BookNerd Rev: Gniew i świt

Dobra książka powinna pochłaniać czytelnika, przenosić go w jej świat, zawładnąć jego umysłem i uczuciami, tak by nie mógł jej odłożyć na bok. Powinna skupiać na sobie uwagę, wywoływać emocje, sprawiać by po jej zakończeniu nie chciało się przez jakiś czas sięgnąć po nic innego.
To też symptomy książkowego kaca, a jak ja sobie z nim radzę? M.in. pisząc recenzję. 

(Podoba ci się to zdjęcie? zapraszam na mojego Instagrama)

Jedno życie, jeden świt.

W krainie rządzonej przez młodego, żądnego krwi władcę, każdy poranek przynosi cierpienie kolejnej rodzinie. Chalid, osiemnastoletni kalif Chorasanu, jest potworem. Co noc bierze sobie nową małżonkę, by o poranku owinąć jedwabny sznur wokół jej szyi. Kiedy ofiarą Chalida pada szesnastoletnia przyjaciółka Szahrzad, dziewczyna poprzysięga mu zemstę i zgłasza się na jego kolejną oblubienicę. Szahrzad zamierza nie tylko ujść z życiem, ale też raz na zawsze zakończyć okrutne panowanie kalifa.
Noc za nocą Szahrzad mami Chalida, snując zachwycające historie, i odwleka swój koniec, choć doskonale zdaje sobie sprawę, że kolejny świt może okazać się jej ostatnim.
Z czasem dziewczyna zaczyna rozumieć, że w pałacu z marmuru i kamienia nie wszystko jest takie, jakim się wydaje. Szahrzad zamierza odkryć prawdę. Jest gotowa odebrać życie Chalida i tym samym odpłacić mu za tak wiele skradzionych istnień.
Czy miłość zwycięży w świecie pełnym niesamowitych historii i mrocznych sekretów?

Opowieść o której pewnie każdy z nas kiedyś słyszał, "Księga tysiąca i jednej nocy" opowiedziana na nowo w porywającej, pełnej akcji ksiażce Renee Ahdieh, która przeniosła tę klasyczną baśń w XXI wiek. Autorka jednak nie unowocześniła historii, nie przeniosła jej w przyszłość a nawet w teraźniejszość. Historia na nowo opowiedziana, ale tak, że w pełni jest przystępna dla współczesnego czytelnika ale i zachowuje szacunek do kultury i oryginalnej historii.

Niby znamy te opowieść, niby wiemy jak może się potoczyć, a tak naprawdę odkrywamy coś nowego, świeżego i ekscytującego. 
Podstawowym problemem jakim mam przy czytaniu książek to to, że często nie lubię głównych bohaterów. A to jest spory problem. I tak było z Szahrzad... przez pierwsze dwa rozdziały do momentu kiedy zrozumiałam, że z nią jest wszystko w porządku i że w gruncie rzeczy jest to silna, stanowcza postać, która jak najbardziej może być bohaterką dźwigającą na barkach całą fabułę. Wbrew pozorom to rzadkość, dlatego do Szahrzad podchodziłam z rezerwą. Jednak jak się okazało myliłam się i na szczęście szybko to zrozumiałam i cieszyłam się dalszą lekturą.
Chalid, ach Chalid. Która z nas nie lubi dumnych, cichych brutali, którzy gdzieś tam głęboko mają pokłady dobra, które uwidocznić się mogą tylko przy "tej jedynej". Chalid to potwór, bezwzględny Król Królów, który o świcie zabija swoją żonę by wieczorem być mężem innej. Tylko, że od początku coś tu nie pasuje. Ale z drugiej stron jednak je zabija... i czytelnik jest w impasie, bo jak mamy bronić mordercy? Morderca mordercą pozostanie, jednak mamy tu głębsze dno które tak bardzo fascynuje, tak pociąga, tak intryguje. Autorka pozostawia pewne pole do interpretacji, własnej oceny. Nie oczyszcza bohatera z jego win tak byśmy mogli z czystym sercem go lubić. Właśnie posostawia te zbrodnie i ciągle to podkreśla, byśmy nie zapomnieli jaki był, jaki jest.

Romans poprowadzony jest delikatne a zarazem jest to burza uczuć, pożądania. Coś co podnosi ciśnienie nie tylko bohaterom. Są jak yin i yang, jak dwa magnesy które się odpychają, ale pod odpowiednim kontem ciągną do siebie i trudno je zatrzymać. Chociaż Szahrzad wie, ze nie powinna, wie że ma cel i że musi go dopełnić, wie też że życie nie jest takie proste, a to co widziane oczami nie do końca równa się temu co widzi serce.

Literatura współczesna nie byłaby sobą gdyby nie było i tego dodatkowego, małego szpikulca w postaci tego drugiego, pięknego młodzieńca... i szczerze to mi przeszkadzało, bo myślisz "po co". a jednak w rozrachunku całkiem to sensowne. Bo Szahrzad miała życie wcześniej, które zostawiła dla misji, zemsty. I to życie ja ściga i nie pozwala odejść.

I jest jeszcze intryga i podstępek. Coś co bezustannie wisi nad bohaterami co ich ściga. I to niezwykle zajmujący element całej układanki. Bo chociaż się domyślamy, podejrzewamy nic nie jest takie oczywiste, a akcja może w każdej chwili przybrać nieoczekiwany zwrot.

Renee Ahdieh zachwyca stylem i umiejętnościami łączenia słów. Pisze pięknie i udaje jej się stworzyć niezwykły klimat, który pobudza wspaniale wyobraźnię i na pewno pozostaje w pamięci. Gdy czytasz w głowie tworzą ci się piękne obrazy. Plastyczność opisów i piękno języka, również słowa padające z ust bohaterów tak pięknie pasują do tej wyjątkowej powieści. 
W świecie w którym jakakolwiek kultura prócz tej zachodu (ekh Amerykańska) traktowana jest po macoszemu, ta książka sprawia, że nagle przenosić się w piękne krainy Bliskiego Wschodu, w ich niezwykłą tradycję i kulturę i masz ochotę jeszcze bardziej jej zasmakować.

Mimo, że historia, szczególnie jej magiczny aspekt nie są za bardzo rozbudowane, mnie podobało się, że na razie pozostawiono trochę niedomówień. Bo jest to bardziej realne i niewytłumaczalne. Dlaczego dochodzi do tych morderstw, co stało się królowi, dlaczego wszystko skrywa tajemnica. Gdy magia wchodzi w grę łatwiej znaleźć wytłumaczenie. Tu magia pojawia się powoli i daje też możliwość jej zgłębienia w kolejnej części na którą teraz nieubłaganie czekam.

Gniew i świt to książka której potrzebowałam w swojej kolekcji. Pozycja do której będę wracać by znów cieszyć się odkrywaniem tego niezwykłego świata.

Jeżeli szukacie czegoś odrobinę innego od tej fantastyki którą teraz jesteśmy naprawdę zasypywani, to bardzo rekomenduję tę pozycję. Przez jeden dzień zostałam przeniesiona w niezwykły i fascynujący świat. Nie mogłam i nadal nie mogę przestać o nie myśleć. Coś co zasługuje na absolutną uwagę. Tak, wytworzyła się we mnie mała obsesja. Mam książkowego kaca... to dobrze, bardzo dobrze.








Komentarze