czwartek, 18 października 2012

Zaczerpnąć powietrza




Widok żółtych liści i promieni słońca przedzierających się przez konary drzew.
Zapach książek, lasu i świeżo skoszonej trawy.
Dźwięk szumiących drzew i powiew wiatru na twarzy.
Chwila relaksu, spokoju, wyciszenia.
Uśmiech, dobre słowo, miły gest.



Zamknąć oczy. 
Założyć słuchawki. 
Włączyć ulubioną muzykę i przenieść się w świat marzeń.
Żyć tą jedną chwilą.
Nie rozglądać się na boki.
Nie dopuszczać do siebie złych myśli.
Nie zważać na nieprzychylne, krytykanckie spojrzenia.


Wziąć wdech... odpuścić... uśmiechać się do wszystkich.
Wziąć głęboki wdech i być sobą.



Tak niewiele do szczęścia potrzeba.



"Po każdym dniu należy postawić kropkę, przekręcić stronę i zacząć wszystko od nowa"




To tylko swego rodzaju prolog, nie martwcie się nie stałam się sentymentalna... No może odrobinkę.


Czytaj dalej »

sobota, 13 października 2012

O wszystkim i o niczym...

Zakładając tego bloga miałam silne postanowienie pisać raz na tydzień. Jak na razie nawet mi się to udaje, ale teraz widzę, że dochowanie postanowienia będzie niezwykle trudne. Ana mówiła mi, że dobrze będzie jak zamieszczę coś raz na miesiąc. Dobrze będzie, ale to nie byłoby w porządku. Miałabym poczucie, że kolejna rzecz jakiej się podejmuje wypala się zaraz po rozpoczęciu. To chyba przez te studia, a raczej przez sam fakt spędzania całego dnia poza domem. Siedzę ja sobie na tej uczelni i w zasadzie nie mam czasu. Tzn. mam czas, ale wykorzystywanie go na pisanie to poświęcenie nieraz kilkudziesięciu minut, które powinnam zagospodarować inaczej.

Chciałabym widzieć, że coś co robię ma sens. Jestem na trzecim roku studiów i zastanawiam się czy dobrze robię. Studiuję na kierunku, z którego większość z was się śmieje. Ile to ja się już nasłuchałam, że nie znajdę pracy, że to bez sensu, a humaniści co najwyżej mogą po studiach pracować w McDonaldzie. Nie ma chyba bardziej humanistycznego kierunku niż filologia. O ile studiowanie filologi obcej w naszym kraju ma jakiś sens i jest traktowane jako coś pożytecznego, to studiowanie polonistyki spotyka się z reakcją zgoła odmienną. Moi znajomi nigdy oczywiście nie dali tego po sobie poznać, ale wiem, że wielu z nich patrzy na mnie z politowaniem. Kto z was lubił język polski w szkole? No właśnie...
Ja w zasadzie też nie przepadałam, a jeszcze na początku klasy maturalnej nawet do głowy by mi nie przyszło, że mogę spędzić 5 lat na nauce gramatyki, właściwości języka i studiowaniu literatury, polskiej literatury. Los chciał jak chciał, a ja się mu podporządkowałam. Na moim roku jest nas około 200 osób. Każdy z nas będzie szukać pracy, każdy miał inny motyw wybierając te studia. Jest wśród nas wielu, którzy nie wiedzą właściwie co robią i studiują dla samego studiowania. To dobijające. Wiemy, że już startujemy w swego rodzaju wyścigu i że tylko kilkoro z nas będzie robiło to co chce. Wiemy o tym my, wiedzą o tym wykładowcy, którzy wprost mówią, że siedzą przed nimi przyszli bezrobotni.
W chwili obecnej jestem na takim etapie, że nie myślę o tym co będzie jak dostanę dyplom, ale ta myśl kiełkuje z tył mojej głowy i zaczyna się przepychać do przodu, by za kilak miesięcy całkowicie zawładnąć moim umysłem. 

Wracając do rzeczy. Mieliście takie myśli, że to co robicie kompletnie nie ma sensu? Że jesteście w złym miejscu i najlepiej byłoby to rzucić w cholerę i zajęć się czymś innym? Ja tak. Przez kilka miesięcy miałam dość. Zastanawiałam się co ja właściwie robię. Teraz jest inaczej. Powoli (może zbyt wolno) zaczynam widzieć swoja przyszłość. Zaczynam mieć jakieś plany i dochodzę do wniosku, że wybory jakich dokonałam były właściwe. Każda moja decyzja jest przemyślana i może dziwią one ludzi wokół. Może dlatego to teraz tu piszę, bym została zrozumiana? Bym sama siebie zrozumiała. 

Częścią moich planów był ten blog. Postanowiłam, że co mi tam. Warto zrobić coś, na co wcześniej nie miałabym odwagi i pisać nie zważając na nic. 
Nie wiem ile osób to czyta. Jakoś statystyka bloogera nie wydaje mi się wiarygodną odkąd odkryłam, że liczone są też moje odwiedziny... 

Hmmm, brzmi to jakbym się żegnała i rzucała pisanie? Raczej oficjalnie postanawiam, publicznie obiecuję, że będę pisać. Może tak deklaracja (nawet w internecie) da mi kopniaka, bo ostatnio maiłam wątpliwości. Kochani, jeśli ktoś to czyta, a wiem, ze jest kilka takich osób, to bardzo wam dziękuję. Nie mówię, że oczekuję od was komentarzy. Wiem, że nie mogę też liczyć na to, że ktoś w prost mi napisze, że to bez sensu. 
W zasadzie nie wiem na co ja sama liczę. 
Właściwie nie wiem jaki jest cel tego posta. 
Właściwie nie wiem co ja teraz robię.

To chyba taki przerywnik postowy by nie każdy był pseudo- nieudaną recenzją. Moje krótkie wypociny, które nie są spowiedzią. Moje przemyślenia, które niekoniecznie muszę zachować dla siebie. Takie małe coś o czymś i o niczym.
Czytaj dalej »

wtorek, 9 października 2012

"Jesteś Bogiem"


Recenzja wielkiej ignorantki nie wtajemniczonej w temat:)

Dostałam zadanie domowe i jako przykładna studentka postanowiłam je odrobić, a przy okazji nakreślić tu parę słów, bo obiecywałam być sumienną blogerką.
Zadanie było z założenia banalnie proste i przyjemne. Mieliśmy iść do kina. Tak, wiem: “zadanie- marzenie“. Szkoda tylko, że tytuł jaki wybrała dla nas pani profesor, był jednym z nielicznych, które w założeniu nie były na mojej liście “must see” i nawet jakoś mnie konkretnie nie ciekawił.



Jesteś Bogiem”, bo o nim mowa, to film który poruszał tematykę tak mi obcą jak fizyka kwantowa. Nie interesuję się ani tym gatunkiem muzyki, kulturą a tym bardziej zespołem Paktofonika. Na film poszłam totalnie nieprzygotowana, bo oprócz nazwy zespołu znałam tylko miejsce i godzinę seansu. Nie słyszałam nigdy żadnej piosenki, nie znałam członków zespołu, a o historii Magika (a raczej tym co go spotkało) dowiedziałam się mimochodem z telewizji, przy okazji relacji z premiery. Tak, jeśli chodzi o hip-hop jestem totalnym ignorantem.
Do kina poszłam tylko dla tego, że tego wymagało moje zadanie, bałam się, że będę tu musiała napisać coś co może się komuś nie spodobać. Teraz gdy jestem świeżo po seansie, powiem wam, że cieszę się, że byłam w kinie.

Lubię filmy oparte na faktach, filmy biograficzne. Z filmami o idolach jest tak, że czeka się na nie latami, ekipa dobierana jest niezwykle starannie, scenariusz musi być stworzony tak by nie urazić żadnego fana, by każdy był zadowolony. Nic więc dziwnego, że filmy tego typu powstają bardzo powoli i bardzo rzadko. W Polsce bez wątpienia mamy artystów, których historie to gotowy  scenariusz. Kilka lat temu swoją premierę miał “Skazany na blusa”. Film, który nie ukrywam bardzo mi się spodobał, ale była to też zasługa tego iż zespół Dżem jest mi znacznie bliższy gatunkowo niż Paktofonika. Po seansie byłam wzruszona, przejęta, a obrazy z filmu na stałe wryły się w moją pamięć. Jak było teraz, po “Jesteś Bogiem”? 

Myślałam, że napiszę tu niepochlebną recenzję, że będę ubolewać nad tym jakie to było nudne i jak nie cierpię hip-hopu. Nie ukrywam, że moje odczucia po pojawieniu się  napisów końcowych był trochę skrajne. Zacznę od tego co mi się nie podobało. Po raz dziesiąty tutaj, napiszę, że to nie mój klimat. Film miejscami był nudny, nie łapałam fabuły. Nie wiedziałam kto jest kim i  co się w ogóle dzieje. Wiele wątków było z pewnością ważnych, ale ogólnie fabuła mało mnie interesowała więc się nie zagłębiałam. Najgorsze jest to, że zamiast wczuć się w klimat, analizowałam treści utworów i ich sens, co było totalnie bez sensu…
Miejscami fabuła traciła swój polot, robiła się chaotyczna, a do tego wszystkiego ta muzyka...

Dobrze, to tyle złego:) Zdziwiłam się bardzo gdy po seansie stwierdziłam jednak, ze film mi się nie nie podobał. Pod względem technicznym stał na wysokim poziomie. Po pierwsze zdjęcia. Rewelacja. Począwszy od gry światłem, po ustawienie kamery. Dawało to bardzo ciekawy efekt i sprawiło, że film wydał prawdziwszy. Miał w sobie coś z reportażu, bez ubarwień, pokazano świat takim jakim jest.
Po drugie gra aktorów. Nie wiem jakimi w rzeczywistości byli członkowie zespołu, ale trójka głównych aktorów starała się bardzo by dobrze przekazać nam tę historię. Nie wiem też jakim raperem był Magik, ale Marcin Kowalczyk pokazał nam człowieka o trochę złożonej osobowości. Człowieka, który chciał coś osiągnąć, jednak życie trochę zaczęło mu się sypać. Zastanawiałam się, wiedząc jak Magik skończył, co go tak naprawdę skłoniło do tak drastycznego kroku. Wydawało mi się, że jego życie wcale nie było tak straszne. Miał problemy, ale kto ich nie ma? Jednak w filmie padają bardzo chyba ważne słowa: “Przez całe życie robię rzeczy których nienawidzę, a jak wreszcie chcę zrobić coś co chcę, to mi k***a nie wolno?!… Jestem artystą…”. Właśnie to idealnie oddał Kowalczyk. Pokazał człowieka, który nie może poradzić sobie z światem dookoła, który chce tworzyć, ale rynek mu na to nie pozwala, który tak naprawdę dusi się w tym do czego dążył. Poza tym jestem pod wrażeniem tych młodych aktorów, mają spory potencjał i powinien być on należycie wykorzystany, szczególnie w przypadku wcielającego się w rolę Fokusa Tomasza Schuchardta, który tak naprawdę od pierwszej chwili przykuł moją uwagę.  
Po trzecie widać, że twórcy bardzo chcieli zrobić ten film jak najlepiej. Nie wiem na ile historia została poprawnie odzwierciedlona, ile tu prawdy, a ile fikcji. Uważam jednak, że wysiłek jaki włożono w tę produkcję jest godny uwagi i chyba powinien być doceniony, bo sam fakt, że ktoś podejmuje taki temat i wie, że zobaczą go tysiące fanów (którzy zawsze mają sporo wymagań) powinien być doceniony.

Cóż właściwie mogę jeszcze napisać? Często po wyjściu z kina mam tak, że nie mogę przestać długo myśleć o danym obrazie. Tutaj… śpieszyłam się na autobus, włączyłam odtwarzacz i zagłębiłam się w “mój świat”. Film nie wywarł na mnie żadnego zaskakującego wrażenia. Żadnych emocji. Nie wzruszył mnie, ani jakoś głębiej mnie nie poruszył. Nie zakorzenił we mnie żadnej ciekawości odnośnie muzyki i twórczości Paktofoniki. Nie jest według mnie dziełem wybitnym. Postanowiłam jednak, że spróbuję sobie wyobrazić, że jestem fanem, że czuje ten rytm. Czy może wtedy czułabym coś innego? Może miałabym łzy w oczach, albo przynajmniej byłabym zła bo coś przekręcili lub pominęli? Bardzo możliwe. 
Teraz jednak po prostu mogę odhaczyć ten film jako już obejrzany i spokojnie czekać kolejne miesiące (lata... stulecia), aż do kin wejdzie film obrazującym życie zespołu Queen. Wtedy będą mną szargały takie emocje jakie odczuwa teraz pewnie rzesza fanów Paktofoniki, która szturmem ruszyła do kin. Wtedy sobie pogadamy:)

Czytaj dalej »

Copyright © Szablon wykonany przez Blonparia