piątek, 9 maja 2014

Off Plus Camera - filmy, filmy i jeszcze raz filmy

Festiwal zmierza już ku końcowi, więc najwyższy czas by zająć się filmami. Obejrzałam ich sporo, chociaż nie tak dużo jakbym chciała. Czasu w tym roku mam wyjątkowo mało, a każdą wolna chwilę przeznaczam na spanie i odpoczynek. Niestety, tych chwil jest na prawdę niewiele. 
W tym roku, w Arsie, poczułam każdym mięśniem jak trudna jest praca wolontariusza. Gotowy na każde wezwanie, uśmiechnięty i radzący sobie w sytuacjach kryzysowych. To wszystko za darmo. Dlaczego wiec w tym roku padł rekord zgłoszeń- 1600 z czego przyjęto tylko i aż 400 osób? Mam dwie teorie: po pierwsze doświadczenie, po drugie dobra zabawa i filmy.
Macie jeszcze 3 dni, może moja opinia pozwoli wam coś wybrać:
(tytuł to hiperłącze do opisu filmu)


reż. Tinatin Kajrishvili
Francja | Gruzja / 2014



Powiem szczerze, że na tym seansie się potwornie wynudziłam. Historia do mnie nie przemówiła i oceniłam film na 2 w pięciostopniowej skali. Brakowało mi czegoś w środku, czegoś co wywołałoby we mnie jakiekolwiek emocje, a tak dostałam film, który ani mnie nie zszokował, ani nie zachwycił. Główna bohaterka wydała mi się nudna i nawet jeżeli uwieżyłam w uczucie między głównymi bohaterami, to nie mogłam uwierzyć w nic poza tym. Teraz jednak gdy o nim myslę, wiem, że oceniłam go zbyt surowo. Mój głos był odosobniony, więc film polecam, bo  jeżeli budzi skrajne uczucia to znaczy, że jest wart uwagi.

reż: Tomasz Wasilewski
93 min, Polska / 2013



Jeżeli w zeszłym roku powstał film, którego w jakikolwiek sposób się obawiałam, to ten był na szczycie listy. Od pewnego czasu mam wrażenie, że polskie kino na siłę próbuje łamać tabu i uświadamiać Polakom jakim skrajnie zacofanym i nietolerancyjnym narodem jesteśmy. Każda mniejszość jest pokazywana tak, że po wyjściu z seansu nieraz albo jesteśmy zszokowani, albo czujemy się jak oprawcy. Płynące wieżowce nie łamią tabu, nie są moralizatorską opowieścią o związku homoseksualnym. W moim odczuciu to po prostu film o miłości, rodzącym się, głębokim uczuciu. I wierzcie mi, nie jestem skrajnie tolerancyjna, są rzeczy których na ekranie nie akceptują, które mnie odrzucają (bez względu na płeć bohaterów) ale tutaj wszystko mi pasowało i nic mnie nie raziło. Może darowałabym sobie ostatnią scenę z udziałem Michała, ale reżyser na spotkaniu rozwiał moje wątpliwości. 

rez. Robin Campillo
Francja / 2013



Tematyka filmów tegorocznej edycji festiwalu jest bardzo zbliżona, offowe filmy maja to do siebie, ze lubią szokować. Nie wiem czy reżyserowi tego filmu również o to chodziło ukazując związek dorosłego mężczyzny w średnim wieku z młodziutkim chłopcem z Europy wschodniej. To co mnie najbardziej szokowało to nie tyle ów związek, co raczej wątek poboczny, który jednocześnie determinuje całą akcje filmu. Wiele się słyszy o dziecięcej prostytucji we Francji, powstało wiele filmów. Mam wrażenie, że ten dotyka jednak innego problemu- dzieci pozostawionych na pastwę losu, które wmieszane w gangi, przekraczają granice moralności, nie odróżniając dobra od zła. Tak bardzo jednoczą się w tych grupach, że są skłonne do na prawdę strasznych rzeczy. Scena kradzieży- na początku filmu jest tak zjawiskowa, że po prostu będziecie musieli obejrzeć film do końca. Warto.

Atsushi Funahashi
96 min, Japonia / 2012



Bardzo lubię dokumenty. Sprawa tsunami i Fukushimy jest niezwykle ciekawa. Wszyscy pamiętamy to, jak Japonia się podnosiła po tej tragedii, ale na miłość boską! Po co to oglądać w kinie!!!

Paweł Pawlikowski
Polska | Dania / 2013


Według mnie absolutny faworyt Konkursu Polskich Filmów Fabularnych. Historia niezmiernie ciekawa, nakręcona z niezwykłą świeżością. Piękne zdjecia, śliczny odcień szarości i ten spory kawałek nieba nad głowami bohaterów.  Świetni aktorzy z Agata Kuleszą na czele. Dla mnie wszystko idealnie wyważone, wysmakowane. Nie wiem co mogłabym dodać... Polskie kino stoi bardzo mocno i tylko żałuję, że Idę poznałam dopiero teraz.

Ain't Them Bodies Saints

reż: David Lowery

USA / 2013


Bardzo interesujący pomysł, który niestety został troszkę spłycony. Film przewidywalny, nie wnoszący nic nowego. Love story zrodzone na zbrodni. To już było. Ain't Them Bodies Saints warto zobaczyć jednak dla pięknych zdjęć i samego klimatu filmu. Film dobry, ale nie porywający.


reż. Anja Marquardt
USA / 2014


Sprawa jest prosta- kobieta pomaga mężczyznom uporać się z rożnymi lenkami za pomocą fizycznego kontaktu, często bardzo ograniczonego. Nie do końca rozumiałam motywację bohaterki. Miałam wrażanie, że ona sama nie wie czego chce, a chce leczyć innych. Na tym w sumie polega film. Jednak ciągnie się on w pewnych momentach niemiłosiernie. Absolutnie nie wniósł niczego do mojego życia i myślę, że mógłby się skończyć parę minut wcześniej, bez zbędnych dopowiedzeń. Jednak nie chcę go negować, bo w pewien sposób jest intrygujący. Bohaterka sama w sobie jest ciekawym przypadkiem psychologiczny. Film jest studium samotności na różne sposoby, z różnych perspektyw. Nie wiedząc co więcej mam napisać, zamilczę.

reż. Nae Caranfil
Rumunia | Francja | USA | Włochy | Polska / 20


Przyznam, że na Offie rzadko zdarzają się filmy, które będą po prostu przyjemne. Gang Rosenthala był miłą odmianą. Utrzymana w kolorowych barwach produkcja ukazująca prawdziwą historię, to komediowe zobrazowanie tragicznej historii. Dynamika i humor są przykrywką dla niesamowitej historii ludzi, którzy mieli dość życia pod dyktando władzy. Polecam, warto. Gang Rosenthala wybija się ponad inne produkcje z konkursu polskiego- nie dlatego, że jest najlepszy, ale dlatego, że jest inny- lekki, przyjemny, zabawny. 

Hardkor Disko

Krzysztof Skonieczny
Polska / 2014



Debiut reżyserski Skoniecznego to, powiedzmy sobie szczerze, szokująca historia okraszona wieloma barwami, dobrą muzyką, niezwykłym dynamizmem. Jest to film bez wątpienia oryginalny ale przede wszystkim intrygujący. O Hardkor Disko, mam wrażenie, będzie się długo mówić. Jest to film dobry, tyle i może aż tyle. To produkcja, którą po prostu ciężko jest ocenić, zakwalifikować w jakieś ramy punktowe. Ile ludzi tyle interpretacji i ocen. Warto obejrzeć, chociażby dla tego ciekawego stanu umysłu po seansie, kiedy nie wiesz co masz powiedzieć.

reż. Joanna Kos-Krauze, Krzysztof Krauze 
Polska / 2013



Papusza to film o poetce Papuszy, ale wydaje się, że cała zbiorowość Cyganów jest tu głównym bohaterem. Nie tylko poznajemy jakiś zalążek ich kultury, obyczajów co mamy szansę wniknąć w tę zamkniętą społeczność. Dodatkowo aktorzy mówią po cygańsku i robią to tak jakby posługiwali się tym jezykiem całe życie. To co mnie najbardziej urzekło w filmie to fantastyczne zdjęcia- nawet chmury były jak wyreżyserowane. Papusza dla nie jest filmem fascynująco ciekawym, bardzo dobrym, chociaż miejscami przydługawym.


reż Anna Kazejak-Dawid

Polska | Dania / 2014




Obietnica była reklamowana jako druga Sala samobójców. Oczywiście można dostrzec pewne podobieństwa, ale o ile film Jana Komasa był czymś nowym, świeżym, pokazywał problem o którym wcześniej się za wiele nie mówiło, to Obietnica jest dla mnie połączeniem Bejbi Blues, Sali... Nieulotne i tych wszystkich wcześniejszych filmów. Nie jest to film zły, nie wyszłam zła jak rok temu oglądając film Rosłaniec. Aktorsko film mnie przekonuje, estetycznie też. Problem polega na tym, ze Obietnica nic nowego mi nie pokazała- zagubione nastolatki, podejmujące pochopne decyzje i nie liczące się z konsekwencjami. Od początku wiemy do czego to zmierza. Szczerze powiedziawszy, mam powoli dość filmów o problemach młodzieży. Nie jestem dużo starsza od bohaterów, a kompletnie ich nie rozumiem. Obietnica jest jednak znacznie lepsza od Bejbi Blues, Nieulotne, gorsza od Sali samobójców.

The Disobedient

reż Mina Djukic
Serbia / 2014




Przyjemna tematyka, piękne zdjęcia i fantastyczna muzyka. Seans, który wywołuje uśmiech niemal przez cały czas. Lekki i przyjemny z zaskakującym zakończeniem. Według mnie pozycja bardzo ciekawa, warta uwagi. Film drogi, podróż rowerem przez piękne miejsca i dwoje ludzi, którzy kiedyś zostali rozdzieleni, zaczyna poznawał się na nowo. Reżyserka w sposób humorystyczny pokazuje związek dwojga, niezwykle oryginalnych charakterów. W chaosie jaki budzą wszędzie gdzie się pojawiają, ukryty jest dramacik samotności, których oboje dotyka. Narrator, który pojawia się fizycznie wtedy gdy najmniej się go spodziewamy, jest spoiwem filmu, jest niczym grackie fatum kierujące bohaterami i informuje nas, w tym wszechobecnym chaosie, co czują  Lazar i Leni. Dla mnie wszystko to składa się w ciekawą całość, którą z czystym sercem polecam.


Mother of George

Andrew Dosunmu

107 min, Nigeria | USA / 2013



Dla mnie film po prostu nudny. Niektóre sceny są za długie i ciągną się niemiłosiernie. Temat ciekawy ale przedstawiony tak, że kilkakrotnie miałam ochotę wyjść, wiedząc że jak wrócę nadal będę wiedziała o co chodzi. Film nie jest niczym ciekawym. Poza pięknymi kostiumami, nie dostrzegam w nim nic godnego uwagi. Ne chcę mówić, że jest zły, doceniam go wyodrębniając poszczególne elementy, jednak gdyby trwał z 20 min krócej, to reżyser mógłby pokazać nam dokładnie to samo, a ja może bym nie ziewała ze znudzenia.

Louise Archambault

104 min, Kanada / 2013




Dla mnie absolutne odkrycie. Po seansie było mi po prostu dobrze. Bohaterowie są tak poprowadzeni, że ani przez moment nie czuje się ich niepełnosprawności. Według mnie ten film obala wszelkie stereotypy. Gabrielle jest niesamowicie silna, walczy o swoje, a jej choroba w niczym jej nie przeszkadza. Film jest historią o szukaniu szczęścia, niezwykle autentyczny, który ja kupiłam całkowicie. Nie ma mowy o jakiejkolwiek litości, nie ocenia się filmu poprzez niepełnosprawność, nie traktuje się bohaterów inaczej i to mnie tu najbardziej urzekło. Znów mnie nikt nie moralizuje, a po prostu przekazuje autentyczną historię. Świetna muzyka, świetni aktorzy. Polecam, polecam, polecam. Ja się zakochałam i chyba zyskałam faworyta w konkursie głównym. 



To tyle na razie. Brak czasu determinuje moje życie. Chciałam pisać częściej, ale jest to fizycznie niemożliwe. Zachęcam do przychodzenia do kina, ogladania filmów. Nie jest tak ciekawie jak rok temu mam wrażenie, ale mimo wszystko warto. Odwiedzajcie mnie.

Tymczasem trzeba iść pełnić służbę przy pikaczu. Jeszcze trzy pracowite dni, a później idę spać.

Czytaj dalej »

czwartek, 10 kwietnia 2014

Challenges: movies

Nigdy nie wierzyłam w moc noworocznych postanowień. Nie pale, nie chcę schudnąć, słodyczy nie mam zamiaru ograniczać. Zresztą nawet jeżeli coś sobie obiecywałam, to po dwóch tygodniach wszystko wracało do normy. Widocznie moje postanowienia były źle kierunkowane.
W tym roku mam dwa, które wiem, że zrealizuje.
Pierwsze dotyczy Goodreads- 40 książek w rok. Nie jest to wielkie wyzwanie, ale studiując dwa kierunki mam czas ograniczony do minimum. "Sesja" już mi się zaczyna (powiedzmy), więc i tak moje sześć książek to niezły wynik, chociaż nie jestem z niego dumna.  
Drugie postanowienie, które dzielę z Anią G. to 11 filmów w kinie w tym roku. 11 bo 10 to za mało. Wliczam w to tylko filmy, które obejrzymy razem, pomijam Off Plus Camerę z oczywistych powodów. 

Kończąc wstępne wyjaśnienia przechodzę do recenzji filmów, które już widziałyśmy. Wynik? 5/11 więc jesteśmy na dobrej drodze by challenge zakończyć jeszcze w tej połowie roku.

Kamerdyner/ The Butler (2013)



Film widziałam dwa miesiące temu i nie będzie to żadna recenzja, a jedynie krótka zachęta. Kamerdyner to historia kamerdynera w Białym Domu, który przez trzydzieści lat służył 8 prezydentom. Nie jest to film ekstremalnie porywający, a w kategorii filmów o czarnoskórych służących nie jest czymś nowym. Lee Daniels stworzył jednak film, który w bardzo ciekawy sposób, od innej perspektywy pokazuje nam historię Stanów Zjednoczonych. Losy czarnoskórych mieszkańców USA były już wałkowane na milion sposobów o czym wspominałam przy recenzji Niewolnika. 12 years a Slave i przyznam, że ten aspekt w filmie najmniej mnie interesował. Kamerdyner okazał się inspiracją dla mojej pracy magisterskiej. Jeżeli chcecie poznać Prezydentów USA oraz nastroje ludzi z tym zwiazane to gorąco polecam. A jeżeli nie sama historia to powinna was zachęcić obsada. Forest Whitaker w roli kamerdynera, Oprah Winfrey jako jego żona oraz: John Cusack, Jane Fonda, Cuba Gooding Jr., Terrence Howard, Lenny Kravitz, James Marsden, Alex Pettyfer, Alan Rickman, Robin Williams, Yaya Alafia. A poza tym piękne zdjęcia Andrew Dunna. Nawet jeżeli odczuwacie, tak jak ja, zmęczenie tematyką, to Kamerdynera polecam ze względu na te kilka elementów które wymieniłam.


Only Lovers Left Alive/ Tylko kochankowie przeżyją (2013)




Jeżeli istnieją motyw, którego absolutnie wszyscy maja dość to są to wampiry. Boom na krwiopijców wprawdzie osłabł, ale nie zmienia to faktu, że jest nadal bardzo popularny. Wielu, i słusznie, uważa, że Zmierzch wywrócił wizerunek Draculi do góry nogami i niewiele da się zrobić, by filmy o tej tematyce dało się ogląda. W sumie nie ważne kogo by się zaangażowało słowo "wampir" wystarczy by nie iść do kina.
Jednak gdy rolę w takim filmie przyjmuje Tilda Swinton i Tom Hiddleston a za reżyserię bierze się, uchodzący za ekscentryka i intelektualistę (czego nie jestem w stanie skomentować) Jim Jarmusch to możemy być pewni, że film będzie inny niż wszystkie.
Only Lovers Left Alive (OLLA) to opowieść o miłości Adama i Ewy, którzy mimo, że żyją z dala od siebie, nieprzerwanie dążą się gorącym uczuciem, które trwa od wieków. Jednak świat coraz bardziej podupada, ze względu na zanieczyszczenia, również ludzka krew nie jest taka jak kiedyś. On, świetny muzyk popada w depresję i kupuje pistolet z drewnianą kulą, a ona rzuca wszystko by być z nim. 
Film jest melancholijną opowieścią o miłości. Nie jest to coś dla fanów paranormalnych, krwistych thrillerów i oczywistych, sztandarowych romansów. OLLA ciągnie się przy akompaniamencie powolnej, hipnotyzującej muzyce. Sceneria upadającego Detroit, oraz długie ujęcia są niczym odzwierciedlenie życia bohaterów. Dla niektórych nuda, dla mnie piękno. Offowy klimat z miłością w tle i to jaką miłością. Adama i Ewę łączy uczucie o którym wielu z nas może pomarzyć, to coś wręcz surrealistycznego, a jednocześnie najprawdziwszego. Jeżeli chodzi o wampiry, to fakt, krew jest ważnym elementem, ale nie determinantem, a samo jej picie przypomina bardziej celebrę niż scenę z rzeźni. 
OLLA podobało mi się pod każdym względem. Zarówno ta nuda i klimat, kapitalna muzyka i zdjęcia. Niesamowita scenografia i charakteryzacja. Kapitalna gra aktorska. Tilda ze swoja niesamowitą urodą jest stworzona do takich ról, a jej gry aktorskiej nie godna jestem oceniać, a Tom ... Hiddleston w moim odczuciu to jeden z najlepszych aktorów pokolenia, i pomijając wszelkie inne aspekty "poza aktorskie", jest absolutnie moim ulubionym.
W pozostałych rolach John Hurt, Mia Wasikowska i (wspomniany na specjalne życzenie Ani) Anton Yelchin.

Kapitan Ameryka: Zimowy Żołnierz

 


Jeżeli chodzi o sequele to w przypadku filmów o superbohaterach są one nieuniknione. Marvel od kilku lat berdzo konsekwentnie tworzy swoje Universum, a każdy kolejny film jest powiązany z poprzednim. Dzięki temu mamy pewność, że przynajmniej raz w roku obejrzymy coś ich produkcji. O ile w przypadku Iron Mana mam wrażenie, że kolejne części nie dorównywały pierwszej, o tyle już w  drugiej części Thora widać było poprawę. Konsekwencje wyciągnięto również w przypadku Kapitana Ameryki.  
Pierwsza część rozgrywała się w okresie II wojny światowej i opowiadała o początkach najbardziej amerykańskiego superbohatera w dziejach. Latający w obcisłym kombinezonie w barwy narodowe Kapitan nie był tak spektakularny jak Tony Stark, a ten nieszczęsny amerykański patriotyzm kłuł w oczy. Czegoś mu brakowało. 
Zimowy żołnierz czerpie wszystko co najlepsze z poprzednich filmów Marvela. Inteligentna i bardzo zawiła fabuła (która w kontekście całej historii Universum jest jeszcze bardziej skomplikowana), akcja, intryga, polityka. 
Jeżeli orientujecie się w całej, trochę już skomplikowanej machinie, oglądaliście poprzednie filmy czy serial, to widząc problematykę tego filmu zrozumiecie, że twórcy (kolokwialnie mówiąc) pojechali po bandzie.
Akcja filmu oczywiście ma miejsce po wydarzeniach z Avengers, ba z Thora 2. Nad całą Agencją S.H.I.E.L.D wisi potworne zagrożenie (i w cale nie przesadzam), a nasz bohater będzie musiał stoczyć walę z bodaj najtrudniejszym przeciwnikiem- tytułowym Zimowym Żołnierzem (który całkowicie skradł moje serce).
To co w całym filmie jest najlepsze, to właśnie świadomość, z którą uważny widz ciągle musi walczyć, że cała ta intryga nieuchronnie wywróci świat Avengersów do góry nogami. 
Zimowy Żołnierz to jeszcze lepszy scenariusz, efekty specjalne. To umiejętnie skonstruowana historia. A przede wszystkim zachowanie balansu między filmem na wskroś komiksowym, kiczowatym i nierealnym, a konwencją politycznego thrillera. Braciom Ruso udało się stworzyć film, który pokochają zarówno fani komiksów jak i osoby, który ten gatunek omijają z daleka. 

Chcę jeszcze dodać, ponieważ dobrze wiecie jak związana jestem z tematyką superbohatera, że to co obserwuję przy okazji filmów, a także serialu Marvels: Agent's of S.H.I.E.L.D budzi mój wielki podziw i szacunek dla samego Marvela. To co tworzą i to jak niezwykle umiejętnie i konsekwentnie trzymają się planów, utwierdza mnie tylko w przekonaniu, że biorą sprawę bardzo na poważnie. Serial jest tak wpasowany w strukturę filmów, że aby zrozumieć przebieg akcji, nie tyle musisz być na bieżąco ze wszystkim, ale jeszcze musisz oglądać to chronologicznie i z uwagą. (czyli musisz iść do kina w określonym czasie, a nowy odcinek serialu oglądać nie wtedy kiedy ty tego chcesz, a kiedy chcą tego producenci) Wszystko łączy się na zasadzie ogniw łańcucha i działa jak w zegarku. Szkoda, że DC zauważyło to tak późno i zdążyło odsprzedać prawa komu popadnie. Może Arrow i Flash będzie początkiem kolejnej rewolucji.  


Pozostałe dwa filmy jakie obejrzałyśmy to American Hustle i Kamienie na szaniec. O nich pisałam wcześniej, jak ktoś nie czytał to tytuły stanowią hiperłącze. 

I oczywiście namawiam was do chodzenia do kina. Laptop i marne głośniki nigdy nie zastąpią dużego ekranu i klimatu sali kinowej. Kompletnie nie rozumiem jak może to stanowić jakąś alternatywę.
A gdybyście nie mieli z kim iść... wiecie do kogoś się zwrócić.
Czytaj dalej »

środa, 9 kwietnia 2014

Kamienie na szaniec

Częstotliwością ukazywania się postów w tym tygodniu pragnę uciszyć mój wewnętrzny głosik, który gania mnie za lenistwo.
Tym razem lekko spóźniona recenzja Kamieni na szaniec. Spóźniona, bo tę pisałam na zajęcia. Niczego nie zmieniałam, taka otrzymał Profesor i już ja mu czytałam (wszelkie prawa zastrzeżone). Dlatego też recenzja ta jest inna niż wszystkie, może bardziej wyważona, ale w 100% jest odzwierciadleniem moich odczuć. Całkowity subiektywizm.

Recenzję zamieszczam dlatego, że na temat filmu toczy się ciągle dyskusja, a i może ktoś z was zdecyduje się jeszcze wybrać do kina :) Nie ględzę dalej, czytajcie :)



Robert Gliński już nie raz udowodnił, że nie boi się podejmowania tematów trudnych i kontrowersyjnych, dlatego jako reżyser Kamieni na szaniec – powieści, która kształtowała charaktery młodych ludzi i miała być dowodem waleczności i patriotyzmu Szarych Szeregów – mógł budzić wątpliwość. Gliński jednak z odwagą podjął się wyzwania i stworzył film, koło którego nie można przejść obojętnie. Kamienie na szaniec to nowoczesne kino akcji dostosowane do naszych czasów, ale również wzruszająca opowieść o przyjaźni, młodości i poświęceniu.
Alfred Hitchcock powiedział: „Film powinien zaczynać się od trzęsienia ziemi, potem zaś napięcie ma nieprzerwanie rosnąć” i tę zasadę stosuje również Gliński. Przy akompaniamencie rockowej muzyki „Rudy” i „Zośka” wykonują akcje małego sabotażu. Stopniowo poznajemy bohaterów, a wojna, która toczy się w tle, przypomina trochę dziecinną zabawę do momentu gdy „Rudy” zostaje pojmany przez Gestapo. W tym momencie życie harcerzy wywraca się do góry nogami, muszą stawić czoła brutalnej rzeczywistości i zaniechać romantycznych wizji walki, sięgając po broń i porzucając dotychczasowe życie. Z chłopców stają się mężczyznami
Film nie jest wiernym przedstawieniem książki Aleksandra Kamińskiego. Jest nowocześniejszą wersją opowieści, dostosowaną do współczesnej widowni, zbudowaną jakby na nowo. Robert Gliński odrzuca patos na rzecz prawdziwości. Młodzież, która obecnie tak bardzo różni się od swoich rówieśników sprzed lat, nie potrzebuje dumnych, nieskazitelnych wzorców, a raczej bohaterów dnia codziennego, podobnych do nich. Tacy też są „Alek”, „Rudy”, „Zośka”. Cały zabieg nie udałby się bez młodych i utalentowanych aktorów, w ich grze widać było sumienne przygotowanie i zrozumienie postaci. Marcel Sabat, który doskonale wcielił się w postać „Zośki”,  swoją pracę magisterską oparł na przygotowaniach do roli.  Karol Górski, czyli filmowy „Heniek", spisywał emocje jakie mu towarzyszyły na planie, dzięki czemu powstał niezwykły pamiętnik z pracy przy filmie. 


Na tle wszystkich bohaterów wyróżnia się jednak Tomasz Ziętek. Jako „Rudy” musiał pokazać najwięcej emocji: od porywczego i tryskającego życiem chłopaka do ofiary okrutnych tortur. W obu rolach wypadł doskonale, a scena przesłuchania to chyba najmocniejszy punkt filmu.
W tłumie harcerzy znika natomiast „Alek” w którego wcielił się Kamil Szeptycki. Postać ta, która w powieści odegrała znaczną rolę, tu ograniczona jest do kilku scen, dlatego widz, który nie zna pierwowzoru, najprawdopodobniej nie zwróci na nią szczególnej uwagi.
Na drugim planie mamy plejadę doświadczonych aktorów, którzy tworzą tło, nie pozostając w cieniu. Wolfgang Boos, czyli Rottenführer Ewald Lange, stworzył kreację, którą można porównać z rolą Ralpha Fiennesa z Listy Shindlera – bezwzględny i zły w każdym calu, a przy tym perfekcyjny.
Tworząc tak znakomite postacie, szkoda, że mniejszą uwagę poświecono rolom kobiecym. Stanowią nie tyle drugi plan, co często niepotrzebną dekorację, a ich rola nie wnosi nic do przebiegu akcji, przez co wydają się po prostu zbędne.
Do współpracy przy filmie zaproszono znakomitego operatora Pawła Edelmana, który niejednokrotnie udowodnił jak tworzy się piękne, perfekcyjne zdjęcia. Jego kunszt widoczny jest również w tym filmie. Sceny walki pełne są dynamizmu i szybkiej pracy kamery, dzięki czemu nastrój i dramatyzm sytuacji staje się jeszcze bardziej klarowny. Sceny, którym towarzyszy znakomita muzyka, są tak skonstruowane, że często nie da się oderwać wzroku od ekranu.
Wojna to temat, który bardzo chętnie poruszany jest zarówno w polskim kinie, jak i w telewizji. Jest to motyw bardzo wdzięczny dla filmowców. Pozwala na stworzenie dramatycznych obrazów oraz na prowadzenie wartkiej i emocjonującej akcji, jednak ich nieodłącznym celem jest kreowanie herosów i budzenie ducha patriotyzmu. Kamienie na szaniec robią to w sposób bardzo nowoczesny. Film kierowany jest przede wszystkim do młodego widza, który wychowuje się w wolnym, demokratycznym kraju, a jakakolwiek forma walki jest mu obca. Dla takiego człowieka patriotyczne i dumne slogany mogą być niezrozumiałe. Doskonale rozumieją to twórcy filmu. Bohaterowie kierują się racjonalnymi pobudkami. Ich nastroje są widoczne i klarowne. Unowocześnieni, pełni życia i determinacji, mogą stać się autorytetami. Film, odbiegając od pierwowzoru, nadal niesie to samo przesłanie: walczyć do końca, kochać najmocniej, wierzyć bezgranicznie.
Kamienie na szaniec obronią się przed krytyką. Bardzo optymistycznie przyjęty przez młode pokolenie, jest filmem na miarę naszych czasów i możemy tylko dziękować, że  młodzież ma możliwość poznania tej historii i wzruszenia się, nawet jeżeli starsi widzowie wyjdą z kina z pewnym niedosytem.


Może Kamienie na szaniec Glińskiego są lekko hipsterskie i wymuskane, a z książką i historią nie mają wiele wspólnego, ale cieszę się, że reżyser nie chciał się przypodobać wszystkim i zrobił to po swojemu.

I przyznam, że ta dyskusja i kontrowersje wokół filmu mnie niezmiernie cieszą. To znaczy, że film nie jest nijaki. A oceniać go, każdy z was powinien sam.



Nie wyrażam zgody na przetwarzanie tej recenzji w jakichkolwiek sposób bez uprzedniej pisemnej zgody.
Czytaj dalej »

Copyright © Szablon wykonany przez Blonparia