czwartek, 11 maja 2017

AnnE czyli nowy serial Netflix w konfrontacji z obsesyjnym fanem

Zanim przejdziemy do meritum, musicie wiedzieć, że to stwierdzenie z tytułu nie jest przesadzone. Ja podchodzę do tematu bardzo poważnie. Książki czytałam po kilka razy (Anię na Uniwersytecie kilkanaście), dialogi z filmu z Megan Follows znam na pamięć. Ale skoro premiera już zaraz tzn. jutro, 12 maja na Netflix, to pomyślałam, że i takim spojrzeniem na tę nową produkcję nie pogardzicie.


Do produkcji Netflixa mam trochę dystans. Szczególnie po tym co zrobili z 13 powodami. Netflix zdaje mi się w dużej mierze zaczyna jechać po renomie, tak jak kiedyś HBO i wszyscy zakładają, ze jak coś ma ich znaczek to jest dobre. 13 powodów udowodniło mi, że nie wszystko co ładnie opakowane jest dobre. Chociaż przy Anne Netflix tylko maczał palce, a to Kanadyjczycy wszystkim się zajęli. 

Dla mnie Ania z Zielonego Wzgórza powinna pozostać nietknięta. Dla mnie to pogodna, ciepła historia z tych które już nie powstają i gdy usłyszała co planują zrobić w tej produkcji powiedziałam NIE. Nie chciałam nawet za bardzo patrzeć na zwiastuny, nie podobała mi się Ania, nie podobała mi się kolorystyka i pomysł na udramatyzowienie czy umrocznienie tej historii.

Gdy w Kanadzie wypuszczono premierowy odcinek, nadal byłam oporna. Jednak moja głupia ciekawość zwyciężyła. Obejrzałam pierwszy odcinek, drugi, trzeci i ani się obejrzałam sezon się skończył.

Myślę że najłatwiejszym sposobem na przeprowadzenie tej recenzji będzie podział jej na pewne segmenty/pytania, które możecie sobie zadawać.

Czym AnnE jest wierną ekranizacją?

I tak i nie. W pewnym stopniu Anne odpowiada ksiażce, ale myk polega na tym, że sporo też pozmieniało. Sam rdzeń opowieści jest ten sam. Sierota przygarnięta na Zielone Wzgórze przez rodzeństwo Cuthbertów. Są też ci sami bohaterowie, najważniejsze wydarzenia, które stanowią o historii i oczywiście bohaterowie. Powiem nawet więcej, te momenty, które są ściśle powiązane z książką nawet posiadają takie same dialogi. 

To co zmieniono, czy raczej dodano, to niewielkie elementy, przynajmniej w pierwszych odcinkach. Niektóre wydarzenia mały miejsce później, niektóre wcześniej niż w oryginale, jak np darowana Ani przez Mateusza sukienka, czy pojawienie się ciotki Józefiny. Im dalej tych zmian jest jednak więcej. Pojawiają się wątki których raczej nie mogliśmy nawet spodziewać się w książce jak chociażby pierwsza miesiączka, zmieniono biografię niektórych postaci i generalnie z każdym odcinkiem odchodzą coraz bardziej od pierwowzoru.
Jak odkrywamy z  czasem twórcy serialu bardzo mocno oparli swój serial na pierwowzorze, a jednocześnie sporo od niego odchodzą, tworząc nową historię, która nadal ma w sobie tę nam dobrze znaną.

Jak bardzo "unowocześniono" opowieść?

Z tym stwierdzeniem najczęściej się spotykałam przed obejrzeniem serialu. Że będzie to bardziej współczesna historia, która ma dotrzeć do młodszej widowni. Obawiałam się więc, że dostaniemy jakiegoś transformera, gdzie tylko kostiumy będą się zgadzać a w pewnym momencie i tak dostaniemy Anię w trampkach. Nic z tych rzeczy. Chodzi tu głownie o klimat i tematykę a i z tym aspektem współczesności bym nie przesadzała. Anne jak już, jest bardziej realistyczna, bo otwarcie mówi o rzeczach, które Montgomery raczej przemilczała albo na których nie chciała skupiać swojej uwagi. Wiele kwestii poruszono z takim uwspółcześnionym podejściem, wzięto pod taką nasza ocenę. Tak więc uwydatniono kwestię emancypacji, samodzielności, niezależności kobiet. Tego jak traktowano sieroty i obcych. Kwestię problemów psychicznych i społecznych. 
Opowieść jest też trochę mroczniejsza co w sumie odpowiada standardom współczesnej telewizji, chociaż szkoda, ze Zielone Wzgórze nie posiada tego magicznego uroku. Znaczy posiada, ale inny mniej pocztówkowy, zielony, chociaż momentami Avonley jest przepiękne. 



Bohaterowie

Tak jak wspomniałam już wcześniej, największe zmiany można dostrzec właśnie poprzez bohaterów. Oczywiście baza pozostała ta sama i myślę, że ogólna charakterystyka też się zgadza, jedna dodano takie drobnostki, które w sumie nakierowują całą akcję na nowe tory.

Ania


W rolę Ani wciela się Amybeth McNulty. Na początku jak ją zobaczyłam byłam lekko zawiedziona, tak daleko jej do Megan Follows, która w mojej głowie po prostu jest Anią. Umówmy się, Amybeth nie należy do piękność i na pewno nie przypomina nastolatek ze współczesnych seriali. Jednak jak się przyjrzysz, to dużo bardziej przypomina ona Anię z ksiazki. Te piegi, marchewkowe włosy. Jest niesamowicie chuda, nawet patykowata i z pewnością nie jest piękna, jakby tego może chciała. Amybeth rewelacyjnie też oddaje charakter postaci. Jest rezolutna, głośna i mówi bardzo dużo. Ma niesamowity temperament, chociaż przyznam, miałam wrażenie że nawet trochę za bardzo przesadzony. Ania w tym serialu jest aż nadto dziwaczna. Czasami przesadzona. Amybeth jednak udało się bardzo dobrze oddać to jak oddalona od otoczenia jest, jak bardzo odbiega od normy, chociaż trochę niepotrzebnie ciągle podnosi głos. 

W ksiażce Ania była jednak bardziej optymistyczna. To co tu dodali to pewien rodzaj psychicznych problemów, jakie były spowodowane trudnym życiem dziewczynki. Bardzo rozbudowano jej psychikę w kierunku bardziej depresyjnego obrazu rozsypanej sieroty. Ania dużo więcej czasu spędza na rozmowie ze swoją wymyśloną przyjaciółką Kordelią. Pojawiają się ataki paniki wywołane przez wieloletnie nękanie. PTSD. Umówmy się, Ania ma tu spore problemy, które zostają jednak bardzo dobrze wytłumaczone. Niemniej rzeczywiście jest znacznie mroczniej, momentami przytłaczająco. W książce czy serii z lat 80, klimat był znacznie lżejszy. To czy wam to odpowiada zadecydujcie jednak sami. Ja mimo, że sceptycznie nastawiona koniec końców zostałam przekonana, chociaż Ania nie jest taka jaką ją znam.



Gilbert


Nie jest tajemnicą, że Gilbert Blythe to moja największa literacka miłość. Na zawsze pozostanie on w mojej głowie z twarzą Jonathana Crombie, jednak gdy zobaczyłam Lucasa Jade Zuman już byłam bardzo na tak. Ten chłopak ma ten zawadiacki uśmiech i iskrę w oczach jaką mieć powinien Gilbert. Wizualnie bardzo na tak, ale co ważniejsze Zuman umie grać i idealnie wyczuwa swoja postać. Dodaje tyle od siebie uroku, że nie sposób go nie pokochać.

To jednak w postaci Gilberta, a raczej jego biografii zachodzą w serialu chyba największe zmiany. Tak naprawdę jest tu więcej nowego niż może bym sobie życzyła. Przez to też zmienia się trochę jego relacja z Anią na tym etapie. I mam tu też największy dysonans. Bo te zmiany są bardzo odczuwalne i nie jestem pewna czy potrzebne, a jednak poprzez to jak Zuman odtwarza tę ostać to je akceptuję. Chociaż sądzę, że fani książek mogą mieć spore problemy. Gilbert był dla mnie postacią idealną i nie wiem czy te zmiany były konieczne.
Cieszę się jednak, że nowe pokolenie dostało swojego Gilberta.


PS. Nie bójcie się, najbardziej epicka scena między tym dwojgiem nie została naruszona. Ponownie- to co najważniejsze i niemal święte w tej historii zostało zachowane.



Maryla i Mateusz


W nowej serii Maryla generalnie jest niezmieniona. Rozbudowano jedynie jej wątek młodzieńczego romansu, który w ksiażce został kilkakrotnie wspomniany. Geraldine James gra po prostu pięknie.


Natomiast mam sporo "ale" do Mateusza. Był on dla mnie zawsze tym dobrym, poczciwym Mateuszem. Cichym, spokojnym, lekko wycofanym, bardzo nieśmiały ale zawsze obecnym dla Ani. Tu trochę mi go brakuje. Wprawdzie twórcy starają się pokazać jego miłość do Ani, ale brakuje mi tu takiego jego ciepła. Brakuje mi tej miłości. W wersji z 1985 Mateusz był dla mnie idealny, tu taki trochę... czegoś brakuje. Nie znaczy to że jest jakiś szorstki  nieprzyjemny. Po prostu tak go mało nawet gdy widzimy go na ekranie. I też nie pasowało mi wciskanie tego wątku z dawną miłością, bo to nie pasuje mi po prostu do tej postaci. Nie udało mi się go pokochać. Niestety.

Diana


Według mnie pasuje idealnie. Dalila Bela jest cudna, a jej Diana to zabawna dziewczynka, która idealnie pasuje do Ani. Dianę się lubi od razu i tez podoba mi się, ze nie jest taka idealna, że pokazano jej konflikt wewnętrzny po tym jak koledzy ze szkoły początkowo odrzucają Anię. Diana ma tu charakter, czego nie można powiedzieć o tej z 85 roku. Jest drugą po Ani najfajniejszą dziewczynką, która ma swoje zdanie i dzięki Ani uczy się je wypowiadać. Diana to chyba jedna z moich ulubienic
I tak, kolejna już legendarna scena zawierająca "sok malinowy" też została tu uwzględniona.



Inni

Jerry

Chłopiec który pomagał w gospodarstwie Mateuszowi, jest bardzo poboczną postacią w ksiażce. Tu odgrywa dużo większą rolę i muszę przyznać, że wnosi fajny kontrast do postaci Ani i potrzebne rozluźnienie sytuacji.

Małgorzata Linde


Małgorzata niezmiennie jest wścibską plotkarą o złotym sercu. To co podobało mi się tu szczególnie to więź jej z Marylą i oddanie. Dwie silne kobiety, które nie pozwolą sobą rządzić. Szczególnie facetom. 

Koleżanki

W serii z 1985 trochę mi brakowało Ani w zetknięciu z innymi dziewczynami. Pojawiły się one ale połowicznie i przelotnie. Tu grupa dziewczynek dumnie reprezentowana przez Józię Pye jest barwna i ciekawa a Ruby jest cudna z tym swoim zauroczeniem Gilbertem (ktoś się jej dziwi)? 


W tej wersji możemy zobaczyć jak trudna była konfrontacja Ani- biednej sieroty z dziećmi z Avonley. Ania w każdy możliwy sposób odstaje od reszty i to, że dzieci jej nie przyjęły od razu  otwartym rękami jest jak najbardziej realistyczne.

Tematyka:

W serialu główny ciężar fabularny złożony jest na temat asymilacji Ani w nowym otoczeniu. Bardzo dużo czasu poświęcono właśnie na psychikę bohaterów. Ten zabieg owszem powoduje, że serial jest trochę mroczniejszy, ale jednocześnie mam wrażenie, że to tej historii było potrzebne. Momenty smutne, czasem ciężkie przeplatywane są z lekkimi i zabawnymi. Jest sporo wątków, które w stosunku do ekranizacji z Follows zostały wręcz poprawione na korzyść. Pamiętacie pana Phlipsa, nauczyciela mającego romans z uczennicą? W starej wersji był to trochę odpychający facet w średnim wieku, a tu dostajemy młodego chłopaka, który możliwe, że jest od Prissy niewiele starszy. Zadbano o prawdę i realizm, może czasem przesadny ale przez to serial naprawdę ogląda się z zainteresowaniem. Szczególnie dla kogoś kto oglądał niemal wszystkie inne wersje.

Podsumujmy więc:

Co mi się nie podobało?

  • Brak lekkości i takiego ciepła książek - kolorystyka w znacznej mierze jest szara i ponura, pasuje to do klimatu serialu, jednak jako osoba, która uwielbia książkę i filmy z Follows trochę za tym tęsknię. Troszkę mniej dramatyzmu by nie zaszkodziło. Chociaż w sumie to taki naciągany minus.
  • Niektóre elementy charakteru i zachowania Mateusza, w szczególności ten wątek niby to romansu, wspomnień
  • Niektóre zmiany w biografii Gilberta, które zwiastują spore zmiany w fabule jeżeli powstanie 2 sezon. Boję się, ze sens jego relacji z Anią może ulec zmianie, którą trudno mi będzie zaakceptować.
  • Czasami przesadny temperament Ani, która została tak momentami udziwniona, że to aż nierealne.


Co mi się podobało?

  • Klimat. Mimo wszystko jak sie go już zaakceptuje, to serial oglada sę dobrze i minusy zostają jakoś zrekompensowane.
  • Amybeth. Gra cudownie. Nie tylko pasuje do Ani fizycznie, ale doskonale wczuwa się w tę postać.
  • Gra aktorska w ogóle. Wszyscy, łącznie z najmłodszymi aktorami spisują się na medal.
  • Gilbert- bo nie mogło być inaczej. Nie ważne jaką ma twarz, zawsze kocham.
  • Muzyka i zdjęcia - majstersztyk i uczta dla ucha i oka.
  • Poruszenie tematów przyziemnych ale ważnych (jak ta miesiaczka chociażby)
  • Ukazanie ważnej roli kobiet.
  • Dbałość o szczegóły -kostiumy, scenografia są fantastyczne
  • Zachowanie rdzenia oryginalnej historii i wybranie tego co jest najważniejsze. Łącznie z dialogami. 
  • Możliwość powrotu do ukochanej historii.

Anne to bardzo ciekawa propozycja. Naprawdę musiałam się przełamać by w ogóle to obejrzeć, ale bardzo się z tego powodu cieszę. To świetnie, że nowe pokolenia będą miały szansę poznać tę historię. U nas w kraju niestety też została skrzywdzona jako lektura i wiele osób nie przełamało się by sięgnąć po inne części. Ania na Uniwersytecie to cudo. Cieszę się, że ci co już Anię znają będą mogli spojrzeć na nią pod innym kątem. Popatrzyć na te znane im tematy z trochę innej perspektywy. 
Ostrzegam tych co jednak chcę lekturę szkolną zastąpić tym serialem- raczej możecie mieć problemy jak zaczniecie przedstawiać wydarzenia.

Zmiany które zaszły... cóż fajnie by było dostać idealną, wierną ekranizację na poziomie, bo takiej jeszcze nie było, ale z drugiej strony ciekawie jest też zobaczyć, co z tą historia można zrobić.

Najważniejsze w tym wszystkim jest to by zachować "to coś" co czyni historię wyjątkową i "to coś" tu jest. Nagle wracasz na Zielone Wzgórze, do dawnych znajomych i czujesz się tak, jak kiedyś, gdy po raz pierwszy poznałeś Anię Shirley. 

I to jest najważniejsze!


Jest sporo elementów o których chciałabym powiedzieć, ale to by wiązało się z podaniem spoilerów, a tego nie chcę. Obejrzyjcie chociaż pilot i zdecydujcie sami. Nawet jeżeli nie przepadacie za książkami, to może być dla was ciekawa propozycja.

8 komentarzy:

  1. Dla mnie "nowa Ania" jest przepiękna, będzie też piękną kobietą jak dorośnie. Uwielbiam ten celtycki typ urody <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. a ja się bardzo cieszę, że pokazuje się też takie dziewczyny w telewizji!

      Usuń
  2. Mimo wszystkich Twoich "ale" całość brzmi całkiem obiecująco! Już nie mogę się doczekać! 😊

    OdpowiedzUsuń
  3. Mimo wszystkich Twoich "ale" całość brzmi całkiem obiecująco! Już nie mogę się doczekać! 😊

    OdpowiedzUsuń
  4. Kiedy usłyszałam o pomyśle na "nową Anię" również byłam raczej na nie, ale jednak moja ciekawość zwycięża i coś mi mówi, że serial mimo wszystko przypadnie mi do gustu :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Doprawdy wielu lubi jechać na renomie, co mnie osobiście wkurza.

    Co jakiś czas lubię sobie pooglądać jakieś seriale i wydaje mi się, że ten może mi się spodobać, mimo kilku minusów. W każdym razie zapoznam się pewnie z kilkoma odcinkami, żeby się zorientować :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Na pewno zanim obejrzę to chciałabym przeczytać książki. Bo tak się składa że pierwszą część przygód Ani przeczytałam po raz pierwszy dopiero w sierpniu ubiegłego roku. Kolejne tomy mam na półce i z wielką chęcią po nie sięgnę bo Ania z Zielonego Wzgórza bardzo mi się podobała :) Książki na pierwszym miejscu, serial dopiero później :D

    Pozdrawiam, Justyna z www.w-temacie.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  7. Oglądałam serial i jestem w sumie zachwycona. Najbardziej urzekł mnie Gilbert, ostry klimat i oczywiście Ania <3

    OdpowiedzUsuń