilka poważnych problemów z wybraniem tego co ważne... Za co Rachel McAdams dostała nominację? Serio, może mi ktoś to wytłumaczyć? Wśród wszystkich aktorek nie było kogoś, kto bardziej sobie zasłużył? Który pokazał coś lepszego? Bo Rachel w moim odczuciu niczym nie zachwyca...

sobota, 13 lutego 2016

BookNerd Rev: Marsjanin

O tej książce było głośno w zeszłym roku, oj było. Ale często jest tak, że jak jest o czymś głośno to niekoniecznie równa się to jakości książki. O Pięćdziesięciu twarzach Greya też było głośno. Ale Marsjanin to co innego, to książka, która była wszędzie bo wielu deklarowało, że to jedna z najlepszych książek jakie czytali w tamtym roku. Teraz gdy film został nominowany do Oscara, nie mogłam dłużej zwlekać. Dzięki rodzicom, od których dostałam Marsjanina (w tej pięknej, oryginalnej okładce, chociaż bardzo lubię Matta Damona) wreszcie przyszedł czas bym i ja mogła się przekonać o co tyle szumu.

Zdjęcie z okładki pochodzi od NASA - czy to nie super!?

Mark Watney kilka dni temu był jednym z pierwszych ludzi, którzy stanęli na Marsie. Teraz jest pewien, że będzie pierwszym, który tam umrze!

Straszliwa burza piaskowa sprawia, że marsjańska ekspedycja, w której skład wchodzi Mark Watney, musi ratować się ucieczką z Czerwonej Planety. Kiedy ciężko ranny Mark odzyskuje przytomność, stwierdza, że został na Marsie sam w zdewastowanym przez wichurę obozie, z minimalnymi zapasami powietrza i żywności, a na dodatek bez łączności z Ziemią. Co gorsza, zarówno pozostali członkowie ekspedycji, jak i sztab w Houston uważają go za martwego, nikt więc nie zorganizuje wyprawy ratunkowej; zresztą, nawet gdyby wyruszyli po niego niemal natychmiast, dotarliby na Marsa długo po tym, jak zabraknie mu powietrza, wody i żywności.

Czyżby to był koniec? Nic z tego! Mark rozpoczyna heroiczną walkę o przetrwanie, w której równie ważną rolę co naukowa wiedza, zdolności techniczne i pomysłowość odgrywają niezłomna determinacja i umiejętność zachowania dystansu wobec siebie i świata, który nie zawsze gra fair…

Facet zostaje sam na Marsie! I tak zaraz umrze! - moglibyście pomyśleć. Fakt mimo, że opis książki jest niezwykle intrygujący logika podpowiada nam, że to nie może potrwać długo, a jedyną ciekawą rzeczą będzie moment jak Markowi braknie powietrza  i umrze. Cóż ciekawego może dziać się na Marsie gdzie wszystko jest piaszczyste i czerwone?
Otóż bardzo dużo, bo nawet jeżeli przyszłość maluje się w bardzo ponurych barwach, fabuła jest tak ciekawa, że nie myślimy za bardzo o tym jak się to może skończyć, a o tym jaki jest kolejny ruch.

Gdybym to ja została na Marsie, lata świetlne od Ziemi, bez żadnego kontaktu z ludzkością, pewnie umarłabym w kilka dni, bo zjadłabym wszystkie zapasy, zepsuła skafander, lub uszkodziła bazę. Albo nawet bym do niej nie dotarła, siadła zrozpaczona pośrodku pustkowia i czekała aż mi się skończy tlen. Ale Mark to co innego, Mark mimo, że wie, że ma przesrane wie też, że ma dwie opcje- załamać się i umrzeć (co pewnie bym ja wybrała) albo spróbować przeżyć jak najdłużej, ponieważ wie że kolejna misja na Marsa jest w przygotowaniu. Mark chociaż się postara, co mu szkodzi, czasu ma dużo.

Książka jest pełna napięcia i wyczekiwania. Od samego początku trzyma w uścisku i tak naprawdę do samego końca napięcie rośnie, ani na moment nie zwalnia. Jest to niesamowita książka o sile człowieka, determinacji i woli walki. O odwadze, o pokonywaniu niewyobrażalnych przeszkód. Jest to historia jakiej jeszcze nie było. Zapomnijcie o Grawitacji, o Interstellar. Marsjanin to coś wyjątkowego. 

Na pierwszy plan wysuwa się wielostopniowa tragedia: człowiek pozostawiony na pastwę losu na obcej planecie, ekipa, która go tam zostawiła przeżywa załamanie, na Ziemi wszyscy go opłakują. Wszystko jest do dupy. I rzeczywiście może to wam przypominać wyżej wymienione filmy, dodatkowo Apollo 13 czy Armagedon. Andy Weir dokonał jednak czegoś, czego się nie spodziewałam. Z dramatu stworzył przygodę okraszoną wyjątkowym humorem, którego nikt by po takiej tematyce nie oczekiwał. Mark to bohater silny, odważny, zabawny, którego narracja sprawia, że mimo, że w sumie pewnie umrze co sam podkreśla, nie czujesz jego tragedii. Albo czujesz, ale nie jest tak przytłaczająca, ponieważ nawet jak mówi, że wszystko spieprzył, potrafi zachować odrobinę optymizmu. Nie da się go nie lubić i mu nie kibicować. Niezbyt często śmieję się na głos czytając. Tu śmiałam się non stop. Gdy człowiek ma tak już totalnie przesrane to co ci pozostaje? -myślę, że taka jest dewiza Marka. Jest niesamowity. 
Książka skrzy się humorem, ale też idealną dawką dramaturgi, która w tym przypadku była nieodzowna. Ostatnie kilka stron spędziłam w jednej pozycji, mocno ściekając książkę, na wdechu czekając jak to się skończy.

Marsjanin, poza niezwykle ciekawą i zajmującą, i fascynującą historią to jeszcze książka, która jest ciekawa nie tylko ze względu na fabułę i bohaterów. Styl w jakim jest napisana jest niezwykły. Wielopłaszczyznowa narracja, wiele przeskoków, wiele typów stylistycznych. Językowo doskonały, co nie tylko sprawia dużą czytelniczą przyjemność, ale dodaje książce dodatkowych walorów. Akcja płynie niczym w dobrym filmie i dzięki temu nie da się nudzić. Widać tu też dbałość o szczegóły, przygotowanie i dopracowanie wszystkiego. Tak jakby Weir miał wgląd w dokumenty NASA. Niezwykły realizm. Książka pełna naukowych i technicznych szczegółów dostarczonych tak, że nawet jeżeli macie problem z obsługą kuchenki mikrofalowej, zrozumiecie jak skonstruowany jest marsjański łazik.

W tej książce podoba mi się absolutnie wszystko. Nieczęsto zdarzają się lektury w których akceptuję każdy element- tu biorę pełen pakiet.

Jednak poza czystą przyjemnością książka daje jednak sporo do myślenia. Nie tylko o przyszłości ludzkości, o tym co moglibyśmy osiągnąć (a co się szybko nie wydarzy ze względu na cięcia kosztów NASA). Przypomina w sposób bardzo klarowny o tym kim są ludzie. Możemy myśleć, że jesteśmy samolubni i coraz mniej się przejmujemy, ale jak pisze Weir w pewnym momencie, każda istota ludzka ma naturalny instynkt pomagania i troszczenia się o innych. Nawet jeżeli tak nie uważamy, to w obliczu katastrofy, każda ludzka jednostka jest ważna. Ta własnie myśl i poczucie, że człowieka jest stać na dużo więcej niż sam przypuszczał jest potęgą Marsjanina.

Gdyby ktoś miał mnie spytać jaką książkę powinien przeczytać, chociaż nie czyta dużo, albo co powinien kupić, chociaż rzadko kupuje książki, teraz z czystym sumieniem mogę polecić tę pozycję.

Marsjanin to książka pełna akcji, wybornego żartu, idealnej dawki dramaturgii, fantastycznych postaci, świetnego języka. Dla mnie pakiet doskonały!


Recenzji filmu możecie spodziewać się trochę później.




piątek, 5 lutego 2016

Book Haul - nowości grudnia i stycznia

Zastanawiając się czym tym razem mogłabym się z wami podzielić wpadłam na pomysł z Book Haulem, czyli w skrócie- postem w którym pokazuję wam wszystkie książki o jakie wzbogaciłam się ostatnio. 

Kupuję sporo książek i może was dziwić jak do tej pory nie zbankrutowałam, sporo osób też pytało gdzie warto robić zakupy więc oto jestem!


Wiem, że powyższy stosik wygląda bardzo okazale, ale nie kupiłam każdej z tych książek osobiście, więc zanim przejdę do zakupowych szczegółów zacznijmy od książek, które miałam przyjemność dostać, za co dziękuję wszystkim, którym je zawdzięczam.

wtorek, 2 lutego 2016

Oscary 2016: Big Short i Most szpiegów

Gdybyście zastanawiali się jakiej narodowości są Oscary to wystarczy zwrócić uwagę na tematykę nominowanych filmów i od razu wiadomo, że "najlepsze filmy" to te gdzie amerykańska flaga migocze w tle. Może w tym roku oszczędzono nam gloryfikacji amerykańskich morderców, ale i tak nikt nie uciszy amerykańskiego ducha czy tam orła.