Słów kilka o literaturze młodzieżowej

Ostatnio robiłam zakupy książkowe


i postanowiłam, że koniec, że czas porozmawiać o książkach młodzieżowych, a raczej o określeniu "książki dla młodzieży" i kategoryzowaniu książek w naszym kraju. Bo mamy z tym poważny problem.

Przeglądając słowniki języka polskiego jedyną definicją słowa młodzież jaką znalazłam jest 'młodzi ludzie'. Nigdzie nie jest podany wiek, cechy które tę grupę wyróżniają, nie ma wytycznych. Młodzież jest więc grupą, którą trudno jest sklasyfikować, bo co to znaczy "młody". Czy młody to ktoś, kto nie jest dorosły, a może ktoś, kto czuje się młodo, młody jest z pewnością ktoś młodszy od nas, tak? Czym jest młodzież?
Powszechnie uważa się, że młodzież to synonim nastolatka, ale możemy spokojnie rozszerzyć to określenie do osób, które w pełni nie są jeszcze dorosłe, ponieważ równie często osoby w wieku studenckim są też nim określane. Tak więc kategoryzowanie czegokolwiek i kogokolwiek w ten sposób jest dużo bardziej skomplikowane.
Szczególnie jeżeli chodzi o książki.

Pierwszym miejscem gdzie oczywiście spotkamy się z grupowaniem książek są biblioteki i księgarnie. Każde z tych miejsc, dla porządku ustawia książki na odpowiednich regałach, by było nam łatwiej szukać. Ale to tak nie działa! I właśnie ot tym dziś chcę z wami porozmawiać.



W naszym kraju, jeżeli chodzi o grupowanie książek pod względem wiekowym, mamy 3 główne grupy: dla dzieci, dla młodzieży i dla dorosłych.(chociaż ta ostatnia pewnie się kojarzy głównie z pozycjami pokroju 50twarzyGreya, ale nie o to chodzi)
I wszystko wydaje się ok, tylko, że nie jest.
Literatura dziecięca to książeczki bardzo proste, przeznaczone dla dzieci w wieku 0-10 lat. Literatura dla dorosłych to literatura dojrzała, poważna, o poważnych, dorosłych problemach, która teoretycznie powinna interesować wszystkich od 18 roku życia, ale w praktyce tak raczej nie jest. Czym jest literatura młodzieżowa więc? Jest wszystkim pomiędzy. Obejmuje książki dla dopiero wchodzących w wiek nastolatka dzieci, po literaturę dla tych, co z tego wieku wychodzą. Jeżeli pamiętacie jak to jest być w tym wieku pomiędzy wiecie, że nawet rok ma znaczenie dla sposobu myślenia, rozumowania i potrzeb.

Idąc do półki z literaturą młodzieżową macie wielki wybór od książek o Violetcie czy Benie Tenie do książek Colleen Hoover, których żadne dziecko poniżej 16 roku życia czytać nie powinno. Dlatego uważam, że sposób kategoryzowanie książek w Polsce jest zły. Zbyt młodzi mają dostęp do książek dla zbyt dorosłych. Osoby powyżej 18 roku życia wstydzą się czytać książek dla młodzieży i w ten oto sposób literatura młodzieżowa w Polsce cierpi. Nie mówię, że nie jest czytana - mówię, ze jest degradowana. 

Czy jest na to sposób? Tak, oczywiście! I za granicą się sprawdza rewelacyjnie.

Young Adult

Jak pewnie zauważyliście w moich wcześniejszych postach, bardzo często używam tego sformułowania. Już dawno za granicą jest ono używane na określenie literatury, jak sama nazwa wskazuje dla młodych dorosłych. Daje ona dużo większą swobodę ponieważ, oznacza że zarówno młodzi jak i dorośli mogą znaleźć tu coś dla siebie.

Co dokładnie rozumiem przez pojęcie Young Adult? Wszystkie książki, które opowiadają o ludziach młodych, powyżej... powiedzmy 16 roku życia, którzy zaczynają stawiać pierwsze kroki w dorosłości. To literatura która porusza dużo poważniejsze tematy, jest napisana dojrzalszym językiem i której odbiorcy przestali być dziećmi.


Znajdziecie tu zarówno wszystko to przez co przechodzi się będąc nastolatkiem, wchodząc w dorosłe życie i wszystko to co przeżywacie w pierwszych latach tej dorosłości.

Literatura YA jest bardziej elastyczna i otwarta na poważne problemy i zagadnienia. Szukając w tej kategorii raczej unikniecie banalnych opowiastek, które mogliście czytać w podstawówce. Nie spotkacie się również z bohaterami, którzy mając 30 lat, borykają się z problemami prawdziwego życia.

Jest to taka bezpieczna kategoria dla tych, którzy już nie czuja się nastolatkami, ale nie są też w pełni gotowi na poważne, dorosłe życie.

New Adult

Ale prawda jest taka, że literatura dla dorosłych dla niektórych dalej wydaje się zbyt dorosła a YA może być męczące i czytanie o ludziach młodszych od siebie nie być tym czego się oczekuje. Dlatego dla tych, którzy mają już 20 parę lat jest też odpowiednia kategoria.

Mianem literatury New Adult nazywamy książki, których bohaterowie są trochę starsi, są w wieku powiedzmy studenckim, maja ponad dwadzieścia lat i są dojrzalsi, zaczynają dorosłe życie. Pierwsza praca, studia, pierwsze poważniejsze związki i znacznie poważniejsze problemy.


Nie chcę byście się sugerowali okładkami. Fakt jest taki, że NA to tanie, bardzo tanie pomysły okładkowe, które sugerują coś innego niż faktycznie przedstawiają w środku. Jest to gatunek, który dopiero teraz zaczęłam odkrywać i lubić. 
Oczywiście, w dużej mierze są to bardzo przewidywalne historie o utartych schematach, ale czy tak nie jest wszędzie? 

Komu bym poleciła sięganie po ten rodzaj literatury? Wszystkim tym, którzy mają dość czytania o nastolatkach, ale nie są gotowi na dorosłych. Wszystkim tym, którzy szukają jeszcze troszkę naiwności, jeszcze troszkę takiego młodzieńczego klimatu. 



W całych tych rozważaniach chodzi mi o to, że w naszym kraju niestety jest wiele aspektów, które wpływają na niskie czytelnictwo. Zbyt wiele. Zła promocja jest jednym z nich. Ludzie nie wiedzą co czytać, nie orientują się w tym co znajdą na półkach. Często w księgarniach chodzą jak zagubieni, sami sobie rady nie dając. I według mnie w dużej mierze jest to wina złego kategoryzowania książek. Oczywiście to jeden z miliarda powodów.


O ile wydawnictwa zaczęły nazywać rzeczy po imieniu, o tyle księgarnie maja z tym spory problem. Czytelnicy muszą przebrnąć przez masę pozycji, po które nigdy nie sięgną. Nie pokazuje się czytelnikom, że wszystko jest dla wszystkich, stereotypuje się i szufladkuje. 
Niektórzy z góry odrzucają ten rodzaj książek ponieważ sądzą, ze są mniej wartościowe, dziecinne. Ludzie w moim wieku udają pseudo intelektualistów, albo unoszą brwi, a ja wam mówię, że książka książce nie równa. Książki powinno oceniać się za treść, nie za to gdzie ją kto postawił.

Mam 24 lata i uważam, że literatura młodzieżowa jest niedoceniana, jest spychana na dalszy plan, jest mieszana z literaturą dziecięcą. Czy nie powinno być tak, że to właśnie tę literaturę powinno się dopieszczać, promować. Wiem, że może sobie zaprzeczam mówiąc, że powinno się układać książki wiekowo, a z drugiej strony mówię, ze nie ważne po co sięgacie, ale każdy może czytać co chce. Według mnie powinno się mu to tylko ułatwić. Powinno się bardziej pokazać potencjał wszystkich gatunków. Wiem, że ci którzy dużo czytają orientują się w temacie, ale ktoś kto rzadko kupuje, mało czyta może być zagubiony. Możemy przebierać w gatunkach: fantastyka, romanse, książki historyczna, science fiction... ale, jak chcemy książkę młodzieżową mamy wszystko w jednym miejscu - wszystko na kupie i nie wiemy, czy tę pozycję możemy kupić młodszemu bratu, czy ta spodoba się koleżance która kończy studia. 
Wiem, że liczy się treść, ale poszukiwania od czegoś musimy zacząć. Szczególnie jeżeli kupujemy coś nie dla siebie.

Powinno się wyraźnie zaznaczać kategorię wiekową i każdą inną, nie by kogoś ograniczyć, ale by każdy miał możliwość wyboru.

Dziś chciałam wam tylko zwrócić uwagę na "problem". Wytłumaczyć też stosowane przeze mnie terminy. Kategoryzowanie książek, problem niskiego czytelnictwa to tematy-rzeki. Poczułam jednak wewnętrzną potrzebę wyrażenia krótko swojej opinii. Zwłaszcza po wspomnianych zakupach i kilku komentarzach jakie czytałam typu "nie czytam książek dla młodzieży". Może kiedyś poświęcę na ten temat więcej czasu, pokażę kilka innych cech. Dziś było tylko o samym wieku.

Mieliście kiedyś problem ze znalezieniem czegoś na półce w księgarni czy stronie internetowej? Mieliście dość przewijania dziesiątek książek, które wam nie odpowiadały? Uważacie, że książki dla młodzieży to zbyt szerokie określenie, a może za wąskie? A może uważacie, że tak jak jest jest dobrze? Może uważacie ten rodzaj książek za "nie dla mnie"? I co myślicie o rozszerzeniu kategorii wiekowych? 
Dajcie mi znać w komentarzach!



* propsy dla kogoś kto zauważy w poście easte egga ^^


Komentarze

  1. takie dzielenie książek na młodzieżowe i dla dorosłych jest dla mnie dziwne. w jednej bibliotece Harry jest dla dzieci,w drugiej dla dorosłych. albo powinniśmy to usystematyzować, albo dzielić gatunkami (obyczajówka, fantasy itp.) pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Masz całkowitą rację! Harry Potter to w ogóle interesujące zagadnienie. Brak jednoznacznych reguł i zasad totalnie konfuduje czytelników.

      Usuń
  2. Osobiście w ogóle nie odróżniam tych wszystkich "Adult" ;) Zgadzam się z Tobą, że ten podział jest z pewnością zły...

    OdpowiedzUsuń
  3. Mnie YA i NA, mimo wszystko, wciąż się mieszają. Myślę, że wprowadzenie kategorii wiekowych również, w pewien sposób, byłoby ograniczające, choć zarazem byłoby jasnym sygnałem, do kogo dana książka jest adresowana (np. czy do dzieci "dzieci" czy do dzieci "czujących się jak pełnoprawni dorośli").
    Sama czuję się skołowana, kiedy w swej miejskiej bibliotece po kolejne części "Pretty Little Liars" muszę kicać do oddziału dla dzieci i młodzieży... Podczas gdy, jak wiadomo, przedstawiona w tej serii tematyka nie jest zbyt odpowiednia np. dla dzieci z podstawówki czy chodzących do przedszkola. Niejednokrotnie spotykałam się z pełnymi zdziwienia spojrzeniami nie tylko dzieci, ale i osób dorosłych (system: naokostudentkaaczytaksiążkidladziecihahahawtfocokaman), dlatego popieram Twój pomysł co do nowelizacji kategoryzacji książek dla - nazwijmy to szeroko - osób młodych.
    Najlepiej, żeby żadne ograniczenia nie istniały, ale to wymagałoby a) szeroko zakrojonej akcji uświadamiania społeczeństwa co do istniejących rodzajów książek oraz tego, z czym może wiązać się zgłębianie się w określony gatunek oraz b) samej chęci czytelników do tego, by wziąć udział w podobnym uświadamianiu i się stosować do jego wytycznych. Niestety, jest to chyba jedna z tych utopii, o których się wie, że nigdy nie wejdzie w życie. Rozstrzał klasyfikacji w księgarniach i bibliotekach jest tak duży, że w praktyce chyba nikt nie kontroluje, jakie gatunki w jaki sposób są rozdzielane; robi się to chyba automatycznie, często ze szkodą dla pasjonatów literatury. (W tej chwili czytające me słowa rzesze nastolatek pochłoniętych oraz zafascynowanych "Grejem" zapewne zechciałoby powiedzieć mi kilka słów. ;P).
    Mam nadzieję, że zbytnio nie popłynęłam i moje stanowisko, summa summarum, zostało zrozumiane. :D

    serdecznie pozdrawiam! cmok! cmok! ;D
    Kaśka N.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zgadzam się z tobą. Ale może kategorii nie traktować jako ograniczeń a raczej wskazówek? By każdy wiedział co wybiera?

      Usuń
    2. Jasne, w takim ujęciu nadrukowywanie na okładkach sugerowanego wieku czytelnika ma sens. Choć i tak dziwnie bym się czuła, gdybym akurat miała chęć na książkę z przedziału wiekowego 5-12 (np. jak seria o Mikołajku). ;D Choć może ja jestem ekstremalnym przypadkiem i w rzeczywistości dobór literatury byłby mniej rozstrzelony. ;)
      BTW - teraz mi się nasunęło: również należałoby szerzej rozpropagować wyznaczniki gatunków NA i YA. Z zyskiem dla wszystkich ;)

      Kaśka N.

      Usuń
  4. Trochę inaczej na to patrzę, jako 30+ i aktywna użytkowniczka bibliotek od podstawówki.
    Biblioteki w Warszawie są podzielone na "dziecięce i młodzieżowe" oraz "młodzieżowe i dla dorosłych". Te drugie właśnie mają bardziej poważne książki młodzieżowe. Korzystałam z biblioteki dla dorosłych właśnie jak miałam już ok. 15 lat. Na pewno stamtąd wypożyczałam książki Eddingsa.

    Książki młodzieżowe to świetna kategoria. O wiele lepsza od tych "adultów", który jest takim samym szmelcem marketingowym, na siłę, i ograniczaniem jak "literatura kobieca". Ale o awersji dzielenia książek ze względu na płeć czytelnika już pisałam na blogu... Jestem bardziej skłonna wziąć książkę młodzieżową do ręki niż tą oznaczoną jako YA/NA. YA/NA nie ma mi nic do zaoferowania, jestem na to za stara i nie wierzę w zapewnienia, że "dorośli" też mogą je czytać.

    Mam problem ze znajdowaniem książek na półkach w księgarniach czy w sklepach internetowych, bo muszę się w fantasy i sf przedzierać przez ten szmelc YA/NA i trudniej jest mi znaleźć książki adresowane do starszego odbiorcy. Koniec końców najczęściej rezygnuję z zakupów jeśli nie mam konkretnej książki do zakupienia. A ja często wybieram to, co mi się spodoba na półce.

    Tak, ludzie chodzą między półkami i rozglądają się, bo nie znają np. układu sklepu i nie wiedzą gdzie są jakie książki. Ale wiesz co? Po to jest obsługa, żeby pokierowała. Gdy mamy coś wybrać dla kogoś (lub dla siebie), pierwsze co to musimy wiedzieć czym się interesuje i co lubi. A sprzedawcy w księgarniach stacjonarnych są od tego, żeby podpowiedzieć. Nie twórz problemów tam gdzie ich nie ma. Tak, fakt, że coś stoi na półce "młodzieżowa" nie znaczy, że spodoba się twojej koleżance/koledze 15 czy 20latkowi, czy że wybierzesz dobrze. Ale też fakt, że coś stoi na półce "fantastyka" nie znaczy, że spodoba się osobie czytającej fantastykę etc.

    Uwielbiam buszować po półkach i odkrywać rzeczy o których nie słyszałam. O ile nie czytasz BARDZO niszowego rodzaju książek, nie masz szans by się we wszystkim orientować, tak czy inaczej.

    Przy okazji, współczuję, że trafiasz tylko na przewidywalne książki o utartych schematach, ale uwierz, że nie - tak nie jest wszędzie. Są książki z oryginalnymi pomysłami, które się przyjemnie czyta, nawet po raz kolejny. Parę lat temu kupiłam sobie świetną książkę młodzieżową i nie mam absolutnie problemu z nazywaniem jej jedną z moich ulubionych. I nie wstydzę się czytania jej.

    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz