Czas na musical!

Z sentymentalnego serduszka filmoholiczki.


Nie ukrywam, że moim filmowym mentorem była i nadal jest moja mama. Na jej guście się nigdy nie zawiodłam. Zostałam wychowana na musicalach. Pierwsze filmy jakie głęboko zapadły mi w pamięć to właśnie musicale. Nie wszyscy je lubią, wielu omija je szerokim łukiem. Nie dziwię się, jest to dość specyficzny gatunek, który po prostu trzeba lubić. Ja odczuwam do niego wielki sentyment i nadal pozostaje on jednym z moich ulubionych gatunków, a do niektórych tytułów powracam przy każdej nadarzającej się okazji i pomimo niezliczonych razy oglądam z wielką przyjemnością. I właśnie tym kilku tytułom oddam tu swój mały… hołd.

'Grease'

Jedna z tych pozycji, którą (podobnie jak resztę) nie trzeba nikomu przedstawiać. Jeden z najpopularniejszych musicali na ekranach kin. Historia wydaje się ciągle powielana (np. High School Musical- to ewidentna kopia), maglowana i podrabiana, jednak chyba nic nie dorówna oryginałowi.



Treść: Danny, lider grupy T-Birds spędza romantyczne wakacje w towarzystwie Sandy, która mieszka w Australii. Przysięgają sobie miłość i rozstają, ona ma wyjechać. Zupełnie niespodziewanie zostaje w USA. Spotykają się ponownie w szkole. Jednak Sandy, dobrze ułożona panienka, nie pasuje do wizerunku Danny'ego w szkole. Nie jest on ideałem za jakiego go miała.

Cała historia, jak na musical przystało, jest poprzeplatana piosenkami z których wiele stało się przebojami i bezustannie cieszy się uznaniem.  Znakomite 'Summer Nights' od dawna gości na mojej playliście.



A 'Hopelessly Devoted to You' otrzymało Oscara.




Jak maja się te wszystkie składniki zmiksowane razem? Muzyka? Fabuła? Aktorzy? Lata 50? Znakomicie. Uważam, że wszystko jest tak dobrane, tak złączone w całość, że dostajemy idealną dawkę rozrywki, która nie jest ani banalna, anie nużąca. Wszystko tworzy znakomitą całość. Komedia, romans, musical- czego chcieć więcej? Oglądając 'Greace' na kilkadziesiąt minut przenosisz się w lata 50 i sam masz ochotę pośpiewać. Jak już wspomniałam, historia dziś wydaje się nieprzyzwoicie banalna, ale 'Grease' zapoczątkowało tą modę i w jego wypadku ta banalność i przewidywalność nie przeszkadza.  Nic nie zburzy idealnego obrazka przedstawionej historii- nawet John Travolta w obcisłych dżinsach i z grzebieniem za uchem jest idealną jej częścią.
'Grease' powinno stanowić wzór dla wszystkich musicali o młodzieży, miłości między nastolatkami, o ich problemach i życiu. Do tej pory nie spotkałam się z niczym utrzymanym w tej konwencji, co tak bardzo by mi odpowiadało. W 'Grease 2' Michelle Pfeiffer pomimo wielkiego wysiłku nie dorównuje Olivii Newton-John, a Maxwell Caulfield mimo ładnej buźki i sporego potencjału nigdy nie zaśpiewa jak Travolta.
HSM to również kopia i jeżeli nawet zrobiona współcześnie, z udziałem największych gwiazd Disneya, to nie wróżę jej nieśmiertelności jakiej doczekała się jej filmowa… babcia. Tak 'Grease' jest nieśmiertelne i tak już pozostanie.


'Dźwięki muzyki'

Kolejna staroć na mojej liście, ale i jedna z tych pozycji, której sam tytuł wywołuje uśmiech. Nie ma filmu bardziej familijnego, ciepłego i pięknego, który łącząc te wszystkie czynniki spodobałby się zarówno dziecku, jak i dorosłemu. Nie wszyscy lubią ten klimat. Pastelowe barwy, lata 30te, muzyka. Ale taki urok 'Dźwięków muzyki'.



Treść: Maria czuje się nieszczęśliwa jako przyszła zakonnica. Matka Przełożona w odpowiedzi na list barona von Trappa wysyła ją do jego domu, aby była opiekunką jego siedmiorga dzieci. Na przekór przeciwnościom uczy je śpiewać. Między baronem, a Marią rodzi się miłość. Jednak ich szczęście nie trwa długo. W wyniku przyłączenia Austrii do Niemiec i narastania napięć w Europie baron ma służyć w niemieckiej marynarce...

Uwielbiam 'Dźwięki muzyki' za wszystko co składa się na tę produkcję.  Jest to kwintesencja musicalu i obawiam się, że osoba nie lubiąca ich w ogóle, nie przekona się też do tej produkcji. Jest to jednak film, który uczy miłości do muzyki i musicalu. Pokazuje jaki wpływ ma muzyka na nasze życie i jak może je zmienić.
Pomimo, że utwory które przewijają się w filmie raczej nie zasługują na miano hitów, są piękne i zapadają w pamięć. Są jego nieodłączną częścią, bez nich film nie miałby prawa bytu. Ten film jest tą muzyką. A muzyka ta żyje w ludziach do dziś i mimo, że na pewno kilka utworów gdzieś słyszeliście, może nie zdajecie sobie z tego sprawy. Oto moje perełki:





Obsada znakomita, począwszy od wszystkich dzieciaków, przez Christophera Plummera jako surowego kapitana von Trapp, a skończywszy na genialnej Julie Andrews w roli Marii.

Polecam ten film każdemu. Od lat 2 do 102 i więcej. Mnie jego oglądanie po prostu sprawia przyjemność. Może jest trochę infantylny i słodki, ale pod tą otoczka kryje się ważna, przejmująca i piękna historia, obok której nie da się przejść obojętnie. Dla mnie absolutne arcydzieło.

(bonus Flash Mob)



'Hair'

Teraz trochę inny klimat. Klasyk. Fenomenalny, poruszający i pouczający. Do tego kapitalna muzyka, która sama w sobie jest niezaprzeczalnym arcydziełem.



Treść: Claude Bukowski przed powołaniem do służby wojskowej w Wietnamie przybywa na dwa dni do Nowego Jorku. W Central Parku spotyka grupę hipisów z ich przywódcą, Bergerem. Claude zakochuje się w bogatej Sheili. Za wszelką cenę stara się z nią spotkać przed wstąpieniem do wojska.

Jeżeli komuś nie przypadły do gustu dwa poprzednie tytuły, nie powinien się zrażać, ale sięgnąć po 'Hair'. Nie ma tu już nic cukierkowatego, banalnego, bezsensownego. 'Hair' to musical, który porusza temat tak ważny i ciekawy, że nie da się koło niego przejść obojętnie. Nie wiem jak wy, ale od pewnego czasu byłam zafascynowana kulturą hipisów. Zastanawiałam się o co chodzi w całym tym ruchu, a do tego Wietnam. Dlaczego to tak drażliwy temat. 'Hair' odpowiedział na moje pytania. Dostałam taka dawkę emocji jakiej potrzebowałam. Z zafascynowaniem śledziłam historię i ani na moment nie odczułam znużenia.  Utwory same tworzą opowieść, piękną opowieść o ideałach, przyjaźni, miłości i poświęceniu. Słysząc ostatni utwór albo ma się łzy w oczach, albo odczuwa się gniew w stosunku do polityki Stanów Zjednoczonych w latach 60. Ja odczuwałam obie rzeczy na raz i też lepiej zrozumiałam ideały jakie przyświecały hipisom, to co chcieli przekazać i o co walczyli. Film ich jednak wcale nie popiera, nie neguje ich też. Pozwala nam stworzyć własną ocenę sytuacji.



Wszystko co chciano nam jednak przekazać dostajemy z każdą zagraną nutą i z każdym wyśpiewanym słowem. Jest to absolutnie film godny poświęcenia tych 2 godzin, film który jako jeden z nielicznych zasłużył na bezwzględną uwagę i uznanie.





'Deszczowa piosenka'


Jakby ktokolwiek spytał mnie jaki jest mój ulubiony film miałabym spory problem. Nie posiadam ulubionego tytułu i raczej wole go nie mieć. Jednak jakby zadano mi pytanie o ulubiony musical sprawa wyglądałaby całkiem inaczej.
'Deszczowa piosenka' to klasyk sam w sobie. Tytuł, który znają wszyscy, film który powinien zobaczyć każdy.



Treść: Stany Zjednoczone, koniec ery filmu niemego. Producenci jednej z większych wytwórni filmowych mają duże problemy z udźwiękowieniem swoich nowych filmów, gdyż ich wielka gwiazda, Lina Lemont, ma głos, który...przypomina skrzypiące drzwi. Mimo lekcji wymowy Lina nie "brzmi" dobrze - ani na ekranie, ani w życiu prywatnym.... Jej partner, słynny amant, Don Lockwood poznaje bardzo interesującą młodziutką aktorkę, Kathy Selden, która zarabia śpiewając na przyjęciach. Pomimo początkowej niechęci ta dwójka zaprzyjaźnia się i w końcu zakochuje w sobie... Pozostaje już tylko jeden problem: głos Liny, który trzeba zastąpić cudzym...

'Deszczowa piosenka' to klasyk w najlepszym tego słowa znaczeniu. Takich filmów się już nie kręci. Takich aktorów już nie ma. Już nigdy nie powstanie drugi taki film. Nie wiem jak opisać dobrze moje odczucia w stosunku do niego. Po pierwsze aktorzy, którzy zachwycają w każdej sekundzie. Tu nie chodzi już o klasę jaką mają w sobie, ale o niezwykły talent.
Gdy patrzy się na wyczyny Donalda O'Connora i Gene'a Kelly uświadamiamy sobie, że współczesne gwiazdy kina co najwyżej mogłyby im czyścić buty. Aktorzy, którzy bez najmniejszego trudu grają, śpiewają i tańczą tak, że zdaje się iż są trzema mistrzami w jednym ciele. 



Aż chce się wrócić do tamtych czasów gdy gwiazdy kina były kimś więcej niż aktorami, gdy były ikonami, podziwianymi gwiazdami świecącymi tak jasno jak to tylko możliwe.
Po drugie: fabuła, która jest idealnym połączeniem komedii, romansu i znakomitego show. Idealnie wyważona, przezabawna, pięknie napisana.  
Po trzecie: muzyka, która jest… co tu dużo mówić- perfekcyjna. Film przesiąknięty najpiękniejszymi dźwiękami, genialną choreografią i piosenkami zaśpiewanymi przez genialnych aktorów bronić się nie musi. Każdy utwór to przepiękna, wręcz genialna kompozycja, która na stałe zagościła na listach najlepszych utworów filmowych.
Poprzez takie perły jak „Good Morning”


I "Make 'Em Laugh" (gdzie możemy podziwieć niesamowite umiejętności O’Connora)



Po jedną z najbardziej znanych piosenek nie tylko z filmu, ale spośród wszystkich filmowych utworów "Singing in the rain”.




Uważam, że nie trzeba dodawać nic więcej. Nieprzypadkowo ”Deszczowa piosenka” została uznana najlepszym musicalem w dziejach kina. Na miano to zasłużyła bezapelacyjnie. Jest arcydziełem w swoim gatunku, czymś niepowtarzalnym, genialnym i niezwykłym. Każda z pochwał pod jej adresem jest zasłużona i ja również pod każdą się podpiszę. Rękami i nogami jak tylko będzie trzeba.


Oglądając te wszystkie produkcje, można wręcz zakochać się w kinie i muzyce filmowej. Szkoda tylko, że filmy w takim stylu już nie powstają. Oczywiście tworzy się nowe, również wspaniałe produkcje, ale nic nie odda już ducha tamtych czasów, tego klimatu, stylu i piękna. Nie pozostanie mi nic innego jak trzymać te filmy gdzieś pod ręką i wracać do niech gdy będzie okazja. Wam również je polecam. Pokochajcie musical, dobry musical. Doceńcie pracę ludzi, wysiłek i talent. Pokochajcie muzykę, śpiewajcie w deszczu i nie wstydźcie się tego:)




Komentarze

  1. Kama... mam nowy cel na mojej liście. Obejrzeć wszystkie te musicale. Serio, wjechałaś mi na ambicje. Jak obejrzę to Ci się zgłoszę z zażaleniami albo podziękowaniami :D

    OdpowiedzUsuń
  2. Hair ♥
    jednak boli mnie fakt, że nie oglądałam większości z nich, lubiąc musicale :(
    cóż, nadrobić będę musiała, to jest pewne :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Dziewczyny- biorę was za słowo i czekam na szczere sprawozdania:)

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz