"Naznaczeni śmiercią" Veronica Roth

Czytając Naznaczeni śmiercią przeżyłam wiele wzlotów i upadków. Sam fakt, że zwlekałam z jej przeczytaniem ponad rok o czymś świadczy. Veronica Roth nie należy do moich ulubionych autorek. Moja przygoda z Niezgodną była burzliwa i nie skończyła się happy endem. Nie ukrywam, że Tris to jedna z najmniej lubianych przeze mnie postaci literackich, a sama trylogia, jedną z najsłabszych jakie czytałam. Skądś jednak ta miłość do pisarki musiała się wziąć, więc z nowa serią chciałam jej dać jeszcze jedną szansę. Niedawno była premiera tomu drugiego więc przestałam się ociągać i przeczytałam pierwszy.


Na jednej z planet w odległej galaktyce żyją dwa nienawidzące się wzajemnie i walczące o władzę ludy. Losy Cyry i Akosa splatają się brutalnie. Początkowa wrogość przeradza się we wzajemne ukojenie. Kiełkujące uczucie wymaga zaprzeczenia dawnym relacjom, obsesjom, wyobrażeniom. Naznaczeni śmiercią, naznaczeni stratą. Wyzwoleni przez miłość.

Naznaczeni śmiercią miało dla mnie jedną wadę- nie porwała mnie. Nie był oryginalny pomysł- ile można czytać o nastolatkach z mocami w których rękach sa losy całego świata, o despotycznych władcach i zakazanej miłość. Dodatkowo już raz czytałam książkę o dziewczynie która potrafiła zabijać dotykiem. To wszystko spowodowało, że trochę obawiałam się, że Roth pójdzie w ślady Aveyard i złączy wszystkie możliwe utarte schematy. Tak w sumie było, ale na szczęście pojawiły się elementy, które nie pozwoliły mi na całkowite przekreślenie tej książki. Zacznijmy jednak od początku.

Nasi główni bohaterowie to klasyczny motyw Romea i Julii. Wrogowie którzy wbrew wszystkiemu zaczynają się darzyć głębszym uczuciem. Ona wywodząca się niemal z królewskiego rodu, on wróg, którego brat jest cennym łupem dla jej brata. Szekspirowski scenariusz. I gdyby nie to, że "gdzieś to już czytałam" pewnie czytałoby mi się lepiej bo sam pomysł nie był najgorszy. Problem Roth polega właśnie na tym, że pomysły ma dobre, pisze naprawdę dobrze, ale niestety realizacja założeń nie zawsze jej wychodzi. I tu mój największy problem, bo między prologiem a ostatnim zdaniem czegoś mi brakowało, czegoś co spowoduje, że chciałabym od razu sięgnąć po tom drugi.

Gówna bohaterka, fakt jest silna i niezależna, a w porównaniu do Tris* to nawet można w nią uwierzyć. Z czasem nawet można zacząć przymykać oko na to, że to postać mało oryginalna. On też nie jest jakiś nadzwyczajny, ot po prostu łatwo go lubić. Razem działają całkiem sprawnie, dobrze wyglądają, ale mimo wszystko czegoś ciągle mi brakuje. Mimo całkiem solidnych podwalin, postacie te są... troszkę nijakie.

Ta recenzja chyba cała będzie tak wyglądała. Naznaczeni śmiercią mają taki problem, że plasuje się gdzieś między "średnia" a "dobra". Może nawet "bardzo średnia". Zamysł jest fajny, dynamika nie najgorsza, bohaterowie całkiem dobrze zarysowani, a równocześnie nakreślone jest to tak, że w bezmiarze fantastyki YA jest to bardzo nijakie. Na szczęście światełko nadziei tlące się gdy zaczynałam lekturę nie zostało całkowicie zgaszone. Jeśli jednak Splątani przeznaczeniem nie wniosą nic interesującego to chyba podziękuję pani Roth na dobre.

Dlaczego sądzę, ze książka była nijaka? Bo akcja stworzona była jak taka sinusoida. Zaczęło się interesująco po czym przez dobrych i kilkadziesiąt stron staliśmy w miejscu. I podobnie było z bohaterami. Ich przeszłość została w interesujący sposób nakreślona, a później to nie miało wielkiego znaczenia, bo przez znaczną część powieści się nie rozwijali. Trochę tak jakby sam fakt, że Cyra ma głupiego brata i potrafi dotykiem zabijać powinien nam wystarczyć do jej zrozumienia. A większości trzeba domyślać się samemu. Akos (którego imienia już nie pamiętałam) też mógłby być lepiej zarysowany. No i ten ich romans- taki sztuczny. Gdyby nie to że ich czyny były wprost napisane, trudno by było wyczuć, że coś ich łączy.

Trudno też powiedzieć coś więcej o świecie przedstawionym. Akcja dzieje się w kosmosie i samo to daje już bezkres możliwości, a jednak, autorka kompletnie tego nie wykorzystuje. Wydarzenia mogłyby dziać się absolutnie wszędzie a efekt byłby ten sam. Chcecie poczytać o jakiś kosmicznych opowieściach? Wybierzcie W ramionach gwiazd lub Diablikę, a z pewnością będziecie bardziej zadowoleni.

Zdawać by się mogło, że najtrudniej napisać recenzję negatywną, ale z wylewaniem jadu nie mam problemów. Najtrudniej pisać o tym o czym ma się niewiele do powiedzenia. Chyba trochę nabrałam się na wysyp pozytywnych recenzji, ale nie wiem czy tamte osoby rzeczywiście ją czytały bo po czasie jakoś entuzjazm pada.
Plus jet z pewnością taki, że nie zawiodłam się całkowicie, bo też niewiele oczekiwałam i na nic się nie nastawiałam. Po przygodzie z Niezgodną  wręcz mogłabym wyznaczyć tu więcej plusów, ale powiem wam szczerze, minęło kilka dni od kiedy skończyłam książkę i już zaczynam ją zapominać. Powieść nie jest zła ale nie też bardzo dobra. Po przeczytaniu tylu książek o podobnej tematyce, po prostu oczekuję czegoś lepszego niż dobrego pomysłu. Skoro jednak mam już drugi tom to i jej recenzję przeczytacie, a co będzie dalej zobaczymy.



Za książkę dziękuję:

*wybaczcie te wszystkie odwołana do Niezgodnej ale ja naprawdę nie lubię tej serii a jeszcze bardziej nie lubię Tris.

Komentarze

  1. Mam podobne odczucia. Poza nijakością bolał mnie też język jakim jest napisana seria. Dialogi są sztywne, opisy w sumie też takie średniawe. Cała seria jest nijaka. Czasami kartkowałam co nudniejsze fragmenty, a potem i tak bez problemu odnajdywałam się w akcji. Osobiście dałabym jeszcze mniej gwiazdek niż Ty :).

    OdpowiedzUsuń
  2. Niezgodnej nie czytałam, ale filmy mi się podobały. Tą serię natomiast czytałam i z pierwszego tomu byłam zadowolona, natomiast w drugim czegoś mi zabrakło. Zobaczymy, jak będzie u Ciebie :)
    Justyna z http://livingbooksx.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz