BookNerd Blogmas Challenge: Finding Audrey

I oto jestem. Moja pierwsza recenzja w ramach BLOGMAS. Jak już zapowiadałam recenzje powinny pojawiać się co dwa dni, chyba że czas na post specjalny. Ale będę was o tym informować na bieżąco. Jeżeli ktoś jest zainteresowany - dodatkowe mini recenzje filmów i niektórych książek, oraz podsumowanie każdego blogmastycznego dnia znajdziecie na Fishtalkingowym Facebooku.

Wybierając książkę do recenzji na dziś rzuciłam monetą. Zarówno rzeczywistą jak i wirtualną i wynik był jednoznaczny. Zapraszam :)

"Finding Audrey" Sophie Kinsella




Z napisaniem recenzji Finding Audrey zbieram się od sierpnia i nie dlatego, że była to zła książka. Miałam sporo na głowie przez ten czas, a nie chciałam poświecić jej niewystarczająco dużo czasu. Z perspektywy mogę powiedzieć z czystym sumieniem, że jest to jedna z najlepszych książek, z pewnością jedna z moich ulubionych z tego roku.

Czternastoletnia Audrey ma pewien problem, a w zasadzie całe mnóstwo problemów. Nawet jakby chciała, nie może stawić im czoła gdy nawet kontakt z własną rodziną jest dla niej wyzwaniem. Audrey cierpi na zaburzenia lękowe, dlatego zawsze nosi przeciwsłoneczne okulary, nie opuszcza domu, a jedyną osobą z którą potrafi nawiązać kontakt wzrokowy jest jej malutki braciszek. Co się stało Audrey? Chyba za wcześnie by o tym pisać... Na domiar złego jej brata zaczyna odwiedzać kolega i nagle Audrey musi zmierzyć się z jeszcze jedna osobą w jej życiu. To za wiele. Ale chłopak zaczyna stawiać jej wyzwania, chcąc zburzyć ścianę wokół dziewczyny.


Jeżeli teraz przewracacie oczami i myślicie, że właśnie przedstawiam wam kolejna książkę o chorobie i że już było tego stanowczo za wiele, to proszę weźcie głęboki wdech i wysłuchajcie mnie do końca.

Finding Audrey to jedna z tych książek, która lawiruje na wielu płaszczyznach i która tylko pod pretekstem owej choroby chce przekazać nam coś innego. 
Narratorem jest Audrey i to jak wprowadza nas w swój świat jest naprawdę niezwykłe. Audrey jest fascynująca i jednocześnie niezwykle zamknięta. Sophie Kinsella nie bawi się w dramatyzm, nie buduje napięcia, nie chce nam wyrwać serca i zmiażdżyć go obcasem. Jej opowieść ma nas poruszyć, ale nie dobić. Ma nam pokazać historię w którą uwierzymy, bohatera z którym się zżyjemy i w prosty sposób pokazać czym jest miłość.

Finding Audrey pokazuje rodzinę, pokazuje jak ważni są w naszym życiu ci z którymi mieszkamy pod jednym dachem. Pokazuje też, że nawet oni mogą być dla nas niezwykle odlegli. Choroba Audrey jest czymś poważniejszym niż pewnie na to wygląda. Uświadamiamy sobie to niemal od początku. Człowiek jest istotą społeczną i gdy nagle każdy kontakt wywołuje u ciebie lęk to jest tragedia. Możemy wmawiać sobie, że nie potrzebujemy ludzi do szczęścia, ale historia Audrey pokazuje, że bez drugiego człowieka życie jest niezwykle trudne i smutne. Wszyscy wiemy, że życie nastolatka nie jest łatwe. Człowieka można zranić na wiele sposobów, czasem można go nawet zniszczyć nie wkładając w to dużego wysiłku. Jak trudno wtedy pozbierać te potłuczone kawałki...

Możecie teraz myśleć, że proponuje wam jakąś dołującą książkę o poszukiwaniu samej siebie. Nic bardziej mylnego. Pod całą otoczką smutnej historii choroby, mamy całe bogactwo humoru i pozytywnego myślenia. Ta książka jest jedną z najbardziej pozytywnych historii jakie czytałam. Na każdej stronie możemy odnaleźć światełko nadziei. Pełna ciepła w sposób wyjątkowy przedstawia rodzinę, która zachowuje się jak każda inna rodzina, która się kocha, która chce sobie pomóc. Mówi o miłości na wielu szczeblach i w różnej formie. Jest dawką tak wielu pozytywnych emocji, które nawet teraz 4 miesiące po lekturze, sprawiają, że robi mi się ciepło na sercu.

"Life is all about climbing up, slipping down, and picking yourself up again. And it doesn't matter if you slip down. As long as you're kind of heading more or less upwards. That's all you can hope for. More or less upward."

Sophie Kinsella dała nam książkę, w której pokazała, że często musimy zrobić dwa kroki w tył zanim zrobimy krok w przód, ale mając wsparcie innych, nawet gdy wydaje nam się że to nas spowalnia, dotrzemy do celu.

Dodatkowym plusem książki są fragmenty napisane jak scenariusz. Audrey za pomocą kamery, przez obiektyw rozmawia z innymi. Tak jest jej łatwiej. Są to momenty, kiedy odrywamy się na chwile od samej Audrey i widzimy jej rodzinę taką jaka jest. Taką zwyczajną, prawdziwą. Do tego cholernie zabawną. Kocham tę rodzinę!

Sophie Kinsella dała nam jedną z najcieplejszych, ogrzewających serduszko opowieści, która pełna jest dobrego, zdrowego humoru a zarazem porusza poważny problem. Wszystko to idealnie przedstawione i wyważone.  Książka absolutnie dla każdego!

Niestety, książki nie ma jeszcze na polskim rynku, ale jeżeli zostanie wydana... kiedy zostanie wydana, będę pierwsza w kolejce. Potrzebujemy wszyscy takich lektur!



A jutro na blogu kolejny Wpis Specjalny, a w niedzielę kolejna recenzja!


Komentarze

  1. To ja czekam na polskie wydanie! :D
    I mam pytanko, czy książka jest napisana w prostym czy jednak bardziej skomplikowanym stylu? To znaczy, czy łatwo się ją czyta na raz? :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przeczytałam ją chyba w jeden dzień. Jest napisana w świetnym stylu, prosto ale nie banalnie. Tak jakby to mówiła czternastolatka, ale można dopatrywać się głębszego sensu. Myślę, że styl jest jednym z większych plusów tej książki. Aż żałowałam, że przeczytałam ją tak szybko.

      Usuń

Prześlij komentarz