poniedziałek, 15 lipca 2013

Studiaaaaaaaaaaa

Nie wiem czy to dlatego, że ostatnio pisanie było dla mnie nieprzyjemnym obowiązkiem, ze względu na licencjat, czy moje lenistwo dało za wygraną, ale kompletnie straciłam zapał dla tego bloga. Pisanie tylko o filmach wydaje mi się trochę bezcelowe, bo po pierwsze- możecie sobie o nich poczytać na filmwebie, a po drugie w moim zamierzeniu nie miał być to blog filmowy. Dlatego też opisywanie każdego filmu jaki zobaczyłam odkładałam, aż zrozumiałam, że nikomu się tego już nie chce czytać.

Dziś poczułam jednak, że wypada, głównie dla samej siebie, zamieścić coś, by mieć choć trochę mniejsze wyrzuty sumienia i całkowicie nie odwyknąć od pisania. Wątpię czy na studiach będę miała ku temu wiele okazji, bo jak będzie to wyglądało tak jak do tej pory to nie napiszę nic.

No właśnie, studia. Przez 3 lata studiowania polonistyki  napisałam (oprócz licencjatu rzecz jasna) kilka pseudo felietonów, których pewnie i tak nikt nie przeczytał i jedną pracę zaliczeniową która na 100% nie została przeczytana. Zabawne, ale chyba na każdym innym kierunku pisze się więcej niż u nas. Przez te 3 lata student polonistyki może całkowicie zapomnieć jak tworzy się prosty teks i tylko dzięki pracom dyplomowym nadal potrafi otworzyć Worda. 

Na studiach nauczyłam się kilku rzeczy. Przede wszystkim wiem, że w ciągu tygodnia jestem w stanie ogarnąć, w sposób zadowalający, kilkadziesiąt lektur i ich opracowań. Wiem, że przed egzaminem z literatury na 100% zostanę zapytana z jedynej lektury, której a) nie zdążyłam przeczytać b) nie było opracowania (a przez nie rozumiemy te nakazane z góry, stworzone przez teoretyków literatury, które mają większe znaczenie niż sama lektura) c) nie było żadnego egzemplarza w bibliotece i d) nie ma tej pozycji nigdzie. Wiem, że gramatyka jest jedną z moich najmocniejszych stron (bez względu na język) i wiem, że historyczna to najgorszy przedmiot jaki można było wymyślić. 
Przez 2,5 roku nie będziesz się uczył poprawnych form wyrazów, co jak się odmienia, ale każą ci chodzić na zajęcia z podstaw komunikacji społecznej których najważniejszym punktem będzie to, czy koszulki treserów z Trebor-tim  (jak również flagi Niemiec) są pomarańczowe, złote czy żółte. Może wydasz z grupą "gazetę" z własnymi artykułami, ale najważniejszą rzeczą jaką wyniesiesz z zajęć to fakt, że miałaś do czynienia z Miszczem Ortogrfii (;)). Bez względu na to jak bardzo się starasz i dużo czasu poświęcasz jakiemuś zadaniowi i tak znajdzie się ktoś, kto robiąc to na "odwal się" i niesamodzielnie dostanie wyższy stopień niż ty. Nie ma co liczyć na administrację, bo na każdej uczelni leży ona i kwiczy mając w dupie studentów i ich prawa. Studiując musisz być przygotowanym na wszystko, na każdy dziwny pomysł uczelni i musisz nauczyć się go ignorować bo inaczej po miesiącu ześwirujesz. Nie warto przywiązywać się za wcześnie do ludzi, ani ich od razu skreślać. Wszystkie kontakty rodzą się powoli. Może nie spotkałam tu przyjaciela od serca, ale poznałem osoby z którymi studiowanie było o wiele prostsze. Wiem, że mam coś do powiedzenia, że mam własne poglądy. Już nie obchodzi mnie to co myślą inni o mnie. Znam siebie lepiej niż kiedykolwiek. Mój zasób zainteresowań rośnie. 
Czy 3 lata temu napisałabym pracę o superbohaterach nie będąc do końca pewną, że jestem z niej w stanie wyciągnąć coś wartościowego? Nie sądzę. Pewnie wybrałabym jakiś łatwy, niewymagający i bezpieczny temat, zamiast czegoś co mnie na prawdę interesuje. Zmieniłam się. Bardzo się zmieniłam.

Wiem, że wybrałam specjalizację w 100% słusznie i nie żałuję wyboru.  Czy teraz ponownie bym go dokonała?  Myślę, że tak. Czy czegoś mnie nauczono? Jasne. Jednak większości rzeczy nauczyłam się sama. Powolutku dochodząc do tego kim jestem, wiem, że ostatnie 3 lata przewartościowały całkowicie mój światopogląd. Idąc do liceum byłam nikim, powoli kształtowałam swój pogląd na świat i moje w nim miejsce. Będąc teraz tu gdzie jestem, może nie wiem czego chcę, może mam zbyt wiele marzeń, zbyt wiele pomysłów, ale z pewnością wiem, że nie chcę być tym kim byłam. Wiem, że dobrze jest jak jest.

Kończę pewien rozdział.
Dziękuję.
Kropka.

4 komentarze:

  1. Kamilko, mój filologiczny umysł dostrzegł kilka błędów :P aczkolwiek Twój blog zdecydowanie lepiej się czyta niż blogi innych znajomych naszych ze studiów- brrrr, na niektóre aż gęsiej skórki można dostać. Pozdrawiam i życzę mnóstwa sukcesów ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dziękuję :) kimkolwiek jesteś :)

      Usuń
  2. Kama;* Fajnie wiedzieć, że nie tylko ja niczego nie żałuję, mimo oczywistych zawiłości i złośliwości losu (każdy wie, jaki mamy system nauczania, jak dziwnych nauczycieli i jak bardzo posrane programy nauczania...) :D Ale generalnie nie uważam, że to studia czy szkoła mają nas zmieniać - zawsze zmieniamy się sami, choć fakt faktem, trzyletnie studia mogą mieć na to mniejszy lub większy wpływ. Mogą pomóc. Lub zaszkodzić. Ah, fajnie, że masz już tak wszystko ładnie zamknięte i odgrodzone, bo ja jeszcze tego powiedzieć nie mogę ;p

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Teoretycznie zamknięte, praktycznie nie dostałam się jeszcze na studia, bo rekrutacja kończy się we wrześniu :P Ale Ana, głowa do góry :)

      Usuń