czwartek, 19 marca 2015

BookNerd Challenge: Will Grayson, Will Grayson

OK, ok, wiem znów zawalam. Musicie jednak wiedzieć, że luty był bardzo nieprzyjaznym twórczości pisarskiej miesiącem. Najpierw Oscary pochłonęły mnie jeżeli chodzi o oglądanie filmów, więc nie miałam zbyt dużej okazji na oglądanie czegokolwiek innego. Dlatego z filmów dostaliście tylko takie notki jakie dostaliście. Z czytaniem również było słabo, bo mimo, że 2 tygodnie przesiedziałam w bibliotece nie miałam zbytnio czasu na faktyczne czytanie (no chyba że były to teksty do moich 2 prac magisterskich). 

Ostatnio zostałam zawalona (dosłownie) książkami. Robiąc porządki na półkach stworzyłam istną barykadę


która później efektownie sie na mnie zawaliła.



Zrobiłam też porządek na goodreads i skrupulatnie uzupełniłam swój księgozbiór, podpisałam też książki, więc już złodziejaszki się nie wymigają. W każdym razie dziś będzie książkowo.

Wprawdzie od ostatniego książkowego wpisu przeczytałam 3 książki nie sądzę, iż jest sens bym teraz tak wybiegała w przeszłość. 



.
Will Grayson, Will Grayson

Nigdy nie miałam ulubionych pisarzy, jakoś tak, po prostu czytałam książki i nigdy nie szłam do biblioteki czy księgarni i nie kupowałam książek ze względu na nazwiska.
Nieco się zmieniło i chyba ostatnio uświadomiłam sobie, że jest kilku autorów, których jestem skłonna brać w ciemno i przeczytać wszystko co napisali. Zaliczam do nich J.K. Rowling (której Wołanie kukułki czytam obecnie), Davida Nicholls (którego Jeden dzień jest jedną z moich ulubionych książek), Mathew Quicka (którego wszystkie wydane w Polsce książki mam na półce i o którym pisałam tu) oraz Johna Greena- który jest moim ulubionym człowiekiem na świecie... znaczy pisarzem na świecie... znaczy człowiekiem... nie ważne. 

W stylu Greena zakochałam się odkąd przeczytałam Gwiazd naszych wina. Jest to dla mnie autor, który potrafi przekazać nawet najbanalniejszą historię w sposób taki, że mu wierzę. Green nie jest banalny i chociaż wiem, że to co tu piszę to masło maślane, musicie mi uwierzyć na słowo.

Pewnie wielu wydaje się, że to kolejny pisarz dla młodzieży, który opisuje w sposób schematyczny i przewidywalny "problemy" nastolatków. Tymczasem ja odkryłam w nim coś czego tak bardzo brakowało mi w literaturze "dla młodzieży" (której anglojęzyczne określenie young-adult jest w tym przypadku bardziej na miejscu). Dojrzałość i niesztampowość to najlepsze określenia. Poza tym inteligentne i pełne wnikliwej analizy opisy wydarzeń. Zabawa aluzjami, otwartość na trudne tematy, traktowanie nastolatków jak dorosłych. Green, jak już próbowałam udowodnić przy okazji recenzji książek Quicka,  pokazuje, że świat młodych ludzi nie jest tak całkowicie różny od dorosłego. Green traktuje czytelnika na poważnie, nie fantazjuje, opisuje znaną mu rzeczywistość. Jest jednym z niewielu pisarzy, który aktywnie obcuje z czytelnikami, nie unika kontaktu, chętnie odpowiada na pytania i jest największym nerdem jakiego możecie znaleźć wśród pisarzy. Sam jest fanem i ekscytuje się jak dziecko gdy np. J.K.Rowling zacznie go obserwować na twitterze. Jest tak fantastycznie zwyczajny, że absolutnie stał się moim numerem 1 wśród pisarzy.

Dobrze, już chyba czas przejść do książki, bo rozgadałam się, a jeszcze nic konkretnego nie napisałam.


Will Grayson, Will Grayson to nie do końca Green, to koprodukcja z Davidem Levithanem, którzy połączyli siły i stworzyli coś, co wbrew pozorom wyszło bardzo spójnie. Pisanie książki z kimś innym, tak by zachować swój styl i by wszystko łączyło się w spójną całość musi być niezwykle trudne, ale panom się udało rewelacyjnie.

Will Grayson żyje w Chicago, chodzi do liceum, jego życie w sumie nie jest takie ciekawe, ot normalne życie, zwykłego, przeciętnego nastolatka. Ma kilkoro bliskich znajomych, ale za największego przyjaciela uznaje Kruchego (i wcale nie dlatego, że Kruchy przypomina wielkiego niedźwiedzia, albo jak ja osobiście lubię go nazywać: Baymax z Big Hero 6). Lubi spokój i ciszę, nie wychyla się i wszystko by szło po jego myśli gdyby nie Kruchy, który, umówmy się, do niezauważalnych nie należy.
Will Grayson jest samotny, mieszka z matką na przedmieściach Chicago, w sumie nie ma prawdziwych przyjaciół i czuje, że w jego życiu coś nie gra. Spędza godziny przed komputerem na rozmowach z kimś , kogo nigdy nie spotkał i tak bardzo chciałby by jego życie się odmieniło. 

Nie, nie jest to opis chłopaka z rozdwojeniem jaźnie, a historia dwóch Willów Graysonów, którzy zbiegiem okoliczności znaleźli się w jednym miejscu (bardzo specyficznym) w jednym czasie i to spotkanie wywróciło ich życie do góry nogami.

Książka prowadzi narrację z dwóch perspektyw, dwóch Willów. Opowiada kompletnie różne historie, które z lekkością splatają się w jedną. Widać to na poziomie fabularnym ale i edytorskim. Nie trzeba się wczytywać by zrozumieć, który Will mówi. Green i Levithan zadbali o to by sposób mówienia postaci był częścią ich charakterystyki. To jeden z moich ulubionych zabiegów literackich- gdy autor nie zapomina, ze to słowa wyrażają osobowość bohatera. 

W Will Grayson, Will Grayson dostaniemy dawkę fantastycznego humoru i dozę niezbędnego dramatyzmu. Wszystko posypane posypką absolutnie najlepszego musicalu w historii, który jest wisienką na torcie. Wszystko zmierza ku wielkiemu show, przedstawienie musi trwać. Kruchy tancerz zasługuje na wystawienie na Brodwayu. Wiem, że nie wiecie o czym mówię, ale gdy sięgniecie po książkę, poznacie świetną opowieść o przyjaźnie, miłości, radzeniu sobie z własną osobowością i samym sobą, 

Dodam jeszcze, że WGWG może otwierać oczy na wiele tematów, które są nadal grząskim gruntem. Tematyka ta nie była dla mnie w żaden sposób niekomfortowa i samo pisanie i wspominanie tu o tym jest dla mnie śmieszną koniecznością, jednak poruszany w książce motyw homoseksualizmu jest tak wspaniale nienachalny, zwyczajny jak temat ten być powinien. Czuję jednak, że w pewien sposób zaspoilerowanie wam tego motywu jest konieczne. Wierzcie mi jednak, ze to co pewnie teraz sądzicie, nie jest tak do końca oczywiste.

Na koniec napiszę tylko, że jeżeli nie jest to moja ulubiona książką Greena to jej czytanie dostarczyło mi tyle samo frajdy co każda inna i polecam ją wam z czystym sumieniem!






1 komentarz:

  1. Kama, polecam oduczenie się tych okresów niesprzyjających pisaniu (oglądaniu i czytaniu ok, ale pisaniu, nope) :P
    Do tworów Greena jakimś specjalnie gorącym uczuciem nie pałam, ale dobrze się go czyta, więc może się do twojej rekomendacji zastosuję :)

    OdpowiedzUsuń