niedziela, 4 listopada 2012

Lustereczko powiedź przecie, którą Śnieżkę wybierzecie?

Filmowe podsumowanie tygodnia part 2

Jak nie superbohaterowie to baśnie. Jak widać potrzebujemy ckliwych historyjek o zwycięstwie dobra nad złem. Jeżeli jedna  produkcja odnosi sukces, zaraz sięga się po kolejną. Słyszałam o planach Angeliny Jolie odnośnie ekranizacji Śpiącej Królewny. Ciekawa jestem kiedy powstanie kolejna filmowa Piękna i Bestia, Kopciuszek (ale nie kolejne Cinderella Story), może doczekamy się Małej Syrenki?




Na razie doczekaliśmy się 2 Królewien Śnieżek w jednym roku. Całkiem od siebie różnych, na szczęście, ale którą wybrać? No cóż, należy obejrzeć obie. Ja wiem, że to już chwilę po premierze, ale nigdy nie jest za późno na nadrobienie zaległości.




Królewna Śnieżka/ Mirror Mirror







We wstępie zaznaczę, że nie był to mój faworyt. Długo wzbraniałam się by to obejrzeć, ale teraz z czystym sumieniem podkreślę, że nie żałuję.

Mirror, mirror to przepiękna baśń. Inaczej nie można tego określić. Począwszy od przepięknego rozpoczęcia, każda kolejna minuta utwierdzała mnie w tym przekonaniu. Niezwykle cukierkowy i bajkowy klimat ani na moment nie wydał mi się przesadą. Na miłość Boską to przecież bajka! Piękne kostiumy, przepiękna sceneria i bardzo dobra obsada. 

Bałam się, ze to filmik dla dzieci, ale w rzeczywistości to bajka dla wszystkich. Cały czas się uśmiechałam, często wybuchałam śmiechem, a jak ujrzałam Sean Bena w roli króla to aż zaklaskałam w dłonie. 

Znam dość dobrze całą tę historię. Na potrzeby filmu została ona troszeczkę poprzekręcana, ale zrobiono to rewelacyjnie, nie zatracają najistotniejszych motywów baśni.

Zacznijmy od krasnoludków. Pamiętam do dnia dzisiejszego piosenkę  jaką śpiewały disnejowskie krasnale idąc z kilofami do pracy. W filmie…. mamy wyrzutków, którzy napadają na ludzi w dość niesłychany sposób. Nie dość, że to złodzieje to do tego są bandą… niezwykle zabawnych facetów, o różnych osobowościach, którzy byli taką wisienką na torcie.

Małe wtrącenie. Z zasady nie oglądam filmów z polskim dubbingiem (no chyba, że to bajka, albo Asterx i Obelix), dla mnie to profanacja, niszczenie filmu, czasami uważam, że to wręcz zbrodnia i powiem szczerze, śmieszą mnie ci którzy wola obejrzeć film z dubbingiem a nie z napisami. (dobra lektor może być…) No mniejsza o to. W przypadku Mirror, mirror nie miałam za bardzo wyboru. Ale już pierwsze słowa padające w filmie utwierdziły mnie w przekonaniu, ze może nie będzie tak źle. Brawo dla Agaty Kuleszy, spisała się Pani znakomicie!

Wracając do tematu. Dialogi (nie wiem jak w oryginale) w polskiej wersji językowej były świetne. Krasnoludki zaskarbiły sobie moje serce.

Następny na liście jest książę. Najbardziej książęcy jaki mógł być, nie był tu ani za słodki ani zbyt waleczny. Był to książę z bajki. Zabawny, uroczy, który  nie chce zmieniać sprawdzonych zakończeń popartych badaniami opinii publicznej. I chwała mu za to.

Najważniejsza jest tu jednak Śnieżka (chociaż na początku filmu dowiadujemy się, że jest on o królowej…) Na pierwszy rzut oka na plakat widać, że bardzo się postarano by imię dziewczyny odpowiadało jej wyglądowi. Lily Collins to Śnieżka idealna. Słodka, piękna i zabawna. (niepotrzebnie jednak śpiewa w pewnym momencie…) Ale te jej urocze minki i wielkie oczy spowodowały, że widziałam w niej Królewnę. 

Prawdziwą gwiazdą filmu jest świetna w swojej roli Julia Roberts. Jako zła królowa wypada fantastycznie. Nie jest piekielnie złą macochą tylko taką co to niby jest wspaniała a tak naprawdę to wiedźma w ładnej sukience ( swoją drogą wielkie brawa i pokłony za wspaniałe kostiumy całej obsady), która tylko zastanawia się jak tu znaleźć przystojnego, bardzo dzianego faceta, który zapłaci za jej zabiegi upiększające. Julia dodaje czaru całej opowieści. Jest świetna w swojej roli, a byłam pewna, że wypadnie katastrofalnie. Ależ ja się myliłam.

Może i rzeczywiście film wydaje się słodki i totalnie nierealny, ale utrzymany jest w konwencji baśni. Zadbano o każdy detal by bajka trwała przez te prawie 2 godziny. Wydaje mi się, ze niestety kolejny film o którym napiszę był lepiej promowany i Mirror mirror nie zostało należycie docenione. 
Ja biję się w piersi i mówię tak! dla tej klasycznej, kolorowej baśni bez zbędnego łubu-dubu i latających ostrzy, wybuchów, których tak pełno w dzisiejszym kinie.






Królewna Śnieżka i Łowca/ Snow White and the Huntsman







Ten film od początku wzbudzał u mnie duże emocje. Widząc zwiastun wiedziałam, że to coś dla mnie. Z czasem mój zapał jednak malał, najpierw usłyszałam o tym kto gra Śnieżkę, a później dowiedziałam się, że reżyserem nie jest Tim Burton (tak jak byłam przekonana przez pół roku) więc wyszło na to, że nie widziałam filmu w kinie.

No ale i nadszedł na niego czas.

Królewna Śnieżka i Łowca to produkcja, która ma tyle wspólnego z piękną baśnią co ja z fizyką. Jest to opowieść z pewnością nie dla dzieci i nie na niedzielne popołudnie w gronie rodzinnym. W zasadzie to nie ma to nic wspólnego z historią jaką znam i mało tu Śnieżki w Śnieżce. Ciężko też powiedzieć czy film jest dobry. Z jednej strony to zaskakujący, ciekawy i oryginalny film, z drugiej wywrócenie klasycznej baśni o 180 stopni.  

Poza tym wydaje mi się, że już gdzieś to widziałam, tylko gdzie?… A no tak: Burtonowskie podejście, Alicja w Krainie Czarów, trochę tu każdego z tych wszystkich filmów którymi jesteśmy raczeni ostatnio. Trochę trylogii Tolkiena. Kostiumy jak z Tristana i Izoldy. Sama nie wiem…

Najważniejsze- Śnieżka. Mój stosunek do Kristen Stewart nie jest najlepszy. Ni to utalentowane, ni  to ładne. Śnieżka była pięknością. Miała przebić wszystkie kobiety swoją bladą cerą, kruczoczarnymi włosami, i bladą cerą. No może się nie znam, ale dla mnie pannie Stewart to do Królewny wiele brakuje. Poza tym już dawno zauważyłam, że jej zdolności mimiczne są bardzo ograniczone. We wszystkich filmach gra jedną miną, nie potrafi wyrażać emocji i ciągle chwyta się za głowę jak jej ukochany. Może gdyby Śnieżkę zagrał ktoś inny niż Bella to bym inaczej odebrała tę produkcję, a tak byłam ciągle zła. Ona jest najsłabszym punktem filmu, a niestety pojawia się niemal w każdej minucie:/

Jakby co nie to, że nie lubię Kristen bo "to ta dziewczyna ze Zmierzchu". Nie mówię złego słowa jeśli chodzi o sagę, ale jej po prostu nie lubię. Sory, ale widziałam z nią wystarczająco dużo produkcji by wiedzieć co mówię.

Krasnoludki pojawiły się po godzinie filmu i … no cholera. Nie tak.
Miałam wrażenie, że tak naprawdę nie były tam potrzebne, ale są one symbolem tej historii i Śnieżka bez krasnoludków to jak Kopciuszek bez pantofelka. Rozumiem, ale ciekawsze wejście miał już ten cały trol.

Kolejna rzecz to motyw łowcy. Thor pasuje na taką postać i wszystko byłoby super, ale jednak nie trafia do mnie taka historia… Dobra, odcinając się od moich widzimisię przyznam, że wypadł wiarygodnie. Pasował do swojej roli, przystojny, dobrze zbudowany łowca był konieczny by Kristen nie wypadła jeszcze bardziej komicznie.


Książę. A poco on komu jak mamy Łowcę. Ale taka historia. Z chęcią bym coś zaspoilerowała, ale… Powiem tylko, że by było zabawnie to do tanga potrzeba trojga. Dzięki temu, że nie zapomnieli o księciu mamy tu nagle (ni w pięć ni w dziewięć) wzruszającą historię o miłości i wyborze między dwoma facetami. To chyba nie spoiler. Niemniej jednak mogli sobie to darować. Walka o serce Śnieżki? Czy dzięki takiemu zabiegowi byłam jakoś bardziej poruszona? Nie sądzę. 

Najbardziej jednak rozśmieszyła mnie cena (kto oglądał to wie) jak po pewnym epizodzie, trochę ckliwym, gdzie łza powinna mi się zakręcić w oku, Śnieżka wygłosiła trochę patetyczną przemowę, która w jakikolwiek sposób nie przybliżyła mnie do osiągnięcia katharsis którego chyba film był celem.

Jakie są plusy tej produkcji. Oryginalność i odwaga w podejściu do klasyki. Z pewnością przepych i polot. Uważam również, że historia miała w sobie sporą możliwość dotarcia do szerszej rzeszy widzów i że jeżeli poszedł na nią ktoś kto lubi błoto, miecze, szczęk oręża, sceny walki to mogło mu się to bardziej spodobać niż Mirror, mirror
Największym plusem całej produkcji jest jednak jedna osoba. Ponownie zła królowa (widocznie granie wrednej mamuśki jest bardzo ciekawe). Charlize Theron to gwiazda stworzona do tej roli. Jako wiedźma, bezwzględna królowa błyszczała na ekranie. Nie rozumiem też jak Kristen mogłaby z nią konkurować o tytuł najpiękniejszej. Theron jest zjawiskowa, królewska w każdym geście spojrzeniu i słowie. Jest nieziemska. Zachwyca. Kradnie każdą sekundę filmu. 

Niestety więcej plusów nie mogę się dopatrzeć. Uważam jednak, że to bardzo interesująca produkcja. Z chęcią się dowiem jakie są opinie innych, gdyż sama nie mogę swojej ukierunkować.




Podsumowując, porównując obie produkcję skłaniam się ku Mirror, mirror. Oglądając ten film dużo lepiej się bawiłam. Przy Łowcy były momenty nużące i w zasadzie ciągle się czymś irytowałam. Myślałam, że słodka, klasyczna bajka nie przypadnie mi do gustu. Zafascynowana stylistyką burtonowską jeszcze kilka miesięcy temu wyśmiałabym osobę, która powiedziałaby, że Łowca może być niewypałem. Szczerze powiedziawszy sama się sobie teraz dziwię.
Zdaję sobie sprawę, że Mirror, mirror nie spodoba się wszystkim, jednak w czasie gdy na warsztat zaczynają być brane klasyki, chyba wolę by były właśnie tak przedstawiane. 


A może to tylko wina Kristen i jej zbolałej twarzy, ciągle otwartych ust i wzroku "i tak mam was gdzieś"...






Czytaj dalej »

czwartek, 1 listopada 2012

Hello. My name is Tony Stark, and I am Iron Man.

Filmowe podsumowanie tygodnia part 1.


W następnych miesiącach temat superbohaterów będzie mi towarzyszył bardzo często. Wiem, że ten motyw był już tu poruszany, ale dziś postanowiłam, że napiszę recenzje filmu (pseudonieudolną recenzję), który pewnie 99,9% z was widziało. No cóż nie ukrywam, że jestem trochę zacofana.


Przez długi czas wzbraniałam się przed Iron Manem. Jako superbohater kompletnie mnie nie ruszał. Szpaner w blaszaku- tak myślałam.
Jednak jak wspomniałam nadrabiam zaległości, a zarazem odrabiam pracę domową z seminarium licencjackiego. Łączę przyjemne z pożytecznym. Moja wiedza na temat superbohaterów wzrasta. Systematycznie zaczynam skreślać z mojej listy kolejne pozycje. Czas przyszedł i na produkcje Marvela, a jako, że teraz został mi wybór między zielonym, napromieniowanym stworem, a Iron Manem (który podskoczył w rankingu po Avengersach) wybrałam tego drugiego.

Trochę teorii. Iron Man należy do bohaterów wykreowanych przez Marvel Comics Group, która zaskarbiła sobie rynek w latach sześćdziesiątych tworząc panteon gwiazd. Wtedy też nastała moda na tworzenie zespołów bohaterów w tym przypadku mamy Fantastyczną Czwórkę, Avengers, X-Men- nieźle :)  Marvel stał się prawdziwym potentatem na rynku. Doktor Strange, Hulk, Spider-Man, Thor, Capitan Ameryka. Nowe opowieści o superbohaterach pojawiały się w każdym dziesięcioleciu. Wydaje mi się jednak, że prawdziwym bohaterem naszych czasów jest nie kto inny jak Iron Man.

Kim jest Tony Stark? To miliarder, jeden z najbardziej pomysłowych wynalazców technologii wojskowej. Podczas podróży służbowej zostaje ranny i porwany przez terrorystów. Aby utrzymać się przy życiu, konstruuje reaktor łukowy, dzięki któremu odłamki metalu, które go zraniły, nie dochodzą do serca. Buduje też nowoczesny kostium-zbroję, aby uciec porywaczom. Z czasem produkuje coraz nowsze i potężniejsze wersje kostiumu i postanawia ich używać do zwalczania przestępczości jako Iron Man.
Co ciekawe wcale się z tym nie kryje. Nie bierze przykładu z Supermana, Batmana, Spider-Mana. Olewa tradycję i głośno i wyraźnie podkreśla kto tu rządzi.
Jak już powiedziałam bohater naszych czasów.



Filmy o Iron Manie to z pewnością coś z goła odmiennego od znanych nam wzorców. Tony Stark nie zakłada obcisłych galotów, rezygnuje z peleryny w którą można się niebezpiecznie zamotać. Z swoich wyczynów robi prawdziwe show. Lubi się otaczać gadżetami, wie na co go stać. Podkreśla, że jest geniuszem, playboyem, lubi dobrą zabawę, a reszta może mu tylko podskoczyć. 

Wielką zasługą fenomenu i uwielbienia jakie nasze społeczeństwo darzy te filmy jest bez wątpienia Robert Downey Jr. Wydaje się wręcz, że aktor ten urodził się by grać superbohatera o wysokim ego. Nic tu nie jest sztuczne i naciągane. W zasadzie to reszta bohaterów (w Avengers) wypada przy nim niezwykle blado. Robert stworzył postać, która do końca będzie utożsamiana właśnie z nim. Nic więc dziwnego, że filmy z cyklu wychodzą niezwykle regularnie, a gościa w stalowym kostiumie będziemy  mogli podziwiać w kolejnych produkcjach.
Bez wątpienia aktorzy to mocna strona produkcji, podobnie jak efekty specjalne.

Prawda jest jednak taka, że cała historia to komercyjna sieczka bez głębszego przesłania i fabuły. To taka papka dla mas która się każdemu spodoba i dostarczy dobrej zabawy. Każdy przeciętny Smith, który wyjdzie z kina wyjdzie mniej lub bardziej zadowolony, ale z pewnością obejrzy kolejną część by móc ją porównać do poprzedniej. Kto jednak oczekuje od takiej produkcji czegoś więcej? Idąc na Iron Mana żądamy widowiskowych scen walki, świetnych efektów specjalnych, znakomitego humoru, a nie przesłań i dysput o polityce, moralach, światopoglądzie. Chociaż...

O podtekstach kryjących się w filmach o superbohaterach pisałam wczesniej i nie będę się powtarzać by nie wyczerpać pomysłów do mojej pracy licencjackiej.

Ogólnie muszę powiedzieć, że Iron Man (obie części) bardzo mi się podobały. Jest to historia łatwa, lekka i przyjemna, w sam raz na jesienną chandrę. Jest to jedna z ciekawszych pozycji swojego gatunku.  Polubiłam tego milionera o niezwykłych umiejętnościach i muszę z przykrością stwierdzić, że stał się kolejnym gwoździem do trumny dla Supermana, którego nie znoszę, a który jest już symbolem.



Czytaj dalej »

piątek, 19 października 2012

Bądźmy bardziej pozytywni!



HOW KAMA SEES THE WORLD?

Ok. Co was wkurza, co frustruje, irytuje, doprowadza do szału, frustruje? Często coś krytykujecie, przewracacie oczami?…

No właśnie.

Wśród innych narodów istnieje wiele opinii dotyczących Polaków. Zarówno pozytywnych jak i negatywnych. Jednak jedna z tych negatywnych dała mi sporo do myślenia. Podobno jesteśmy marudami, wiecznie narzekającymi smutasami, którzy nie potrafią się z niczego cieszyć. 




Jako studentka dużo czasu spędzam w pociągach czy tramwajach. Są to idealne miejsca do obserwacji innych. Ludzie siadają na pierwszym wolnym miejscu, odwracają się w stronę okna i tylko czekają na swój przystanek. Jeżeli uda im się nawiązać rozmowę z innym pasażerem to zazwyczaj zaczyna się od narzekania: że jest za gorąco, albo, że deszcz znów pada, że młodzież jest nie wychowana i nie ustępuje miejsca. Płynnie przechodzą od pogody do polityki. Krytykują rząd, krytykują posłów, krytykują sytuację w państwie. Narzekają wzrost cen i na niskie zarobki. Nie podoba im się, że tramwaj jedzie za wolno, że są roboty drogowe. Najgorsze w tym wszystkim jest to, że często ci ludzie widzą się po raz pierwszy. Być może już więcej się nie spotkają. Dlaczego wiec narzekają? Czy nie lepiej zrobić dobre wrażenie na obcej osobie?

Wtorkowa historia. Jechałam tramwajem linii 20 w stronę Uniwersytetu Pedagogicznego. Na przystanku stała spora grupka ludzi, ponieważ wcześniejsza 4 uległa awarii. Do dosyć krótkiej 20 musiało zmieścić się znacznie więcej osób. Jeżeli wiecie i o jakim tramwaju mówię to wiecie też, że jest on zbudowany tak, że środkowa część jest niżej, nie ma schodków i łatwiej do niej wsiąść. Wszystkie wagony były wypełnione po brzegi. Na jednym z przystanków wsiadała pani z balkonikiem i dziewczyna z  dzieckiem w wózku. Dziewczyna spokojna i grzeczna, a starsza pani? Na dzień dobry zrobiła awanturę, ze ludzie mają czelność stać na miejscu dla niepełnosprawnych, że powinni przenieść się na wyższe poziomy, że się przesuwają za wolno i że jest taka schorowana. Gdy ktoś próbował jej tłumaczyć, że nie ma miejsca, to go nie słuchała. Grzecznie wszyscy się ścisnęli i zrobili jej miejsce na balkonik, ale ta nie przestawała narzekać, chociaż wszyscy unikali z nią kontaktu i odwracali wzrok. W ciągu pięciominutowej podróży (2 przystanki) śmiało odkryła, że taki tłok w tramwaju to wina Tuska, że rząd to katastrofa, że ludzie są niewychowani itd.. Jak wyszła (ciągle narzekając i rozstawiając ludzi po kątach) w tramwaju nastała miła atmosfera rozluźniania, wszyscy wymienili się uśmiechami i chyba byli zadowoleni, że starsza pani zniknęła.

Nie tylko ludzie w tramwajach są uciążliwi.

Kiedy ostatnio słyszeliście w wiadomościach lub przeczytaliście w gazecie jakąś w pełni pozytywną wiadomość? Tak- ciężko sobie przypomnieć. 

Telewizja wpisuje się w bardzo prosty schemat. Najlepiej sprzedają się newsy szokujące, wywołujące silne emocje, takie które nas poruszą. Żyjemy w świecie w którym przemoc jest na porządku dziennym. Dlatego też nie możemy się odciąć od katastrof, tragedii, zamachów, absurdalnych pomysłów naszych polityków, kłótni, sporów, konfliktów.

Jeżeli dostarczane są nam takie wiadomości to nie dziwnego, że pogłębia się nasza frustracja i złość. Swoje nastroje przekazujemy innym i tak wszyscy wokół chodzą naburmuszeni i mają wszystkiego dosyć.

Co tak bardzo wkurza Polaków?

Polityka? Kryzys? Bezrobocie? Ceny paliw? Tak, bez wątpienia są to rzeczy, które mają na nas największy wpływ i chyba bez względu na narodowość stanowią problem.

Problem tkwi w tym, że są to sprawy na które właściwie nie mamy wpływu. Bez względu na nasze poczynania politycy będą robić swoje. Już dawno przestaliśmy wierzyć, że słuchają oni opinii społecznych. Ich praca polega na służbie państwu ale niestety, chyba wszyscy się zgodzimy, że budowanie silnego państwa to nie najważniejszy punkt programu partyjnego. Na sejmowych korytarzach codziennie wybuchają kłótnie. Większość partii skupia się na krytyce poczynań rządu bez względu na to jak wyglądają, a rząd odbija piłeczkę. Nikt nie zastanawia się jak to odbiorą wyborcy. Nie liczą się z tym, że ich niesnaski wpływają na nas, że ich konflikty przenoszą się do naszych domów i niebawem dojdzie do tego, że osoby o różnych poglądach nie będą mogły wytrzymać w jednym pomieszczeniu.

Na kryzys i deficyt budżetowy też nie mamy wpływu. Bezrobocie nie zależy od nas ponieważ nie tworzymy miejsc pracy. Wzrost cen to tak drażliwy temat, że potrafi wywołać przypływ niepohamowanej złości. Bez względu na to jak będziemy się starać nie dokonamy cudu. 

Co jeszcze psuje nam humor?

Istnieje jednak wiele innych spraw, które denerwują Polaków. Wygląda na to, że niemal każdy aspekt życia ma wpływ na nasz zły nastrój. Może być to dosłownie wszystko. Kilometrowe korki, ludzie rozmawiający głośno przez telefon, chuda koleżanka, zawieszający się komputer i „oczko” w rajstopach. Nie jesteśmy obojętni na źle zaparkowane samochody, ludzi wyjmujących pieniądze do zapłaty zbyt wolno, spóźniający się autobusy, ilość reklam. Niemal na każdym kroku spotykamy kogoś kto wywraca oczami lub marszczy czoło ze złości. Potrafimy reagować impulsywnie. Jeżeli kogoś nie lubimy to denerwuje nas jego sposób mówienie, siedzenia a nawet sposób trzymania widelca.

Jest wiele rzeczy, które personalnie nas nie dotyczą, a mimo wszystko mają na nas duży wpływ. Wiemy wszyscy, że z naturą się nie wygra. Osobiście odnoszę wrażenie, że ostatnio na świecie nie dzieje się nic dobrego. Powodzie, susze, wybuchy wulkanów, srogie zimy, topnienie lodowców, wymierające gatunki zwierząt. Kogo się o to wszystko oskarża? Ekolodzy nie mają wątpliwości, że to nasza wina ponieważ wyrzucamy śmieci do lasu, albo palimy nie tym co trzeba w piecach. Widmo kataklizmu ciąży nad nami jak gradowa chmura i ani się nie obejrzymy, a wszyscy doświadczymy jego skutków. Jak w takiej sytuacji się uśmiechać?

Jest z nami aż tak źle?

Co się stanie jeśli uśmiechniesz się do kogoś obcego? Najprawdopodobniej zostaniesz odebrany jako dziwak. Nie przywykliśmy do okazywania sobie bezinteresownej życzliwości. 
Swego czasu w jednej ze stacji telewizyjnych przeprowadzono eksperyment. Kobieta podchodziła do ludzi na ulicy i z uśmiechem na twarzy składała życzenia świąteczne. Gest wydaje się bardzo miły i pewnie oczekiwano wzajemności. Jednak większość ludzi albo ignorowała kobietę szybko oddalając się w przeciwnym kierunku, albo była w głębokim szoku. 

Czy to oznacza, że nie mamy powodów do uśmiechu, nawet w święta? Nie chcę by to co tu piszę wyłącznie potwierdzało ten przykry stereotyp. Wierzę, że jesteśmy w stanie okazywać również pozytywne emocje.

Czy to podczas rozgrywek sportowych, czy przy okazji celebracji jakiś osiągnięć naszych rodaków. Polscy kibice są podziwiani za swoją postawę, doping i oddanie. Lubimy się bawić, szukamy powodów do szczęścia. Polska gościnność to jedna z naszych wizytówek.

Tak. Mam zamiar przytoczyć motyw Basenu Narodowego. Kolejny powód do narzekań i frustracji. Moglibyśmy tylko o tym mówić i zrzucać winę na wszystkich dokoła. To co się jednak stało było niesamowite. Cała ta farsa obrócona w żart spowodowała rozluźnienie atmosfery. Ludzie zjednoczyli się nie w narzekaniu, a śmianiu się. Udowodniliśmy, że potrafimy, a atmosfera w kraju tak jakby na chwile się poprawiła

Problem tkwi jednak w tym, że na dłuższą metę nie cieszymy się z drobnych rzeczy. Jesteśmy krajem malkontentów - mało kto ma co do tego wątpliwości. Nawet jeżeli jest nam dobrze, to i tak jest nam źle, bo sąsiad ma lepiej. 



Powinniśmy być bardziej pozytywni. Zacznijmy być optymistami. Pisałam TU o tym wczoraj.
Dostrzegajmy nawet te małe, a drobne rzeczy. Cieszmy się chociażby z promieni słońca, czy orzeźwiającego deszczu. Cieszmy się każdym ociągnięciem, nawet małym sukcesem. Nawet jeżeli coś nie wychodzi traktujmy to jako nowe doświadczenia na drodze do sukcesu. Dopatrujmy się tej lepszej strony. Jeżeli mamy zacząć być lepiej postrzegani, zacznijmy od drobnych gestów, od zwykłego codziennego uśmiechu. Może ten bardzo miły gest spowoduje, że komuś poprawi się humor. Może ten ktoś przekaże uśmiech kolejnej osobie. Może dzięki nam ktoś będzie mógł powiedzieć "Miałem na prawdę dobry dzień". I na koniec przytoczę słowa Wiktora Hugo, które podsumowują moją wypowiedź: "Uśmiech jest jak słońce, które spędza chłód z ludzkiej twarzy." Dlatego przyjaciele- bądźmy bardziej pozytywni!



Czytaj dalej »

Copyright © Szablon wykonany przez Blonparia