BookNerd Rev: Miasto Schodów [przedpremierowo]

Gdy bierzesz książkę do ręki, szczególnie fantasy, oczekujesz że znajdziesz się w nowym, zupełnie nieznanym świecie. Oryginalnym, wciągającym i pobudzającym wyobraźnię. Niestety zdarza się to coraz rzadziej. Utarte schematy i tropy. Odgrzewane kotlety... Czy było tak i tym razem?

Spoiler Alert: Nie.


Miasto Bułykow dysponowało niegdyś siłami bogów, by podbijać świat, zniewalać i brutalnie rozprawiać się z milionami ludzi – aż jego boscy opiekunowie zostali zabici. Bułykow to obecnie po prostu kolejna kolonialna placówka nowej geopolitycznej potęgi, niemniej jego surrealistyczny krajobraz trwa jako niepokojące świadectwo swojej dawnej świetności.

W owo zrujnowane miejsce przybywa Shara Thivani. Oficjalnie, ta skromna, młoda kobieta jest kolejnym młodszym dyplomatą, wysłanym przez ciemiężców Bułykowa. Nieoficjalnie, to jeden z najznakomitszych szpiegów swego kraju, wysłany w celu złapania mordercy. Lecz gdy Shara podąża jego tropem, zaczyna podejrzewać, że istoty, które rządziły tym strasznym miejscem, mogą nie być tak martwe, jakby się mogło wydawać – oraz że okrutne rządy Bułykowa niekoniecznie dobiegły już końca.

Już na samym początku zaczęłam zauważać, że styl w jakim napisana jest ta powieść nie ułatwi czytania. Przywykłam chyba do prostego języka i minimalnie zagmatwanej fabuły. Tymczasem Miasto schodów to wielowątkowa, wieloetapowa historia. Trochę ciężka, lekko przytłaczająca. Mogłoby to być gubiące i rozpraszający się czytelnik mógłby mieć problemy z załapaniem niektórych rzeczy, ale o dziwo to jednak nie przeszkadza.
Nie mówię, że panuje tu chaos, o nie. Wszystko jest poukładane i ma swoją przyczynę i skutek, po prostu ogrom tego świata może czasem lekko przytłoczyć. Plusem jest jednak to, że powieść wciąga i intryguje, a czytelnik, gdy już podłapie styl, staje się uważny. Nie chce nic przegapić. To rodzaj fantastyki, który nie ma być łatwy, ma być dobry.

Intryga wydaje się początkowo prosta. Kobieta chce przeprowadzić śledztwo po śmierci pewnego profesora. Gdy jednak zaczyna badać sprawę odkrywamy, że jego śmierć to tylko wierzchołek góry lodowej. Pod warstwą tajemniczego "morderstwa" kryje się cała historia wydarzeń które w znacznym stopniu wpłynęły na obecny kształt świata. Nagle okazuje się, że we wszystko były zamieszane potężne złowrogie bóstwa. 

Świat przedstawiony to tak mocny punkt książki, że tak naprawdę wszystkie inne elementy które mogły być słabsze nikną. Dawno nie miałam do czynienia z tak dopieszczonym i jednocześnie złożonym fabularnym tłem. Tak jakby autor miał plan miasta, książki historyczne, makiety i diagramy. Ciągle dowiadujesz się czegoś nowego, a ten świat rozrasta się w twojej głowie i rośnie i wiesz, że ma on jeszcze całą masę sekretów, których pewnie nie będzie ci dane poznać.  Wiesz też że autor je zna, bo widzisz, że ma odpowiedź na wszystko.
Akcja toczy się też tak, że autor nie ujawnia nic od razu. Tak naprawdę do ostatniego zdania, możesz spodziewać się pewnych wtrąceń, które mają wyjaśnić wcześniej pojawiające się niedomówienia. Chaos jest tylko pozorny. Na wszystko przychodzi czas,

Tytułowe Miasto Schodów, chociaż stanowi główne miejsce akcji nie jest opisane szczegółowo, a mimo to potrafisz je sobie wyobrazić. To tak jakby klimat i bohaterowie je kształtowali. Miałam w tym wypadku nieodłączne wrażenie jakbym ponownie analizowała Gotham do mojego licencjatu. Gotham to był nieodłączny bohater historii o Batmanie. Ono żyło i oddychało z mieszkańcami a jednoczesne pozostawało mroczne i tajemnicze. I mam wrażenie, że taki był Bułkow. Miasto które pozornie stanowi tło, a tak naprawdę kieruje bohaterami.

Głównym bohaterem jest trzydziestokilkuletnia kobieta i chociaż Shara rzeczywiście jest w centrum akcji  i dźwiga ją całkiem dobrze na swoich barkach to mam wrażenie, że ponownie jest ona takim samym elementem fabuły jak miasto czy historia. Ta integralność wpływa bardzo dobrze na całość książki. 

Książka jest jak dobry, wielopłaszczyznowy film. Napięcie narasta stopniowo, coraz bardziej intryguje by w momencie dojścia do punktu kulminacyjnego, czytelnik tak głęboko był zaangażowany w akcję by nawet nie myślał o przerwaniu lektury. Mamy szybkie tempo, flashbacki, plot twisty, intrygę, kłamstwo, krew i pot.

Ciężko przyporządkować ją do jednego gatunku, bo fantastyka to za mało. Mamy tu i kryminał i thriller. Mamy trochę dystopii. To bardzo dobrze wyważony mix który wiem, że nie sprawdziłby się dobrze wszędzie. Widocznie Robert Jackson Bennet ma talent.

Miasto schodów to oryginalna powieść, w której świat przedstawiony jest fascynujący, akcja wciągająca, a bohaterowie bardzo intrygujący. Wykształtowana tu kultura, historia pobudza wyobraźnię. Bogowie budzą strach. A czytelnik nie może niczego przewidzieć, bo autor pod żadnym pozorem nie chce od razu odsłaniać kart. Jest to książka która nie zachwyciła mnie w sposób oczywisty, a jednak wywołała wiele emocji, które mówią mi, że było warto. I myślę, że gdy kiedyś przeczytam ją drugi raz spodoba mi się jeszcze bardziej.

Premiera już 26 kwietnia!






Recenzja przy współpracy z:


Komentarze