BookNerd Rev: "Czerwień rubinu" Kerstin Gier

Czytałam sobie pewną książkę, ale za bardzo mnie nie wciągnęła, więc pomyślałam "Hej, przeczytam jeden rozdział książki Gier i zobaczymy jak będzie" po 341 stronach i ostatnim zdaniu, wreszcie mogłam wrócić do tego co przerwałam.


Gwen to całkiem przeciętna nastolatka, choć pochodzi z nieprzeciętnej rodziny. Jej kuzynka Charlotta (przemądrzała zołza) jest nosicielką genu, dzięki któremu w wieku szesnastu lat zacznie podróżować w czasie. Ale czyżby Newton pomylił się w obliczeniach? Niespodziewanie bowiem to Gwen przenosi się w czasie, a nie Charlotta! Dziewczynę obejmuje opieką prastara tajna organizacja, która ukrywa wiele tajemnic. A to nie koniec niespodzianek. Jest jeszcze jeden podróżnik w czasie – chłopak. Bardzo przystojny chłopak. Ale jak tu się zakochać, gdy los rzuca się codziennie do innej epoki?

Kerstin Gier skradła moje serce Trylogią Snów i z wielką ekscytacją sięgnęłam po tę pozycję. Już po pierwszych rozdziałach wiedziałam że się nie zawiodę.

To co stało się dla mnie jednym z znaków rozpoznawczych Gier, to że potrafi wykreować naprawdę dające się lubić główne bohaterki. Możecie pomyśleć, że to podstawa dobrej książki, niestety ja mam tendencję do doszukiwania się wad i naprawdę szczerego nie lubienia tych postaci, nawet kiedy sama książka mi się podoba. Tymczasem Gier przykłada dużą wagę do tego jak są przedstawieni bohaterowie. 
Gwen a raczej Gwendoline to młodziutka jeszcze, bo szesnastoletnia dziewczyna, której życie jest całkiem normalne o ile można tak powiedzieć o kimś kto żyje w rodzinie w której przekazywany jest gen podróżowania w czasie. Na szczęście to nie jej problem, to jej kuzynka odziedziczyła gen, więc Gwen może spokojnie sobie żyć problemami nastolatki. Dzięki temu jej takiemu normalnemu spojrzeniu na świat od razu ją polubiłam. Była świetną narratorką, z tych którzy dorzucają coś zabawnego do opowieści i których spostrzeżenia często są werbalizacją twoich. Gwen (zresztą jak Liv z Silver) bardzo przypomina mi Mie z Pamiętnika księżniczki Meg Cabot, bohaterkę którą po prostu darzy się sympatią, którą chciałoby się mieć za przyjaciółkę.
Gdy Gwen odkrywa, że to ona jednak odziedziczyła zdolność przenoszenia się w czasie, w przeciwieństwie do wielu literackich koleżanek, nie akceptuje tego łatwo, nie staje się nagle wybrańcem i wszyscy nie traktują ją jako boginię. Gwen reaguje tak jak ja bym pewnie zareagowała, najpierw panikuje, a później panikuje jeszcze bardziej. Podoba mi się jak niepozbierana w tym wszystkim jest Gwen, która w przeciwieństwie do Charlotty nie odbierała odpowiedniego szkolenia.

Autorka ma też niezły dar do tworzenia barwnych postaci drugoplanowych. W Silver najbardziej podobała mi się relacja Liv i jej siostry Mii, tu Gwen ma świetną przyjaciółkę, która stanowi taką fajną odskocznię, a która też jest dobrym obrazem tego jak powinna wyglądać i jak ważna jest przyjaźń.
Ten przystojniak o którym mowa w opisie, Gier nie robi romansu przedmiotem powieści, wszystko zgrabnie przedstawia tak, że nie czujesz się wrzucony w wir jakiejś naciąganej historii miłosnej. Właściwie w tym tomie nawet jej nie ma co bardzo mi się podoba.

No i dochodzimy do całej tej podróży w czasie. Zastanawialiście się gdzie i kiedy byście się przenieśli mając taką możliwość? Podróże w czasie to tak naprawdę studnia bez dna jeśli chodzi o pomysły. Wprawdzie w pierwszej części nie mamy tego tak dużo, ale to jak są pokazane naprawdę napawa entuzjazmem. Tak naprawdę, to główny czynnik dla którego najchętniej sięgnęłabym po drugą część już dziś. Polubiłam już bohaterów i świat przedstawiony więc jestem w pełni gotowa na dalszą akcję.

Kerstin Gier ma styl który trudno mi określić, ale powoduje on, że nie tylko trudno się od jej książek oderwać, ale idealnie trafiają w mój gust i ten elemencik mnie, który powoduje, że zakochuję się w ksiażce.

Czerwień rubinu ma w sobie wszystko czego mogłabym oczekiwać. Plastyczność świata przedstawionego, bohaterów których nie da się nie lubić i akcję która może rozwijać się tylko w dobrym kierunku. Jeżeli autorka nie zboczy z obranego kursu, a wątpię czy to możliwe, dostaniemy wspaniałą trylogię, której śledzenie będzie istną przyjemnością.

Piszę tak jakby te książki już raz nie pojawiły się na naszym rynku. Oczywiście całość można już było kupić w innym wydaniu, ale teraz mamy je wydane ślicznie na nowo i dla mnie właśnie z nimi rozpoczyna się przygoda. Wspaniała i ekscytująca.

Kerstin Gier - znów Ci się udało!




Za książkę dziękuję:




Komentarze

  1. Czytałam trylogię czasu parę lat temu i bardzo mi się podobała.

    Pozdrawiam serdecznie i w wolnej chwili zapraszam do mnie na konkurs. :)
    niezapomniany-czas-czyli-o-ksiazkach.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  2. Pani Gier jest jedną z moich ulubionych autorek, a Trylogia Czasu dla mnie wspaniała <3

    OdpowiedzUsuń
  3. Muszę bliżej zapoznać się z twórczością tej autorki.

    OdpowiedzUsuń
  4. Nie miałam jeszcze okazji poznać tej trylogii, ale bardzo bym chciała :D Może kiedyś mi się uda ^^

    Zabookowany świat Pauli

    OdpowiedzUsuń
  5. Nie miałam nigdy okazji zapoznać się z twórczością Kerstin Gier, ale jej książki rzuciły mi się w oczy gdzieś w odmętach internetu i chyba bardziej podoba mi się stara wersja okładkowa.

    Pozdrawiam,
    Avenity z bloga Myśli zapisane

    OdpowiedzUsuń
  6. Uwielbiam tą trylogię. Teraz mam coraz większą ochotę przeczytać Silver, ale tak mało czasu, a tak dużo książek.
    a tu moje spostrzeżenia o trylogii http://odbijajacksiazki.blogspot.com/2017/06/trylogia-czasu.html

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz