poniedziałek, 22 sierpnia 2016

BookNerd Rev: Never Never

Jeżeli nie jest to wasza pierwsza wizyta na moim blogu, mogliście zauważyć, że jedna z moich ulubionych współczesnych autorek jest Colleen Hoover. Wspominałam o tym raz czy dwa.
W przypadku Never Never wprawdzie mamy do czynienia z kolaboracją, ale jeżeli Hoover maczała w tym palce, nie mogłam sobie odpuścić.

Colleen Hoover Tarryn Fisher

Czasem wspomnienia mogą być gorsze niż zapomnienie. Charlie i Silas są jak czyste karty. Nie wiedzą, kim są, co do siebie czują, skąd pochodzą ani co wydarzyło się wcześniej w ich życiu. Nie znają swojej przeszłości. Pomięte kartki, tajemnicze notatki i fotografie z nieznanych miejsc muszą im pomóc w odkryciu własnej tożsamości.
Ale czy można odbudować uczucia? Czy można chcieć przypomnieć sobie… że ma się krew na rękach? A jeśli prawda jest tak szokująca, że tylko zapomnienie chroni przed szaleństwem? Umysły Silasa i Charlie pełne są mrocznych tajemnic.
On zrobi wszystko, by wskrzesić wspomnienia.
Ona za wszelką cenę chce je pogrzebać.

W przypadku książek pisanych przez dwóch autorów zawsze mam pewne obawy. Może się okazać, że poziom nie jest podobny, że historia nie jest spójna, albo, ze autor którego lubię nie włożył w tę powieść tyle samo serca co w swoje solowe projekty.

To co można zauważyć już na początku w Never Never to brak rozłamu między częścią Charlie a Silasa, jeżeli chodzi o sferę akcji. Tak naprawdę trudno początkowo zauważyć, że historia jest tworzona przez dwie pisarki. Wydarzenia są bardzo spójne i pokrywają się idealnie. Historia jest przemyślana i poukładana. Nie wiem na jakiej zasadzie była tworzona, ale jeżeli autorki przesyłały sobie rozdział, pisały swój, odsyłała (jak listy, wiadomości) to naprawdę robi to spore wrażenie.

Lekki rozłam można wyczuć natomiast w stylu. Może to nie być zauważalne dla każdego, ale przeczytałam sporo książek Hoover i dość dobrze znam jej styl i chociaż nie jest w książce powiedziane kto był odpowiedzialny za którą część, dało się to wyczuć.
Jednak część Hoover, w moim mniemaniu, wypadła lepiej - jej styl jest troszkę dojrzalszy i bardziej poetycki od Fisher. Bardziej też jej bohater będzie odpowiadał starszym czytelnikom. Postać Fisher czasami wkraczała na irytujące tory którymi podążali inni bohaterowie YA.
Jednak całościowo czytało się to bardzo dobrze, ponieważ jak wspomniałam, rozłam nie był aż tak rzucający się w oczy i można spokojnie przypuszczać, że autor był jeden.

Jeżeli chodzi o klimat to książka jest to połączeniem normalności z jednym małym wydaje się niewytłumaczalnym szczegółem. Cała ta utrata pamięci to jakiś kosmos, który trudno pojąć, a jednak w żaden sposób nie nadaje książce fantastycznego wymiaru. Książkę czyta się po prostu jak dobrze napisaną obyczajówkę NA.

Bardzo podobało mi się śledzenie bohaterów, tego jak odkrywają tajemnicę amnezji. Nic do końca nie było oczywiste i naprawdę trudno jest przewidzieć rozwiązanie zagadki. Dużym walorem byli sami bohaterowie, bo nawet jeżeli mogli czasem irytować, z pewnością nie byli płascy dzięki rozbudowanej i intrygującej przeszłości. Jak dowiadujemy się na każdym kroku Charlie i Silas przed i po utracie pamięci to dwie różne osoby. To jak wiele sekretów było w ich związku i jak bardzo był on skomplikowany zaskakuje i nas i postacie. I chociaż są oni nastolatkami i ktoś może pomyśleć, że w sumie jakie problemy mogą mieć, to autorkom udało się wywindować ów dramatyzm na właściwy poziom (który zapewnia ciekawość) a pozostać w granicach rozsądku nastoletniego życia (o którym zapominają często pisarze YA). Ich miłość, której oni nie pamiętają, jest niezwykle urocza a zarazem dojrzała. Szczególnie proces poznawania siebie na nowo.

To musiało być coś więcej niż wzajemny pociąg czy przywiązanie z dzieciństwa.

Znając się przez całe życie, kochając od lat w jednej chwili zapominają wszystko. Nie tylko swój związek, rodzinę i przyjaciół ale samych siebie. To kim byli. Stają też przed trudnym wyborem: czy chcą by "dawna Charlie" i "dawny Silas" powrócili. A co jeżeli jedno chce pamiętać a drugie pragnie by nic nie było takie jak dawniej?
Na to pytanie znajdziecie już odpowiedź gdy sami zagłębicie się w lekturę.
Ja sama zaczęłam czytać książkę tylko z słabym zarysem historii i uważam, że takie podejście jest najlepsze. Gdy podobnie jak bohaterowie nie wiecie nic. Dlatego nie będę zdradzać już nic więcej.
Nie nastawiajcie się na nic, szum w okół książki może zbyt zawyżyć wasze oczekiwania. Nie spodziewajcie się najlepszej prozy Hoover. Podejdźcie do tego jak do literackiego eksperymentu.

Nigdy nie zapominaj, że to ja jako pierwszy cię pocałowałem.
Nigdy nie zapominaj, że będziesz ostatnią, którą pocałuję.
I nigdy nie przestawaj mnie kochać.
Nigdy… 
Nigdy, przenigdy

Książkę czyta się fantastycznie szybko, z lekkością i pełnym zaangażowaniem. Przemyślana, świadoma historia. Nie mogę porównywać tego do niczego co napisała Tarryn Fisher bo niczego jej autorstwa nie czytałam, ale Colleen Hoover nie zbagatelizowała sprawy, naprawdę da się wyczuć jej ducha w tej powieści. Obawiałam się, że może być to taki osobny twór, który będzie totalnie czymś dla mnie obcym, że nie spodoba mi się tak jaj inne jej powieści a tymczasem nie tylko dobrze się bawiłam, ale wiem, że warto dać szanse Fisher. W takich kolaboracjach m.in. o to chodzi, o poznawanie nowych autorów.

Nie poleciłabym jednak Never Never tym którzy nie mieli do czynienia z prozą Hoover, nie uważam, że to najlepszy początek. Oczywiście książka mi się podobała, ale dużo więcej przyjemności dostarczy wam ta lektura jak już trochę zasmakujecie jej pióra. Nie jest to wszak ideał, a raczej ciekawa propozycja. Bez wątpienia jest to jedna z lepiej napisanych powieści obyczajowych YA tworzonych przez dwóch autorów. Jako osoba bardzo uczulona na styl, język i durnych bohaterów nie miałam z tą książka żadnych problemów. Przeczytałam ją w kilka godzin czerpiąc z lektury największą przyjemność.

To eksperyment, nie powieść idealna. Można mieć z nią wiele problemów, ale wiele innych rzeczy to rekompensuje. Czytając pamiętajcie że były to też trzy osobne części więc nie da się tego traktować jako jednej książki. Myślę, że warto dać jednej Never Never szansę. Ja z pewnością nie żałuję.





Zapraszam was też do przeczytania moich recenzji innych książek Collen Hoover.

A także do zabawy w CoHo Title Book Tag!


Do usłyszenia wkrótce!!! 

10 komentarzy:

  1. Strasznie chciałam przeczytać tę książkę i kupiłam. Kupiłam, przeczytałam i uwierz mi, ale mnie ta historia nie wciągnęła :( Oczywiście nie jest zła, ale nie potrafiłam się w niej odnaleźć :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiem,że nie trafia do wszystkich i nawet rozumiem dlaczego. Cóż, może inne ci się spodobają :) Niekoniecznie to wina Hoover.

      Usuń
  2. Nie miałam jeszcze okazji spotkać się z twórczością tej autorki. Jestem strasznie ciekawa tek książki. Właściwie to innych jej książek również :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To zacznij od innych. Ja najpierw czytałąm Ugly Love, później Hopeless, November 9, Maybe someday, Confess. Ale zależny czy chcesz coś dla starszych czy młodszych. Jeżeli dla młodszych raczej unikałabym Ugly Love i skupiła się na jej powieściach NA. Hopeless, Losing Hope, Pułapka uczuć.

      Usuń
  3. Z Hoover nie miałam jeszcze styczności, więc najpierw wole sięgnąć po inne jej książki, może kiedyś sięgnę także po "Never Never", jestem jej bardzo ciekawa :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Pani Hoover nie jest autorką którą lubię, nie mogę się do niej przekonać, a może po prostu jej powieści do mnie nie trafiają. Przeczytałam dwie i chyba podaruję sobie lekturę jej książek ;) ale wiadomo, każdemu podoba się coś innego ;) recenzja świetna ;)
    Pozdrawiam cieplutko :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oczywiście, że tak. Jeżeli do ciebie dwiema nie trafiła to bym odpuściła. Chociaż nadal w Polsce nie wyszła wg mnie jej najlepsza "November 9". Może daj jeszcze tej szanse. Ale własnie ta różnorodność opinii jest fantastyczna. Jakby wszystko sie wszystkim podobało byłoby nudno.

      Usuń
    2. Cieszę się, ze spodobała ci sie recenzja :D Dziękuję!

      Usuń
  5. Zrówniez uważam, że Hoover stać a więcej. książka mi się podobała, ale to zakończenie takie na szybo, bez polotu :(

    OdpowiedzUsuń