piątek, 18 grudnia 2015

BookNerd Challenge: Czerwona Królowa

Coraz bliżej święta, coraz bliżej święta i coraz trudniej znaleźć czas na pisanie. Na czytanie zresztą też, chociaż to chyba wina tego, że wieczorem chce mi się tylko spać a nie czytać. Na szczęście recenzje opowiadań z Podaruj mi miłość udaje mi się publikować regularnie. Zapraszam na facebooka

"Czerwona królowa" Victoria Aveyard


Czerwona królowa to jedna z tych książek, która przykuwa wzrok bardzo łatwo, intryguje, ciekawi. Jedna z tych książek dla której chce się zerwać z postanowieniem"nigdy więcej dystopii". Jedna z tych książek, które chce się mieć.

Świat dzieli się według koloru krwi na srebrnych i czerwonych. 
Czerwoni to zwykli ludzie, robotnicy. Srebrni to elita- rządzący, ludzie którzy mają władzę.
Mare Barrow jest czerwoną i wie, że nic nie zmieni tego jaki jest świat. Jej przyszłość jest jasna - bez wykształcenia musi iść na wojnę i zginie. Jak wszyscy na froncie. 
Wszystko zmienia się jednak gdy dostaje pracę w Pałacu. Tu odkrywa, że mimo czerwonej krwi posiada moc równą Srebrnym. To odkrycie może zniszczyć układ sił i odmienić bieg zdarzeń.

Zarys fabuły wydaje się niezwykle ciekawy. Pomysł na to by dzielić społeczeństwo ze względu na kolor krwi jest oryginalny a zarazem bardzo prosty. Jednak już na wstępie zaznaczę, że Czerwona królowa nie jest w gruncie rzeczy niczym oryginalnym. Wydaje mi się, że wręcz składa się wyłącznie z motywów, które można było przeczytać już wcześniej. Gra o Tron, Rywalki, Dotyk Julii, Igrzyska śmierci, Niezgodna, Szklany tron... myślę, że mogłabym tak wymieniać bardzo długo. Ponieważ każdy ważny wątek nie jest w gruncie rzeczy niczym oryginalnym. Jest to kopalnia najlepszych elementów znanych już historii. Mamy tu niezwykłą główną bohaterkę, która "nie jest taka jak inni", mamy walkę o władzę, rebelię, intrygę, romans, zadufaną w sobie elitę i skrajnie resztę mieszkająca w skrajnej biedzie, walkę o życie kontra przepych i bogactwo. Tylko ktoś całkowicie nieobeznany w literaturze YA nie zauważy podobieństw. Jest to tak ewidentne, że można tylko zastanawiać się jak to możliwe, że książka jest tak popularna i zbiera tak dużo pozytywnych recenzji.

Myślę, że odpowiedź może być tylko jedna: przyjemność.

W książce Aveyard jest coś co sprawia, że nie tylko trudno się od niej oderwać, ale co więcej, już po przeczytaniu, już po zdaniu sobie sprawy z małej oryginalności powieści, chcemy więcej. Znacznie więcej i chcemy tego już.

Naprawdę trudno jest zrozumieć co jest takiego w tej książce, co powoduje, że wszystkie elementy, które spowodowałyby, że normalnie już dawno bym rzuciła książkę w kąt, tu mi tak bardzo nie przeszkadzały. Nawet jeżeli miały wpływ na ocenę końcową, to i tak ogólne odczucia były dużo ważniejsze. 

Co mnie zaskoczyło, polubiłam Mare. Nie była doskonała, nie udawała i co dla mnie najważniejsze nie podkreślała na każdym kroku swojej zwyczajności w słowach - ona taka była. W jej postaci mogę odnaleźć cechy, które lubiłam u innych bohaterek, a które tak bardzo przypomina. Tak jakby Aveyard dogłębnie przeanalizowała wszystkie te książki, spisała charakterystyki, wybrała to, co było dobre i stworzyła własną postać.

Poza tym, mimo, że Mare jest główna bohaterką, mam wrażenie że to świat Czerwonej królowej, intryga i rewolucja, jest tu ważniejszy. Być może dzieje się tak dlatego, że w przeciwieństwie do niemal wszystkich podobnych książek, tu romans nie jest tak istotny, a nawet jeżeli, jest jest tak mało interesujący, że czasem się o nim zapomina. Żywię szczerą nadzieję, że autorka pokusi się na oryginalność i nie pójdzie tu w utarte schematy, ponieważ "romans" jest niemal kalką, miksem Rywalek, Dotyku Jullii i Igrzysk śmierci. Jako chyba najsłabszy element historii wymaga przemyślenia i mam nadzieję zaskoczy mnie na końcu pozytywnie, albo przynajmniej odnajdę motywację dla konkretnego rozwiązania wątku.

Poza tym świat przedstawiony jest niezwykle plastyczny i czytelny. Cała historia jest bardzo przejrzyście zarysowana i powoduje, że nie tylko czerpiemy z lektury czystą przyjemność, to dodatkowo po jej odłożeniu pamiętamy zadziwiająco dużo. Nie potrzebujemy dodatkowych analiz, Aveyard wszystko bardzo ułatwia, nie zaplątuje się w swoje pomysły, nie wymyśla czegoś na poczekaniu, nie chce na siłę dodawać dramatyzmu. Napięcie ciągle rośnie, nie ma zbędnych opisów, nie ma zbędnych motywów dlaczego wszystko porównuję do Niezgodnej. Wszystko się zgadza.

Dodatkowym plusem jest bez wątpienia intryga, na której naświetlenia (bo wątpię czy to jest koniec) będziecie musieli poczekać na sam koniec. Plot twist, który nadaje książce kolorytu, który chyba najmocniej spowodował, że kolejna część staje się jeszcze ciekawszą perspektywą. 

To właśnie stało się dla mnie najtrudniejsze do zrozumienia przy samej ocenie książki. Wydaje mi się że mogłabym przeanalizować całą książkę i wyraźnie zaznaczyć fragmenty, które nie są oryginalnymi (dla mnie) pomysłami. Pewnie wszystko zależny co się już czytało. Jednak mimo tych podobieństw całość jest niezwykle ciekawa, a ja sama się sobie dziwiąc z wielką przyjemnością przeczytam kolejną część. I to mnie intryguje. Jak to jest, że książkę mimo to oceniam wysoko? 

Victoria Aveyard potrafiła w pełni wykorzystać potencjał dystopijnej powieści YA. Gdyby to była moja pierwsza książką gatunku bez wątpienia byłabym zachwycona. I z pełnym przekonaniem mogę powiedzieć, że jest to jedna z lepszych książek tego typu. Nie jest winą autorki, że dla mnie nie jest to oryginalny pomysł. Jeszcze kilka miesięcy temu nie miałabym tylu odniesień. Oceniając ją jako całkowicie osobny twór, jest to książka, którą poleciłabym wszystkim z czystym sumieniem. Mamy tu akcję, mamy ciekawych bohaterów, mamy intrygę, dramaturgię, humor i potencjał. Mamy zgrabną historię, której dalszego ciągu nie mogę się doczekać.



2 komentarze:

  1. Już nie mogę się doczekać jak do mnie przyjdzie na święta :)

    OdpowiedzUsuń
  2. mam na nią wielką ochotę, ale jeszcze nie udało mi się jej zdobyć. pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń