BookNerd Rev: Księga wyzwań Dasha i Lily

Może to nie te święta co trzeba i może klimat już nie ten, ale bez względu na okoliczności, chyba każdy z nas lubi te historie, które wywołują uśmiech i poprawiają samopoczucie. Dziś podzielę się z wami książką, której okładka może i jest bożonarodzeniowa tak jak tło wydarzeń, ale sama historia jest bardzo uniwersalna.


Od Księgi wyzwań Dasha i Lily nie można oczekiwać wielkiej oryginalności - przecież to obyczajówka YA, a jednak odnajdziecie tu kilka ciekawych i oryginalnych pomysłów, które sprawiły, że książka jest wyjątkowa. 

„W środku znajdziesz wskazówki. Jeśli chcesz je poznać, przewróć stronę. Jeśli nie – proszę, odłóż notatnik na półkę”.

Zainspirowana przez szczęśliwie zakochanego brata, szesnastoletnia Lily zostawia czerwony notatnik pełen wyzwań na ulubionej półce w swojej ulubionej księgarni. Notes czeka na odpowiedniego chłopaka, który odważy się podjąć grę. Ciekawski, ironiczny, lekko cyniczny Dash nie boi się zagadek - księga wyzwań staje się dla niego tak potrzebną odskocznią od codzienności. Dash i Lily urządzają podchody na wielką skalę – szukają notesu (i siebie) po całym Manhattanie. Podczas gry zaczyna rodzić się uczucie. Tylko czy na żywo zrobią na sobie równie dobre wrażenie, co na papierze? To spotkanie może okazać się największym wyzwaniem!

Na książkę zwróciłam uwagę ze względu na nazwisko Levithana. Jego styl, który trudno jest mi jednoznacznie określić, poznałam przy okazji Will Grayson, Will Grayson napisanej z Johnem Greenem. Już wtedy można było wyczuć inteligencję i świadomość słowa pisarza. W Każdego dnia udowodnił, że ma też oryginalne i nietuzinkowe pomysły. W Księdze wyzwań Dasha i Lily jego część podobała mi się najbardziej.

Historię poznajemy z dwóch perspektyw i właśnie w ten sposób została podzielona praca między autorami. Część Dasha, a więc Levithana, była dla mnie stylistyczną przyjemnością. Dojrzały język, inteligentny humor. Nad wieloma fragmentami niemal się zachwycałam i to był jeden z wielu czynników, dla których polubiłam całą książkę.
Część Lily- Cohn - nie była tak stylistycznie dobra (bardziej zwyczajna), ale muszę przyznać, że to właśnie Lily polubiłam bardziej. Jest niezwykle pozytywną bohaterką w każdym tego stwierdzenia znaczeniu. Momentami przypominała mi Mię (z Pamiętnika księżniczki). Jest taką postacią, którą łatwo lubić i jeszcze przyjemniej obserwować. 

Ale jest też sama historia. Historia, która urzekła mnie od samego początku. Śledzenie rozwoju "księgi wyzwań" było przyjemnością. Może stopniowo sama księga stawała się mniej zajmująca, ale zbiegło się to z rozwojem postaci. Podoba mi się sama idea tej "księgi", wzięcia udziału w takiej przygodzie. To idealny materiał na film. I ten Nowy Jork w tle. 

Księga wyzwań Dasha i Lily to cały wachlarz kolorowych postaci drugoplanowych, które wielokrotnie stają się ważnym elementem fabularnym. I ciekawe też jak różnie były widziane przez Dasha i Lily.

Ta niezwykle pozytywna opowieść była dla mnie miłym zaskoczeniem. Nie spodziewałam się, że czytanie sprawi mi tyle przyjemności. Już od kilku pierwszych stron czułam, że to coś dla mnie.
To moje poczucie humoru, dający się lubić bohaterowie, ciekawie zarysowana przestrzeń, niemal idealny styl i język. Książka, która wywołała całe mnóstwo pozytywnych emocji. 
W pewnym momencie optymizm połączony z zaskoczeniem pt. "to jest dużo lepsze niż sądziłam" i "nie tego się spodziewałam" spowodował, że chciałam dać jej najwyższą notę. 
Nie dam jednak. Czuję, że troszkę więcej można było tu pokazać, jeszcze bardziej rozkręcić wyzwania. Mimo to było niemal idealnie.

Nie spodziewajcie się książki doskonałej. Wiem, że ta nią nie jest. Liczą się jednak emocje po skończeniu. Jeżeli chcecie czegoś lekkiego, prostego ale nie banalnego (chociaż przyjemnie naiwnego) to coś dla was. 
Czasami potrzebujemy trochę magii świąt, tej świątecznej bańki mydlanej i historii, które dają i nie wymagają wysiłku. Ta książka jest idealną bożonarodzeniową historią. I co z tego, że mamy wiosnę! Czasami takich opowieści potrzebujemy wtedy kiedy o Bożym Narodzeniu nikt już nie myśli. Może w Wielkanoc? Hmmm? Polecam! Troszkę słodyczy, lukru i posypki, ale z umiarem i dobrym smakiem. 


Komentarze

  1. Książki YA zazwyczaj odznaczają się schematycznością, dlatego ciekawe jest, że ta jest chociaż trochę inna niż wszystkie i tak wysoko ją oceniłaś. Miałam zamiar ją przeczytać w święta, ale w końcu o tym zapomniałam :D
    Pozdrawiam
    ksiazkowy-termit.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  2. Raczej poczekam do okresu świątecznego i wtedy sięgnę po Księgę wyzwań. Wydaje mi się, że gdzieś słyszałam o tym, że autorzy planują napisać kontynuację, ale pewna nie jestem... :)

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz