piątek, 8 stycznia 2016

BookNerd Rev: Każdego dnia - David Levithan

Och jak długo ta książka tkwi już na mojej półce. Obiecywałam i próbowałam po nią sięgnąć już tyle razy, ale zawsze coś musiało pokrzyżować mi plany. Jednak udało się.




Każdego dnia to jedna z tych książek, których sama koncepcja jest na tyle ciekawa, że człowiekowi nie potrzebne są żadne recenzje, bo już po opisie jest wystarczająco zaintrygowany.

Każdego dnia szesnastoletni A budzi się - bez ostrzeżenia - w innym ciele i w innym miejscu.
A pogodził się ze swoim wyjątkowym losem, ustalił nawet zasady, których stara się przestrzegać. Nie angażować się. Nie rzucać się w oczy. Nie mieszać w cudzym życiu.
Aż do pewnego poranka, kiedy A budzi się w ciele Justina i poznaje jego dziewczynę, Rhiannon. Od tej chwili przestają obowiązywać wszelkie reguły, bowiem A wreszcie znalazł kogoś, z kim pragnie być – każdego dnia, bez wyjątku.

Codziennie budzić się w innym ciele... nie innym ale cudzym. Żyć czyimś życiem przez jeden dzień. Być pasażerem na gapę. Nie mieć własnej rodziny, nie mieć własnej przeszłości i przyszłości. Zawsze być kimś innym, zawsze tylko przez 24 godziny. Każdego dnia być tylko gościem. A mimo to zostać sobą?

Książka Każdego dnia mimo swojej fantastycznej koncepcji bardziej przypomina jednak powieść obyczajową. Levithan tak skonstruował swoją opowieść, że sam fakt iż główny bohater w tajemniczy sposób przenika z ciała do ciała, nie mając nad tym kontroli, staje się bardzo realny, na tyle realny, że książkę czytamy jak zwyczajny, realistyczną opowieść o miłości. Tym właśnie jest książka - opowieścią o miłości, nie burzliwym romansem, nie opowieścią sci-fi. To historia pokazująca rodzące się, bardzo skomplikowane uczucie, poszukiwanie własnej tożsamości. Levithan, co zdaje się jego znakiem firmowym, wybiera tematykę trudną, niestety dalej kontrowersyjną. Porusza temat tożsamości zarówno rasowej jak i seksualnej oraz w zasadzie każdej innej. Skupia się na tym jak postrzegamy ludzi, jak ich widzimy i jak oceniamy. Każdego dnia pełne jest takich sytuacji w których, możemy oceniać własną tolerancję. Zastanawia się nad tym, czy prawdą jest, że liczy się wnętrze człowieka a nie to jak wygląda i pokazuje jak ważne jest to, jak postrzegamy ludzi również na zewnątrz. Zastanawia się, czy do oceny drugiej osoby wystarczy nam to kim jest, jak się zachowuje, jak myśli, jaką ma duszę, a nie to jak widzą go nasze oczy.

Książka porusza, w moim odczuciu, bardzo skomplikowane tematy. Moralność bohaterów nieraz wystawiona jest na ocenę i jej dokonanie jest bardzo trudne.

A to postać niezwykła, nie tylko ze względu na jego specyfikę, ale również wydaje mi się metaforykę postaci. Levithan stworzył Kogoś, bohatera którego nie możemy jednoznacznie określić. Everymana. Jest to idealny przykład postaci, która może być każdym. Przeżył już 6034 życia, nigdy nie był dwa razy tą samą osobą, ale też nigdy nie mógł być w pełni sobą. Rozumie ludzi lepiej niż ktokolwiek inny. Wie, że tak naprawdę nie ma znaczenia nasza fizyczność, bo to wnętrze odróżnia nas od siebie. A jest jednak postacią utopijną, zbyt doskonałą w niedoskonałym świecie. Jest ucieleśnieniem (chociaż może nie dosłownie) wszelkich haseł tolerancji, równości.

Ta utopijność powoduje jednak, że mimo, że pełna podziwu, miałam sporo obiekcji. Mimo, że A zdaje się rozumie świat lepiej niż wszyscy w około, chce swoje poglądy przenieść do świata, który tak nie może funkcjonować. Jest naiwny, chociaż dawno powinien się tego oduczyć, wymaga zbyt dużo i oczekuje za dużo. 5994 dzień zmienia wszystko - poznaje dziewczynę i od razu się zakochuje. Jest to klasyczny przypadek miłości od pierwszego wejrzenia. Tylko że oczy Rhinnon nie widziały A, widziały swojego chłopaka Justina. I tu rodzi się zarówno dosyć ciekawa historia jak i kilka problemów jakie miałam z książką.

Po pierwsze nie wierzę w taki rodzaj miłości. Instant love, która ma być tą jedyną i najważniejszą. Po drugie przeświadczenie A, że to w jakim jest ciele nie ma znaczenia i brak zrozumienia dla Rhinnon. Bezwarunkowa miłość. Widzicie, właśnie tu widzę utopię w wizji Levithana. Nie można nie oceniać książki po okładce. Na naszą tożsamość składa się zarówno to jak wyglądamy jak i to jakimi jesteśmy. Ne można wymagać od kogoś, że będzie ponad to, szczególnie, że ktoś się bardzo stara. I w zasadzie to było moje główne zastrzeżenie. Ponieważ nie wierzę anie w natychmiastową miłość ani w miłość bezwarunkową. A tego właśnie oczekiwał A. Bo A zapominał, że będąc w czyimś ciele nie jest sobą. I chociaż brzmi to niezwykle smutno dla A, wręcz tragicznie, niestety tym właśnie był - pasożytem.

Ale mimo wszystko Każdego dnia jest niezwykle interesujące. Może właśnie na te moralne dylematy. Ponieważ chce się dyskutować, chce się analizować przypadek A. Chcemy wiedzieć dlaczego. Chcemy wiedzieć kim jeszcze będzie. Każdy z nas jest przecież inny, a A jest niezwykły. I mimo, ze jestem raczej pesymistką jeżeli chodzi o idealne światy bez wojen, rasizmu, homofobii i jakiejkolwiek nietolerancji, to jednak chcę to wierzyć. Chcę wierzyć w miłość A i Rhinnon. Chcę im kibicować, chcę by A był szczęśliwy, by mógł poznać samego siebie.

Uwielbiam gdy książki wywołują u mnie moralne, emocjonalne dylematy. Takie, które nie są jednoznaczne. Każdego dnia nie jest doskonalą, ale jest też idealną książką do dyskusji. Ponieważ jej niedoskonałość jest relatywna. W sferze języka, stylu, pomysłu i prowadzenia akcji nie mam zastrzeżeń. Dlatego też czekam aż będę miała okazję przeczytać część drugą. Każdego dnia daje mianowicie obietnicę na więcej i wydaje mi się, że jest to też obietnica czegoś trochę innego. To nowe może okazać się bardzo interesujące!





Razem z Anitą z Tea Story postanowiłyśmy stworzyć cykl postów- BookTalk, gdzie będziemy omawiać książki dokładniej, ze sporą ilością szczegółów i pewnie spoilerów. Zawsze pod koniec miesiąca. Na styczeń wybrałyśmy własnie Każdego dnia. Wszystkich zainteresowanych zapraszamy pod koniec miesiąca. Jeżeli czytałeś książkę może będziesz miał coś jeszcze do dodania.

3 komentarze:

  1. Świetna recenzja! :)
    Ja również zrobiłam na swoim blogu.
    http://loony-blog.blogspot.com/2016/01/recenzja-ksiazki-wroc-jesli-pamietasz_8.html

    OdpowiedzUsuń
  2. Fabuła wydaje się podobna do "Piętnastu żywotów Harrego Augusta", którego uwielbiam, więc może sięgnę także i po tą pozycję :)

    ksiazkowy-termit.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jestem na 120 stronie "Piętnastu żywotów..." i też miałam podobne wrażenie.

      Usuń