piątek, 7 września 2012

Superbohaterowie? A po co nam oni?

Ostrzegam, że ten post może zawierać spoilery, więc ci którzy nie widzieli najnowszego filmu o Batmanie lepiej niech nie czytają, bo nie zamierzam owijać w bawełnę.



Filmy o superbohaterach wychodzą jak grzyby po deszczu. Już tylko w tym roku pojawiło się ich kilka. Nadrabiałam zaległości. W ostatnich dwóch miesiącach zdążyłam obejrzeć nowego Spider-Mana, dwa Batmany, Avengers, Thora, Kapitana Amerykę. Po pewnym czasie zaczęłam się zastanawiać co spowodowało taki wysyp. Wnioski? 
Świat ich potrzebuje. Potrzebuje superbohaterów, herosów, którzy obronią nas w razie potrzeby.

Przyjrzyjcie się informacjom w mediach. Same klęski żywiołowe, korupcje, skandale, morderstwa, kryzysy gospodarcze, wojny i inne złe rzeczy.
Nic więc dziwnego, że wolimy oglądać historie w których dobry bohater daje łomot jakiemuś bandziorowi, broniąc słabszych.
Amerykanie to dość… osobliwy naród. Szczycą się swoja potęgą. Lubią się przechwalać. Powiedzmy sobie szczerze- uważają, że są najlepsi. Najlepsi we wszystkim. Najbardziej wkurza mnie, że sądzą że są lepszymi ludźmi niż inni. Oni są dobrzy, odważni i posiadają wielkie serca… Tylko Amerykanie mogli wpaść na pomysł Supermena- nadczłowieka, zbawcę ludzkości. Kiedy facet z innej planety, ratujący Ziemian odniósł sukces, kurek został odkręcony i z jednego gościa w obcisłych rajstopach zrobił się cały panteon.
Nie chcę abyście mnie źle zrozumieli. Uwielbiam oglądać tego typu filmy. 
Bardziej zastanawia mnie skąd się wziął taki pomysł. Dlaczego wizja wskrzeszenia olimpijskich bogów narodziła się w XX wieku (i rewelacyjnie się rozwija) właśnie w Ameryce. Po co najbogatszemu krajowi na świecie, który umówmy się raczej trzyma innych w rydzach, potrzebni są superbohaterzy?!

I tu przechodzimy do Batmana, więc jeśli czyta to osoba która nie widziała filmu “Mroczny Rycerz Powstaje” - ostrzegam teraz należy przestać! 

Po seansie byłam bardzo zadowolona. Wszystko skończyło się happy endem. Batman przeżył, pojawił się Robin, Alfred był szczęśliwy, a Garry Oldman otrzymał nową latarkę. Koleżanka z którą oglądałam film też była zadowolona, ale zwróciła moją uwagę na jedną (zasadniczą) kwestię. Dlaczego Nolan nie zabił Batmana? Dlaczego  wszystko skończyło się tak pięknie mimo, że klimat dość mroczy, bohater ze skazami i mamy do czynienia z ostatnią częścią trylogii, więc śmierć bohatera mogłaby definitywnie wszystko zakończyć? Film byłby tak samo dobry. jak nie lepszy, gdyby Batman zginął ratując Gotham. Można byłoby się nawet popłakać.
Zastanawiałam się nad tym i w gruncie rzeczy odpowiedź wydała mi się całkiem prosta.
Umówmy się- filmy tego typu przeznaczone są dla bardzo szerokiej publiczności. Publiki która często ufa wszystkiemu co zobaczy w TV. Są to osoby które chcą mieć wszystko podane na tacy, a przekaz musi być jasny. 
Amerykanie to bardzo podatny naród. Jak więc (w czasach kryzysu i nienajlepszych nastrojów społecznych)  w amerykańskim filmie, o amerykańskim bohaterze, skierowanym głównie do amerykańskiej publiczności (bo Batman to ICH człowiek) bohater ów ma zginąć?
Co taki przeciętny widz może wynieść z takiego seansu?… Przeświadczenie, że nawet ci niepokonani, walczący ze złem mogą przegrać. 
Jaki miałoby to cel? Takie zakończenie nie podniosłoby morali, zwłaszcza, że Batman głosi w filmie, że tak naprawdę każdy może być Batanem. (swoją drogą, piękne przesłanie). Dlaczego więc wszystko musi pójść dobrze? Dlaczego Thor kończy się zwycięstwem Thora? Dlaczego Kapitan Ameryka przeżył? Dlaczego Spiderman uratował wszystkich? Dlaczego Avengersi skopali tyłek Lokiemu?
Bo Amerykanie muszą poczuć, że nadal są silni, że tak jak Batman mogą walczyć ze złem i ratować wszystkich wokół.

Przyznajcie: co byśmy bez tego amerykańskiego hartu ducha zrobili? To oni zawsze ratują świat i to ich bohaterowie są również naszymi. (Nawet próbujemy wymyśleć własne odpowiedniki, co kończy się tanimi podróbkami  w postaci poprzebieranych facetów w środkach transportu)
Historie o herosach to pewien rodzaj propagandy, który ma na celu kształtować odważnych, silnych obywateli gotowych stanąć w obronie kraju. Nie raz pokazywali, ze są skłonni wykazać się walecznością, mimo, że ideały które im przyświecały były bardzo utopijne. Chętnie pokazują się innym, ale wydaje mi się, że o samym wzorze bohaterstwa niewiele wiedzą. Wmawia im się, że walczą w obronie kraju, że za taki wyczyn zostanie nagrodzony, a tymczasem rzeczywistość często jest okrutna, a pobudki czysto polityczne. Prawdziwi bohaterowie często przegrywają, a ci którzy się tylko afiszują swoją odwagą w obliczu prawdziwego zagrożenia nie wiedzieliby co zrobić. Może tak jak nowojorscy gliniarze zastrzeliliby faceta z nożem bo cały ich oddział to za mało by obezwładnić jednego człowieka? Obawiam się, że jednak liczyliby na kogoś kto przejmie inicjatywę. Kogoś z zewnątrz. Na superbohatera. Co jeśli nikt taki się nie pojawi? Cóż… zawsze możemy liczyć na to, że jakiś szalony amerykański naukowiec stworzy prawdziwego Kapitana Amerykę. Oby nie było za późno.


I jeszcze jedno. Nie chcę niczego generalizować czy szufladkować. Wydaje mi się, po prostu, że niektóre idee jakie się nam wciska do głowy są wyssane z palca, a my bierzemy je za pewniak. Może za bardzo całą sprawę roztrząsam. Może to co chciałam przekazać nie do końca jest zrozumiałe. Boję się po prostu tego ku czemu zmierza świat, boję się, że to co widzimy oddala nas od samodzielnego analizowania. Że niektóre przekazy są czystą manipulacją, a my zamiast wierzyć własnym instynktom. wyznajemy kult czegoś czego nie ma.
I nie chodzi tylko o Batmana.


THIS IS HOW KAMA SEES IT.

3 komentarze:

  1. Ostatni akapit - mądrze gadasz, my thoughts exactly. Na szczęście, mnie to chyba nie grozi i Tobie też nie, skoro potrafisz to jeszcze dostrzec i zdajesz sobie z tego sprawę:)

    Co do Superbohaterów - wszystko spoko, niech sobie szare Amerykańskie tłumy w owych wierzą, ja jestem za poszukiwaniem swoich własnych indywidualnych bohaterów - nie nie musisz zgadywać kto jest moim superbohaterem;p To raczej wszyscy wiedzą, a ja nieskromnie się tym puszę. No nieważne.

    Amerykanie jak dla mnie cierpią na chroniczną manię wielkości. Zakrawa to nawet na nerwice natręctw - wszystko musi być największe, najlepsze i najsławniejsze. Szkoda tylko, że za rozmiarem nie zawsze idzie rozum...:)

    No i widzisz jak fajnie? Jara mnie Twój blog :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie chciałam być niegrzeczna, więc nie poruszałam pewnych spraw dogłębniej. Jeśli chodzi o rozum to potwierdzenie mamy w znajomości historii Olimpiady czy geografii (wiesz o czym mówię. Jeżeli chodzi o resztę to to co ja myślę i tak niczego nie zmieni, mówiąc szczerze to trochę mi ich żal...

      Usuń
    2. No fakt, że całego świata nie zmienisz, ale Kama, nie ma co się łamać, olej świat. Grunt, żebyś znalazła wokół kilkoro ludzi którzy chętni będą słuchać:) Szkoda życia na ratowanie świata bo jest jedno, a czy akcja ratunkowa się powiedzie... marne szanse ;p

      Usuń