środa, 29 października 2014

Witajcie w Gotham!

Październik to dla serialoholika trudny okres. To czas gdy większość seriali powraca po kilkumiesięcznej przerwie. Jest to też okres premier, a jako że pisząc tę notkę, najprawdopodobniej w pewnym momencie przerwę by obejrzeć nowości, podzielę się z wami moimi spostrzeżeniami na temat 3 seriali, które w październiku zagościły w amerykańskiej telewizji, a dzięki wynalazkowi internetu również ta mniej uprzywilejowana europejska (no powiedzmy prawdę- polska) publiczność miała je okazję skosztować.

Wyszło tak, że każdy z niżej podanych seriali wywodzi się z jednego Uniwersum. Los chce tak, że w momencie kiedy piszę tę notkę inne universum podaje pokaźną listę filmów, które ma zamiar wyprodukować przez najbliższe 6 lat. Ludzie śmieją się, że pierwsze pozostaje w tyle, ale nie zauważają, że stosowana jest tu całkiem inna polityka i osobiście nie lubię tej całej słownej przepychanki. DC i Marvel walczą ze sobą, tak. Marvel włada kinem, tak. Zarabia kokosy, tak. Ale to DC ma najbardziej kasowych bohaterów (którym jest Batman i chyba będę musiała w końcu o tym napisać) i to DC stało się w krótkim czasie królem telewizji. 

Marvel ma swoje niestety słabe Marvel's: Agents of S.H.I.E.L.D. DC natomiast  stworzyło w 3 lata 4 seriale z czego 3 już cieszą się sporym powodzeniem. 


The Flash



Każdy, mam nadzieję, kto ogarnia troszkę tematykę superbohaterską,wie kim jest Flash. Jeżeli oglądaliście TBBT znacie go chociaż z takiej sceny 


Krótko mówiąc, cytując Barry'ego jest to "najszybszy człowiekie na świecie". Okoliczności tego, jak Barry uzyskuje moce są wytłumaczone, dość logicznie (jak na superbohaterskie coś) w pierwszym docinku serialu. Flash przepełniony jest klimatem komiksowym. Czuć, że jest to serial o superbohaterze. Luźny, przyjemny, zabawny. Mamy super zbrodniarzy, pana z policyjną odznaką i zagubionego jeszcze w nowym świecie chłopaka, który stopniowo odkrywa swoje moce. Jest też ładna dziewczyna i Team który śpieszy mu z pomocą.

Jeżeli jednak chcielibyście się zabrać za ten serial sprawa nie jest tak całkiem prosta.



Flash jest spin offem do jednego z największych hitów ostatnich lat telewizji CW - Arrow. Jako wielka fanka Arrow z niecierpliwością, odkąd tylko usłyszałam o planach  produkcyjnych, odliczyłam dni do pierwszego odcinka.
To właśnie w Arrow po raz pierwszy poznajemy Barry'ego Allena i okazuje się on tym typem postaci, której nie da się nie lubić. Zabawny, roztargniony chłopak od razu skrada nasze serce, a jego relacja zarówno z samym Oliverem Queenem jak i Felicity jest wisienką na torcie jego obecności w serialu. 
CW też o tym nie zapomina i obiecuje nie rozdzielać obu produkcji, czego już się trzyma, poprzez pojawianie się bohaterów Arrow (chociaż nie takie częste) w niektórych odcinkach i zapowiedzianym crossoverem w połowie sezonu.

Dlatego właśnie Flasha polecam pod warunkiem, że sięgniecie po cały pakiet. Arrow i Flash trochę się od siebie różnią, ale są z drugiej strony tym na co wszyscy czekaliśmy. CW zaczyna tworzyć swoją ligę bohaterów wskrzeszając postaci zapomniane. DC kojarzy się nam z Batmanem, Supermenem, Wonder Woman i Green Lantern, ale zapomina się o dziesiątkach wspaniałych postaci, które gdzieś zakurzone czekały na ponowne odkrycie. Oprócz Green Arrow, Flasha CW ofiarowuje nam całą masę innych postaci i bardzo często puszcza oczko do uważnego widza. Wspaniałe czarne charaktery z Deathstroke i ... wspominanym (edit. a może nie tylko) Ra's Al Ghulem są tym na co czekałam. Dla mnie jest to często istna uczta i na każdy kolejny odcinek czekam z niecierpliwością. 


Gotham

Produkcja na którą czekałam równie niecierpliwie, a która budziła niestety moje większe obawy. Nigdy nie ukrywałam, kto jest moim ulubionym superbohaterem. 



O Batmanie powstało już tyle filmów, że trudno jest sobie wyobrazić coś, czego się już nie widziało. Jak udowodniła stacja Fox nadal można odcinać kupony od Nietoperza i nie być posądzonym o kalkowanie. 

Gotham to całkiem inna historia. Akcja serialu rozpoczyna się w momencie morderstwa Waynów i skupia na jednej z opok całej historii Batmana- Jimie Gordonie. Nie mamy tu Mrocznego Rycerza, bo Bruce ma kilkanaście lat, jest młodziutkim chłopcem w wyprasowanej starannie przez Alfreda koszuli, Kobieta Kot to zagubiona nastolatka bez miejsca na ziemi. Akcja skupia się na tych starszych. Gordon dopiero poznaje specyfikę Gotham, uczy się jak funkcjonować w tak zepsutym miejscu. Może się wam wydawać, że bez Batmana będziecie się nudzić. Nic bardziej mylnego. Ponownie twórcy zadbali o to  by popieścić fanów. Puszczane co chwila oko, easter eggi, stanowią filar produkcji. Przez ulice Gotham przewijają sie postacie dobrze nam znane z produkcji Burtona czy Nolana. Młodsze, mniej lub bardziej zniszczone. Mamy Pingwina, mamy Trujący Bluszcz, mamy Barbarę Kean (która jest narzeczoną Gordona, a połączenie jej imienia i jego nazwiska coś wam mówić powinno:)) , Zagadkę i całą masę znanych z komiksów i filmów aluzji. 



To co mnie jeszcze w Gotham urzeka to estetyka. Osobiście nadal mam problemy z osadzeniem akcji w czasie, ponieważ z jednej strony mamy kipiący z każdej sceny styl retro, z drugiej kilka nowoczesnych rzeczy, które ów styl burzą. Mnie jednak najbardziej zadowala miasto. U Nolana trochę mi brakowao tej niesamowitej zgnilizny Gotham, którą stworzył Burton. Twórcy serialu estetyką bardziej zmierzają właśnię w stronę burtonowskich produkcji. Patrząc na ekran automatycznie przypomina mi się opis miasta z książek o Batmanie.


Nieliczne latarnie oświetlały handlarzy narkotyków spieszących do dziwek, panienki naśmiewające się z żółtodzioba obskubywanego w trzy karty, narkomanów i lekomanów pokulonych w różnych kontach. Ciągle było jeszcze jasno w salonach tatuażu, teatrzykach seksu i zrujnowanych barach, gdzie brudne okna połyskiwały neonowymi imitacjami dziennego świata. A nad wszystkimi unosiła się z przywalającym uśmiechem Luna, księżyc w pełni, stary symbol szaleństwa. Witajcie w Gotham! Takie było to miasto nocą, pełne zgubionych dusz i ulicznych śmieci, które gdzie indziej chowały się w cieniu albo zmiata do rynsztoków. Ale Gotham było zbyt duże i wymykało się spod jakiejkolwiek kontroli".

Serial wpisuje się w tę estetykę idealnie. 

Również gorąco polecam. 

(Chociażby dla samego Pingwina. Casting przebiegł tak dobrze, że znaleziono faceta, który wygląda jak Pingwin nawet bez charakteryzacji - jak ja nie znoszę faceta!!!! <3 )

Witajcie w Gotham!

Constantine


Kolejny serial z dorobku DC, który, po pierwszym odcinku zapowiada się interesująco. Constantine  jest ekranizacją serii komiksów "Hellblazer" i jest to opowieść o facecie nazwiskiem Constantine, który jest "mistrzem czarnej magii" i walczy z demonami itd.

Cóż po obejrzeniu jednego na razie odcinka, moja reakcja wyglądała mniej więcej tak:




i nie dlatego, ze nie wiedziałam "na co patrze". To było takie raczej pozytywne "WTF?".

Ciężko stwierdzić co przyniosą następne odcinki. Serial jednak ma kilka zalet, które skłonią mnie do dalszego oglądania.Główny bohater jest charyzmatyczny,  ma poczucie humoru, jest tajemniczy i do końca nie wiesz kim tak an prawdę jest. Do tego ten akcent <3
Poza tym posłużono się tu, tak się nam* przynajmniej wydaje, zabiegiem filmowania, który miał nawiązywać do samego komiksu. Klatki niczym okienkowe komiksy, sposób kamerowania i zwolnione tępo pozwalają na, tak jakby, wyszczególnienie komiksowych sekwencji.

Na razie jestem zaintrygowana, a lubię to uczucie. Spróbujcie sami ocenić, może NBC trafi w wasze gusta.






*nam- Ani i Anicie z którymi dzielnie skreślam z listy wszystkie seriale i filmy

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz