BookNerd Rev: "Tysiąc pięter" czyli teraz głos zabieram ja [przedpremierowo]

Przez ostatnie cztery dni pojawiały się tu trochę nietypowe wpisy gdzie starałam się wcielić w bohaterki Tysiąca pięter i przybliżyć wam trochę książkę. Taki projekt we współpracy z Moondrive. Ale myślę, że ostatni głos powinien należeć do mnie. 


Manhattan. Rok 2118. Sercem Nowego Jorku jest tysiącpiętrowa Wieża dla wybranych. Jest tam wszystko, czego potrzeba do życia. Im ktoś bogatszy, tym wyżej może mieszkać.


Avery jest zaprojektowaną genetycznie idealną siedemnastolatką. Wraz z bogatymi rodzicami i przybranym bratem Atlasem mieszkają na tysięcznym piętrze Wieży. Sekret Avery polega na tym, że Atlas jest dla niej kimś więcej niż tylko bratem. Kocha się w nim również jej przyjaciółka Leda. Jednak jest to nieszczęśliwe uczucie, które wpędza ją w uzależnienie. Sytuację dziewczyny komplikuje podejrzenie, że coś dziwnego łączy jej ojca z Eris, koleżanką Ledy mieszkającą na jednym z niższych pięter... Nikt z bohaterów nie zdaje sobie sprawy, że jest ktoś, kto zna ich tajemnice i może je wykorzystać do swoich celów.

Chociaż akcja powieści dzieje się w przyszłości, w przeciwieństwie do tak wielu książek tego typu nie jest to dystopia. To bardzo ważne. Nie mamy tu upadającego ustroju, post apokaliptycznej scenerii, dyktatury i wojny. Wieża powstała ot tak bo człowiek chciał, a podział na klasy jest wg mnie dość naturalny- bogatsi mieszkają wyżej bo tam żyje się lepiej, swobodniej a świat wygląda na lepszy i ładniejszy. Tak jest i teraz- hotele i apartamentowce też wyżej są lepsze. Wieża jest jak drabina społeczna. Każdy może iść do góry, ale może też upaść. Wiadomo - im wyżej byłeś tym upadek bardziej boli.
Wieża to jeden z najfajniejszych elementów książki i świata przestawionego. Powstała na terenie dawnego Manhattanu Wieża to tak naprawdę miasto w mieście. W niej jest wszystko, nawet budynki, ulice, niby drzewa i niby słońce. Taka ciekawa futurystyczna wizja tego do czego może dojść człowiek. Niesamowite, jak życie całego niemal miasta może być tak włożone do jednej zamkniętej przestrzeni, że nie odczuwają oni w ogóle potrzeby wyjścia na zewnątrz.


Bo świat istnieje nadal tak samo. Na początku byłam trochę skonfundowana bo nie było to takie jasne. Trochę dziwnie się czułam gdy nagle była mowa o zwyczajnym świecie, bo nie do końca pasował do tego z Wieży. Byłam lekko zagubiona. oczywiście jest to jako tako wytłumaczone, ale nie na tyle ile bym chciała.

Wieża jest niesamowicie zaawansowana technologicznie, podobnie jak samo życie mieszkańców Ziemi. Soczewki które służą za komputer, poruszające się nad ziemią samochody. Podróże z Nowego Jorku do Paryża trwające mniej niż 2 godziny. Wszystko to wpisuje się świetnie w świat przedstawiony, bez niepotrzebnych udziwnień.

Bohaterowie są też bardzo zróżnicowani. Mamy tu tak naprawdę spory przekrój klasowy. Możemy poznać jak wygląda życie w najniższych partiach wieży ale też na samym jej szczycie.  I tu zachęcam tych co jeszcze nie czytali by wrócili się do moich postów z minionych dni i poznali Avery, Eris, Leda i Rylin. Z nich wszystkich wbrew pozorom najbardziej polubiłam Avery, po której nie spodziewałam się nic dobrego bo stereotypowo założyłam, że jako mieszkanka najwyższego piętra będzie zarozumiałą snobką. I dlatego też polubiłam książkę- nic nie jest tu tak oczywiste. Naprawdę nie powinniśmy oceniać bohaterów po jednym rozdziale.

Tysiąc pięter to interesująca, futurystyczna wizja Nowego Jorku i życia jego mieszkańców. To wizja tego ja technologia i wyobraźnia człowieka może iść do przodu i jak mimo upływu lat pozycja społeczna nadal ma znaczenie.

Oczywiście było tu parę zgrzytów. Brakowało mi uściślenia co się dzieje z światem, takich prostych informacji. Są tu bohaterki które naprawdę ciężko lubić (chociaż takie było założenie). I zakończenie mogłoby być lepsze, tak jakby autorka je urwała w połowie i nie do końca zgadzam się z tym jak to zostawiła. Chociaż...

Książka bardzo przypomina budową film lub serial. Akcja toczy się szybko, wiele rzeczy dzieje się na raz i pewnie wiele można by dopowiedzieć obrazem. Nic dziwnego chyba że miałam wiele skojarzeń właśnie z produkcjami telewizyjnymi. Najmocniejsza to oczywiście Plotkara. Książka funkcjonuje bardzo podobnie, nawet są podobne wątki i tez mamy tu kogoś kto wie wszystko. Piękne stroje, intrygi, zdrady, miłości, pieniądze i kłamstwa. Fani serialu powinni być zadowoleni. Pretty Little Liars, The O.C. Można się doszukać wielu analogii, jednak dzięki niesamowitej konstrukcji świata, Tysiąc pięter zachowuje swoją oryginalność. I bardzo dobrze.

Premiera już w środę 26 kwietnia!



Za możliwość przeczytania książki dziękuję:




Komentarze

  1. "Tysiąc pięter" już za mną i chociaż nie jest to książka najwyższych lotów, to i tak mi się podobała. Jestem ciekawa, co autorka wymyśli w drugim tomie i jak potoczą się dalej losy bohaterów :)

    someculturewithme.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  2. AA!! Nie mogę się doczekać, aby po nią sięgnąć!! Coś w moich klimatach ;)
    Pozdrawiam! :D
    http://hejhana13blog.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  3. Powieść już przeczytana :) Spodobała mi się, bo nastawiałam się na coś w stylu Pretty Little Liars i dokładnie taka była to historia - plus tych kilka nowinek technologicznych.
    Pozdrawiam Zakładka do Przyszłości

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz